Hitchcock w Samochodówce. Pięć setów, wielkie emocje i finał dla Lechii!
🎬 Scenariusz godny Hitchcocka. Lechia prowadziła 2:0, ale pozwoliła rywalom doprowadzić do tie-breaka. Z pewnego zwycięstwa zrobił się prawdziwy siatkarski thriller.
🔥 14:12, 14:14 i wreszcie 16:14! W decydującym secie gospodarze zmarnowali dwie piłki meczowe. Ostatni atak Artura Brzostowicza przyniósł upragnione zwycięstwo.
⭐ Jędrzej Goss bohaterem wieczoru. 27 zdobytych punktów i statuetka MVP. Lechia odniosła czwarte zwycięstwo w sezonie i drugie z rzędu.
📊 Dwa punkty zamiast trzech. Tomaszowianie utrzymali się w walce o czołową ósemkę TAURON 1. Ligi, ale wypuszczone prowadzenie 2:0 pozostawia spory niedosyt.
W sobotni wieczór, 7 listopada, hala Zespołu Szkół Ponadpodstawowych nr 3 przy ulicy Legionów w Tomaszowie Mazowieckim zamieniła się w teatr siatkarskich emocji. Lechia Tomaszów Mazowiecki pokonała BBTS Bielsko-Biała 3:2 (25:23, 25:22, 21:25, 20:25, 16:14), odnosząc czwarte zwycięstwo w sezonie TAURON 1. Ligi. Spotkanie oglądało 310 kibiców, którzy przez dwie godziny i dwadzieścia minut otrzymali widowisko przypominające jazdę kolejką górską. Najpierw radość i przekonanie o zbliżającym się sukcesie, później coraz większy niepokój, wreszcie eksplozja emocji po ostatnim ataku Artura Brzostowicza. Bohaterem spotkania został jednak Jędrzej Goss, zdobywca 27 punktów i statuetki MVP.
Dwa akty pod dyktando Lechii. Wszystko układało się jak w dobrym scenariuszu
Pierwszy set rozpoczął się dokładnie tak, jak życzyłby sobie tego trener Kamil Czapnik. Po bloku Piotra Łukasika gospodarze prowadzili 3:0, sygnalizując, że nie zamierzają oddawać inicjatywy rywalom. BBTS szybko jednak przypomniał, że nie przyjechał do Tomaszowa w roli statysty. Bielszczanie wyrównali, a później przez dłuższy czas żadna z drużyn nie potrafiła wypracować bezpiecznej przewagi. Przy stanie 17:17 wszystko zaczynało się od nowa. Gdy na tablicy pojawił się remis 22:22, goście zdobyli kolejny punkt i zrobiło się niebezpiecznie. Wtedy ciężar odpowiedzialności wzięli na siebie liderzy. Najpierw skutecznie zaatakował Brzostowicz, później Goss zapewnił Lechii piłkę setową, a Jan Lizińczyk zakończył partię asem serwisowym. 25:23 dla Tomaszowian. Pierwszy akt thrillera miał szczęśliwe zakończenie.
Druga odsłona rozpoczęła się równie obiecująco. Po ataku Brzostowicza Lechia prowadziła 4:1 i ponownie sprawiała wrażenie zespołu lepiej zorganizowanego, pewniejszego swoich możliwości. Bielszczanie mozolnie odrabiali straty, doprowadzając do remisu 11:11. Interweniował trener Czapnik, a jego zawodnicy ponownie odzyskali niewielką przewagę. Nie było jednak mowy o spokojnym marszu po zwycięstwo. Przy stanie 20:20 emocje znów sięgnęły zenitu. W najważniejszych momentach skutecznością imponowali Brzostowicz i Goss. Pierwszy z nich zakończył seta atakiem, ustalając wynik na 25:22.
Lechia prowadziła 2:0. Od zwycięstwa za trzy punkty dzielił ją jeden wygrany set. Można było odnieść wrażenie, że film zmierza do przewidywalnego finału. Hitchcock w tym miejscu zapewne uśmiechnąłby się jednak pod nosem. Najważniejsze miało dopiero nastąpić.
Kiedy scenariusz wymknął się spod kontroli
Trzeci set przyniósł zmianę ról. BBTS zaczął grać odważniej, poprawił organizację ataku i coraz częściej wykorzystywał słabsze momenty gospodarzy. W Lechii dobrze prezentował się na środku Oskar Kukie, ale skuteczność na skrzydłach nie była już taka jak wcześniej. Przy wyniku 14:17 tomaszowianie znaleźli się w trudnym położeniu. Udana wideoweryfikacja zmniejszyła stratę do jednego punktu, jednak nie odwróciła przebiegu seta. Goście ponownie odskoczyli, uzyskali prowadzenie 24:19 i choć Lechia obroniła dwie piłki setowe, ostatecznie przegrała 21:25.
Czwarta partia pokazała, że nie był to tylko chwilowy przestój. Bielszczanie szybko objęli prowadzenie 8:5, a później powiększyli przewagę do czterech punktów. Lechia próbowała odzyskać rytm, zmniejszając stratę z 11:15 do 15:16. Przez moment wydawało się, że gospodarze potrafią jeszcze zatrzymać rozpędzony zespół gości. Nic z tego. BBTS zachował więcej spokoju, skuteczniej rozwiązywał akcje w końcówce i zwyciężył 25:20. Dużą rolę w odwróceniu losów spotkania odegrali Kamil Dębski i Matej Pastrnak.
Z perspektywy Tomaszowa był to najbardziej niepokojący fragment sobotniego widowiska. Drużyna, która przez dwie partie potrafiła narzucać przeciwnikowi własne warunki, nagle została zmuszona do reagowania na jego poczynania. Zniknęła wcześniejsza swoboda, pojawiły się nerwowość i problemy ze skutecznością. Przy prowadzeniu 2:0 Lechia miała w rękach trzy ligowe punkty. Po czwartym secie było już wiadomo, że jednego z nich nie odzyska.
Czternaście do czternastu. Dwie piłki, które rozstrzygnęły wszystko
Tie-break był kwintesencją tego, za co kochamy sport. Żadnych bezpiecznych przewag, żadnej możliwości ukrycia słabości. Każda piłka ważyła coraz więcej. Przy stanie 5:5 obie drużyny nadal szły łeb w łeb. Kiedy wydawało się, że to BBTS zyska przewagę przed zmianą stron, trener Kamil Czapnik poprosił o wideoweryfikację. Decyzja okazała się trafna. Chwilę później skuteczny atak Brzostowicza dał gospodarzom prowadzenie 8:7.
Walka trwała dalej. Przy stanie 11:11 nikt nie mógł być pewien zwycięstwa. Wreszcie Lechia uzyskała dwa punkty przewagi, a Piotr Łukasik asem serwisowym doprowadził do wyniku 14:12. Dwie piłki meczowe! Wydawało się, że wystarczy postawić kropkę nad „i”. Łukasik zepsuł jednak kolejną zagrywkę, a po przerwie zarządzonej przez Czapnika Daniel Gąsior odpowiedział asem serwisowym. 14:14. Cały wcześniejszy wysiłek, cztery rozegrane sety i ponad dwie godziny walki sprowadziły się do jednej prostej prawdy: trzeba zdobyć dwa kolejne punkty.
Gąsior, który przed chwilą przywrócił swojej drużynie nadzieję, tym razem pomylił się w polu zagrywki. Lechia otrzymała trzecią szansę na zakończenie spotkania. I już jej nie zmarnowała. Skuteczny kontratak Artura Brzostowicza zamknął mecz wynikiem 16:14 w tie-breaku i 3:2 dla gospodarzy.
Gdyby to był film, właśnie w tym momencie pojawiłyby się końcowe napisy. Na szczęście w sporcie nie trzeba zatrudniać scenarzystów. Życie pisze znacznie bardziej nieprawdopodobne zakończenia.
Goss bohaterem, Brzostowicz egzekutorem. A co mówią liczby?
Jędrzej Goss zdobył 27 punktów, w tym 21 atakiem i cztery blokiem. Był najskuteczniejszym zawodnikiem spotkania i zasłużenie odebrał statuetkę MVP. Artur Brzostowicz dołożył 20 punktów, a Piotr Łukasik 16. Swój wkład mieli również Wiktor Przybyłek (6), Oskar Kukie (4) i Jan Lizińczyk (3). Po stronie BBTS najwięcej punktów zdobyli Kamil Dębski (20), Matej Pastrnak (18) i Daniel Gąsior (15).
Oficjalne statystyki pokazują jednak coś więcej niż indywidualne osiągnięcia. Lechia była lepsza w bloku, zdobywając tym elementem 12 punktów wobec dziewięciu rywali. Oba zespoły zanotowały po siedem asów serwisowych. BBTS miał natomiast wyższą skuteczność ataku — 49 procent wobec 46 procent gospodarzy. Co szczególnie interesujące, Bielszczanie zdobyli łącznie więcej małych punktów: 109 do 107. Przegrali jednak spotkanie, ponieważ Tomaszowianie potrafili przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę w setach, w których margines błędu był najmniejszy.
To cenna lekcja, choć nie powód, by przymykać oczy na słabości. W długim sezonie trudno nieustannie liczyć na to, że problemy uda się rozwiązywać dopiero przy stanie 14:14.
Czwarte zwycięstwo i miejsce w ósemce. Ale walka dopiero się zaczyna
Sobotni sukces ma również znaczenie wykraczające poza sam wynik. Lechia Tomaszów Mazowiecki odniosła czwarte zwycięstwo w sezonie i drugie z rzędu, po wcześniejszym efektownym 3:0 ze Spartą Grodzisk Mazowiecki. Pokonanie BBTS jest tym cenniejsze, że w poprzednich rozgrywkach Bielszczanie dwukrotnie okazali się lepsi — wygrali w Tomaszowie 3:1, a przed własną publicznością 3:0.
Po sobotnim spotkaniu Lechia miała na koncie 12 punktów w dziewięciu meczach i zajmowała ósme miejsce w tabeli TAURON 1. Ligi. BBTS plasował się tuż za nią, z dorobkiem 11 punktów, ale po rozegraniu zaledwie siedmiu spotkań. Różnice w liczbie meczów nakazują więc ostrożność przy wyciąganiu wniosków. Tym bardziej że do fazy play-off awansuje osiem najlepszych drużyn po zakończeniu rundy zasadniczej.
W Tomaszowie można jednak dostrzec coś, czego brakowało na początku sezonu — coraz większą zdolność do przełamywania własnych ograniczeń. Lechia potrafiła już wygrywać zdecydowanie, jak ze Spartą, a teraz udowodniła, że umie również przetrwać mecz, który niemal wymknął się jej z rąk. To ważna cecha zespołu aspirującego do gry w czołowej ósemce.
Nie zmienia to faktu, że sobotnie zwycięstwo ma dwa oblicza. Z jednej strony charakter, walka do ostatniej piłki i niezwykle cenne dwa punkty. Z drugiej — utrata dwusetowego prowadzenia i niewykorzystana szansa na pełną zdobycz. Trener Kamil Czapnik z pewnością znajdzie w tym spotkaniu materiał nie tylko do pochwał, ale również do szczegółowej analizy.
Hitchcock zapewne byłby zadowolony. Kibice też, choć ich nerwy wystawiono na wyjątkowo ciężką próbę. Lechia wygrała nie dlatego, że wszystko układało się po jej myśli, lecz dlatego, że w decydującym momencie potrafiła odzyskać kontrolę nad własnym losem. A to może się okazać jej największym atutem w kolejnych tygodniach.
Tyle że w ligowej tabeli, inaczej niż w kinie, za dramaturgię nie przyznaje się dodatkowych punktów.
Lechia Tomaszów Mazowiecki – BBTS Bielsko-Biała 3:2 (25:23, 25:22, 21:25, 20:25, 16:14).
MVP: Jędrzej Goss (Lechia Tomaszów Mazowiecki) – 27 punktów.



Napisz komentarz
Komentarze