Po dwóch kolejkach Betclic III ligi, grupy I Lechia pozostaje bez punktu. Bilans jest prosty: dwie porażki po 1:2, dwa zdobyte i cztery stracone gole. Na usprawiedliwienie można powiedzieć, że oba spotkania tomaszowianie rozegrali na wyjazdach. Ostrzegawcza lampka jednak już się zapaliła – szczególnie dlatego, że w obu meczach można odnaleźć podobne problemy.
Lechia zaczęła odważnie. Pierwszy cios zadała jednak Wisła
Początek sobotniego spotkania w Płocku wcale nie zapowiadał kolejnej porażki. Wręcz przeciwnie. Lechia od pierwszych minut ruszyła wysoko i agresywnie, starając się zamknąć gospodarzy na ich połowie.
Już w 2. minucie z rzutu wolnego próbował Krystian Kolasa. Później defensorzy Wisły musieli blokować uderzenia Kolasy, Kacpra Popławskiego oraz Filipa Zawadzkiego. Także w oficjalnej relacji płockiego klubu podkreślono, że to drużyna z Tomaszowa częściej pojawiała się w pobliżu pola karnego gospodarzy i dłużej utrzymywała się przy piłce.
I właśnie wtedy futbol po raz kolejny pokazał swoją mniej romantyczną twarz. Można prowadzić grę, można mieć piłkę, można sprawiać lepsze wrażenie, ale tablica wyników pamięta przede wszystkim błędy.
W 15. minucie Nikodem Rogowski dostrzegł lukę za linią obrony Lechii i zagrał do Marcina Kościeleckiego. Napastnik Wisły znalazł się przed Antonim Pawełkiewiczem i wykorzystał sytuację. Było 1:0.
Po stracie gola mecz się wyrównał. Tomaszowianie nadal próbowali konstruować akcje, jednak płocka defensywa skutecznie zamykała przestrzeń przed własną szesnastką. W 37. minucie z dystansu próbował jeszcze Maksym Rosiński, lecz bramkarz gospodarzy nie dał się zaskoczyć. Do przerwy wynik się nie zmienił.
Dużo gry pod bramką Wisły, mało konkretów
Po zmianie stron role były czytelne. Wisła mogła czekać, zabezpieczać własne pole karne i szukać szybkiego wyjścia po przejęciu piłki. Lechia musiała gonić.
Zielono-czerwoni próbowali zarówno gry kombinacyjnej, jak i dośrodkowań. Problem polegał na tym, że kolejne piłki albo zatrzymywali obrońcy, albo przejmował Szymon Wadas. Brakowało tego ostatniego podania i ostatniego dotknięcia, które zmienia cierpliwe budowanie akcji w bramkę.
W 72. minucie bliski szczęścia był Kacper Popławski, ale jego uderzenie pod presją obrońcy minęło bramkę. Kilka minut później świetną interwencją odpowiedział Antoni Pawełkiewicz, zatrzymując bardzo groźne uderzenie Rogowskiego.
Młody bramkarz Lechii – wychowanek klubu, który w inauguracyjnym meczu sezonu zaliczył debiut w pierwszej drużynie – ponownie pokazał, że może być jednym z ciekawszych punktów przebudowanego zespołu. W Warszawie również kilkukrotnie ratował drużynę przed utratą bramki.
W 82. minucie nie miał już jednak szans.
Po akcji gospodarzy Mateusz Leśniewski obsłużył podaniem Marcina Kościeleckiego, a ten po raz drugi pokonał Pawełkiewicza. Przy stanie 2:0 Lechia znalazła się już pod ścianą.
Cztery gole Kościeleckiego. Wszystkie gole Wisły
Nazwisko strzelca dwóch bramek dla gospodarzy zasługuje na szczególną uwagę.
Marcin Kościelecki stał się jednym z bohaterów początku sezonu w całej grupie I. Tydzień wcześniej rezerwy Wisły również wygrały 2:1 – na wyjeździe z Olimpią Elbląg. I również wtedy obie bramki dla płocczan zdobył właśnie Kościelecki.
Oznacza to, że po dwóch kolejkach napastnik ma cztery trafienia, a co jeszcze bardziej wymowne – jest autorem wszystkich czterech ligowych goli Wisły II w sezonie 2026/2027.
Lechia wiedziała zatem doskonale, kogo powinna pilnować. Przed spotkaniem klub z Tomaszowa sam przypominał o dublecie Kościeleckiego z inauguracji. Mimo to płocki napastnik ponownie znalazł sposób na defensywę rywali.
Popławski otwiera konto w Lechii
Przy stanie 0:2 tomaszowianie nie zrezygnowali. I to jest element, którego drużynie Bartosza Grzelaka odmówić nie można.
W 89. minucie w polu karnym sfaulowany został Krystian Kolasa. Sędzia Błażej Głowacki wskazał na jedenasty metr, a odpowiedzialność wziął na siebie Kacper Popławski.
Napastnik pewnie wykorzystał rzut karny. Była to jego pierwsza ligowa bramka w barwach Lechii Tomaszów Mazowiecki.
To trafienie może mieć większe znaczenie niż tylko kosmetyczna zmiana wyniku.
Popławski trafił do Tomaszowa tego lata jako jeden z zawodników, którzy mają wypełnić lukę pozostawioną przez Mateusza Kempskiego. W poprzednim sezonie reprezentował m.in. GKS Bełchatów. Według danych Lechii w 26 spotkaniach dla „Brunatnych” zdobył 13 bramek. Wcześniej występował także w drugoligowych rezerwach ŁKS Łódź.
Lechia potrzebuje jego goli tym bardziej, że latem pożegnała Kempskiego, który w ciągu półtora roku rozegrał dla tomaszowskiego klubu 41 ligowych spotkań i zdobył 17 bramek.
W Płocku Popławski dał drużynie nadzieję. Po jego trafieniu zielono-czerwoni rzucili się jeszcze do ataku, ale do wyrównania zabrakło czasu.
Warszawa i Płock. Niepokojąco podobny scenariusz
Najbardziej zastanawiające nie są nawet dwie porażki. Sezon jest długi, a dwa wyjazdowe spotkania nie mogą jeszcze definiować całych rozgrywek.
Niepokoi podobieństwo obu meczów.
W Warszawie przeciwko KTS Weszło Lechia również zaczęła od dłuższego utrzymywania się przy piłce. Później przyszły błędy. W 23. minucie gospodarze objęli prowadzenie, a kilkadziesiąt sekund później, po problemach tomaszowian przy wyprowadzaniu piłki, było już 2:0. Filip Zawadzki zdobył gola kontaktowego jeszcze przed przerwą, a w drugiej połowie Lechia miała nawet rzut karny. Krystian Kolasa nie wykorzystał jednak jedenastki i beniaminek wygrał 2:1.
W Płocku znów było sporo niezłej gry, znów momenty przewagi i znów za mało konkretów. Rywal natomiast bezlitośnie wykorzystał swoje okazje.
To na razie najważniejszy problem zespołu Bartosza Grzelaka: Lechia musi sprawić, żeby dobra gra między polami zaczęła przekładać się na wynik. Jednocześnie trzeba ograniczyć koszt indywidualnych pomyłek. Na poziomie III ligi nie trzeba popełnić ich wielu. Czasami wystarczą dwie.
Nie ma jeszcze alarmu. Ale teraz przydałoby się zwycięstwo
Po dwóch kolejkach trudno uruchamiać syreny alarmowe. Tym bardziej, że terminarz od początku nie był dla Lechii łaskawy – pierwsze dwa spotkania zielono-czerwoni mieli rozegrać na wyjazdach. Klub jeszcze przed startem rozgrywek określał początek sezonu jako wymagający.
Z drugiej strony start z zerowym dorobkiem oznacza, że pierwszy mecz w Tomaszowie nabiera już dodatkowego ciężaru.
W piątek, 14 sierpnia o godz. 16.00 Lechia podejmie ŁKS Łomża. Będzie to domowa inauguracja sezonu. Spotkanie rozegrane zostanie na boisku ze sztuczną nawierzchnią przy ul. Nowowiejskiej 5/7.
Po ubiegłorocznym dziewiątym miejscu, zmianach kadrowych i odmłodzeniu zespołu nikt rozsądny nie będzie wyciągał ostatecznych wniosków po 180 minutach.
Ale tabela nie zna pojęcia „dobre wrażenie”.
Lechia potrzebuje punktów. Najlepiej trzech.
Wisła II Płock – Lechia Tomaszów Mazowiecki 2:1 (1:0)
Bramki: Marcin Kościelecki 15, 82 – Kacper Popławski 90. (rzut karny).
Lechia: Antoni Pawełkiewicz – Bartłomiej Chyb, Marcin Orzechowski, Jakub Król, Filip Becht – Krystian Kolasa (90+2 Bartosz Bogus), Eryk Kaproń (90+2 Bartosz Winkler), Miłosz Pawlusiński, Filip Zawadzki (82 Maksymilian Bogusławski), Maksym Rosiński (68 Łukasz Racis) – Kacper Popławski.
Żółte kartki: Nikodem Rogowski – Jakub Król.
Sędzia: Błażej Głowacki z Reszla.




Napisz komentarz
Komentarze