To nie była zwykła letnia burza, która przechodzi nad miejscowością, pozostawiając po sobie jedynie mokre ulice i kilka połamanych gałęzi. Nawałnica, która 3 sierpnia 2026 roku przeszła przez powiat tomaszowski, uderzyła z ogromną siłą. Silny wiatr, intensywne opady deszczu i gwałtowne wyładowania atmosferyczne w ciągu kilkudziesięciu minut zmieniły spokojny wieczór w walkę z żywiołem.
Najtrudniejsza sytuacja panowała między innymi w Stasiolasie, Maksymowie, Olszowej, Kolonii Olszowa, na Osiedlu Niewiadów oraz w Łazisku. Mieszkańcy obserwowali, jak wiatr łamie drzewa, zrywa konary i przewraca je na jezdnie oraz linie energetyczne. W wielu miejscach drogi zostały zablokowane. Część gospodarstw została pozbawiona prądu.
Drzewa spadały na drogi i linie energetyczne
Strażacy byli kierowani przede wszystkim do usuwania powalonych drzew i połamanych konarów. Niektóre z nich całkowicie blokowały przejazd. Inne zawisły na przewodach energetycznych, stwarzając dodatkowe zagrożenie dla mieszkańców i ratowników.
Każda taka interwencja wymagała zabezpieczenia miejsca, zatrzymania ruchu i ostrożnej pracy pilarkami. Po zmroku działania stawały się jeszcze bardziej niebezpieczne. Strażacy musieli pracować w deszczu, przy ograniczonej widoczności i w otoczeniu uszkodzonych linii energetycznych.
W jednym z miejsc doszło również do zderzenia pojazdu z drzewem powalonym na drogę. Nawałnica pozostawiała po sobie przeszkody pojawiające się niemal z minuty na minutę. Droga, która chwilę wcześniej była przejezdna, po kolejnym silnym podmuchu mogła zostać całkowicie zablokowana.
Do usuwania skutków żywiołu skierowano trzy zastępy miejscowej jednostki. W działaniach wykorzystywano ciężkie samochody ratowniczo-gaśnicze GCBA Scania i GCBA MAN oraz lekki samochód ratowniczy GLBM Rt Iveco.
Nocny pożar warsztatu w Łazisku
Jakby szkód wyrządzonych przez wiatr i deszcz było mało, strażacy zostali skierowani także do pożaru warsztatu w Łazisku. Na miejsce zadysponowano ciężki samochód ratowniczo-gaśniczy GCBA MAN.
W gaszeniu pożaru oraz zabezpieczaniu obiektu uczestniczyli strażacy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Tomaszowie Mazowieckim oraz druhowie z OSP Łazisko, OSP Chorzęcin i OSP Przesiadłów.
Była to kolejna akcja prowadzona tej samej nocy, gdy zastępy wciąż przemieszczały się między miejscowościami, usuwając drzewa, udrażniając drogi i reagując na kolejne zgłoszenia mieszkańców.
Syreny, światła samochodów ratowniczych i dźwięk pracujących pilarek przez wiele godzin wyznaczały rytm tej dramatycznej nocy. Dla strażaków nie było chwili odpoczynku. Jedno zgłoszenie kończyło się, gdy na radiostację przychodziło następne.
Akcja trwała do trzeciej nad ranem
Działania strażaków na terenie gminy Ujazd zakończyły się dopiero po godzinie 3 nad ranem. Przez wiele godzin ratownicy przemieszczali się pomiędzy miejscowościami, usuwając skutki wichury i zabezpieczając miejsca, w których nadal mogło dojść do tragedii.
Skala zniszczeń pokazała, jak niewiele czasu potrzebuje żywioł, aby sparaliżować codzienne życie całej gminy. Powalone drzewa odcinały drogi, uszkodzone linie energetyczne pozbawiały mieszkańców prądu, a służby musiały równocześnie walczyć z ogniem.
W części miejscowości przerwy w dostawie energii elektrycznej utrzymywały się również po zakończeniu głównych działań straży pożarnej. Służby energetyczne prowadziły prace przy uszkodzonej sieci. Mieszkańcy zostali poproszeni o cierpliwość i zachowanie szczególnej ostrożności w pobliżu zerwanych przewodów oraz połamanych drzew.
Gdy żywioł uderza, liczy się każda minuta
Nawałnica z 3 sierpnia przejdzie do lokalnej pamięci jako jedna z tych nocy, gdy natura pokazała swoją bezwzględną siłę. W takich chwilach nie ma miejsca na filmowy patos. Jest zmęczenie, deszcz spływający po hełmach, ciężar mokrych konarów i świadomość, że za kolejnym zakrętem ktoś może właśnie czekać na pomoc.
Strażacy, ratownicy i pracownicy służb energetycznych od pierwszych chwil ruszyli do usuwania skutków burzy. Dzięki ich pracy udało się udrożnić drogi, zabezpieczyć niebezpieczne miejsca i ograniczyć dalsze straty.
Mieszkańcy gminy Ujazd jeszcze długo będą porządkować posesje, usuwać połamane gałęzie i oceniać szkody. Jednak najważniejsze jest to, że w najtrudniejszych godzinach nie zostali sami. Gdy nad gminą szalał wiatr, a kolejne drzewa padały na drogi, ratownicy byli tam, gdzie byli najbardziej potrzebni.



Napisz komentarz
Komentarze