To jedna z tych dat, które wyglądają jak wielka, nieco szalona powieść. Na jej kartach spotykają się dominikanie urządzający jarmark w średniowiecznym Gdańsku, król idący na wojnę, poeta wspinający się na Mont Blanc, generał projektujący Kanał Augustowski, Gombrowicz walczący z polską „gębą” i Baczyński ginący w płonącej Warszawie.
A w tle grają Klaus Schulze, Prince, John Lennon, Budgie i Mariah Carey. Współczesność dopisuje własny, niespokojny rozdział: polski rząd zajmuje się sankcjami, sądami, więziennictwem i reklamą aptek, a ministrowie Unii Europejskiej spotykają się nadzwyczajnie w sprawie kryzysu migracyjnego w hiszpańskiej Ceucie.
Papieska bulla, gdański jarmark i tradycja trwająca ponad siedem wieków
4 sierpnia 1260 roku papież Aleksander IV wydał bullę pozwalającą gdańskim dominikanom na organizowanie dorocznego jarmarku związanego z dniem św. Dominika. Tak rozpoczęła się historia Jarmarku Dominikańskiego — wydarzenia, które przez stulecia było nie tylko miejscem handlu, lecz także spotkania języków, kultur, obyczajów i ludzkich interesów.
Średniowieczny jarmark nie przypominał dzisiejszej imprezy turystycznej z kolorowymi stoiskami i pamiątkami. Był jednym z najważniejszych elementów gospodarczego krwiobiegu miasta. Przypływali kupcy, przyjeżdżali rzemieślnicy, występowali kuglarze, śpiewacy i wędrowni artyści. Handel mieszał się z religią, a modlitwa z interesem.
Dzisiejszy Jarmark św. Dominika w Gdańsku jest więc nie tyle rekonstrukcją przeszłości, ile jej żywym przedłużeniem. W zmienionych dekoracjach wciąż działa ten sam mechanizm: człowiek chce sprzedać, kupić, zobaczyć coś nowego i przez chwilę poczuć się częścią większego świata.
Warneńczyk rusza na Turcję. Historia, która nie znała szczęśliwego zakończenia
W 1444 roku Władysław III Warneńczyk, król Polski i Węgier, ogłosił wznowienie wojny z Imperium Osmańskim. Młody władca miał zaledwie dwadzieścia lat. Był otoczony przez duchownych, dowódców i polityków przekonujących go, że nadszedł moment wielkiej chrześcijańskiej ofensywy.
Wyprawa zakończyła się 10 listopada 1444 roku pod Warną. Wojska chrześcijańskie poniosły klęskę, a król poległ podczas desperackiego ataku na pozycje janczarów. Jego ciała nigdy nie odnaleziono.
Śmierć Warneńczyka szybko obrosła legendą. Pojawiały się pogłoski, że przeżył bitwę i ukrył się gdzieś na krańcach Europy. Historia lubi takie opowieści, szczególnie wtedy, gdy rzeczywistość jest zbyt bolesna i zbyt ostateczna.
Za decyzjami o wojnie zawsze stoją wielkie słowa: honor, wiara, bezpieczeństwo, dziejowa konieczność. Umierają jednak nie słowa, lecz ludzie. Bitwa pod Warną pozostaje jednym z najbardziej wymownych polskich przykładów polityki, w której ambicja i religijny entuzjazm okazały się silniejsze od chłodnej oceny sił.
Antoni Malczewski na dachu Europy Zachodniej
4 sierpnia 1818 roku Antoni Malczewski jako pierwszy Polak zdobył Mont Blanc. Był ósmym człowiekiem, który stanął na wierzchołku najwyższego szczytu Alp.
Warto przy tym sprostować często powtarzaną informację: Mont Blanc jest najwyższym szczytem Alp i Europy Zachodniej. Za najwyższy szczyt całej Europy uznaje się zazwyczaj Elbrus, jeżeli granicę kontynentu prowadzi się głównym grzbietem Kaukazu.
Malczewski nie był jeszcze wtedy autorem słynnej „Marii”. Był młodym arystokratą, podróżnikiem i człowiekiem poszukującym doświadczeń, które wykraczały poza codzienność jego epoki. Jego wyprawa była czynem pionierskim — dokonanym na długo przed erą profesjonalnego sprzętu, prognoz satelitarnych i górskich kolejek.
W jego życiu góry i literatura miały wspólny mianownik: samotność. Malczewski przeszedł do historii jako prekursor polskiego romantyzmu, ale również człowiek, który dosłownie stanął ponad światem, zanim opisał jego mrok.
Generał, który potrafił wygrywać bitwy i projektować kanały
W 1850 roku zmarł Ignacy Prądzyński, jeden z najwybitniejszych polskich strategów XIX wieku. Walczył w wojnach napoleońskich, otrzymał Krzyż Virtuti Militari i Legię Honorową, a podczas Powstania Listopadowego przygotowywał plany operacyjne, które mogły zmienić los całej kampanii.
Największą sławę przyniosło mu zwycięstwo pod Iganiami w kwietniu 1831 roku. Było to jedno z najświetniejszych polskich zwycięstw w czasie powstania, osiągnięte dzięki szybkości działania, zaskoczeniu przeciwnika i doskonałemu wykorzystaniu terenu.
Prądzyński był jednocześnie inżynierem. To on opracował projekt Kanału Augustowskiego, który miał uniezależnić polski handel od pruskich ceł. Jego biografia przypomina, że dziewiętnastowieczny oficer nie musiał być wyłącznie człowiekiem szabli. Mógł być również matematykiem, konstruktorem i administratorem.
Paradoks polegał na tym, że Prądzyński potrafił projektować zwycięstwa, ale nie potrafił przekonać do swoich planów politycznych i wojskowych zwierzchników. Polska historia pełna jest podobnych postaci: ludzi wybitnych, których przegrywały nie brak talentu, lecz chaos, spory i ambicje innych.
Witold Gombrowicz. Pisarz, który rozebrał polskość na części
4 sierpnia 1904 roku w Małoszycach urodził się Witold Gombrowicz, autor „Ferdydurke”, „Trans-Atlantyku”, „Pornografii”, „Kosmosu”, „Ślubu”, „Operetki” oraz słynnych „Dzienników”.
Był jednym z najważniejszych polskich pisarzy XX wieku, tłumaczonym na dziesiątki języków i czytanym daleko poza granicami kraju.
Gombrowicz nie stawiał Polsce pomników. Raczej zaglądał pod ich cokoły. Interesowała go niedojrzałość, forma, społeczna poza i rola, którą człowiek przyjmuje pod naciskiem innych. Jego „gęba” stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych pojęć polskiej literatury.
Czytany współcześnie, brzmi zaskakująco aktualnie. W epoce mediów społecznościowych, politycznego teatru i starannie budowanych wizerunków niemal każdy próbuje przyprawić „gębę” komuś innemu. Polityk przeciwnikowi, dziennikarz rozmówcy, użytkownik internetu przypadkowemu człowiekowi, którego nigdy nie spotkał.
Gombrowicz prawdopodobnie doskonale odnalazłby się w obserwowaniu dzisiejszej debaty publicznej. Nie dlatego, że byłaby mu bliska, lecz dlatego, że dostarczałaby mu niewyczerpanego materiału do opisywania zbiorowej minoderii.
Kazimierz Świtoń i opór rodzący się przed „Solidarnością”
W 1931 roku urodził się Kazimierz Świtoń, działacz opozycyjny, współpracownik Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela oraz współzałożyciel pierwszych w PRL Wolnych Związków Zawodowych.
Tworzenie niezależnych struktur pracowniczych pod koniec lat 70. wymagało odwagi. Państwo komunistyczne odpowiadało na podobną aktywność inwigilacją, przesłuchaniami, rewizjami i represjami. Świtoń należał do ludzi, którzy podejmowali działalność opozycyjną jeszcze przed narodzinami masowej „Solidarności”.
Jego późniejsza działalność budziła już znacznie większe kontrowersje, szczególnie w związku z konfliktem wokół krzyży na oświęcimskim żwirowisku. Nie zmienia to faktu, że w historii opozycji antykomunistycznej zajmuje miejsce ważne — choć dalekie od jednoznaczności.
Żabotyński ostrzegał przed katastrofą
W 1940 roku w Nowym Jorku zmarł Włodzimierz Żabotyński, pisarz, publicysta i jeden z najważniejszych działaczy ruchu syjonistycznego. Był inicjatorem utworzenia Legionu Żydowskiego podczas I wojny światowej oraz przywódcą syjonizmu rewizjonistycznego.
Już w latach 30. XX wieku przekonywał, że europejskim Żydom grozi katastrofa. Domagał się masowej ewakuacji z Europy Wschodniej do Palestyny. Jego ostrzeżenia wielu współczesnym wydawały się przesadne. Kilka lat później rozpoczęła się Zagłada.
Historia Żabotyńskiego przypomina, że politycznych ostrzeżeń nie wolno oceniać wyłącznie według tego, czy brzmią umiarkowanie i uspokajająco. Czasami najbardziej niewygodny głos okazuje się najbliższy prawdy.
Czwarty dzień Powstania Warszawskiego. Ginie Krzysztof Kamil Baczyński
4 sierpnia 1944 roku, czwartego dnia Powstania Warszawskiego, w Pałacu Blanka poległ Krzysztof Kamil Baczyński. Miał 23 lata. Był poetą i żołnierzem batalionu „Parasol”, używającym pseudonimu „Krzyś”.
Jego śmierć stała się jednym z symboli zagłady pokolenia Kolumbów. Baczyński pozostawił wiersze, w których niemal proroczo opisywał własny los: młodość wciśniętą między miłość, obowiązek i śmierć.
Tego samego dnia Warszawa coraz głębiej zanurzała się w piekle. Na Ochocie rosyjscy kolaboranci z brygady RONA mordowali cywilów, między innymi na terenie Kolonii Staszica. Rozpoczynał się terror, który w kolejnych dniach przybrał postać masowych egzekucji, gwałtów, rabunków i podpaleń.
Równocześnie z południowych Włoch ruszała pomoc lotnicza dla walczącej stolicy. Samoloty RAF-u, południowoafrykańskiego lotnictwa oraz polskich załóg startowały między innymi z rejonu Brindisi. Trasa liczyła około 2600 kilometrów i prowadziła nad obszarami kontrolowanymi przez Niemców. Operacja zrzutów rozpoczęła się właśnie 4 sierpnia.
Pomoc była dramatycznie niewystarczająca, a straty załóg ogromne. Powstańcy walczyli, obserwując spadające zasobniki, z których część trafiała na pozycje niemieckie. Był to obraz heroizmu, ale też politycznej i militarnej samotności Warszawy.
Stanisław Pyjas. Śmierć, która obudziła studentów
W 1953 roku urodził się Stanisław Pyjas, student Uniwersytetu Jagiellońskiego i współpracownik Komitetu Obrony Robotników.
7 maja 1977 roku jego ciało znaleziono w bramie kamienicy przy ul. Szewskiej w Krakowie. Okoliczności śmierci do dziś budzą spory. Oficjalne wyjaśnienia władz PRL od początku spotykały się z niedowierzaniem środowiska akademickiego.
Śmierć Pyjasa doprowadziła do bojkotu juwenaliów i zorganizowania Czarnego Marszu. Stała się również bezpośrednim impulsem do powstania Studenckiego Komitetu Solidarności.
Czasami system polityczny nie upada od jednego wielkiego uderzenia. Najpierw pojawia się pęknięcie. Jedna śmierć, jedno kłamstwo, jeden moment, w którym ludzie przestają wierzyć oficjalnym komunikatom.
„Ostatni dzień lata” – kino zrobione z ciszy
W 1958 roku odbyła się premiera filmu „Ostatni dzień lata” Tadeusza Konwickiego. To jeden z najbardziej niezwykłych obrazów polskiej szkoły filmowej — kameralny, surowy, niemal pozbawiony fabuły w tradycyjnym znaczeniu.
Na pustej plaży spotykają się kobieta i młodszy mężczyzna. Jest morze, piasek, cisza i wspomnienie wojny, której nie da się po prostu zostawić za sobą. Konwicki nie potrzebował wielkich dekoracji. Pokazał, że historia może mieszkać w geście, spojrzeniu i lęku przed bliskością.
To film krótki, ale pozostawiający po sobie długi cień.
Kalendarium muzyczne. Od kosmicznych syntezatorów do „Purple Rain”
Klaus Schulze i muzyka, która miała własny kosmos
W 1947 roku w Berlinie urodził się Klaus Schulze, jeden z pionierów europejskiej muzyki elektronicznej. Grał we wczesnym składzie Tangerine Dream i współtworzył Ash Ra Tempel, zanim rozpoczął imponującą karierę solową.
Albumy „Timewind” i „Mirage” były czymś więcej niż kolekcją utworów. Przypominały podróże przez przestrzeń, w której czas zwalniał, a dźwięk stawał się pejzażem. Bez Schulzego trudno wyobrazić sobie późniejszy ambient, muzykę trance, elektroniczne ścieżki filmowe i całe pokolenia artystów tworzących za pomocą syntezatorów.
Głos Clannad i pierwsza rocznica po śmierci Moyi Brennan
W 1952 roku urodziła się Máire, znana później jako Moya Brennan, wokalistka i harfistka grupy Clannad, starsza siostra Enyi.
Jej głos można było usłyszeć w utworze „Theme from Harry’s Game” oraz muzyce do serialu „Robin z Sherwood”. Clannad połączył tradycję irlandzką z popem, elektroniką i niemal mistyczną atmosferą.
Tegoroczna rocznica ma szczególny charakter. Moya Brennan zmarła 13 kwietnia 2026 roku. Pozostał głos, który dla kilku pokoleń słuchaczy był dźwiękiem deszczowej Irlandii, dawnych legend i świata znajdującego się gdzieś pomiędzy historią a snem.
Narodziny listy Billboard Hot 100
W 1958 roku magazyn „Billboard” opublikował pierwsze notowanie Hot 100, zestawienia, które miało stać się najważniejszą amerykańską listą przebojów. Na pierwszym miejscu znalazł się Ricky Nelson z piosenką „Poor Little Fool”.
Od tego momentu muzyczny sukces można było coraz łatwiej przeliczyć na pozycję, liczbę tygodni i sprzedane egzemplarze. Popkultura otrzymała własną tabelę ligową.
Beatlesi „popularniejsi niż Jezus”
W 1966 roku w Stanach Zjednoczonych rozpętała się burza wokół słów Johna Lennona, który stwierdził, że Beatlesi stali się popularniejsi niż Jezus.
Sama wypowiedź padła wcześniej i została opublikowana w Wielkiej Brytanii w marcu 1966 roku. Dopiero jej przedruk w amerykańskiej prasie wywołał protesty, bojkoty rozgłośni radiowych oraz publiczne palenie płyt zespołu.
Była to jedna z pierwszych wielkich wojen kulturowych epoki masowych mediów. Zdanie wyrwane z szerszej wypowiedzi zaczęło żyć własnym życiem, a artysta przekonał się, że sława może w jednej chwili zmienić się w proces publiczny.
Brzmi znajomo? Dziś zamiast stosów płyt mielibyśmy internetowy hashtag i kilka milionów komentarzy.
Wypadek Roberta Planta i zatrzymana machina Led Zeppelin
W 1975 roku Robert Plant i jego żona Maureen mieli poważny wypadek samochodowy na greckiej wyspie Rodos. Wokalista Led Zeppelin doznał licznych złamań, a planowana trasa koncertowa zespołu została odwołana.
Led Zeppelin znajdował się wówczas na szczycie. Wypadek przypomniał jednak, że nawet największa rockowa machina może zatrzymać się na jednym zakręcie drogi.
Lennon rozpoczyna ostatni album
W 1980 roku John Lennon wszedł do nowojorskiego studia The Hit Factory i rozpoczął pracę nad albumem „Double Fantasy”.
Na płycie znalazły się „Woman”, „Watching the Wheels” i „(Just Like) Starting Over”. Album miał być opowieścią o powrocie Lennona do muzyki i do zwyczajnego życia rodzinnego. Stał się jego ostatnią płytą wydaną za życia. 8 grudnia 1980 roku artysta został zastrzelony przed budynkiem Dakota w Nowym Jorku.
Budgie przyjeżdża do Polski
W 1982 roku walijska grupa Budgie rozpoczęła trasę koncertową po Polsce. Dla polskich fanów ciężkiego rocka było to wydarzenie niemal legendarne. Zachodnie zespoły nie przyjeżdżały wtedy nad Wisłę często, a ich płyty zdobywało się dzięki prywatnym kontaktom, nagraniom z radia i wielokrotnie przegrywanym kasetom.
Budgie zagrało szesnaście koncertów. W programie znalazły się zarówno utwory z płyt „Power Supply” i „Nightflight”, jak i klasyczne „Crash Course in Brain Surgery”, „Parents” czy „Napoleon Bona-Part One”.
Prince maluje świat na fioletowo
W 1984 roku album „Purple Rain” Prince’a znalazł się na pierwszym miejscu amerykańskiej listy przebojów. Pozostał tam przez 24 tygodnie. Płyta sprzedała się w ponad 20 milionach egzemplarzy i stała się jednym z najważniejszych soundtracków w historii muzyki popularnej.
„When Doves Cry”, „Let’s Go Crazy” i tytułowe „Purple Rain” połączyły rock, funk, pop i teatralną ekspresję. Prince nie tyle nagrał album, ile stworzył własny świat — fioletowy, erotyczny, melancholijny i całkowicie rozpoznawalny od pierwszych dźwięków.
W kolejnych muzycznych kartkach 4 sierpnia odnajdziemy również urodzonego w 1969 roku Maxa Cavalerę, współtwórcę potęgi Sepultury i późniejszego lidera Soulfly, pierwszy brytyjski numer jeden grupy The Troggs z piosenką „With a Girl Like You”, debiutancki triumf Mariah Carey z „Vision of Love” oraz „7 Days” Craiga Davida.
Dziś w kraju. Sankcje, mediatorzy, więzienia i reklama aptek
O godz. 12.00 zbierze się Rada Ministrów. Rząd zajmie się między innymi ustawami dotyczącymi sankcji międzynarodowych, mediatorów sądowych, dozoru elektronicznego, rynku farmaceutycznego oraz deregulacji.
Projekt ustawy o środkach ograniczających ma uporządkować przepisy dotyczące wykonywania sankcji nakładanych przez Unię Europejską i Organizację Narodów Zjednoczonych. Obecnie odpowiednie regulacje są rozproszone po różnych ustawach. Projekt ma również wdrożyć unijną dyrektywę dotyczącą odpowiedzialności karnej za naruszanie sankcji.
W czasach wojny Rosji przeciwko Ukrainie sankcje nie są już abstrakcyjnym elementem polityki zagranicznej. Dotyczą przepływu pieniędzy, handlu, własności spółek, zamrażania majątków oraz odpowiedzialności firm i osób pomagających w obchodzeniu ograniczeń.
Ministrowie zajmą się również projektem ustawy o mediatorach sądowych i Krajowym Rejestrze Mediatorów. Celem ma być uporządkowanie zasad szkolenia, kwalifikacji i funkcjonowania osób prowadzących mediacje. Projekt znajduje się obecnie na etapie rozpatrywania przez Radę Ministrów.
Dobrze działająca mediacja może oznaczać szybsze zakończenie sporu, niższe koszty i uniknięcie wieloletniej batalii sądowej. Dotyczy to spraw rodzinnych, gospodarczych, pracowniczych i sąsiedzkich. Także w Tomaszowie Mazowieckim nie jest to zagadnienie akademickie. Każdy, kto miesiącami czekał na termin rozprawy, wie, że wymiar sprawiedliwości potrzebuje nie tylko kolejnych przepisów, lecz również sprawnych dróg rozwiązywania konfliktów.
Na posiedzeniu pojawi się także nowelizacja Kodeksu karnego wykonawczego, która ma poszerzać możliwość odbywania kary w systemie dozoru elektronicznego. Uzasadnieniem jest między innymi ograniczenie przepełnienia jednostek penitencjarnych i umożliwienie części skazanych odbywania kary poza zakładem karnym.
To rozwiązanie ma sens tylko wtedy, gdy dozór pozostaje realną karą, a nie symboliczną bransoletką. Państwo musi umieć odróżnić sprawców stwarzających poważne zagrożenie od tych, których izolowanie w więzieniu generuje wysokie koszty, niszczy więzi rodzinne i nie przynosi społecznej korzyści.
Rząd zajmie się ponadto zmianą Prawa farmaceutycznego. Polska musi zmienić całkowity zakaz reklamy aptek, zakwestionowany przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie C-200/24. Projekt zakłada dopuszczenie reklamy w określonych ramach, przy jednoczesnym zachowaniu ograniczeń mających chronić pacjentów przed nadmiernym spożyciem leków. Maksymalna kara administracyjna za naruszenie nowych zasad ma wynosić 100 tys. zł.
To materia szczególnie delikatna. Apteka nie jest zwykłym sklepem, a lek nie jest proszkiem do prania. Z drugiej strony całkowity zakaz informowania pacjentów o cenach, usługach czy dostępności produktów trudno pogodzić z zasadami rynku oraz prawem unijnym.
Dzisiejsze posiedzenie pokaże, czy rządowi uda się znaleźć granicę pomiędzy informacją a agresywnym marketingiem zdrowia.
Europa patrzy na Ceutę
Ministrowie spraw wewnętrznych i sprawiedliwości państw Unii Europejskiej spotkają się dziś na nadzwyczajnej wideokonferencji poświęconej sytuacji w Ceucie — hiszpańskiej eksklawie położonej w Afryce Północnej. Posiedzenie zwołała sprawująca od 1 lipca półroczną prezydencję w Radzie UE Irlandia.
W ostatnich dniach granicę Ceuty przekroczyło w sposób nieregularny około 50–60 tys. osób. Według dostępnych danych do 31 lipca około 48,3 tys. wróciło do Maroka. Co najmniej 57 ludzi zginęło podczas prób przedostania się na terytorium hiszpańskie.
Te liczby łatwo zamienić w polityczne hasła. Jedni będą mówić wyłącznie o ochronie granicy, inni wyłącznie o prawach migrantów. Tymczasem państwo ma obowiązek wykonywać obie te rzeczy naraz: bronić granic i chronić ludzkie życie.
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen wezwała do zatrzymania niebezpiecznych przepraw, rozbijania siatek przemytniczych oraz szybkiego odsyłania osób niemających prawa pobytu. Zapowiedziała także wsparcie operacyjne, w tym możliwość zaangażowania Frontexu.
Kryzys w Ceucie po raz kolejny pokazuje, że południowa granica Hiszpanii jest jednocześnie granicą całej Unii. Nie można oczekiwać, że państwa położone na obrzeżach Europy będą samotnie radziły sobie z migracją, przemytem ludzi i presją wywieraną przez państwa sąsiednie.
Solidarność europejska nie może jednak polegać wyłącznie na wspólnym finansowaniu płotów. Musi oznaczać również wspólną politykę powrotową, legalne kanały migracji, pomoc humanitarną oraz konsekwentną walkę z przemytnikami zarabiającymi na ludzkiej desperacji.
Jedna data, wiele opowieści
4 sierpnia prowadzi nas przez ponad siedem stuleci historii. Od papieskiej bulli pozwalającej handlować w Gdańsku, przez młodego króla ginącego pod Warną, pierwszego Polaka na Mont Blanc, Gombrowicza, Baczyńskiego i Pyjasa, aż po elektroniczne pejzaże Klausa Schulzego i fioletowy deszcz Prince’a.
Każda z tych historii mówi o przekraczaniu granic. Granic państw, górskich szczytów, języka, muzyki, odwagi i ludzkiej wytrzymałości.
Dzisiejsze wiadomości także dotyczą granic. Tych dosłownych w Ceucie, prawnych w ustawach o sankcjach, moralnych w polityce karnej i ekonomicznych w reklamie aptek.
Historia nie jest magazynem zakurzonych dat. Jest lustrem. Czasami pokazuje nam twarz Baczyńskiego, czasami Gombrowiczowską gębę, a czasami tłum stojący przed granicznym ogrodzeniem.
Najważniejsze pytanie brzmi nie tylko: co wydarzyło się 4 sierpnia?
Znacznie ważniejsze jest inne: czego przez te wszystkie lata naprawdę się nauczyliśmy?



Napisz komentarz
Komentarze