Dr hab. Marta Marchlewska, prof. Instytutu Psychologii PAN, oraz dr Dominika Adamczyk opisują mechanizm wiary w teorie spiskowe w publikacji „Choosing (Pseudo)Authorities in a Non-Local World: Conspiracy Beliefs as a Response to Epistemic Dependence”, wydanej na łamach czasopisma „Psychological Inquiry”. Badaczki zwracają uwagę, że współczesny człowiek jest zależny od wiedzy ekspertów, ponieważ nie jest w stanie samodzielnie sprawdzić działania szczepionki, elektrowni atomowej, systemu bankowego czy modeli klimatycznych.
W tej luce pomiędzy tym, co chcielibyśmy wiedzieć, a tym, co jesteśmy w stanie osobiście zweryfikować, pojawiają się pseudoautorytety. Nie mówią: „nie wiemy jeszcze wszystkiego”. Nie pokazują ograniczeń badań. Zamiast tego oferują historię prostą jak scenariusz filmu sensacyjnego — jest tajna organizacja, jest ukryty plan, są sprawcy i są ofiary.
Spisek porządkuje chaos
Teoria spiskowa daje coś, czego nauka często dać nie może: natychmiastową pewność.
Losowe wydarzenie przestaje być przypadkiem. Kryzys gospodarczy, epidemia, wojna, zmiana społeczna czy osobiste niepowodzenie zaczynają wyglądać jak elementy wcześniej przygotowanego planu. Trudno zaakceptować, że światem czasem rządzą chaos, błędy, niekompetencja i zbieg okoliczności. Znacznie łatwiej uwierzyć, że „ktoś za tym stoi”.
Tak działa opisywana przez psychologów potrzeba domknięcia poznawczego. Niektóre osoby szczególnie źle tolerują niepewność i wieloznaczność. Wolą wyjaśnienie błędne, ale kompletne, niż uczciwą odpowiedź: „tego jeszcze nie wiemy”.
Następnie pojawia się mechanizm określany jako „seizing and freezing” — pochwycenie pierwszego przekonującego wyjaśnienia i jego zamrożenie. Człowiek nie tylko przyjmuje określoną wersję wydarzeń, lecz zaczyna jej bronić. Każdy fakt przeczący teorii może zostać uznany za dowód, że spisek jest jeszcze większy.
Brak dowodów staje się dowodem na skuteczne ukrywanie dowodów. Sprostowanie uznawane jest za część operacji dezinformacyjnej. Ekspert, który zaprzecza, zostaje ogłoszony uczestnikiem układu. Powstaje system szczelny jak pokój bez okien.
Pseudoekspert mówi pewnie. Naukowiec ma wątpliwości
Nauka rzadko przemawia językiem absolutnej pewności. Badacze mówią o prawdopodobieństwie, ograniczeniach metodologicznych, marginesie błędu i potrzebie dalszych badań. Dla odbiorcy oczekującego jednoznacznej odpowiedzi może to brzmieć jak słabość.
Pseudoekspert takich oporów nie ma. Mówi głośno, stanowczo i emocjonalnie. Pokazuje pojedynczy wykres bez źródła, fragment dokumentu bez kontekstu albo nagranie, którego pochodzenia nikt nie potrafi ustalić. Opowieść jest jednak atrakcyjna, ponieważ wszystko do siebie pasuje.
To trochę jak w „Wahadle Foucaulta” Umberta Eco. Zmyślony plan zaczyna żyć własnym życiem, a ludzie, którzy chcieli jedynie połączyć przypadkowe znaki, sami zostają uwięzieni w stworzonej przez siebie narracji.
Psycholożki z PAN podkreślają, że podatności na myślenie spiskowe nie należy utożsamiać z brakiem inteligencji. Wiara w spiski często wyrasta z autentycznego lęku, stresu, poczucia utraty kontroli albo społecznego upokorzenia. Człowiek szuka odpowiedzi, a ktoś podsuwa mu gotową mapę świata.
Problem polega na tym, że na tej mapie niemal zawsze zaznaczony jest wróg.
Najpierw pojawia się lęk. Potem kozioł ofiarny
Teorie spiskowe szczególnie łatwo przyklejają się do grup, które można przedstawić jako obce, tajemnicze albo uprzywilejowane. Mogą to być migranci, uchodźcy, mniejszości narodowe i religijne, naukowcy, lekarze, przedsiębiorcy, urzędnicy czy bliżej nieokreślone „elity”.
Badaczki przywołują między innymi teorię tak zwanej Wielkiej Wymiany. Według tej narracji rdzenni mieszkańcy Europy mają być celowo zastępowani przez migrantów oraz osoby należące do innych kultur i religii. Komisja Europejska opisuje ją jako białonacjonalistyczną teorię spiskową, powiązaną z kilkoma zamachami ekstremistycznymi.
NASK zwraca uwagę, że dezinformacja dotycząca migracji często wykorzystuje pojedyncze zdarzenia, stare nagrania lub materiały pozbawione kontekstu. Na ich podstawie buduje się negatywny obraz całej, niezwykle zróżnicowanej grupy. Jednostkowy czyn zaczyna funkcjonować jako rzekomy dowód na naturę milionów ludzi.
To mechanizm stary jak propaganda. Na początku XX wieku sfabrykowane „Protokoły mędrców Syjonu” przedstawiano jako dowód istnienia światowego spisku żydowskiego. Fałszerstwo wielokrotnie demaskowano, ale nadal było wykorzystywane do szerzenia antysemityzmu. Amerykańskie Muzeum Pamięci Holokaustu wskazuje, że naziści posługiwali się tą publikacją mimo świadomości, że nie była oparta na faktach.
Historia pokazuje zatem, że teoria spiskowa nie jest wyłącznie dziwaczną opowieścią krążącą po marginesach internetu. Może stać się narzędziem odbierania ludziom godności, usprawiedliwiania dyskryminacji, a w skrajnych przypadkach — przemocy.
Tomaszów nie jest cyfrową wyspą
Mechanizmy opisane przez badaczki działają również w lokalnych społecznościach. W mieście takim jak Tomaszów Mazowiecki informacja często rozchodzi się szybciej niż oficjalne wyjaśnienie. Wystarczy alarmujący wpis w grupie mieszkańców, niewyraźne zdjęcie, zrzut ekranu bez daty lub anonimowa wiadomość zaczynająca się od słów: „znajomy pracujący w urzędzie powiedział…”.
Tematem może być jakość wody, inwestycja samorządowa, obecność cudzoziemców, szczepienia, szkoła, zakład przemysłowy albo rzekome zagrożenie nad Zalewem Sulejowskim. Zanim odpowiednia instytucja zdąży sprawdzić informację, komentarze potrafią już wskazać winnych, zażądać dymisji, a niekiedy także odwetu.
W lokalnej społeczności skutki są wyjątkowo dotkliwe. Osoba pomówiona w internecie nie pozostaje anonimową postacią z drugiego końca Polski. Może być sąsiadem, nauczycielką dziecka, lekarzem, przedsiębiorcą albo pracownikiem urzędu spotykanym następnego dnia na ulicy.
Na stronie Urzędu Miasta w Tomaszowie Mazowieckim dostępna jest sekcja poświęcona bezpieczeństwu informacji w internecie, zawierająca materiały dla mieszkańców, uczniów i nauczycieli. Sam fakt przygotowania takich poradników pokazuje, że odporność cyfrowa nie jest abstrakcyjnym problemem wielkich metropolii, lecz elementem codziennego bezpieczeństwa lokalnej społeczności.
Algorytm nie pyta, czy informacja jest prawdziwa
Platformy społecznościowe premiują treści, które wywołują reakcję. Gniew, strach i oburzenie zatrzymują użytkownika przed ekranem skuteczniej niż spokojne sprostowanie. Algorytm nie musi „wierzyć” w teorię spiskową. Wystarczy, że widzi, iż ludzie ją komentują, udostępniają i oglądają.
Według raportu NASK w 2025 roku zgłoszono platformom społecznościowym 46 511 materiałów zawierających dezinformację. Usunięto jedynie 12 procent z nich, 68 procent poddano różnym formom moderacji, a wobec 20 procent platformy nie podjęły żadnego działania. Oznaczało to pozostawienie w sieci ponad 9,3 tys. zgłoszonych materiałów dezinformacyjnych.
Fałszywa informacja nie musi więc długo czekać na odbiorców. Czasem wystarczy kilka godzin, aby dotarła do tysięcy osób. Sprostowanie rusza później, niesie mniej emocji i zazwyczaj nie ma już takiego zasięgu.
Kłamstwo zakłada buty sprinterskie. Prawda dopiero szuka okularów.
Teoria spiskowa a odpowiedzialność prawna
Samo wyrażanie błędnego, absurdalnego lub nieudokumentowanego poglądu nie jest automatycznie przestępstwem. Wolność słowa chroni również wypowiedzi kontrowersyjne, przesadne i nierozsądne. Granica zostaje jednak przekroczona, gdy narracja zamienia się w nawoływanie do nienawiści, groźby, uporczywe nękanie, znieważanie lub pomawianie konkretnych osób.
Artykuł 256 Kodeksu karnego przewiduje odpowiedzialność między innymi za publiczne nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych i wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość. Czyn ten jest zagrożony karą pozbawienia wolności do trzech lat.
Artykuł 257 dotyczy publicznego znieważania grupy ludności lub osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej albo wyznaniowej. Również w tym przypadku górna granica kary wynosi trzy lata pozbawienia wolności.
W przypadku ataków na konkretne osoby znaczenie mogą mieć również przepisy dotyczące pomówienia i zniewagi, czyli artykuły 212 i 216 Kodeksu karnego. Groźby i długotrwałe internetowe prześladowanie mogą natomiast prowadzić do odpowiedzialności na podstawie artykułów 190 i 190a.
Udostępnienie cudzej publikacji także nie zawsze uwalnia od odpowiedzialności. Dopisek „to nie moje, tylko podaję dalej” nie jest prawną peleryną niewidką.
Jak rozmawiać z osobą wierzącą w spisek?
Wyśmiewanie zwykle nie działa. Człowiek poniżony przy innych jeszcze mocniej przywiązuje się do swojej grupy i przekonań. Zamiast atakować, warto zapytać o źródło informacji, autora materiału, datę publikacji i możliwość niezależnego potwierdzenia przedstawionych danych.
Nie należy też zasypywać rozmówcy dziesiątkami linków. Skuteczniejsze może być spokojne pokazanie jednego błędu w rozumowaniu: starego zdjęcia przedstawionego jako aktualne, wyrwanego z kontekstu cytatu, nieistniejącego eksperta albo statystyki, w której pomylono korelację z przyczynowością.
Ważne jest również oddzielenie emocji od twierdzenia. Można uznać czyjś lęk przed utratą pracy, wojną, chorobą lub gwałtowną zmianą społeczną, nie przyjmując jednocześnie fałszywego wyjaśnienia przyczyn tego lęku.
UNESCO wskazuje, że edukacja medialna powinna nie tylko prostować już rozpowszechnione fałszywe informacje, ale także uprzedzać ludzi o typowych metodach manipulacji. Takie „szczepienie informacyjne” pomaga rozpoznawać spiskową narrację, zanim odbiorca zacznie traktować ją jako prawdę.
Przed udostępnieniem sensacyjnej informacji warto zadać sobie pięć pytań: kto jest jej autorem, na jakich dowodach się opiera, czy potwierdzają ją niezależne źródła, jakie emocje próbuje we mnie wywołać i komu służy moje natychmiastowe oburzenie.
Sceptycyzm nie jest teorią spiskową
Nie każda krytyka władz, naukowców, mediów czy wielkich firm jest myśleniem spiskowym. Instytucje popełniają błędy. Politycy kłamią. Przedsiębiorstwa ukrywają niewygodne informacje. W historii rzeczywiście dochodziło do tajnych porozumień i działań prowadzonych poza kontrolą społeczną.
Różnica polega na sposobie dochodzenia do wniosków.
Zdrowy sceptycyzm szuka dokumentów, świadków, danych i możliwości weryfikacji. Jest gotowy zmienić ocenę pod wpływem nowych dowodów. Myślenie spiskowe zaczyna od gotowej odpowiedzi, a następnie dopasowuje do niej wszystkie fakty.
Sceptyk pyta: „skąd to wiemy?”. Zwolennik spisku odpowiada: „skoro zaprzeczają, to znaczy, że coś ukrywają”.
Nienawiść potrzebuje opowieści
Nienawiść międzygrupowa rzadko pojawia się bez przygotowania. Najpierw trzeba stworzyć historię, w której jedna grupa jest niewinna, druga zaś działa potajemnie, podstępnie i przeciwko „zwykłym ludziom”. Potem wystarczy powtarzać tę opowieść tak długo, aż sąsiad przestanie być sąsiadem, a stanie się przedstawicielem wrogiego obozu.
Teorie spiskowe oferują poczucie przynależności, wyjątkowości i dostępu do rzekomo zakazanej wiedzy. Cena jest jednak wysoka: narastająca podejrzliwość, lęk, utrata zaufania i rozpad wspólnoty.
W lokalnym mieście wspólnota nie jest pojęciem z podręcznika socjologii. To ludzie stojący razem w kolejce, spotykający się w szkole, przychodni, sklepie i na miejskim wydarzeniu. Kiedy każda różnica zdań zaczyna być przedstawiana jako dowód zdrady, a każdy przeciwnik jako uczestnik tajnego układu, rozmowa staje się niemożliwa.
A bez rozmowy pozostaje już tylko krzyk.



Napisz komentarz
Komentarze