To trochę ekonomiczna wersja starego „psa ogrodnika” — sam nie skorzysta, ale drugiemu nie pozwoli. I właśnie dlatego badanie opublikowane w sierpniowym tomie „European Economic Review” jest tak interesujące. Nie dlatego, że dowodzi, iż wyborcy głosują na partie z zazdrości — tego naukowcy nie badali — lecz dlatego, że pokazuje, jak sam mechanizm zbiorowego podejmowania decyzji może zmieniać nasze zachowanie.
Nasz artykuł w skrócie
- Badacze przeprowadzili dwa eksperymenty obejmujące łącznie 1750 uczestników.
- Przy wyborze między podziałem 40–40 a 40–50 równy podział wybierało 56,7 proc. osób decydujących samodzielnie i aż 67,9 proc. głosujących większościowo.
- Ludzie byli więc gotowi odebrać pieniądze drugiej osobie, mimo że sami niczego dzięki temu nie zyskiwali.
- Efekt dotyczył właśnie zawiści wobec przewagi drugiej osoby, a nie ogólnego wzrostu egoizmu czy spadku hojności.
- Badanie dotyczyło eksperymentalnego głosowania nad podziałem pieniędzy, nie rzeczywistych wyborów politycznych.
1750 osób i ten sam efekt
Autorami pracy „Envy in the ballot box: How voting influences distributive preferences” są Kajsa Hansson, Kinga Barrafrem, Lewend Mayiwar, Emil Persson i Gustav Tinghög. Badanie przeprowadzono w dwóch etapach.
Najpierw eksperymentowi poddano 574 studentów szwedzkiego uniwersytetu. Następnie wyniki sprawdzono na znacznie większej grupie 1176 anglojęzycznych uczestników. Drugi eksperyment przyniósł podobne rezultaty. Łącznie badania objęły więc 1750 osób.
Zadanie wyglądało niewinnie. Uczestnicy mieli decydować o podziale pieniędzy pomiędzy siebie i drugą osobę. W jednym wariancie decyzję podejmowali samodzielnie. W innym o podziale decydowało głosowanie większościowe.
I właśnie tutaj zaczyna się najciekawsza część eksperymentu.
Ja nie dostanę więcej. Ale ty dostaniesz mniej
Uczestnikom przedstawiono między innymi wybór pomiędzy podziałem 40–40 a 40–50.
Z punktu widzenia osoby podejmującej decyzję jej sytuacja się nie zmieniała. W obu przypadkach otrzymywała 40. Różnica polegała wyłącznie na tym, że druga osoba mogła dostać albo tyle samo, albo o 10 więcej.
Kiedy ludzie podejmowali decyzję indywidualnie, 56,7 proc. wybierało równy podział 40–40.
Kiedy jednak o rozwiązaniu decydowało głosowanie większościowe, odsetek zwolenników odebrania drugiej osobie dodatkowych pieniędzy wzrastał do 67,9 proc.
Różnica wyniosła aż 11,2 punktu procentowego.
To istotne, ponieważ głosujący nie stawali się dzięki temu bogatsi. Zmniejszali jedynie korzyść osiąganą przez drugiego człowieka.
Badacze interpretują takie zachowanie jako przejaw envy, czyli zawiści lub zazdrości o cudzą przewagę, a nie zwyczajnej chciwości.
Wolimy mieć mniej, byle sąsiad nie miał więcej?
Jeszcze bardziej wymowny był kolejny eksperyment.
Uczestnicy mogli wybierać między podziałem 40–40 oraz 41–50.
Drugi wariant był korzystniejszy również dla nich. Dostawali o jeden więcej. Problem polegał na tym, że druga osoba otrzymywała dziewięć więcej od nich.
I ponownie podczas głosowania większościowego uczestnicy częściej wybierali pełną równość — nawet kosztem własnego niewielkiego zysku. Efekt słabł dopiero wtedy, gdy cena, którą trzeba było osobiście zapłacić za doprowadzenie do równości, stawała się większa.
To już nie jest zwykłe: „chcę mieć więcej”.
To raczej: „nie chcę, żebyś ty miał więcej ode mnie”.
Gdy odpowiedzialność rozpływa się w tłumie
Dlaczego głosowanie miałoby wzmacniać taki mechanizm?
Jedna z interpretacji badaczy prowadzi do zjawiska rozproszenia odpowiedzialności.
Jeśli człowiek podejmuje decyzję sam, wie, że jej konsekwencja jest jego dziełem. Nie może schować się za grupą. Przy głosowaniu sytuacja wygląda inaczej. Jeden głos zazwyczaj nie przesądza wyniku, a odpowiedzialność zostaje podzielona pomiędzy wielu ludzi.
Autorzy pracy wskazują, że właśnie wtedy łatwiej dopuścić do głosu emocje, którym w indywidualnej sytuacji potrafilibyśmy się przeciwstawić. Artykuł naukowy mówi wręcz o możliwości przedkładania własnej pozycji względnej nad dobrobyt całej grupy.
Profesor Gustav Tinghög podkreśla jednocześnie, że wyników nie należy traktować jako argumentu przeciw demokracji. Zwraca raczej uwagę, że wspólna odpowiedzialność może osłabiać psychologiczne hamulce towarzyszące decyzji podejmowanej samodzielnie.
To nie jest badanie wyborców PiS, KO ani Konfederacji
Tu potrzebne jest bardzo ważne zastrzeżenie.
Z wyników tego eksperymentu nie można wyciągnąć wniosku, że ktoś głosuje na konkretną partię, kandydata czy radnego dlatego, że zazdrości sąsiadowi pieniędzy, stanowiska albo samochodu.
Badacze nie analizowali wyborów parlamentarnych, prezydenckich ani samorządowych. Badali decyzje dotyczące podziału zasobów podejmowane indywidualnie albo za pomocą procedury głosowania.
To znacząca różnica.
Eksperyment pokazuje mechanizm psychologiczny, który może mieć znaczenie dla zbiorowego podejmowania decyzji, ale nie pozwala przypisywać konkretnym wyborcom czy politykom określonych emocjonalnych motywów.
Od parlamentu do rady miejskiej
Temat staje się jednak szczególnie ciekawy, gdy spojrzymy na sposób działania demokracji.
Sejm, rady gmin, rady miejskie czy rady powiatów podejmują przecież zasadniczą część swoich decyzji poprzez głosowanie.
Ustawa o samorządzie powiatowym stanowi w art. 13 ust. 1, że uchwały rady powiatu co do zasady zapadają zwykłą większością głosów, przy obecności przynajmniej połowy ustawowego składu rady.
Podobna zasada obowiązuje w samorządzie gminnym.
Nie jest to przy tym abstrakcyjna procedura. Rada Miejska Tomaszowa Mazowieckiego liczy obecnie 23 radnych, a tylko w 2025 roku odbyła 17 sesji i podjęła 125 uchwał, z czego 40 dotyczyło finansów i spraw okołobudżetowych.
Badanie ze Szwecji nie daje oczywiście podstaw do twierdzenia, że za którymkolwiek z tych głosowań stała zawiść. Pokazuje natomiast coś bardziej uniwersalnego: człowiek w grupie może podejmować inną decyzję niż ten sam człowiek pozostawiony sam na sam z własnym sumieniem i konsekwencjami wyboru.
I tę refleksję warto przenieść zarówno do wielkiej polityki, jak i do sali lokalnej rady.
Pytanie z kuchennego stołu
Najmocniejsza myśl płynąca z badania nie wymaga znajomości ekonomii behawioralnej.
Przed oddaniem głosu warto wyobrazić sobie, że nie ma obok nas klubu, partii, tłumu ani grupy, za którą można się schować.
Jesteśmy sami.
I trzeba odpowiedzieć sobie na jedno pytanie:
czy podjąłbym dokładnie tę samą decyzję, gdybym musiał wziąć za nią pełną odpowiedzialność?
Być może właśnie między kabiną do głosowania a symbolicznym kuchennym stołem przebiega jedna z ciekawszych granic ludzkiej natury.
Badanie opublikowano w „European Economic Review”, tom 188, sierpień 2026 r., artykuł 105389. Badania były finansowane przez Swedish Research Council.




Napisz komentarz
Komentarze