Nasz artykuł w skrócie
- Wicepremier Krzysztof Gawkowski wystąpił do Komisji Europejskiej o 250 mln euro kary dla Mety.
- Powodem są przede wszystkim oszukańcze reklamy na Facebooku i Instagramie oraz zarzuty dotyczące nieskutecznej moderacji.
- W teście CERT Polska aż 106 ze 122 zgłoszonych oszukańczych reklam nie zostało przez Metę usuniętych.
- Meta odpowiada, że tylko od lipca 2025 do czerwca 2026 roku usunęła 137 tys. reklam pochodzących z Polski, a w skali światowej w ostatnim roku ponad 159 mln oszukańczych reklam.
- Ostateczna decyzja należy do Komisji Europejskiej. Na podstawie DSA kara za naruszenia może sięgać nawet 6 proc. światowego rocznego obrotu firmy.
„Ten dziki zachód musi się skończyć”
W czasach, gdy oszust nie musi już stać pod bankiem ani dzwonić z historią o „wnuczku w wypadku”, wystarczy mu konto reklamowe, kilka zdjęć, sztuczna inteligencja i karta płatnicza. Potem reklama zaczyna swoją podróż. Pojawia się między zdjęciem znajomych a relacją z wakacji. Ma logo znanej firmy, twarz polityka, przedsiębiorcy albo telewizyjnego eksperta. Obiecuje inwestycję życia.
I właśnie z tym mechanizmem polski rząd postanowił skonfrontować jedną z największych korporacji technologicznych świata.
W czwartek, 27 sierpnia, Krzysztof Gawkowski poinformował, że skierował do Komisji Europejskiej formalny wniosek o nałożenie na Meta Platforms kary w wysokości 250 mln euro.
Minister mówi o braku skutecznej kontroli nad reklamami, oszustwach kierowanych do Polaków oraz nieskuteczności procedur ich zgłaszania. W swoim wystąpieniu użył określenia bardzo dalekiego od urzędniczej nowomowy: „ten dziki zachód na platformie musi się skończyć”.
Wniosek nie oznacza jeszcze, że Meta zapłaci miliard złotych. To ważne rozróżnienie. Decyzję o wszczęciu postępowania, stwierdzeniu naruszenia i ewentualnej wysokości sankcji podejmuje Komisja Europejska.
122 reklamy. Tylko 10 usuniętych
Najmocniejszym argumentem w tej sprawie nie są jednak polityczne deklaracje.
Są nim liczby.
CERT Polska w okresie od stycznia do listopada 2024 roku przeprowadził test mechanizmu zgłaszania reklam na Facebooku. Eksperci zgłosili 122 reklamy, które uznali za oszukańcze.
Rezultat był trudny do pogodzenia z wizją skutecznie moderowanej platformy.
106 zgłoszeń, czyli 86,8 proc., zakończyło się komunikatem „Nie usunęliśmy reklamy”.
Usunięto zaledwie 10 reklam. W sześciu przypadkach CERT Polska nie otrzymał odpowiedzi.
Nie był to przy tym jednorazowy spór. W marcu 2025 roku CERT Polska ponownie oceniał działania Mety i stwierdził, że wiele kluczowych postulatów nadal nie zostało zrealizowanych. Eksperci wskazywali m.in. na problemy z reakcją na zgłoszenia zwykłych użytkowników, pozostawianiem aktywnych kont publikujących oszustwa czy brakiem pełnego wykorzystania polskiej Listy Ostrzeżeń.
To właśnie tutaj przebiega linia frontu.
Nie chodzi bowiem wyłącznie o to, czy platforma usuwa miliony reklam. Chodzi również o to, czy potrafi zatrzymać tę konkretną reklamę, która właśnie wyświetliła się potencjalnej ofierze.
Meta: usuwamy setki tysięcy reklam w Polsce
Meta przedstawia zupełnie inny obraz sytuacji.
W odpowiedzi przekazanej polskiemu resortowi firma poinformowała, że od lipca 2025 do czerwca 2026 roku usunęła około 137 tys. reklam pochodzących z Polski z powodu naruszenia zasad dotyczących oszustw i wyłudzeń. Według koncernu ponad 88 proc. z nich zostało wykrytych jeszcze przed zgłoszeniem przez użytkowników.
W tym samym okresie Meta miała również usunąć około 380 tys. polskich treści na Facebooku, Instagramie i Threads związanych z oszustwami i innymi nieuczciwymi praktykami. Ponad 93 proc. miało zostać wykrytych proaktywnie.
Po czwartkowym wniosku Gawkowskiego firma przedstawiła jeszcze większą liczbę. Meta podała PAP, że w ciągu ostatniego roku na całym świecie usunęła ponad 159 mln oszukańczych reklam, z czego 92 proc. zanim zostały zgłoszone przez użytkowników.
I tu pojawia się paradoks przypominający statystykę z powieści Kafki: obie strony mogą przedstawiać prawdziwe liczby, a jednocześnie opowiadać zupełnie różne historie.
Meta pokazuje ogromną liczbę wykrytych oszustw.
CERT pokazuje, co dzieje się wtedy, gdy profesjonalni analitycy sami zgłaszają konkretne oszustwa i oczekują reakcji.
Fałszywy Brzoska, polityk, lekarz. Twarz staje się przynętą
Jedną z najgroźniejszych odmian tego procederu jest wykorzystywanie wizerunków osób publicznych.
CERT Polska identyfikował kampanie używające twarzy polityków, dziennikarzy, sportowców, lekarzy czy influencerów. Czasem są to spreparowane zdjęcia. Coraz częściej – filmy i nagrania tworzone przy pomocy sztucznej inteligencji.
Znana twarz ma pełnić funkcję cyfrowej pieczęci wiarygodności.
Mechanizm jest prosty: użytkownik widzi osobę, którą zna z telewizji albo internetu, następnie informację o „sekretnej inwestycji”, „państwowym programie”, kryptowalucie lub platformie gwarantującej wysokie dochody. Kliknięcie prowadzi już do strony kontrolowanej przez przestępców.
Jedną z najbardziej nagłośnionych w ostatnim czasie osób, których wizerunek wykorzystywano w fałszywych reklamach, jest twórca InPostu Rafał Brzoska. Sprawa stała się jednym z impulsów do kolejnych interwencji polskich władz wobec Mety.
Tomaszów Mazowiecki też zna ten problem
I nie jest to spór odległy od mieszkańców Tomaszowa.
Jeszcze 27 maja 2026 roku tomaszowscy policjanci, wspólnie z przedstawicielem PKO BP oraz funkcjonariuszem Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi, prowadzili spotkania dla seniorów i młodzieży dotyczące bezpieczeństwa finansowego w internecie.
Jednym z omawianych zagrożeń były właśnie deepfake'i oraz fałszywe reklamy inwestycyjne wykorzystujące wizerunki znanych ludzi.
Tomaszowska policja zwracała uwagę, że przestępcy używają sztucznej inteligencji do tworzenia zmanipulowanych nagrań i zdjęć, aby nadać fałszywej ofercie pozory wiarygodności.
Dlatego dyskusja o odpowiedzialności Facebooka czy Instagrama nie jest abstrakcyjną wojną Warszawy z Doliną Krzemową.
Każda taka reklama może bowiem trafić na ekran telefonu mieszkańca Tomaszowa, Ujazdu, Inowłodza czy Lubochni.
I czasem wystarczy jedno kliknięcie.
Co mówi europejskie prawo? Meta nie jest zwykłym portalem
Kluczowe znaczenie ma tutaj Digital Services Act – unijny akt o usługach cyfrowych.
Facebook i Instagram zostały przez Komisję Europejską formalnie uznane za bardzo duże platformy internetowe – VLOP. Oznacza to, że podlegają szczególnym obowiązkom i bezpośredniemu nadzorowi Komisji Europejskiej.
DSA przewiduje m.in. obowiązek przejrzystości reklam. Art. 26 wymaga, by użytkownik mógł jednoznacznie ustalić, że widzi reklamę, w czyim imieniu jest ona prezentowana oraz – gdy jest to inny podmiot – kto za nią zapłacił.
Jeszcze ważniejsze w kontekście obecnego konfliktu są art. 34 i 35. Bardzo duże platformy mają obowiązek oceniać ryzyka systemowe związane z funkcjonowaniem swoich usług, a następnie stosować rozsądne, proporcjonalne i skuteczne środki ich ograniczania. Przepisy wprost wskazują m.in. na możliwość modyfikowania procesów moderacji i poprawę szybkości rozpatrywania zgłoszeń.
Jeżeli Komisja stwierdzi naruszenie DSA, art. 74 pozwala nałożyć karę sięgającą maksymalnie 6 proc. całkowitego światowego rocznego obrotu przedsiębiorstwa z poprzedniego roku finansowego.
W tym świetle postulowane przez Gawkowskiego 250 mln euro jest kwotą ogromną z perspektywy polskiego budżetu domowego, ale w świecie największych korporacji technologicznych nie jest jeszcze sankcją z najwyższej półki.
Bruksela już prowadzi inne sprawy przeciwko Mecie
Komisja Europejska nie zaczyna przy tym swojej relacji z Metą od czystej kartki.
Facebook i Instagram są już objęte szeregiem działań egzekucyjnych związanych z DSA. 10 lipca 2026 roku Komisja wstępnie uznała, że Meta naruszyła przepisy DSA w związku z uzależniającym projektem Facebooka i Instagrama, wskazując m.in. na infinite scroll, autoplay, powiadomienia i mechanizmy rekomendacji.
To odrębna sprawa od oszukańczych reklam, ale pokazuje, że europejski regulator korzysta z narzędzi przewidzianych przez nowe prawo.
Za oceanem Meta właśnie zgodziła się zapłacić miliardy
Niemal równolegle po drugiej stronie Atlantyku doszło do wydarzenia, które jeszcze kilka lat temu trudno byłoby sobie wyobrazić.
Meta zawarła w Stanach Zjednoczonych wielostanową ugodę dotyczącą zarzutów związanych z bezpieczeństwem dzieci korzystających z Facebooka i Instagrama. Oficjalne komunikaty amerykańskich władz mówią o kwocie sięgającej 17,1 mld dolarów oraz daleko idących zmianach dotyczących kont osób niepełnoletnich.
Ugoda obejmuje roszczenia 47 stanów oraz Dystryktu Kolumbii i kilku terytoriów USA; pierwotny pozew federalny w tej sprawie został wniesiony przez koalicję 29 stanów.
Europa mówi więc o setkach milionów euro. Ameryka – o dziesiątkach miliardów dolarów.
Zmienia się skala odpowiedzialności Big Techów.
Najważniejsza bitwa toczy się jednak o jedno kliknięcie
Na końcu tej historii nie stoi Gawkowski, Zuckerberg ani nawet Komisja Europejska.
Stoi użytkownik.
Człowiek siedzący wieczorem przed telefonem, któremu algorytm właśnie podsunął „sponsorowaną” informację. Zdjęcie wygląda znajomo. Logo wygląda profesjonalnie. Znany przedsiębiorca zapewnia, że dzięki nowej platformie można pomnożyć oszczędności.
Kilka sekund później użytkownik wpisuje numer telefonu.
Potem dzwoni „doradca”.
A później może zniknąć dorobek wielu lat.
Jeżeli więc Komisja Europejska zajmie się polskim wnioskiem, najważniejszym pytaniem nie będzie nawet to, czy Meta zapłaci miliard złotych.
Znacznie ważniejsze brzmi:
czy po tej sprawie oszustowi będzie trudniej kupić reklamę niż dziś?
Bo miliardowa kara może zrobić dobre nagłówki. Ale prawdziwy sukces zacznie się dopiero wtedy, gdy fałszywa reklama nie zdąży znaleźć pierwszej ofiary.




Napisz komentarz
Komentarze