To deklaracja, która może oznaczać dla polskiego przemysłu zbrojeniowego przejście z roli klienta do roli partnera. Droga do celu będzie jednak długa – strzeżona amerykańskimi procedurami, ograniczeniami eksportowymi i interesami koncernów posiadających kluczowe technologie.
Rakiety powinny powstawać w bezpiecznym miejscu
W rozmowie opublikowanej przez „Gazetę Wyborczą” Cezary Tomczyk odniósł się do ukraińskich zabiegów o pozyskanie kolejnych systemów Patriot oraz możliwości produkowania rakiet do nich.
– Chcemy być pełnoprawnym uczestnikiem procesu – oświadczył wiceszef MON. Jak podkreślił, Polska przekazała stronie amerykańskiej, że jednym z bezpiecznych miejsc dla takiej produkcji mogłoby być właśnie nasze państwo.
Za deklaracją stoją nie tylko potrzeby Polski. Wojna w Ukrainie pokazała, że nawet najnowocześniejszy system obrony powietrznej staje się bezużyteczny, gdy brakuje do niego rakiet. Pociski przechwytujące są produkowane długo, kosztują fortunę, a liczba państw oczekujących na dostawy stale rośnie. Lockheed Martin zapowiedział zwiększenie zdolności produkcyjnych rakiet PAC-3 MSE, odpowiadając na szybko rosnące zapotrzebowanie Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników.
Najpierw serwis, później produkcja
Pierwszym krokiem nie będzie jednak natychmiastowe otwarcie fabryki. Podczas lipcowego szczytu NATO w Ankarze Polska, Stany Zjednoczone, Niemcy, Holandia i Szwecja podpisały porozumienie dotyczące stworzenia w Europie zaplecza serwisowego dla pocisków PAC-3.
Dotychczas część rakiet wymagających poważniejszych przeglądów trzeba było wysyłać do Stanów Zjednoczonych. Według MON cały proces – wraz z transportem, naprawą i ponowną certyfikacją – mógł trwać nawet dwa lata. Europejskie centrum ma skrócić ten czas i zwiększyć gotowość bojową systemów Patriot znajdujących się na kontynencie.
Serwis nie jest jednak tym samym co produkcja. Pozwala szkolić kadry, budować zaplecze techniczne oraz zdobywać doświadczenie, ale nie oznacza automatycznego przekazania technologii potrzebnych do samodzielnego wytwarzania rakiet.
Tomczyk traktuje centrum serwisowe jako etap otwierający następne drzwi. Polska chce, by za obsługą pocisków przyszło włączenie krajowych przedsiębiorstw w ich montaż, a docelowo – możliwie szeroka produkcja.
Część Patriotów już powstaje w Polsce
Nie byłby to start od zera. Polski przemysł uczestniczy już w programie Wisła, w ramach którego wojsko pozyskuje baterie Patriot wraz z systemem dowodzenia IBCS.
W Polsce ma powstać między innymi 48 wyrzutni M903 przeznaczonych dla drugiej fazy programu. W przedsięwzięciu uczestniczą Polska Grupa Zbrojeniowa, Huta Stalowa Wola i PIT-RADWAR, współpracujące z amerykańskim Raytheonem.
Wojskowe Zakłady Elektroniczne przeprowadziły również walidację linii związanych z produkcją elementów rakiet PAC-3 MSE. Oznacza to, że polskie przedsiębiorstwa są już częścią amerykańskiego łańcucha dostaw, chociaż na razie nie produkują kompletnego pocisku przechwytującego.
Dlatego hasło „produkcja Patriotów w Polsce” wymaga doprecyzowania. System Patriot składa się z radarów, wyrzutni, stanowisk dowodzenia, systemów łączności i różnych typów rakiet. Warszawa zabiega przede wszystkim o możliwość znacznie głębszego udziału w produkcji pocisków, nie o samodzielne wytwarzanie całego systemu od pierwszej do ostatniej śruby.
Amerykańska licencja nie przychodzi z dnia na dzień
Tomczyk studził oczekiwania dotyczące możliwości szybkiego przekazania Ukrainie licencji. Podobnie wygląda sytuacja Polski. Decyzja polityczna może rozpocząć proces, ale nie zastąpi wieloletnich negocjacji technicznych i prawnych.
Amerykańskie technologie wojskowe podlegają rygorystycznym regulacjom eksportowym ITAR. Produkcja uzbrojenia poza Stanami Zjednoczonymi wymaga między innymi pisemnej zgody amerykańskiej Dyrekcji Kontroli Handlu Obronnego. Odrębnie ustalane są zakres przekazywanej dokumentacji, dostęp do danych technicznych, możliwość eksportowania gotowych produktów oraz udział konkretnych przedsiębiorstw.
W praktyce najważniejsze pytanie nie brzmi więc: czy rakiety będą produkowane w Polsce, lecz jak duża część technologii zostanie udostępniona polskim zakładom. Możliwy jest zarówno montaż pocisków z importowanych podzespołów, jak i stopniowe zwiększanie udziału krajowych komponentów. Pełna samodzielność technologiczna pozostaje scenariuszem najbardziej ambitnym i najtrudniejszym.
Ukraiński pilot zatrzymał się przed granicą
W rozmowie poruszono także niedawny incydent, podczas którego ukraiński myśliwiec ścigał rosyjską rakietę, ale przerwał pościg przed wlotem do polskiej przestrzeni powietrznej.
Według Tomczyka decyzja wynikała między innymi z ryzyka, że ukraińska maszyna mogłaby zostać błędnie uznana przez polską obronę za zagrożenie. Wpuszczenie uzbrojonych ukraińskich samolotów nad terytorium NATO wymagałoby wcześniejszych ustaleń politycznych, prawnych i operacyjnych. Pojedynczy incydent nie może automatycznie zmienić procedur obowiązujących cały Sojusz.
Nie jest to filmowy pościg, w którym pilot przekracza granicę, ponieważ cel znajduje się kilkanaście sekund przed nim. Polska posiada całkowite i wyłączne zwierzchnictwo nad swoją przestrzenią powietrzną. Obce samoloty wojskowe nie mogą prowadzić nad nią uzbrojonych działań bez zgody polskich władz i odpowiednich ustaleń sojuszniczych.
Tomczyk przekonywał również, że rosyjski pocisk był przez cały czas obserwowany. Miał zmierzać w stronę terenu niezabudowanego. Gdyby zmienił kurs i zagroził ludziom lub infrastrukturze, według wiceministra zostałby zestrzelony. Resort zwraca jednak uwagę, że samo strącenie rakiety także tworzy ryzyko – szczątki mogą spaść na domy, drogi albo przypadkowych ludzi.
Nowa stała baza amerykańska
Drugim strategicznym tematem rozmowy była budowa kolejnej, stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce. Tomczyk twierdzi, że projekt uzyskał polityczne zielone światło, choć jego realizacja potrwa co najmniej kilka lat.
Najbardziej prawdopodobnymi lokalizacjami mają być Wielkopolska lub Dolny Śląsk. To regiony posiadające rozwiniętą infrastrukturę wojskową, transportową i logistyczną, przygotowywaną od lat do przyjęcia sojuszniczych oddziałów.
Trzeba przy tym pamiętać, że w Polsce działa już stały garnizon amerykańskiej armii z dowództwem w Poznaniu. Obsługuje on instalacje między innymi w Wielkopolsce, Powidzu, Żaganiu i Świętoszowie. Zapowiadany projekt oznaczałby jednak dalsze rozszerzenie trwałej obecności – wraz z nową infrastrukturą, zapleczem dla żołnierzy i wieloletnim finansowaniem.
Wiceszef MON zapewnia jednocześnie, że ewentualne ograniczanie liczebności wojsk USA w Europie nie powinno objąć Polski. Warszawa chce wykorzystać swój status państwa frontowego NATO i przekonać Waszyngton, że trwała obecność nad Wisłą leży również w interesie Amerykanów



Napisz komentarz
Komentarze