Z tego tekstu dowiesz się
- dlaczego 41 wet stało się symbolem pierwszego roku prezydentury,
- o co Pałac Prezydencki spiera się z rządem w sprawie SAFE i sądów,
- jak Nawrocki buduje własne zaplecze po prawej stronie sceny politycznej,
- dlaczego stawia na bliskie relacje z Donaldem Trumpem,
- jak w wyborach głosowali mieszkańcy powiatu tomaszowskiego.
Dokładnie rok temu, 6 sierpnia 2025 roku, Karol Nawrocki złożył przysięgę przed Zgromadzeniem Narodowym. W czwartek ma podsumować pierwszych dwanaście miesięcy urzędowania podczas wydarzenia przed Pałacem Prezydenckim. Kancelaria przedstawia ten czas jako okres aktywnej obrony bezpieczeństwa, suwerenności i interesów obywateli. Rząd widzi go zupełnie inaczej: jako rok blokowania reform i prowadzenia permanentnej kampanii politycznej.
Prezydent, który nie odkłada pióra
Bilans przedstawiony przez Kancelarię Prezydenta jest imponujący liczbowo: 22 własne inicjatywy ustawodawcze, 255 podpisanych ustaw oraz 41 wet. Nawrocki odbył również 29 wizyt zagranicznych, w tym cztery w Stanach Zjednoczonych. Zastosował prawo łaski wobec siedmiu osób, a odmówił jego zastosowania w pięciu przypadkach.
To właśnie liczba wet stała się najważniejszym politycznym symbolem pierwszego roku. Według zestawienia Polskiego Radia 24 żaden prezydent III Rzeczypospolitej nie blokował ustaw tak często w tak krótkim czasie. Nawrocki już po dwunastu miesiącach przekroczył liczbę wet zastosowanych przez każdego ze swoich poprzedników podczas całej kadencji.
Konstytucja daje prezydentowi prawo odmowy podpisania ustawy i przekazania jej Sejmowi do ponownego rozpatrzenia. Do odrzucenia weta potrzebna jest większość trzech piątych głosów przy obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Obecna koalicja taką większością nie dysponuje. W praktyce oznacza to, że podpis Nawrockiego stał się jedną z najważniejszych zapór na drodze rządowych projektów.
SAFE – weto, które stało się polityczną linią frontu
Najostrzejsze starcie dotyczyło unijnego mechanizmu SAFE, z którego Polska ma pozyskać wielomiliardowe finansowanie na obronność i rozwój przemysłu zbrojeniowego. Prezydent zawetował ustawę tworzącą krajowy instrument obsługi pożyczki, argumentując, że mechanizm uzależnia bezpieczeństwo Polski od decyzji instytucji unijnych i może pozostawić państwo z obowiązkiem spłaty długu nawet po wstrzymaniu części finansowania.
Rząd oskarżył prezydenta o uderzenie w bezpieczeństwo państwa. Ostatecznie umowa dotycząca SAFE została podpisana inną drogą, a rząd zapowiedział znalezienie rozwiązania umożliwiającego finansowanie nie tylko wojska, ale również Policji, Straży Granicznej i Państwowej Straży Pożarnej. Zapowiedziana zaliczka wyniosła 6,5 mld euro.
W sensie praktycznym program nie został więc zatrzymany. W sensie politycznym weto pozostawiło jednak głęboką bruzdę. Premier Donald Tusk uznał właśnie sprawę SAFE za jeden z trzech najbardziej charakterystycznych punktów pierwszego roku prezydentury — obok ułaskawienia Piotra „Starucha” Staruchowicza i odrzucenia ustawy o statusie osoby najbliższej.
Status osoby najbliższej, kryptoaktywa i ustawy społeczne
Prezydent zawetował ustawę umożliwiającą dwóm pełnoletnim osobom zawarcie rejestrowanej umowy regulującej m.in. kwestie majątkowe, alimentacyjne, mieszkaniowe oraz dostęp do informacji medycznej. Nawrocki przekonywał, że rozwiązanie mogłoby osłabić szczególną konstytucyjną pozycję małżeństwa rozumianego jako związek kobiety i mężczyzny.
Trzykrotnie odmówił również podpisania przepisów regulujących rynek kryptoaktywów. Kancelaria twierdziła, że projekty były zbyt restrykcyjne i mogły wypychać firmy z Polski. Prezydent przedstawił własną propozycję, lecz nie została ona uwzględniona przez większość parlamentarną.
Na liście wet znalazły się także przepisy dotyczące reformy oświaty, Krajowej Rady Sądownictwa, likwidacji Centralnego Biura Antykorupcyjnego, rozwodów pozasądowych, języka śląskiego, ochrony zwierząt, energetyki odnawialnej oraz zmian podatkowych. Pałac przekonywał, że chroni obywateli przed niedopracowanym prawem. Rząd odpowiadał, że prezydent blokuje rozwiązania z powodów politycznych. Rzecznik rządu Adam Szłapka nazwał pierwszy rok Nawrockiego „złym czasem” i „bardzo słabym rokiem” dla urzędu prezydenckiego.
Sądy, ambasadorowie i spór o granice władzy
Konflikt nie ograniczył się do ustaw. Nawrocki odmówił powołania części sędziów, zapowiadając, że nie będzie awansował osób kwestionujących — w jego ocenie — konstytucyjny porządek państwa. Równocześnie prezydent sprzeciwiał się rządowym próbom różnicowania statusu sędziów powołanych przy udziale obecnej Krajowej Rady Sądownictwa.
Drugim nierozwiązanym polem walki pozostają ambasadorowie. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski i prezydent nie osiągnęli porozumienia w sprawie obsady placówek. Konstytucja stanowi, że prezydent jest najwyższym przedstawicielem państwa, ale w polityce zagranicznej ma współdziałać z premierem i właściwym ministrem. Gdy współdziałanie zamienia się w przeciąganie liny, państwo traci możliwość prowadzenia spójnej polityki.
Nawrocki nie ukrywa przy tym, że obecny model ustrojowy uważa za dysfunkcjonalny. Powołał Radę Nowej Konstytucji, która ma przygotować rozwiązania możliwe do przyjęcia około 2030 roku. Prezydent sugeruje wybór bardziej jednoznacznego systemu — kanclerskiego albo prezydenckiego — samemu wyraźnie skłaniając się ku silniejszej prezydenturze.
To jeden z najważniejszych, choć wciąż niedokończonych wątków tej kadencji. Spór nie dotyczy już tylko poszczególnych ustaw. Dotyczy odpowiedzi na pytanie, kto w Polsce ma rzeczywiście kierować państwem.
Własne zaplecze na prawicy
Karol Nawrocki przez pierwszy rok nie zachowywał się jak polityk zadowalający się rolą reprezentacyjną. Spotkania z liderami Konfederacji, udział w Marszu Niepodległości, obecność na wydarzeniach kibicowskich i konsekwentne podkreślanie związków ze światem sportu budowały wizerunek prezydenta bliskiego środowiskom, które nie zawsze czują się reprezentowane przez tradycyjne elity.
To także próba wyjścia poza rolę kandydata wspieranego przez Prawo i Sprawiedliwość. Nawrocki buduje własną markę — bardziej bezpośrednią, narodowo-konserwatywną, mocno opartą na haśle „Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy”. Kancelaria przedstawia tę strategię jako wierność wyborczym zobowiązaniom. Polityczni przeciwnicy widzą w niej przygotowanie własnego obozu na wybory parlamentarne i kolejną walkę o Pałac.
Nie oznacza to jeszcze otwartej wojny z PiS. Oznacza jednak, że na prawicy pojawił się nowy ośrodek grawitacji. Prezydent ma własny mandat, własne narzędzia i pięć lat, by przekonać wyborców, że nie jest jedynie lokatorem Pałacu wyłonionym przez partyjne zaplecze.
Waszyngton jako główny kierunek
Najbardziej czytelnym elementem polityki zagranicznej Nawrockiego stał się sojusz ze Stanami Zjednoczonymi. Prezydent czterokrotnie odwiedził USA, rozmawiał z Donaldem Trumpem o obecności wojsk amerykańskich, bezpieczeństwie i zakupach uzbrojenia. Z pierwszej wizyty przywiózł zapewnienie, że Stany Zjednoczone nie planują redukcji swoich sił w Polsce, oraz zaproszenie do udziału w szczycie G20.
W maju 2026 roku Donald Trump zapowiedział wysłanie do Polski kolejnych pięciu tysięcy żołnierzy. Nawrocki określił sojusz polsko-amerykański jako jeden z podstawowych filarów bezpieczeństwa Polski i Europy.
Dobre osobiste relacje z prezydentem USA są największym kapitałem międzynarodowym Nawrockiego. Pozostaje jednak pytanie, czy polityka oparta tak mocno na więzi z jednym przywódcą będzie równie skuteczna, gdy interesy Warszawy i Waszyngtonu przestaną układać się harmonijnie.
Chłodniej wobec Ukrainy
Inaczej rozwijały się relacje z Kijowem. Nawrocki deklarował dalsze wsparcie dla Ukrainy walczącej z rosyjską agresją, ale jednocześnie zapowiadał „urealnienie” wzajemnych stosunków oraz twardszą obronę polskiej pamięci historycznej.
Kulminacją napięcia była decyzja o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego po nadaniu jednej z jednostek ukraińskich imienia „Bohaterów UPA”. Prezydent podkreślał, że nie jest to decyzja wymierzona w naród ukraiński ani odejście od strategicznego wspierania bezpieczeństwa Ukrainy.
Ten gest pokazał jednak, że polityka historyczna pozostanie jednym z fundamentów prezydentury byłego szefa Instytutu Pamięci Narodowej. Dla jego zwolenników oznacza to odzyskanie podmiotowości. Krytycy ostrzegają, że demonstracyjne gesty mogą ułatwiać Rosji rozbijanie jedności państw wspierających Ukrainę.
Tomaszów i powiat dały Nawrockiemu mocny mandat
Pierwszy rok prezydentury ma również wyraźny lokalny kontekst. W drugiej turze wyborów w powiecie tomaszowskim Karol Nawrocki otrzymał 38 058 głosów, a Rafał Trzaskowski 23 918. Oznacza to poparcie na poziomie około 61,4 proc. ważnych głosów.
Mieszkańcy naszego regionu w większości opowiedzieli się więc za prezydentem zapowiadającym aktywną politykę, większy nacisk na suwerenność, konserwatywne wartości i silny sojusz ze Stanami Zjednoczonymi.
Po roku warto jednak pytać nie tylko o symbole i partyjne starcia. Dla Tomaszowa liczą się także sprawy bardziej przyziemne: ceny energii, dostęp do leczenia, pieniądze na samorządy, bezpieczeństwo miejsc pracy i inwestycje infrastrukturalne. To według nich — a nie według liczby konferencji i politycznych ciosów — mieszkańcy ostatecznie ocenią tę prezydenturę.
Aktywny prezydent czy patron politycznego paraliżu?
Karol Nawrocki nie stał się prezydentem ceremonialnym. Jest aktywny, zdecydowany i gotowy wykorzystywać pełnię swoich konstytucyjnych możliwości. Dla zwolenników to dowód niezależności oraz skutecznego powstrzymywania rządu. Dla przeciwników — metoda na blokowanie państwa i prowadzenie kolejnej kampanii wyborczej z Pałacu Prezydenckiego.
Najnowsze badania pokazują Polskę niemal przeciętą na pół. W jednym z sondaży 47 proc. badanych dobrze oceniło pierwszy rok Nawrockiego, 43 proc. wystawiło mu ocenę negatywną, a pozostali nie mieli zdania.
Pierwszy akt tej prezydentury kończy się więc bez pojednania. Pałac i rząd stoją po przeciwnych stronach barykady, a konstytucyjna kohabitacja coraz częściej przypomina serial polityczny pisany według reguły: każdy odcinek musi zakończyć się konfliktem.
Tyle że państwo nie jest serialem. A obywatele wcześniej czy później pytają nie o to, kto wygrał kolejną konferencję prasową, lecz czy w wyniku tej walki żyje im się bezpieczniej, spokojniej i lepiej.



Napisz komentarz
Komentarze