Podczas konferencji prasowej szef rządu mówił o zjawiskach, które od dawna wywołują społeczne oburzenie. W kraju, w którym pacjent potrafi miesiącami czekać na specjalistę, a SOR-y i poradnie często przypominają sceny z filmu o systemie przeciążonym do granic, każda informacja o uprzywilejowanych ścieżkach leczenia działa jak iskra na suchą trawę.
Premier wskazał trzy obszary wymagające pilnej reakcji: uprzywilejowane miejsca obsługi pacjentów, określane jako saloniki VIP, omijanie kolejek do świadczeń oraz kominy płacowe w ochronie zdrowia.
„To musi się skończyć”
Donald Tusk podkreślił, że dostęp do publicznej ochrony zdrowia powinien być równy i zależeć od medycznej potrzeby oraz miejsca w kolejce, a nie od znajomości, układów czy dodatkowych możliwości.
— To zjawisko musi zniknąć zgodnie z prawem, z konstytucją i z przyzwoitością — mówił premier.
Szef rządu zapowiedział, że oczekuje od NFZ i resortu zdrowia nie ogólnych deklaracji, lecz precyzyjnych rozwiązań. Jeśli ich nie otrzyma, ma podjąć decyzje już w środę.
— Jeśli do wtorku nie otrzymam satysfakcjonujących, precyzyjnych rekomendacji, to w środę podejmę odpowiednie decyzje, także personalne — zadeklarował.
Centralna e-rejestracja ma ukrócić „zeszyty” i ręczne sterowanie kolejką
Jednym z głównych narzędzi naprawy systemu ma być centralna e-rejestracja, czyli rozwiązanie, które ma pokazywać wolne terminy świadczeń w całym kraju. Premier polecił przyspieszenie prac nad systemem.
Według jego zapowiedzi centralna e-rejestracja ma zacząć działać najpóźniej do końca roku. W praktyce oznaczałoby to większą przejrzystość kolejek i ograniczenie sytuacji, w których pacjent nie wie, gdzie realnie może uzyskać najszybszą pomoc.
Tusk mówił wprost o końcu „zeszytów” i nieformalnego zarządzania dostępem do świadczeń. To właśnie takie mechanizmy przez lata budowały poczucie, że w publicznej ochronie zdrowia jedni stoją w kolejce, a inni znajdują boczne wejście.
Minister zdrowia pod presją
Premier odniósł się również do pozycji minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy. Podkreślił, że jej apolityczność i brak partyjnego zaplecza miały być atutem, ale najbliższe dni pokażą, czy wystarczy jej determinacji i siły do przeprowadzenia zmian.
Tusk zaznaczył, że nie ma wątpliwości co do jej kompetencji. Jednocześnie przyznał, że kierowanie resortem zdrowia wymaga nie tylko wiedzy, ale też przebojowości i zdolności do starcia z systemem, w którym interesy różnych grup od lat splatają się jak węzeł gordyjski.
Szef rządu zapewnił też, że działania obecnej minister nie mają związku z tym, co działo się w Szpitalu Południowym.
Kontrole NFZ pokazują skalę problemu
Premier przywołał dane z kontroli Narodowego Funduszu Zdrowia. W 2024 roku przeprowadzono 909 kontroli placówek ochrony zdrowia. Skutkowały one 25 zawiadomieniami do prokuratury na kwotę blisko 88 mln zł. Według przedstawionych informacji nieprawidłowości stwierdzono w 94 proc. skontrolowanych miejsc.
W 2025 roku przeprowadzono 798 kontroli. W ich wyniku skierowano 27 zawiadomień do prokuratury na kwotę 53 mln zł, a nieprawidłowości wykryto w 97 proc. przypadków.
W 2026 roku kontroli było 482. Do prokuratury trafiło 11 zawiadomień na kwotę 20 mln zł, a nieprawidłowości stwierdzono w 99 proc. skontrolowanych placówek.
Te dane pokazują, że problem nie dotyczy pojedynczych incydentów. To raczej obraz systemu, w którym kontrola zbyt często odkrywa błędy, nadużycia albo przynajmniej niechlujność w rozliczaniu świadczeń.
Lekarze mają prawo dobrze zarabiać, ale system nie może być żerowiskiem
Premier wyraźnie zaznaczył, że lekarze mają prawo do wysokich zarobków. Problemem nie są same wynagrodzenia, ale sytuacje, w których bardzo wysokie kwoty wynikają z wad systemu, nadużyć albo obchodzenia zasad.
— Atmosfera będzie nie do zniesienia, jeśli będzie się okazywało coraz częściej, że niektórzy zarabiają grube miliony, bo nadużywają tego systemu — mówił Tusk.
To ważne rozróżnienie. Ochrona zdrowia nie może być polem nagonki na lekarzy, pielęgniarki czy personel medyczny. Ale nie może też być miejscem, w którym pacjent czeka miesiącami, a równolegle wybrani potrafią znaleźć szybszą ścieżkę lub zbudować fortunę na lukach w systemie.
Pacjent ma być w centrum, nie układ
W publicznej ochronie zdrowia najważniejszy powinien być pacjent. Nie polityczna przepychanka, nie korporacyjna gra interesów, nie lokalne układy i nie „kto kogo zna”. Jeśli centralna e-rejestracja rzeczywiście ma pokazać wszystkie wolne terminy i uporządkować kolejki, może być jednym z ważniejszych narzędzi naprawy.
Na razie jednak premier postawił sprawę twardo: do wtorku mają być rekomendacje, w środę mogą być decyzje. Także personalne.
W ochronie zdrowia od lat słyszymy, że „trzeba coś zrobić”. Teraz padła zapowiedź, że czas na ogólniki się kończy. Pacjenci czekają nie na kolejną konferencję, ale na system, w którym drzwi do lekarza nie otwierają się szerzej dla tych, którzy mają znajomości, pieniądze albo dostęp do właściwego zeszytu.



Napisz komentarz
Komentarze