Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
środa, 29 lipca 2026 16:01
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama
Patologia budowana latami

Lekarz rekordzista zarabia w tomaszowskim szpitalu 1,5 miliona rocznie.

Pacjent nie potrzebuje konferencji prasowej. Nie potrzebuje kolejnej strategii, następnego programu naprawczego i zapewnień, że „trwają analizy”. Pacjent potrzebuje badania, diagnozy i leczenia. W rozsądnym czasie. Bez upokorzenia. Bez biegania między publiczną rejestracją a prywatnym gabinetem. Bez słuchania, że „na NFZ terminów nie ma”, ale „prywatnie można szybciej”.

I właśnie w tym miejscu kończy się mit o publicznej ochronie zdrowia jako systemie równego dostępu. Zaczyna się rzeczywistość: kolejka, limit, kontrakt, nadwykonanie, brak lekarza, brak pieniędzy, brak terminu. A na końcu tej ścieżki stoi człowiek, który płaci składkę zdrowotną, płaci podatki, a potem coraz częściej musi zapłacić jeszcze raz — z własnej kieszeni.

Tomaszowskie Centrum Zdrowia jest lokalnym przykładem ogólnopolskiej choroby. Nie wyjątkiem. Nie anomalią. Nie przypadkiem, który można zbyć wzruszeniem ramion. To część systemu, który od lat działa na zasadzie wymuszonego kompromisu między finansową fikcją państwa, rynkową siłą wybranych specjalizacji i dramatyczną bezradnością pacjentów. 

Patologia, którą dzisiaj chcą naprawiać Ci, którzy ją stworzyli. 

Tomaszów widzi to z bliska

W Tomaszowie Mazowieckim problem nie jest abstrakcyjny. Nie dzieje się wyłącznie w ministerialnym gabinecie ani na posiedzeniu sejmowej komisji. Dzieje się w rejestracji, na korytarzu, przy telefonie, przy skierowaniu, w rozmowie z rodziną, która zastanawia się, czy czekać, czy pożyczyć pieniądze na prywatną wizytę.

Dotyczy mieszkańców Tomaszowa, Smardzewic, Lubochni, Rokicin, Ujazdu, Będkowa, Inowłodza i całego powiatu. Ludzi, którzy nie mają czasu na polityczne alibi. Mają choroby, wyniki, skierowania, ból i strach.

Z danych przekazanych przez Tomaszowskie Centrum Zdrowia wynika, że w 2025 roku łączna kwota wypłaconych wynagrodzeń brutto dla personelu medycznego wyniosła ponad 143 miliony złotych. Ponad 78 milionów złotych przypadło na umowy o pracę, ponad 55 milionów złotych na kontrakty, a ponad 9 milionów złotych na umowy zlecenia.

To są pieniądze publicznego systemu. Pieniądze podatników, pacjentów, mieszkańców. I dlatego wolno, a nawet trzeba pytać: czy ten system jeszcze służy pacjentowi, czy coraz częściej służy sam sobie? Te wynagrodzenia to ok. 80 - 90 procent całkowitych kosztów funkcjoniwania szpitala. 

Kolejki do badań to nie statystyka. To opóźniona diagnoza

Najbardziej dotkliwym objawem kryzysu jest dostęp do badań. Tomografia komputerowa. Rezonans magnetyczny. Kolonoskopia. Gastroskopia. Diagnostyka, która często decyduje o tym, czy choroba zostanie wykryta wcześnie, czy dopiero wtedy, gdy leczenie będzie trudniejsze, droższe i mniej skuteczne.

To nie jest teoria. Radio ZET opisywało planowane zmiany w finansowaniu diagnostyki, wskazując, że od 2026 roku NFZ zamierza odejść od pełnego płacenia za nadwykonania takich badań jak tomografia, rezonans czy gastroskopia. Fundusz mówi o racjonalizacji wydatków i oszczędnościach. Lekarze ostrzegają przed wydłużeniem kolejek.

To jest klasyczny język dwóch światów. W urzędzie mówi się: „racjonalizacja kosztów”. W szpitalu mówi się: „brak finansowania”. Pacjent słyszy: „proszę czekać”.

Tyle że choroba nie czeka. Nowotwór nie czeka. Tętniak nie czeka. Krwawienia, objawy neurologiczne, niewyjaśnione bóle, nagła utrata masy ciała — nie czekają na korektę planu finansowego.

Super Express opisywał skutki ograniczania finansowania nadwykonań i przywoływał przypadki pacjentów, którzy tracili terminy badań albo słyszeli o absurdalnie długim czasie oczekiwania. W Żywcu czas oczekiwania na kolonoskopię w znieczuleniu miał sięgać nawet czterech lat. Czterech lat na badanie, które może zdecydować o wykryciu raka jelita grubego.

Medonet, powołując się na monitoring Alivia Onkoskaner, wskazywał z kolei, że już po zmianach w części placówek wydłużały się terminy na rezonans magnetyczny i tomografię komputerową, a gdzie indziej wstrzymywano zapisy na gastroskopię i kolonoskopię.

To nie jest „przejściowy problem organizacyjny”. To jest systemowa kompromitacja. Jeżeli państwo ogranicza realną dostępność diagnostyki, to nie oszczędza pieniędzy. Przerzuca koszt na pacjenta. Na jego zdrowie, czas, rodzinę i prywatny portfel. 

Czy tak ma wyglądać reforma? Wobec tego nzwijmy ją od razu "zgonem pacjenta"

Milionowe kontrakty i publiczna bezradność

W dokumentach dotyczących Tomaszowskiego Centrum Zdrowia widać kwoty, które dla przeciętnego mieszkańca brzmią jak dane z innego świata. Roczne wynagrodzenia na kontraktach sięgające 1 423 193 zł, 1 120 839 zł, 846 790 zł, 786 385 zł, 785 477 zł, 724 442 zł, 718 273 zł, 694 785 zł. Dla jednego lekarza a nie zespołu, czy konsorcjum. 

Według informacji przekazanych redakcji najwyższa z tych kwot ma dotyczyć lekarza radiologa. Blisko półtora miliona złotych rocznie. W publicznym systemie. W powiatowej rzeczywistości. W miejscu, gdzie pacjent często zastanawia się, czy stać go na prywatną konsultację, dojazd, leki albo badanie wykonane szybciej poza kolejką. 

Trzeba to powiedzieć jasno: nie chodzi o szczucie na lekarzy. Nie chodzi o udawanie, że specjalista ma zarabiać jak urzędnik najniższego szczebla. Lekarz odpowiada za ludzkie życie. Dobry lekarz jest wartością. Problem polega na czymś innym: system pozwolił wybranym specjalizacjom zdobyć pozycję niemal monopolistyczną. I to bez konieczności inwestowania w sprzęt diagnostyczny, koszty personelu, wynajmu lokali itd. Wszystkie te składowe pokrywa przecież podatnik. 

Tam, gdzie brakuje specjalistów, tam stawki rosną bez realnej kontroli. Tam, gdzie szpital boi się utracić lekarza, tam kontrakt przestaje być normalną umową, a zaczyna przypominać dyktat rynku. Dyrektorzy wiedzą, że bez specjalisty nie wykonają procedur. Bez procedur nie będzie pieniędzy. Bez pieniędzy szpital tonie. I tak publiczna placówka staje się zakładnikiem rynku, który sama przez lata współtworzyła.

To nie jest tylko tomaszowski problem. Money.pl opisywał sprawę kaliskiego szpitala, gdzie — według przywoływanych informacji — czterech lekarzy miało otrzymywać łącznie około 10 milionów złotych rocznie. Sprawa wywołała kontrolę i polityczną burzę, ale najważniejsze jest coś innego: podobny mechanizm może pojawić się wszędzie tam, gdzie specjalista staje się zasobem krytycznym, a publiczna placówka nie ma realnej siły negocjacyjnej.

WP Finanse pisał o tym samym kaliskim szpitalu w kontekście zadłużenia, zaległych pieniędzy dla pielęgniarek i wysokich kontraktów lekarskich. Jedna z pielęgniarek nazwała tę sytuację „chorą”. Trudno o bardziej precyzyjne słowo.

Lekarze tłumaczą kominy. I częściowo mają rację

Trzeba uczciwie pokazać także drugą stronę. Przedstawiciele środowiska lekarskiego wskazują, że wysokie kontrakty nie biorą się znikąd. Wynikają z deficytu specjalistów, wycen NFZ, modelu kontraktowego, odpowiedzialności zawodowej, pracy po godzinach i presji dyżurowej.

Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski, komentując sprawę wysokich kontraktów, mówił w Money.pl wprost o „kominach płacowych”, ale wskazywał także na systemowe źródło problemu. Dyrektorzy szpitali tłumaczą bowiem, że jeśli nie zapłacą, lekarz odejdzie. A jeśli odejdzie, oddział albo pracownia mogą przestać działać.

Z kolei rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski zwracał uwagę w Business Insiderze, że system wycen NFZ dzieli pacjentów i świadczenia na bardziej i mniej opłacalne. To właśnie z tej logiki rodzą się dysproporcje między specjalizacjami, placówkami i kontraktami.

I tu dochodzimy do sedna: lekarze częściowo mają rację, gdy mówią, że korzystają z zasad, których sami nie ustalili. Ale ta racja nie unieważnia patologii. Ona ją nieudolnie usprawiedliwia. 

Jeśli system premiuje jedne procedury, a inne spycha w finansową nicość, szpital zaczyna kalkulować. Kardiologia, ortopedia, okulistyka, diagnostyka obrazowa — tu można generować przychody. Interna, pediatria, opieka długoterminowa, oddziały wymagające dużej liczby personelu i dające słabszy zwrot — tu zaczyna się problem.

W efekcie pacjent zostaje podzielony na „opłacalnego” i „nieopłacalnego”. To najbardziej brutalne zdanie, jakie można wypowiedzieć o publicznej ochronie zdrowia. Ale właśnie do tego prowadzi system wycen, kontraktów i rozliczeń.

Lekarze mówią: to nie my ustaliliśmy reguły gry. No ale żądań płacowych nie ustala przecież Minister. Dyrektorzy mówią: jeśli nie zapłacimy, lekarz odejdzie gdzie indziej. NFZ mówi: trzeba racjonalizować wydatki. Ministerstwo mówi: trzeba ograniczyć dynamikę wzrostu kosztów. Pacjent słyszy jedno: terminu nie ma. 

Luki pokoleniowe i medycyna najemnicza

Ta patologia nie powstała wczoraj. Budowano ją latami. Przez zaniechania w kształceniu, przez brak planowania specjalizacji, przez nierówny rozwój regionów, przez tolerowanie kontraktowego chaosu, przez polityczne udawanie, że „jakoś to będzie”.

W wielu specjalizacjach powstały prawdziwe luki pokoleniowe. Starsi lekarze odchodzą albo ograniczają aktywność. Młodszych jest za mało. Część nie wybiera deficytowych dziedzin. Część po zdobyciu specjalizacji szybko orientuje się, że publiczny szpital jest tylko jednym z możliwych miejsc pracy. Obok jest sektor prywatny. Są inne placówki. Są kontrakty. Są dyżury. Jest rynek.

I ten rynek dyktuje warunki.

Nie pacjent. Nie samorząd. Nie dyrektor powiatowego szpitala. Rynek.

Tak powstała medycyna najemnicza: lekarz jako zasób krytyczny, szpital jako płatnik pod presją, pacjent jako uzasadnienie finansowania i jednocześnie najsłabszy uczestnik całej gry.

Prywatny gabinet jako druga brama do publicznego leczenia

Najbardziej niebezpieczne jest jednak coś, czego nie zawsze da się łatwo udowodnić dokumentem, ale co pacjenci coraz częściej opisują jako własne doświadczenie: poczucie, że prywatna wizyta bywa nieformalną przepustką do szybszej diagnostyki, konsultacji albo leczenia.

Trzeba tu zachować precyzję. Nie wolno rzucać oskarżeń wobec konkretnych osób bez dowodów. Ale nie wolno też udawać, że problem nie istnieje.

Jeżeli pacjent słyszy, że w publicznym systemie ma czekać miesiącami, a prywatnie może być przyjęty znacznie szybciej — często przez tego samego lekarza albo w tym samym środowisku medycznym — to nie jest normalność. To jest konflikt interesów wpisany w strukturę systemu.

Publiczne leczenie nie może być dodatkiem do prywatnej wizyty. Składka zdrowotna nie może być biletem wstępu do kolejki, z której i tak trzeba wykupić się prywatnym przelewem. Państwo nie może mówić obywatelowi: masz prawo do leczenia, ale realną drogę znajdziesz dopiero wtedy, gdy zapłacisz po raz drugi.

Konsolidacja nie wyleczy tej choroby

Władza lubi słowo „konsolidacja”, bo brzmi technicznie i odpowiedzialnie. Łączenie placówek, wspólne zarządzanie, większe struktury, lepsza koordynacja. Na papierze wygląda to rozsądnie.

Ale konsolidacja nie usunie patologii, jeśli pozostawi te same mechanizmy: złe wyceny, niedofinansowanie, brak przejrzystości kontraktów, kolejki do badań, prywatne obejścia publicznej ścieżki i płacowy dyktat deficytowych specjalizacji.

Może być nawet gorzej. Większa struktura może oznaczać mniejszą lokalną kontrolę. Mniej konkurencji. Więcej centralizacji. Większy dystans między pacjentem a decydentem. Dla mieszkańca Tomaszowa, Rokicin czy Inowłodza nie ma znaczenia, jak elegancko nazwie się nowy model zarządzania, jeśli nadal nie będzie mógł wykonać badania wtedy, kiedy trzeba.

Pacjent nie leczy się w strukturze właścicielskiej. Pacjent leczy się w konkretnym miejscu, u konkretnego lekarza, w konkretnym terminie. Albo się nie leczy.

Art. 68 Konstytucji kontra praktyka kolejkowa

Art. 68 Konstytucji RP mówi jasno: każdy ma prawo do ochrony zdrowia, a obywatelom władze publiczne mają zapewnić równy dostęp do świadczeń finansowanych ze środków publicznych. Ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych rozwija tę zasadę i określa warunki działania systemu.

Tyle teoria.

W praktyce równy dostęp coraz częściej oznacza równą bezradność. Każdy może zadzwonić. Każdy może usłyszeć, że nie ma terminu. Każdy może sprawdzić kolejkę. Każdy może czekać. Ale nie każdy może zapłacić prywatnie.

I dlatego obecny system najbardziej uderza w biedniejszych, starszych, samotnych, mieszkańców mniejszych miejscowości, ludzi bez znajomości, bez pieniędzy i bez siły, by walczyć z biurokracją. To oni płacą najwyższą cenę za fikcję równości.

To nie jest kryzys. To jest model działania

Największym kłamstwem debaty o ochronie zdrowia jest słowo „kryzys”. Kryzys sugeruje coś nagłego. Wypadek. Załamanie. Chwilowy stan nadzwyczajny.

Tymczasem to, co widzimy, nie jest chwilowym kryzysem. To jest model działania.

Model, w którym państwo obiecuje więcej, niż realnie finansuje. NFZ wycenia procedury tak, że jedne specjalizacje stają się złotym polem, a inne finansowym ciężarem. Szpitale walczą o lekarzy jak przedsiębiorstwa o rzadki surowiec. Kontrakty wymykają się społecznej kontroli. Diagnostyka jest ograniczana, bo budżet się nie spina. Pacjent czeka, a jeśli go stać — płaci prywatnie.

W tym modelu każdy ma swoje usprawiedliwienie. Lekarz mówi, że korzysta z rynku. Dyrektor mówi, że musi utrzymać oddział. NFZ mówi, że pilnuje pieniędzy. Ministerstwo mówi, że reformuje. Samorząd mówi, że nie ma narzędzi. Tylko pacjent nie ma już czym się bronić.

Czas skończyć z udawaniem

Trzeba wreszcie powiedzieć jasno: publiczna ochrona zdrowia nie może być systemem, w którym prywatny interes silniejszych uczestników rynku wygrywa z publicznym obowiązkiem wobec pacjenta.

Nie może być tak, że szpital powiatowy wypłaca pojedynczym specjalistom kontrakty liczone w setkach tysięcy albo ponad milionie złotych rocznie, a jednocześnie pacjent ma problem z dostępem do diagnostyki i specjalisty. Nie może być tak, że państwo ogranicza finansowanie badań, a potem udaje, że dostępność się nie pogorszy. Nie może być tak, że prywatny gabinet staje się realną ścieżką dostępu do publicznego leczenia.

To wymaga twardych decyzji: przejrzystości kontraktów, racjonalnych limitów, zmiany wycen NFZ, kontroli konfliktów interesów, odbudowy deficytowych specjalizacji, realnego planowania kadr i uczciwego finansowania badań diagnostycznych.

Bez tego będziemy tylko przesuwać problem z roku na rok. Z budżetu na budżet. Z dyrektora na dyrektora. Z ministra na ministra. Z pacjenta na pacjenta.

A potem znowu usłyszymy, że system wymaga reformy.

Nie. System wymaga rozliczenia. Bo jeśli pacjent w publicznej ochronie zdrowia staje się petentem, a publiczny szpital zakładnikiem kontraktów, to nie mamy już tylko problemu organizacyjnego.

Mamy państwo, które nie dowozi jednej ze swoich podstawowych obietnic.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Połowa wyborców PiS chce Morawieckiego zamiast Kaczyńskiego. Sondaż to sukces, ale droga do władzy w partii wciąż jest daleka

Mateusz Morawiecki ma za sobą połowę elektoratu Prawa i Sprawiedliwości, grupę lojalnych parlamentarzystów, doświadczenie premiera i rozpoznawalność, której może mu zazdrościć większość polityków prawicy. Nie ma jednak tego, co w PiS nadal pozostaje najważniejsze: kontroli nad aparatem partii i politycznego błogosławieństwa Jarosława Kaczyńskiego. Najnowszy sondaż pokazuje, że były premier jest poważnym kandydatem do sukcesji. Nie oznacza jednak, że może dziś po prostu wejść do gabinetu prezesa i przejąć klucze. Data dodania artykułu: 29.07.2026 12:42
Połowa wyborców PiS chce Morawieckiego zamiast Kaczyńskiego. Sondaż to sukces, ale droga do władzy w partii wciąż jest daleka

Nawrocki pozostaje na szczycie, ale polityczne trzęsienie ziemi wywołuje Bosak. Prawica zmienia układ sił

Karol Nawrocki nadal jest politykiem, któremu Polacy ufają najbardziej. Jednak najważniejsza wiadomość z lipcowego rankingu zaufania IBRiS dla Onetu kryje się nie na pierwszym, lecz na czwartym miejscu. Krzysztof Bosak w ciągu miesiąca zyskał aż 10 punktów procentowych. To sygnał, że Konfederacja przestaje być wyłącznie partią protestu i zaczyna budować własne centrum politycznej grawitacji. Data dodania artykułu: 29.07.2026 11:38
Nawrocki pozostaje na szczycie, ale polityczne trzęsienie ziemi wywołuje Bosak. Prawica zmienia układ sił

29 lipca: od narodzin Łodzi po jazz Stańki. Historia, muzyka i polityka jednego dnia

29 lipca prowadzi nas przez sześć stuleci historii: od królewskiego przywileju, który otworzył drogę do rozwoju Łodzi, przez wymarsz Jana III Sobieskiego pod Wiedeń, dramatyczne wezwania poprzedzające Powstanie Warszawskie, aż po śmierć Tomasza Stańki. W muzycznym kalendarzu spotykają się dziś Rush, Elvis Presley, The Beatles, Bob Dylan i The Doors. Tymczasem współczesność dopisuje kolejne rozdziały — w Sejmie, wokół praw obywatelskich i za oceanem, gdzie decyzje amerykańskiego banku centralnego mogą poruszyć światowe rynki. Data dodania artykułu: 29.07.2026 10:48
29 lipca: od narodzin Łodzi po jazz Stańki. Historia, muzyka i polityka jednego dnia

Polacy coraz chłodniej patrzą na Ukrainę. Ten sondaż może zmienić język całej sceny politycznej

Nie jest to jeszcze społeczne odwrócenie się od Ukrainy ani zgoda na zwycięstwo Rosji. Wyniki badania Opinia24 dla „Polityki” pokazują jednak wyraźnie, że dotychczasowa polityka oparta na niemal bezwarunkowym poparciu dla Kijowa przestała odpowiadać nastrojom znacznej części Polaków. Najwięcej politycznie zyskuje dziś prezydent Karol Nawrocki. Najtrudniejsze zadanie stoi przed rządem, który musi jednocześnie bronić strategicznego sojuszu z Ukrainą i nie lekceważyć społecznego gniewu. Data dodania artykułu: 29.07.2026 09:32
Polacy coraz chłodniej patrzą na Ukrainę. Ten sondaż może zmienić język całej sceny politycznej

Przegląd najważniejszych informacji – wtorek, 28 lipca 2026 roku

Polityczne trzęsienie ziemi w PiS, rezygnacja Mateusza Morawieckiego z kierowania europejskimi konserwatystami, kolejny etap sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego, ekshumacje ofiar zbrodni wołyńskiej oraz gwałtowne zaostrzenie napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Tak wygląda informacyjny bilans wtorku, 28 lipca. Data dodania artykułu: 28.07.2026 21:36
Przegląd najważniejszych informacji – wtorek, 28 lipca 2026 roku

Większość Polaków nie wierzy w kolejną kadencję rządu Tuska. Koalicja ma coraz mniej czasu

Blisko sześciu na dziesięciu Polaków uważa, że obecna koalicja rządząca nie utrzyma władzy po kolejnych wyborach parlamentarnych. Najnowszy sondaż United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski nie przesądza jeszcze wyniku wyborów, ale pokazuje coś dla rządu Donalda Tuska znacznie groźniejszego: utratę społecznej wiary w powodzenie całego politycznego projektu. Data dodania artykułu: 26.07.2026 14:45Liczba komentarzy artykułu: 1
Większość Polaków nie wierzy w kolejną kadencję rządu Tuska. Koalicja ma coraz mniej czasu

22 lipca w kraju i na świecie. Od konstytucji Księstwa Warszawskiego po pamięć o ofiarach Zagłady

Dziś jest środa, 22 lipca, dwieście trzeci dzień 2026 roku. Do końca roku pozostają 162 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.39, a zajdzie o godz. 20.44. Imieniny obchodzą Magdalena, Lena, Milena, Józef, Albin, Teofil, Cyryl, Benon, Marisa oraz Benona. Data dodania artykułu: 22.07.2026 07:49
22 lipca w kraju i na świecie. Od konstytucji Księstwa Warszawskiego po pamięć o ofiarach Zagłady

Morawiecki mówi: „Tutaj jest moje miejsce”. Problem w tym, że PiS właśnie ustala, ile tego miejsca mu pozostawić

Mateusz Morawiecki zapewnia, że nie zamierza odchodzić z Prawa i Sprawiedliwości. Deklaruje lojalność wobec partii, Jarosława Kaczyńskiego i całego „obozu patriotycznego”. Jednocześnie nie chce rezygnować ze stowarzyszenia „Rozwój Plus”, które kierownictwo PiS najwyraźniej uznało za potencjalne centrum niezależnej działalności politycznej. Data dodania artykułu: 21.07.2026 13:02
Morawiecki mówi: „Tutaj jest moje miejsce”. Problem w tym, że PiS właśnie ustala, ile tego miejsca mu pozostawić

Polecane

Cztery badania, blisko 1,7 promila i łagodny wyrok. Co naprawdę wydarzyło się w sprawie radnego Leona Karwata?

Cztery badania, blisko 1,7 promila i łagodny wyrok. Co naprawdę wydarzyło się w sprawie radnego Leona Karwata?

12 grudnia 2025 roku, kilkanaście minut po południu, policyjny patrol zatrzymał na ulicy Spalskiej samochód marki Opel Vivaro. Za kierownicą siedział radny Rady Powiatu Tomaszowskiego Leon Karwat. Pierwsze badanie wykazało 0,84 mg alkoholu w litrze wydychanego powietrza, czyli w przybliżeniu 1,68 promila alkoholu we krwi. Kolejne wyniki były niewiele niższe. Mimo to postępowanie karne zostało warunkowo umorzone. Prokuratura uznała taki wyrok za sprzeczny z poczuciem sprawiedliwości. Sąd drugiej instancji utrzymał jednak najważniejszą część orzeczenia o niskiej szkodliwości społecznej Data dodania artykułu: Dzisiaj, 13:14 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 3
Desant na Zalewie Sulejowskim. Terytorialsi ćwiczyli działania na wodzie i w trudnym terenie Kinkiet ścienny - praktyczne światło czy tylko dekoracja? Druga odsłona Letniej Sceny Młodych. Galeria Tomaszów znów zabrzmiała muzyką lokalnych talentów Czwartek niemal bezchmurny. Upał do 36 stopni, w piątek możliwe burze Połowa wyborców PiS chce Morawieckiego zamiast Kaczyńskiego. Sondaż to sukces, ale droga do władzy w partii wciąż jest daleka Nawrocki pozostaje na szczycie, ale polityczne trzęsienie ziemi wywołuje Bosak. Prawica zmienia układ sił Najpierw milknie szkolny dzwonek. Potem umiera wieś Dieta a cholesterol. Geny mogą decydować o tym, jak organizm reaguje na tłuszcze Mieszkanie za 1% wartości? Gdzie w Polsce miasta sprzedają lokale za grosze? Cztery badania, blisko 1,7 promila i łagodny wyrok. Co naprawdę wydarzyło się w sprawie radnego Leona Karwata? Kościół św. Małgorzaty w Kiernozi odzyskuje blask. W murach zapisały się wieki historii Przegląd najważniejszych informacji – wtorek, 28 lipca 2026 roku
Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Cena: 435000 PLN Są mieszkania, do których wchodzi się z myślą o remoncie. I są takie, w których już od progu czuć spokój, światło i przestrzeń. Ta oferta należy właśnie do drugiej kategorii.Na sprzedaż wyjątkowo funkcjonalne i starannie wykończone mieszkanie o powierzchni 53 m², położone w Tomaszowie Mazowieckim. To propozycja dla osób, które szukają miejsca gotowego do życia – bez wielomiesięcznych remontów, nerwów i dodatkowych kosztów.Lokal zachwyca przemyślanym układem pomieszczeń oraz nowoczesnym standardem wykończenia. Jasne wnętrza, estetyczne detale i dobrze wykorzystana przestrzeń sprawiają, że mieszkanie będzie idealne zarówno dla pary, rodziny z dzieckiem, jak i osób szukających komfortowej inwestycji pod wynajem.Najważniejsze informacje:powierzchnia mieszkania: 53 m²cena: 435 000 złfunkcjonalny układ pomieszczeńmieszkanie gotowe do wprowadzeniabardzo dobra lokalizacja w Tomaszowie Mazowieckimoferta idealna zarówno do zamieszkania, jak i inwestycyjnieDużym atutem nieruchomości jest lokalizacja. W pobliżu znajdują się sklepy, punkty usługowe, szkoły, komunikacja miejska oraz tereny zielone. To miejsce, które pozwala połączyć wygodę codziennego życia z ciszą i poczuciem prywatności.Wnętrze mieszkania zostało urządzone w nowoczesnym, uniwersalnym stylu, dzięki czemu nowy właściciel może od razu poczuć się „u siebie”. Przestrzeń dzienna daje komfort zarówno odpoczynku, jak i spotkań z rodziną czy znajomymi. To mieszkanie ma w sobie coś, czego nie oddają suche parametry – przyjemny klimat i poczucie domowego ciepła.Rynek nieruchomości w Tomaszowie Mazowieckim w ostatnich latach wyraźnie się zmienia. Coraz trudniej znaleźć mieszkanie, które łączy rozsądną powierzchnię, dobrą lokalizację i wysoki standard wykończenia. Ta oferta wyróżnia się właśnie takim połączeniem.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: ...) Treść komentarza: czyli pochwalasz łamanie prawa... Źródło komentarza: 157 km/h przy ograniczeniu do 70. Motocyklista stracił prawo jazdy Autor komentarza: kierowca Treść komentarza: Ciekawe na jakiej podstawie zatrzymali motocyklistę skoro jest brak identyfikacji pojazdu gdyż motocykl nie posiada tablicy rej, z przodu ja bym nie przyjął mandatu bo z jakiej odległości namierzali jakim sprzętem czy było zrobione zdjęcie ? Źródło komentarza: 157 km/h przy ograniczeniu do 70. Motocyklista stracił prawo jazdy Autor komentarza: ;) Treść komentarza: Pana Zdonka też kiedyś przyjął Źródło komentarza: Były wicestarosta dyrektorem w Będkowie. Pacjenci odchodzą, kolejne partyjne stanowisko przybywa Autor komentarza: Treść komentarza: Poprzedni zarabiał 5000tys z funkcji dyrektora plus robił jako lekarz jeden i jedyny w całym ośrodku Źródło komentarza: Były wicestarosta dyrektorem w Będkowie. Pacjenci odchodzą, kolejne partyjne stanowisko przybywa Autor komentarza: ixi Treść komentarza: Na zdjęciu powyżej widać czterech społecznych i samorządowych (jeden parlamentarny), totalnych szkodników. Gęby tych pajaców zawsze mnie wkur...ą. Wkur....a mnie również to, że to towarzystwo spod ciemnej gwiazdy bezkarnie sobie hasa, a zarówno wyborcy jak i większość radnych na to im pozwala. Instytucjom i spółkom samorządowym się nie dziwię, bo tam siedzi większość tzw. "swoich", posadzonych przez tych społecznych szkodników. Natomiast pozostali radny?! Co wy, ku..a odwalacie?! Przecież, podobno, jesteście przedstawicielami swoich wyborców - baranie łby!!! Zapomnieliście o tym - totalne cymbały?! I z czystym sumieniem chodzicie spokojnie spać ?! Źródło komentarza: "Zabijcie ich wszystkich!" Autor komentarza: Krasnal Treść komentarza: Ile w takim ,,Byndkowie" dyrektor wyciągnie? Jakieś fajne pieniążki czy raczej dodatek do innych składowych tego gwiazdora? Źródło komentarza: Były wicestarosta dyrektorem w Będkowie. Pacjenci odchodzą, kolejne partyjne stanowisko przybywa
Reklama
Reklama
Łóżko rehabilitacyjne  Elbur PB 533

Łóżko rehabilitacyjne Elbur PB 533

Cena: Do negocjacji Zapraszamy Państwa do odwiedzenia naszego punktu zaopatrzenia medycznego Tomaszów Maz. ul. Słowackiego 4Na zdjęciu: Obudowa PB 533 w kolorze nabucco z wkładem PB 521 z okrągłymi podstawami łóżka oraz frontami z nakładką tapicerowaną. Akcesoria: Lampa przyłóżkowa.Wysokiej jakości obudowa drewniana PB 533 dostępna w kilku kolorach w połączeniu z wkładem regulowanym PB 521 tworzy spójną całość i oddaje domowy charakter łóżka przy zachowania jego podstawowych funkcji. Możliwość konfiguracji wyposażenia dodatkowego w postaci np. składanych barierek bocznych sprawia, iż model ten cieszy się dużym zainteresowaniem klientów indywidualnych oraz placówek opiekuńczych.  Kolory niestandardowe*: DETALE PRODUKTU:1. Aplikacje z drewna bukowego4. Pilot z blokadą poszczególnych funkcji2. Możliwość konfiguracji z barierką składaną5. Tapicerowana nakładka (opcja)3. Różne wymiary leża 6. Okrągłe podstawy łóżka (opcja)OPCJE:zmiana długości i szerokości leża • zmiana kolorystyki • możliwość zastosowania okrągłych podstaw kół • tapicerowana nakładka frontuPODSTAWOWE DANE TECHNICZNEBezpieczne obciążenie robocze175 kgMaksymalna waga użytkownika140 kgRegulacja wysokości leża:od 39 do 80 cmRegulacja segmentu oparcia pleców:0 ÷ 70°Regulacja segmentu oparcia podudzi:0 ÷ 20°Wymiary zewnętrzne długość × szerokość:206 × 96 cmPrześwit pod łóżkiem:ok. 16 cmCiężar całkowity:106,8 kgStopki regulowanemax 100 mm FUNKCJEDO POBRANIA: Karta produktu PB-533 [PDF]

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama