Wniosek Klubu Radnych PiS, złożony 10 lipca 2026 roku do Zarządu Powiatu Tomaszowskiego, ma wszystkie cechy dokumentu napisanego przez ludzi bardzo zatroskanych o przyszłość szpitala. Jest tam prawo, ekonomia, restrukturyzacja, konsolidacja, finanse publiczne, ryzyka podatkowe, odpowiedzialność właścicielska, sprzedaż udziałów, wspólne zakupy, a nawet harmonogram dalszych działań. Prawdziwy katalog pojęć, które każdy rozsądny właściciel powinien znać, zanim zacznie podejmować decyzje dotyczące spółki odpowiadającej za zdrowie tysięcy mieszkańców.
Tyle że autorzy wniosku nie pojawili się w samorządzie wczoraj. Nie zostali przywiezieni do Starostwa autokarem z wycieczki krajoznawczej. To polityczne środowisko, które przez lata sprawowało władzę w Powiecie Tomaszowskim, wykonywało prawa właścicielskie wobec TCZ, wpływało na obsadę najważniejszych stanowisk i odpowiadało za strategiczny kierunek szpitala. Dlatego zasadnicze pytanie nie brzmi: czy seminarium jest potrzebne? Brzmi znacznie brutalniej:
Jeżeli dziś trzeba im wyjaśniać podstawy funkcjonowania spółki, to na jakiej podstawie zarządzali nią przez poprzednie pięć czy sześć lat?
Pamięć krótsza niż kolejka do poradni
Polityczna amnezja bywa wygodna. Szczególnie wtedy, gdy trzeba przejść z roli odpowiedzialnego za decyzje do roli surowego recenzenta cudzych działań. Jeszcze niedawno byli po stronie władzy, dzisiaj stoją po stronie mównicy i pytają, dlaczego Zarząd Powiatu nie ma gotowych odpowiedzi na wszystkie pytania. Krytyka obecnych władz może być zasadna. Problem w tym, że trudno wiarygodnie odgrywać rolę bezkompromisowego kontrolera, gdy jeszcze kilka miesięcy wcześniej samemu siedziało się w kabinie dowodzenia.
W dokumencie czytamy, że obecny Zarząd nie jest przygotowany do merytorycznej dyskusji o przyszłości szpitala. Mocne słowa. Być może nawet częściowo słuszne. Ale wypowiadane przez środowisko poprzednich decydentów brzmią jak skarga autora pożaru na to, że straż pożarna zbyt wolno rozwija wąż.
Gdzie były te eksperckie analizy wcześniej? Gdzie były symulacje finansowe? Gdzie warianty działania? Gdzie ocena skutków kadrowych i organizacyjnych? Gdzie analizy ryzyka kontraktowego, pracowniczego i podatkowego? Gdzie były tabele, harmonogramy, opinie prawne i scenariusze naprawcze, gdy podejmowano decyzje personalne i właścicielskie?
Nie można przez lata firmować systemu, a potem udawać, że właśnie odkryło się jego instrukcję obsługi.
Szpital to nie miejsce na kadrowe eksperymenty
Najbardziej jaskrawym symbolem poprzednich lat pozostaje polityka personalna. Właściciel szpitala powinien szukać ludzi z doświadczeniem w zarządzaniu ochroną zdrowia, finansami podmiotów leczniczych, kontraktowaniem z NFZ, restrukturyzacją i odpowiedzialnością za wielomilionowy budżet. Tymczasem mieszkańcy obserwowali nominacje, które od początku rodziły pytania o kryteria wyboru i rzeczywiste przygotowanie kandydatów.
Zamiast człowieka z dorobkiem w zarządzaniu służbą zdrowia pojawił się urzędnik kojarzony wcześniej ze Służbą Kontrwywiadu Wojskowego. Sam fakt pracy w SKW oczywiście nikogo nie dyskwalifikuje. Nie stanowi jednak automatycznego certyfikatu kompetencji do kierowania szpitalem. Kontrwywiad wojskowy to nie Narodowy Fundusz Zdrowia, a ochrona tajemnic państwowych nie jest tym samym co zarządzanie blokiem operacyjnym, kontraktem interny i personelem medycznym. Można znać procedury bezpieczeństwa, a nadal nie mieć doświadczenia w prowadzeniu skomplikowanej spółki leczniczej.
To nie jest złośliwość wobec czyjegoś życiorysu. To pytanie o elementarną odpowiedzialność właściciela. Dlaczego właśnie ta osoba? Jakie miała doświadczenie branżowe? Jakie cele jej postawiono? Jakie były efekty?
Jeszcze bardziej groteskowo wygląda sprawa finansów. W przestrzeni publicznej przypominano, że osoba powierzona kluczowym zadaniom ekonomicznym miała wcześniej doświadczenia zawodowe związane między innymi z plantacją pomidorów, a nie z finansami dużego szpitala. Samo doświadczenie w ogrodnictwie czy produkcji rolnej nie jest powodem do drwin. Uczciwa praca nie hańbi. Problem zaczyna się wtedy, gdy osoba bez porównywalnego dorobku w finansach ochrony zdrowia trafia w miejsce, gdzie trzeba rozumieć kontrakty NFZ, amortyzację sprzętu, koszty procedur, zobowiązania wymagalne, płynność, taryfikację świadczeń i mechanizmy zadłużenia.
Plantacja pomidorów może być przedsięwzięciem wymagającym i skomplikowanym. Ale szpital to jednak nie szklarnia. Tu błędna decyzja nie oznacza niższego plonu. Może oznaczać ograniczenie świadczeń, brak pieniędzy na leki, odejścia personelu albo likwidację oddziału.
Jeżeli taki dobór kadr był świadomy, należy pokazać jego racjonalne podstawy. Jeżeli był polityczny, należy to uczciwie przyznać. Najgorszy jest wariant trzeci: że nikt nie wiedział, jakie kwalifikacje są naprawdę potrzebne.
Kurs dla ludzi, którzy sami wystawiali świadectwa
Proponowane seminarium ma objąć kompetencje Zarządu Powiatu, Rady Powiatu, Rady Nadzorczej i Zarządu Spółki. Ma wyjaśnić odpowiedzialność poszczególnych organów. Ma pokazać, jakie są obowiązki właściciela i jak przebiega prawidłowy proces decyzyjny.
To brzmi jak program kursu dla nowych radnych pierwszej kadencji. Tymczasem piszą go ludzie, którzy mieli już kilka lat na zdobycie tej wiedzy w praktyce.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z lokalną wersją „Rejsu”. Tyle że zamiast dyskusji o filmie polskim jest rozmowa o spółkach prawa handlowego. Każdy mówi długo, poważnie i z troską, ale gdzieś w tle pozostaje pytanie: kto właściwie przez te lata trzymał rękę na sterze?
Wniosek przypomina kapitana, który po wejściu statku na mieliznę organizuje konferencję o zasadach nawigacji. Zaprasza ekspertów od map, prądów morskich, silników i prawa żeglugowego, po czym z surową miną pyta obecnej załogi, dlaczego nie jest przygotowana na skutki jego wcześniejszego rejsu.
Nie można najpierw obsadzać mostka kapitańskiego według własnego uznania, a później udawać, że nie znało się zasad żeglugi.
Czy pogorszenie wyników jeszcze kogokolwiek dziwi?
Sytuacja finansowa TCZ nie powstała w jeden dzień. Problemy nie wyskoczyły zza drzwi gabinetu po zmianie układu politycznego. Jeżeli w poprzednich latach spadała rentowność części działalności, narastały trudności finansowe i organizacyjne, to trzeba badać ciąg przyczyn, decyzji i zaniedbań. Nie wolno upraszczać, bo system ochrony zdrowia w całym kraju znajduje się pod ogromną presją, a szpitale powiatowe od lat zmagają się z niedoszacowaniem świadczeń, kosztami pracy i rosnącymi cenami.
Ale nie wolno też traktować ogólnopolskiego kryzysu jak zasłony, za którą można schować lokalne błędy.
Jeżeli zarządzanie powierzano osobom bez odpowiedniego doświadczenia branżowego, jeżeli decyzje podejmowano bez strategii, jeżeli właściciel nie wymagał mierzalnych rezultatów, to czy obniżenie rentowności naprawdę powinno kogokolwiek zaskakiwać? Czy problemy finansowe są wówczas wyłącznie dziełem złego systemu, czy również skutkiem sposobu, w jaki przez lata prowadzono spółkę?
Odpowiedzi nie znajdziemy w politycznych sloganach. Są w bilansach, rachunkach wyników, protokołach rad nadzorczych, uchwałach właścicielskich, umowach, konkursach i decyzjach personalnych.
Dlatego zanim byli decydenci usiądą w pierwszym rzędzie na seminarium, powinni położyć na stole dokumenty z okresu własnych rządów.
Eksperci tak. Polityczne alibi — nie
Sama idea eksperckiej debaty jest potrzebna. Przyszłości szpitala nie wolno rozstrzygać na podstawie plotek, partyjnych emocji ani rozmów prowadzonych w zaciszu gabinetów. Konsolidacja, restrukturyzacja, sprzedaż udziałów czy współpraca z innym podmiotem to decyzje, które mogą zmienić ochronę zdrowia w powiecie na dziesięciolecia. Muszą je poprzedzać analizy i konsultacje.
Jednak seminarium nie może być politycznym alibi. Nie może służyć temu, aby dawni decydenci zasiedli pod tablicą jako pilni uczniowie, a następnie przedstawili się mieszkańcom jako niewinni świadkowie cudzego bałaganu.
Ekspert nie powinien działać jak pralnia pamięci. Nie wyczyści historii nominacji, decyzji i wieloletniego braku strategii. Nie zdejmie odpowiedzialności z ludzi, którzy mieli realny wpływ na TCZ. Nie zamieni byłego starosty w przypadkowego obserwatora, a członków dawnego zaplecza w grupę zatroskanych przechodniów, którzy akurat znaleźli się pod szpitalem.
W „Folwarku zwierzęcym” zasady zmieniały się w nocy, a rano wszyscy mieli uwierzyć, że tak było od początku. W powiecie tomaszowskim wystarczy najwyraźniej zmienić miejsce przy stole. Wczoraj wykonywało się prawa właścicielskie. Dzisiaj pyta się, czym one są.
Najpierw odpowiedzialność, potem wykład
Obecne władze Powiatu powinny być rozliczane surowo. Muszą przedstawić dokumenty, warianty, skutki finansowe i jasną strategię. Nie wolno im zasłaniać się tajemnicą handlową przy każdej niewygodnej kwestii ani żądać od Rady Powiatu zgody na proces, którego szczegółów radni i mieszkańcy nie znają.
Ale poprzednie władze nie mogą mówić o TCZ tak, jakby szpital przez ostatnie lata działał poza ich politycznym zasięgiem. Nie mogą występować jako recenzenci filmu, którego scenariusz sami współtworzyli.
Wniosek o seminarium ma sens tylko wtedy, gdy pierwszym punktem programu będzie uczciwy bilans przeszłości. Kto podejmował decyzje? Kto rekomendował kadry? Jakie były kryteria? Jakie cele wyznaczano zarządowi? Jak oceniano wyniki? Dlaczego nie przygotowano wcześniej strategii, której dziś tak głośno się żąda?
Bez tego seminarium stanie się teatrem. Eksperci odegrają rolę dekoracji, byli decydenci rolę zatroskanej opozycji, a mieszkańcy znowu dostaną rachunek.
Wiedza ekspercka jest potrzebna. Ale najbardziej potrzebna była wtedy, gdy do zarządzania szpitalem wybierano ludzi z doświadczeniem odległym od ochrony zdrowia i finansów medycznych. Potrzebna była, gdy podejmowano decyzje właścicielskie i kadrowe. Potrzebna była przed wejściem na mieliznę, a nie dopiero wtedy, gdy woda znalazła się na pokładzie.
Dziś można organizować seminaria, konferencje i panele. Można zapraszać prawników, ekonomistów i urzędników ministerialnych. Nie można jednak udawać, że pięć czy sześć lat odpowiedzialności wyparowało razem z utratą stanowisk.
W polityce można zmienić ławę. Można stracić władzę. Można nawet odkryć potrzebę nauki. Nie można tylko oczekiwać, że mieszkańcy zapomną, kto przez lata wystawiał temu szpitalowi świadectwa — i kto dobierał mu nauczycieli



Napisz komentarz
Komentarze