W lokalnym samorządzie najważniejsze historie rzadko zaczynają się od wielkich konferencji prasowych. Częściej od prostego pytania wysłanego do spółki, urzędu albo jednostki organizacyjnej: kto jest zatrudniony, na jakiej podstawie, od kiedy, za jakie zadania i czy osoba pełniąca mandat radnego nie znajduje się przypadkiem w relacji, która może budzić wątpliwości prawne albo etyczne.
Tak jest również w tej sprawie. Według informacji posiadanych przez redakcję, do Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego skierowano wnioski o przeprowadzenie czynności nadzorczych dotyczących tomaszowskich radnych. Wnioski mają dotyczyć możliwości naruszenia przepisów ustaw samorządowych, w tym ograniczeń związanych z wykorzystywaniem mienia komunalnego oraz zakazów łączenia mandatu radnego z określonymi funkcjami lub działalnością.
Sprawa może mieć szerszy wymiar niż jeden mandat. Pojawiają się nazwiska radnych miejskich i powiatowych, pytania o zatrudnienie w miejskich spółkach, pracę w szpitalu oraz faktyczne miejsce zamieszkania jednej z radnych powiatowych.
Trzeba jednak wyraźnie podkreślić: sam wniosek do wojewody nie oznacza jeszcze stwierdzenia naruszenia prawa. Nie jest wyrokiem, nie jest uchwałą rady, nie jest rozstrzygnięciem nadzorczym. Jest natomiast sygnałem, że sprawa wymaga wyjaśnienia. A w samorządzie, gdzie zaufanie mieszkańców jest walutą cenniejszą niż niejedna budżetowa pozycja, takie sygnały nie powinny ginąć w ciszy gabinetów.
Radny, miejska spółka i pytanie o granice
Jednym z głównych wątków sprawy jest sytuacja radnego miejskiego Leszka Ogórka, który — według informacji przywoływanych w materiałach redakcyjnych — jest zatrudniony w Miejskim Zakładzie Komunikacyjnym w Tomaszowie Mazowieckim na stanowisku dyrektora. MZK działa jako spółka komunalna związana z Gminą Miasto Tomaszów Mazowiecki. Innym radnym, zatrudnionym w samorządowej spółce jest z kolei Jarosław Batorski.
I właśnie tu zaczyna się najważniejsze pytanie: czy zatrudnienie radnego w miejskiej spółce, a także ewentualne wykonywanie przez niego usług, pracy lub innych odpłatnych czynności na rzecz podmiotów komunalnych, może wchodzić w kolizję z przepisami ustawy o samorządzie gminnym?
Nie chodzi o polityczną zaczepkę ani o personalny atak. Chodzi o podstawową zasadę życia publicznego: radny ma reprezentować mieszkańców i patrzeć władzy na ręce. Ma pytać o decyzje, wydatki, spółki, inwestycje, wynagrodzenia, umowy i konkursy. Jeżeli jednocześnie pozostaje zawodowo lub finansowo związany z podmiotem zależnym od tej samej wspólnoty samorządowej, pojawia się pytanie o niezależność, konflikt interesów i społeczny odbiór takiej sytuacji.
Przepisy ustawy o samorządzie gminnym zawierają kilka istotnych ograniczeń dotyczących radnych. Część z nich odnosi się do pracy w urzędzie gminy lub jednostkach organizacyjnych, część do umów cywilnoprawnych, a część do prowadzenia działalności gospodarczej z wykorzystaniem mienia komunalnego gminy, w której radny uzyskał mandat. Szczególnie często przywoływany jest art. 24f ustawy o samorządzie gminnym, który dotyczy właśnie działalności gospodarczej prowadzonej z wykorzystaniem mienia komunalnego.
To jednak nie jest automatyczna maszynka do wygaszania mandatów. Każdą sprawę trzeba badać osobno. Kluczowe znaczenie ma status prawny podmiotu, charakter zatrudnienia lub współpracy, zakres obowiązków, sposób korzystania z mienia komunalnego oraz to, czy dana relacja mieści się w ustawowych zakazach.
Innymi słowy: nie wystarczy powiedzieć, że ktoś pracuje w spółce. Trzeba ustalić, jaka to spółka, kto nią włada, jakie mienie wykorzystuje, kto zawierał umowę, jakie obowiązki wykonuje radny i czy jego sytuacja może podważać zaufanie do wykonywania mandatu.
Radni powiatowi i pytania o szpital
Osobnym wątkiem są radni Rady Powiatu Tomaszowskiego. W tomaszowskim szpitalu do niedawna miał pracować Leon Karwat, radny powiatowy.
Także tutaj nie można stawiać kategorycznych tez. Sam fakt zatrudnienia radnego w podmiocie związanym z powiatem nie zawsze automatycznie oznacza naruszenie prawa. Podobnie jak w poprzednich przypadkach, kluczowe jest ustalenie statusu prawnego szpitala, jego relacji z powiatem tomaszowskim, charakteru zatrudnienia, zakresu obowiązków oraz tego, czy w sprawie mogło dochodzić do korzystania z mienia powiatu albo mienia powiatowej osoby prawnej w rozumieniu ustawowych ograniczeń.
Powiat odpowiada za zadania publiczne, w tym z zakresu ochrony zdrowia. Szpital jest jedną z najważniejszych instytucji w powiecie — nie tylko organizacyjnie, ale także społecznie. To miejsce, w którym mieszkańcy szukają pomocy w najtrudniejszych momentach życia. Tym bardziej wszelkie relacje między radnymi, powiatem i szpitalem powinny być przejrzyste.
Martyna Wojciechowska i pytanie o miejsce zamieszkania
Kolejna sprawa dotyczy radnej powiatowej Martyny Wojciechowskiej. Według relacji mieszkańców i sąsiadów, które wymagają urzędowego potwierdzenia, radna miała już jakiś czas temu wyprowadzić się z powiatu tomaszowskiego.
Ten wątek nie dotyczy zatrudnienia ani miejskich spółek. Dotyczy prawa wybieralności. W przypadku radnego powiatowego istotne jest bowiem to, czy dana osoba faktycznie stale zamieszkuje na terenie wspólnoty samorządowej, z której uzyskała mandat.
Nie wystarczy prosty spór o meldunek. W praktyce ważne jest tzw. centrum życiowe: gdzie dana osoba rzeczywiście mieszka, gdzie prowadzi gospodarstwo domowe, gdzie koncentruje się jej życie rodzinne, zawodowe i społeczne. Jeżeli radny przestaje stale zamieszkiwać na terenie danej wspólnoty, może pojawić się pytanie o utratę prawa wybieralności, a w konsekwencji także o wygaśnięcie mandatu.
Trzeba jednak zachować ostrożność. Relacje sąsiadów nie są wystarczającą podstawą do stwierdzenia utraty mandatu. Mogą natomiast uzasadniać pytania dziennikarskie oraz czynności wyjaśniające właściwych organów. Jeżeli radna nadal stale mieszka w powiecie tomaszowskim, powinna mieć możliwość przedstawienia swojego stanowiska. Jeżeli natomiast jej centrum życiowe faktycznie znajduje się poza powiatem, sprawa wymaga formalnej analizy.
Mandat radnego powiatowego nie jest mandatem symbolicznym. Nie polega na reprezentowaniu dawnego adresu, dawnych znajomości albo dawnych związków z miejscem. Radny reprezentuje wspólnotę, w której realnie żyje. To nie detal administracyjny, lecz fundament prawa wybieralności.
Kodeks wyborczy i możliwe wygaśnięcie mandatu
Kodeks wyborczy przewiduje przypadki wygaśnięcia mandatu radnego. Wśród nich znajdują się m.in. utrata prawa wybieralności lub nieposiadanie go w dniu wyborów, a także naruszenie ustawowego zakazu łączenia mandatu z wykonywaniem określonych funkcji lub działalności.
W zależności od okoliczności sprawy znaczenie mogą mieć działania rady, organów nadzoru oraz ewentualnie sądu administracyjnego. Wojewoda, jeżeli otrzymuje wnioski dotyczące możliwego naruszenia prawa przez organy samorządu, powinien badać sprawę w granicach swoich kompetencji nadzorczych. Nie jest od politycznych ocen, ale od legalności.
W praktyce oznacza to konieczność analizy dokumentów: umów, zakresów obowiązków, statusów prawnych spółek i jednostek, oświadczeń majątkowych, ewentualnych wpisów działalności gospodarczej, uchwał, protokołów oraz korespondencji urzędowej.
Najgorszym możliwym rozwiązaniem byłoby udawanie, że sprawy nie ma. Bo jeżeli nie ma naruszeń, dokumenty powinny to pokazać. Jeżeli są wątpliwości, trzeba je rozstrzygnąć. Jeżeli doszło do naruszenia prawa, samorząd musi wyciągnąć konsekwencje.
Dlaczego mieszkańcy powinni się tym interesować?
Ktoś może zapytać: czy naprawdę mieszkańców interesują przepisy antykorupcyjne, status spółki, umowy cywilnoprawne i centrum życiowe radnej?
Tak. Powinny interesować.
Bo za tymi technicznymi pojęciami kryje się coś bardzo konkretnego: jakość lokalnej demokracji. Radny decyduje o sprawach mieszkańców. Głosuje nad budżetem, uchwałami, inwestycjami, programami, majątkiem, kierunkami rozwoju miasta albo powiatu. Ma kontrolować władzę wykonawczą, pytać o spółki, sprawdzać jednostki, oceniać działania prezydenta, starosty, zarządów, dyrektorów i prezesów.
Jeżeli radny jest równocześnie zależny zawodowo lub finansowo od struktur, które powinien kontrolować, pojawia się problem. Czasem prawny, czasem etyczny, czasem polityczny. Ale zawsze publiczny.
Mandat radnego to nie dekoracja do kampanii wyborczej. To nie zaproszenie na uroczystości, wspólne zdjęcia i bankiety. To odpowiedzialność. A odpowiedzialność wymaga przejrzystości.
Możliwe scenariusze
Pierwszy scenariusz jest najprostszy: po analizie dokumentów okaże się, że nie doszło do naruszenia przepisów. Wtedy radni i instytucje powinni przedstawić wyjaśnienia, a sprawa może zostać zamknięta.
Drugi scenariusz zakłada, że część relacji zawodowych lub finansowych nie narusza wprost ustawy, ale budzi pytania o standardy etyczne. To również ważne, bo lokalna polityka nie kończy się na pytaniu, czy coś jest formalnie zakazane. Równie istotne jest pytanie, czy coś wypada, czy nie osłabia zaufania mieszkańców i czy nie tworzy wrażenia zamkniętego układu.
Trzeci scenariusz jest najpoważniejszy: właściwe organy uznają, że doszło do naruszenia ustawowych zakazów albo utraty prawa wybieralności. Wtedy możliwe są czynności zmierzające do stwierdzenia wygaśnięcia mandatu. To oznaczałoby poważny polityczny wstrząs w tomaszowskim samorządzie.
Na dziś najważniejsze jest jednak nie ferowanie wyroków, ale domaganie się odpowiedzi.




Napisz komentarz
Komentarze