W tomaszowskim samorządzie trwa polityczne przedstawienie, którego scenariusz coraz bardziej przypomina film o przejmowaniu strategicznego majątku, a coraz mniej odpowiedzialną debatę o bezpieczeństwie zdrowotnym mieszkańców.
Radni związani z Koalicją Obywatelską i Prawem i Sprawiedliwością nadal forsują koncepcję wyceny majątku Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Koszt takiej operacji może wynieść od 200 do nawet 400 tysięcy złotych. Trudno nie postawić pytania: po co wydawać tak ogromne pieniądze na wycenę spółki, jeżeli nie zamierza się jej później sprzedać?
Wycena nie jest przecież tomografem komputerowym. Nie jest wyposażeniem bloku operacyjnego, remontem oddziału ani podwyżką dla pielęgniarek. Jest dokumentem przygotowywanym przede wszystkim po to, by ustalić cenę majątku przed planowaną transakcją.
Jedenaście głosów za wydaniem setek tysięcy złotych
Za rozpoczęciem procesu, który może kosztować mieszkańców powiatu kilkaset tysięcy złotych, zagłosowali:
Jarosław Feliński, Szczepan Goska, Michał Jodłowski, Włodzimierz Justyna, Danuta Mąkola, Kazimierz Mordaka, Paulina Socha, Teodora Sowik, Mariusz Węgrzynowski, Martyna Wojciechowska oraz Alicja Zwolak-Plichta.
To właśnie tych jedenastu radnych poparło rozwiązanie, które – w naszej ocenie – oznacza zgodę na zmarnotrawienie ogromnej kwoty publicznych pieniędzy. Tym bardziej że Zarząd Powiatu, kierowany przez starostę Dariusza Kowalczyka, nie zamierza ani sprzedawać szpitala, ani wydawać setek tysięcy złotych na przygotowanie gruntu pod taką operację.
Przeciwko wycenie zagłosowali:
Wacława Bąk, Krzysztof Biskup, Lidia Jackow, Piotr Kagankiewicz, Dariusz Kowalczyk, Marek Olkiewicz, Rafał Wolniewicz, Cezary Żegota oraz Sławomir Żegota.
Od głosu wstrzymał się Leon Karwat. Dwóch radnych było nieobecnych.
To głosowanie warto zachować. Za kilka miesięcy nikt nie powinien mówić, że nie wiedział, nad czym podnosił rękę.
Szpital nie jest starym magazynem do sprzedania
Tomaszowskie Centrum Zdrowia obsługuje populację liczącą około 100 tysięcy mieszkańców powiatu tomaszowskiego. Z placówki korzystają również pacjenci z powiatów sąsiednich. Szpital prowadzi oddziały, poradnie, diagnostykę, Szpitalny Oddział Ratunkowy, nocną i świąteczną opiekę zdrowotną oraz szereg usług, bez których lokalny system ochrony zdrowia po prostu przestaje istnieć.
Nie mówimy więc o sprzedaży pustej działki, nieczynnej kotłowni ani budynku po dawnej szkole. Mówimy o infrastrukturze krytycznej dla życia mieszkańców.
W takich sprawach samorząd powinien zachowywać się jak strażnik, a nie jak pośrednik nieruchomości. Powinien wzmacniać własny szpital, rozwijać jego oddziały i chronić kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia. Tymczasem część radnych chce rozpocząć kosztowny proces wyceny, który z punktu widzenia zwykłego mieszkańca nie przynosi żadnej namacalnej korzyści.
Kontrakt wart około 200 milionów złotych to prawdziwy cel
Najcenniejszym elementem Tomaszowskiego Centrum Zdrowia nie są same mury. Prawdziwą wartością są kontrakty z NFZ, kadra, rynek pacjentów oraz możliwość przejęcia finansowania świadczeń medycznych.
Jeżeli roczna wartość działalności szpitala i zawartych kontraktów zbliża się do 200 milionów złotych, to TCZ staje się niezwykle atrakcyjnym kąskiem dla każdego dużego podmiotu medycznego. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by zrozumieć, że przejęcie tomaszowskiej spółki nie oznaczałoby wyłącznie objęcia budynków. Oznaczałoby również przejęcie strumienia publicznych pieniędzy płynących za pacjentem.
Właśnie dlatego w tej sprawie przewija się Centrum Kliniczno-Dydaktyczne Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Pomysł konsolidacji tomaszowskiego szpitala z łódzką jednostką był już publicznie przedstawiany jako recepta na problemy TCZ.
Problem polega na tym, że kondycja finansowa łódzkiego Centralnego Szpitala Klinicznego powinna być przedmiotem bardzo dokładnej analizy, zanim ktokolwiek zacznie oddawać mu kontrolę nad lokalnym systemem ochrony zdrowia. Sam szpital publikuje coroczne raporty ekonomiczno-finansowe, obejmujące także prognozy na kolejne lata.
Tomaszów nie może stać się finansowym zastrzykiem dla większej instytucji tylko dlatego, że komuś w Warszawie albo Łodzi łatwiej jest zarządzać ochroną zdrowia z mapy niż z perspektywy pacjenta oczekującego na SOR-ze.
Piotr Kagankiewicz ostrzega przed sprzedażą
Pomysł sprzedaży szpitala krytycznie ocenił Piotr Kagankiewicz, radny powiatowy i dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Radomsku. To głos szczególnie istotny, ponieważ pochodzi od człowieka, który zna zarządzanie ochroną zdrowia nie z politycznych prezentacji, lecz z codziennej praktyki.
Kagankiewicz kieruje placówką, która w 2025 roku przeznaczyła na inwestycje około 46 milionów złotych, z czego ponad 32 miliony stanowiły środki pozyskane zewnętrznie.
Jego stanowiska nie można więc zbyć wzruszeniem ramion. Sprzeciwia się sprzedaży osoba, która potrafi rozwijać publiczny szpital, zdobywać finansowanie i prowadzić inwestycje. Być może właśnie tak powinno się ratować ochronę zdrowia: poprawiając zarządzanie, zdobywając środki i rozwijając świadczenia, a nie wystawiając rodzinne srebra do wyceny.
Co z NU-MED-em i tomaszowską onkologią?
Jednym z najpoważniejszych pytań jest przyszłość Specjalistycznego Szpitala Onkologicznego NU-MED, działającego przy ulicy Jana Pawła II.
Placówka prowadzi między innymi radioterapię, onkologię kliniczną, chemioterapię i poradnię onkologiczną. Obsługuje nie tylko pacjentów z Tomaszowa, ale także z Rawy Mazowieckiej, Piotrkowa Trybunalskiego, Radomska, Skierniewic i innych miejscowości regionu.
Jeżeli właściciel lub przyszły nabywca TCZ chciałby samodzielnie przejąć kontrakty na diagnostykę i leczenie nowotworów, może dojść do konfliktu o zakres świadczeń, budynki, infrastrukturę oraz dostęp do terenu. W centrum tego sporu znalazłby się pacjent onkologiczny – człowiek, dla którego tydzień czy miesiąc opóźnienia może mieć dramatyczne znaczenie.
Publiczne dokumenty potwierdzają, że relacje nieruchomościowe z NU-MED-em opierają się między innymi na umowie dzierżawy zawartej w 2013 roku. W 2024 roku Zarząd Powiatu podejmował uchwały dotyczące poddzierżawienia części gruntu objętego tą umową, a pod koniec 2025 roku zdecydowano o kolejnym bezprzetargowym oddaniu działki na rzecz szpitala onkologicznego.
Nie udało się jednak potwierdzić w publicznie dostępnej treści dokumentów dokładnej daty wygaśnięcia podstawowej umowy dzierżawy NU-MED-u. Informacja ta powinna zostać niezwłocznie ujawniona przez Zarząd Powiatu wraz ze wszystkimi aneksami. Jeżeli termin obowiązywania umowy zbliża się do końca, sprzedaż TCZ mogłaby otworzyć pole do nacisków, renegocjacji albo prób przejęcia części świadczeń onkologicznych.
Nie wolno dopuścić, by pacjenci dowiedzieli się o zmianach z kartki przyklejonej na drzwiach rejestracji.
Pięć karetek już straciliśmy. Mechanizm był podobny
Zwolennicy centralizacji będą zapewniać, że większy podmiot oznacza większe możliwości. Tomaszów ma już jednak własne doświadczenia z przejmowaniem lokalnych usług medycznych przez instytucję wojewódzką.
Tomaszowskie Centrum Zdrowia straciło pięć zespołów ratownictwa medycznego, które wcześniej obsługiwały część województwa, w tym powiaty łódzki wschodni i brzeziński oraz zespół stacjonujący w Ujeździe. Obsługę przejęła Wojewódzka Stacja Ratownictwa Medycznego w Łodzi.
Dla mieszkańca karetka nadal może wyglądać tak samo. Jednak dla tomaszowskiego szpitala oznaczało to utratę działalności, miejsc pracy, potencjału organizacyjnego oraz przychodów, które wcześniej pozostawały w lokalnym systemie ochrony zdrowia.
To jest właśnie model centralizacji: usługa formalnie pozostaje publiczna, ale pieniądze, decyzje i zarządzanie wyjeżdżają do Łodzi.
Dzisiaj było ratownictwo medyczne. Jutro mogą to być oddziały szpitalne, diagnostyka, onkologia i cały kontrakt TCZ.
Najpierw wycena, później „nie ma już odwrotu”
W polskiej polityce duże decyzje rzadko rozpoczynają się od ogłoszenia: „sprzedajemy”. Najpierw pojawia się analiza. Potem wycena. Następnie doradca, audyt, memorandum i zapewnienia, że „rozważane są wszystkie warianty”.
Na końcu mieszkańcy słyszą, że proces zaszedł już tak daleko, iż nie ma odwrotu.
Dlatego dzisiejsze głosowanie nie dotyczyło wyłącznie wydania pieniędzy na dokument. Dotyczyło otwarcia drzwi. Jedenastu radnych zdecydowało, że warto zapłacić nawet 400 tysięcy złotych, by te drzwi uchylić.
Zamiast kupować sprzęt, inwestować w oddziały, poprawiać warunki leczenia i walczyć o lekarzy, chcą mierzyć powierzchnie, wyceniać budynki i liczyć wartość majątku.
Jak w „Ziemi obiecanej”: „Ja nie mam nic, ty nie masz nic…” – ale razem można zrobić interes. Tyle że w tym przypadku „nic” nie należy do polityków. Szpital jest majątkiem mieszkańców powiatu, tworzonym przez dziesięciolecia z publicznych pieniędzy.
Zarząd Powiatu mówi jednoznaczne „nie”
Stanowisko Zarządu Powiatu, który nie wyraża zgody ani na kosztowną wycenę, ani na sprzedaż szpitala, jest obecnie jedynym racjonalnym zabezpieczeniem przed uruchomieniem procesu, którego później może nie udać się zatrzymać.
Dariusz Kowalczyk i pozostali członkowie Zarządu powinni teraz nie tylko odrzucić żądania dotyczące wyceny, ale również przedstawić mieszkańcom pełną informację:
jaka jest rzeczywista wartość kontraktów TCZ, jaka jest sytuacja finansowa spółki, kiedy wygasają umowy dotyczące NU-MED-u, jakie skutki dla onkologii może mieć konsolidacja oraz kto prowadzi rozmowy z CKD i na podstawie jakich pełnomocnictw.
Bo szpital nie jest łupem dla zwycięzcy politycznej rozgrywki. Nie jest też bankomatem dla większego podmiotu medycznego, który potrzebuje nowych kontraktów i nowych przychodów.
To miejsce, do którego każdy z nas może trafić jutro – bez zapowiedzi, bez legitymacji partyjnej i bez możliwości wybrania sobie wygodniejszego scenariusza.
Dlatego mieszkańcy mają prawo zapamiętać nazwiska jedenastu radnych, którzy zagłosowali za wydaniem kilkuset tysięcy złotych na wycenę majątku szpitala.
W polityce głosy czasem giną w protokołach. Ten głos nie powinien zginąć.



Napisz komentarz
Komentarze