Nasz artykuł w skrócie
- Sprawa mandatu Pauliny Sochy uruchomiła w tomaszowskim samorządzie prawdziwe polityczne domino. Kolejni radni i ich miejsca pracy, zamieszkania czy związki ze spółkami zaczęli trafiać pod lupę.
- Kazimierz Mordaka, wybrany do Rady Powiatu z list Koalicji Obywatelskiej, wcześniej bardzo dokładnie interesował się zatrudnianiem innych radnych. Pytał o nazwiska osób pracujących w jednostkach powiatu i TCZ, interesował się również zatrudnieniem miejskiego radnego Jarosława Batorskiego oraz Leszka Ogórka. Kiedy jednak wojewoda zażądała wygaszenia mandatu Pauliny Sochy, Mordaka… wstrzymał się od głosu.
- W przypadku Rafała Wolniewicza autor pisma skierowanego do wojewody nie został ujawniony. Wiadomo natomiast, że kilka tygodni wcześniej temat jego miejsca zamieszkania publicznie podnosił radny Szczepan Goska.
- Opinia prawna Starostwa nie potwierdziła obecnie podstaw do wygaszenia mandatu Wolniewicza. Sam fakt pracy w Łodzi czy posiadania części mieszkania w tym mieście nie przesądza bowiem, gdzie znajduje się centrum życiowe radnego.
W tomaszowskim samorządzie rozpoczęła się osobliwa gra w domino. Jeden klocek przewrócił następny. Najpierw ktoś zainteresował wojewodę zatrudnieniem Pauliny Sochy w Tomaszowskim Centrum Zdrowia. Potem zaczęły pojawiać się kolejne pytania o pracę radnych, ich związki ze spółkami, miejsca zamieszkania i prawo do wykonywania mandatu. Powiatowa polityka zaczęła przypominać nieco „Proces” Franza Kafki, tyle że zamiast Józefa K. mamy kolejnych samorządowców, a zamiast tajemniczego sądu – pisma, wezwania, opinie prawne, wojewodę i sesje rady.
Samo zawiadamianie organów nadzoru o podejrzeniu naruszenia prawa nie jest oczywiście niczym złym. Przeciwnie – jeśli radny łamie ustawowy zakaz, powinien ponieść konsekwencje bez względu na nazwisko, klub i polityczne znajomości. Problem zaczyna się gdzie indziej. Kiedy prawo staje się lupą kierowaną przede wszystkim na przeciwnika, a po odwróceniu jej w stronę politycznego partnera nagle ostrość obrazu wyraźnie spada.
I właśnie dlatego jednym z najciekawszych bohaterów całej historii okazuje się Kazimierz Mordaka.
Najpierw Paulina Socha
Sprawa radnej Pauliny Sochy dotyczy jej zatrudnienia w Tomaszowskim Centrum Zdrowia. Według stanowiska przedstawionego przez wojewodę była ona od 5 lutego 2025 roku pełniącą obowiązki dyrektora ds. finansowych, a od 5 marca – dyrektorem ds. finansowych i główną księgową spółki. TCZ jest spółką należącą do Powiatu Tomaszowskiego. Organ nadzoru uznał, że charakter wykonywanych przez radną obowiązków może oznaczać zarządzanie działalnością gospodarczą prowadzoną z wykorzystaniem mienia powiatu. 2 czerwca wojewoda wezwała Radę Powiatu do podjęcia uchwały o wygaśnięciu jej mandatu.
Kluczowy jest tutaj art. 25b ust. 1 ustawy o samorządzie powiatowym. Przepis nie mówi po prostu, że „radny nie może pracować w spółce powiatu”. Zakazuje natomiast prowadzenia działalności gospodarczej z wykorzystaniem mienia powiatu, zarządzania taką działalnością oraz bycia jej przedstawicielem lub pełnomocnikiem. Z kolei art. 383 § 1 pkt 5 Kodeksu wyborczego przewiduje wygaśnięcie mandatu w razie naruszenia ustawowego zakazu łączenia mandatu z określonymi funkcjami lub działalnością.
To ważne rozróżnienie. Nie chodziło więc o sam fakt pobierania wynagrodzenia w TCZ, ale o rzeczywisty zakres kompetencji dyrektora finansowego i odpowiedź na pytanie, czy oznaczały one zarządzanie działalnością spółki w rozumieniu ustawy. Wojewoda odpowiedziała na to pytanie twierdząco. Rada Powiatu miała inne zdanie.
I tutaj zaczyna się historia Kazimierza Mordaki.
Kazimierz Mordaka. Lupa skierowana na cudze etaty
Mordaka, radny wybrany z list Koalicji Obywatelskiej, nie jest człowiekiem, któremu problem zatrudniania radnych w samorządowych jednostkach byłby obojętny. Przeciwnie. Dokumenty pokazują niezwykłą wręcz dociekliwość. Interesują go nie tylko radni powiatowi ale i miejscy. Sam przyznaje, że składał zawiadomienia w sprawie Leszka Ogórka i Jarosława Batorskiego do wojewody.
21 lutego 2025 roku złożył oficjalne zapytanie, żądając przedstawienia liczby radnych zatrudnionych w powiatowych jednostkach organizacyjnych oraz w Tomaszowskim Centrum Zdrowia wraz z ich imionami i nazwiskami. Nie pytał więc abstrakcyjnie o standardy. Interesowały go konkretne osoby.
Na tym jego zainteresowanie etatami samorządowców się nie kończyło. Kiedy radny Rady Miejskiej Jarosław Batorski został zatrudniony w Zakładzie Gospodarki Ciepłowniczej, Mordaka skierował do spółki wniosek o udostępnienie informacji publicznej dotyczącej jego zatrudnienia. ZGC odmówił, uznając, że żądane informacje dotyczą prywatnej sfery pracownika.
Nie byłoby podstaw, aby na tej podstawie przypisywać Mordace jakiekolwiek późniejsze zawiadomienia do wojewody, gdyby nie to, że sam się do nich przyznał. Jest natomiast podstawa do stwierdzenia czegoś znacznie ważniejszego: zatrudnianie radnych w samorządowych jednostkach i spółkach było dla niego problemem, który uważał za wart formalnych wystąpień i dociekań.
Trzeba też uczciwie przypomnieć fakt działający na jego korzyść. Jeszcze zanim sprawa Pauliny Sochy rozwinęła się w postępowanie nadzorcze wojewody, właśnie Mordaka publicznie zwrócił uwagę na jej funkcję w TCZ i poprosił prawników o wyjaśnienie, czy radny powiatowy może „zasiadać w spółkach powiatowych”. Ówczesny starosta Mariusz Węgrzynowski odpowiedział mu, że funkcja Sochy „w żaden sposób nie koliduje z mandatem radnego”. Inną opinię jak się później okazało miała wojewoda.
A zatem nie można napisać, że Mordaka problemu nie widział.
Można natomiast zapytać, co zrobił, kiedy pytanie przestało być akademicką dyskusją, a na stole pojawiła się realna decyzja dotycząca mandatu.
Od pytania do głosowania. I tutaj robi się ciekawie
21 kwietnia Rada Powiatu zajmowała się stanowiskiem w sprawie zatrudnienia Pauliny Sochy. Kazimierz Mordaka zagłosował przeciw uzyskaniu dodatkowej opinii prawnej, a następnie za stanowiskiem Rady Powiatu przekazywanym wojewodzie w sprawie zarzutów dotyczących jej zatrudnienia.
Kilka tygodni później sytuacja była już znacznie poważniejsza. Wojewoda już nie pytała. Wojewoda wezwała radę do stwierdzenia wygaśnięcia mandatu Sochy.
24 czerwca odbyło się głosowanie. Za wygaszeniem mandatu głosowało dziewięciu radnych, przeciw dziesięciu. Trzech się wstrzymało.
Wśród tych trzech był Kazimierz Mordaka.
I tu nie potrzeba epitetów.
Radny, który chciał znać nazwiska radnych zatrudnionych w jednostkach powiatu i TCZ. Radny, który występował o informacje dotyczące zatrudnienia radnego miejskiego w ZGC. Radny, który sam publicznie pytał o legalność zatrudnienia Pauliny Sochy. Kiedy jednak organ nadzoru uznał, że doszło do naruszenia zakazu antykorupcyjnego i zażądał wygaszenia mandatu, Mordaka nie powiedział „tak”. Nie powiedział też „nie”, ale to dzięki m.in. niemu Paulina Socha nadal zasiada w Radzie.
Wstrzymał się.
Formalnie miał do tego pełne prawo. Politycznie jest to jednak zachowanie, które wręcz prosi się o pytanie o konsekwencję.
Jeżeli miejsca pracy radnych są sprawą tak ważną, że warto kierować w tej sprawie oficjalne zapytania, dlaczego zdecydowanie znika wtedy, gdy wojewoda stawia już konkretny zarzut wobec radnej zasiadającej w tej samej radzie?
Czy standard brzmi: kontrolujemy wszystkich? Czy może raczej: kontrolujemy wszystkich, dopóki konsekwencje polityczne nie stają się zbyt niewygodne?
To nie jest wyrok w sprawie hipokryzji Kazimierza Mordaki. To są jego własne głosowania. I one mówią znacznie więcej niż jakikolwiek epitet.
Potem przyszedł Rafał Wolniewicz
Domino przewracało się jednak dalej.
29 lipca 2026 roku Wojewoda Łódzki skierowała pismo do Rady Powiatu. Poinformowała, że 13 lipca do organu nadzoru wpłynęło pismo dotyczące możliwości utraty przez radnego Rafała Wolniewicza prawa wybieralności z powodu braku zamieszkania na terenie Powiatu Tomaszowskiego.
W dokumencie, którym dysponujemy, nie podano autora zawiadomienia. I to trzeba podkreślić bardzo wyraźnie. Nie wiemy, kto je napisał. Nie ma podstaw, aby twierdzić, że zrobił to PiS, Szczepan Goska czy którykolwiek konkretny radny. Każde takie stwierdzenie byłoby dzisiaj domysłem.
Polityczny kontekst jest jednak interesujący. Kilka tygodni wcześniej, podczas sesji 24 czerwca, temat miejsca zamieszkania Wolniewicza publicznie podnosił radny Szczepan Goska. Potem, 13 lipca, do wojewody wpłynęło pismo dotyczące dokładnie tego problemu.
To nie jest dowód autorstwa.
Ale jest chronologia.
Nie wiemy, kto podpisał pismo z 13 lipca. Wiemy natomiast, że kwestia będąca jego przedmiotem była już wcześniej elementem publicznej politycznej debaty.
Dlatego można pytać, czy po sprawie Pauliny Sochy rozpoczęła się w powiecie zasada politycznego bumerangu: skoro sprawdzacie naszą radną, ktoś sprawdzi waszego radnego. Odpowiedzi na to pytanie dokumenty na razie nie dają.
Łódź nie musi oznaczać utraty mandatu
Rafał Wolniewicz w obszernych wyjaśnieniach z 10 sierpnia stanowczo zaprzeczył, aby przeniósł centrum życiowe poza powiat tomaszowski. Wskazał adres przy ul. Słonecznej 13 w Ujeździe, gdzie znajduje się jego rodzinny dom, kierowana jest korespondencja i gdzie reguluje lokalne zobowiązania. Powołał się również na prowadzone gospodarstwo rolne w gminie Lubochnia, w którym zajmuje się hodowlą bydła, oraz aktywność społeczną i rodzinną na terenie powiatu.
Jednocześnie nie ukrywa, że pracuje w Łodzi i posiada 1/3 udziału w lokalu mieszkalnym w tym mieście. Według jego wyjaśnień mieszkanie ma charakter pomocniczy związany z wykonywaniem pracy i nie stanowi jego centrum życiowego.
Prawo jest w tej sprawie mniej efektowne niż polityczne hasło „mieszka w Łodzi”.
Kodeks wyborczy wymaga od radnego powiatowego stałego zamieszkiwania na obszarze powiatu. Nie oznacza to jednak konieczności spędzania każdej nocy pod jednym adresem ani zakazu pracy poza granicami samorządu. O miejscu zamieszkania decydują dwa elementy: faktyczne przebywanie – określane w orzecznictwie jako corpus – oraz zamiar stałego pobytu, czyli animus. Ustala się więc, gdzie znajduje się rzeczywiste centrum życia rodzinnego, osobistego, majątkowego i społecznego. Art. 10 § 1 pkt 3 lit. b Kodeksu wyborczego mówi wprost o stałym zamieszkiwaniu kandydata do rady powiatu na obszarze tego powiatu.
Opinia prawna Referatu Prawnego Starostwa z 24 sierpnia nie zostawia na obecnym etapie wielkiego pola do sensacji. Prawnicy podkreślili, że zgromadzone informacje nie pozwalają ustalić, iż Wolniewicz przeniósł centrum życiowe poza Powiat Tomaszowski. Samo wykonywanie pracy poza powiatem nie przesądza o zmianie miejsca stałego zamieszkania. W konsekwencji zgromadzony materiał nie pozwala obecnie stwierdzić przesłanki wygaśnięcia mandatu z art. 383 § 1 pkt 2 Kodeksu wyborczego.
Co istotne, opinia przywołuje orzecznictwo NSA wskazujące, że odebranie mandatu pochodzącego z wyborów powszechnych jest bardzo poważną ingerencją w bierne prawo wyborcze. Dlatego przesłanki muszą być ustalone jednoznacznie, obiektywnie i bez istotnych wątpliwości.
Krótko mówiąc: adres miejsca pracy to nie adres centrum życiowego. A nocowanie poza powiatem nie jest jeszcze emigracją z powiatu.
Wojewoda pomyliła gminę z powiatem
W piśmie wojewody znalazł się również interesujący błąd. Przywołano art. 10 § 1 pkt 3 lit. a Kodeksu wyborczego i zapis dotyczący stałego zamieszkiwania na obszarze „gminy”.
Tyle że litera „a” dotyczy wyborów do rady gminy. W przypadku rady powiatu właściwa jest litera „b”, która wymaga stałego zamieszkiwania na obszarze danego powiatu. Tak właśnie prawidłowo przepis przytoczyli prawnicy Starostwa.
Czy ten błąd przekreśla całe postępowanie? Nie ma podstaw do takiego wniosku. Z treści pisma jednoznacznie wynika, że wojewoda bada prawo wybieralności radnego Rady Powiatu i jego zamieszkiwanie na terenie Powiatu Tomaszowskiego. Wszystko wskazuje więc raczej na omyłkę w oznaczeniu przepisu niż na wadę, która sama w sobie kończy sprawę.
Ale w postępowaniu mogącym doprowadzić do odebrania mandatu uzyskanego w wyborach powszechnych staranność organów nie jest drobiazgiem. Jeśli od radnego wymaga się precyzji co do miejsca jego życia, można chyba oczekiwać od urzędu równie dużej precyzji przy wskazywaniu podstawy prawnej.
26 sierpnia – układ głosów mówi wiele
Sprawa Wolniewicza wróciła na sesję 26 sierpnia. Rada Powiatu przyjęła stanowisko dotyczące możliwości utraty przez niego prawa wybieralności.
Wynik: 10 głosów za, 7 przeciw.
Za głosował między innymi Kazimierz Mordaka.
Przeciw byli natomiast m.in. Szczepan Goska, Paulina Socha, Mariusz Węgrzynowski, Włodzimierz Justyna, Danuta Mąkola, Teodora Sowik i Jarosław Feliński.
Ten układ głosów sam w sobie oczywiście nie odpowiada na pytanie, kto napisał pismo do wojewody. Ale pokazuje coś innego: sprawa, która z prawnego punktu widzenia powinna sprowadzać się do ustalenia miejsca centrum życiowego jednego człowieka, bardzo szybko wpisała się w istniejący podział polityczny.
I być może właśnie tu znajduje się sedno całej historii.
Prawo jako bezpiecznik czy polityczna amunicja?
Nie ma niczego niewłaściwego w pytaniu, czy Paulina Socha mogła łączyć mandat z funkcją dyrektora finansowego TCZ. Pytanie okazało się na tyle poważne, że wojewoda zażądała wygaszenia mandatu.
Nie ma również niczego niewłaściwego w sprawdzeniu, czy Rafał Wolniewicz rzeczywiście stale mieszka na terenie powiatu. Jeżeli radny utraciłby prawo wybieralności, rada miałaby obowiązek reagować.
Nie ma wreszcie niczego niewłaściwego w tym, że Kazimierz Mordaka pyta o zatrudnienie samorządowców. Kontrola władzy i jawność życia publicznego należą do podstawowych obowiązków radnego.
Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy standard zmienia się razem z nazwiskiem osoby siedzącej po drugiej stronie stołu.
W przypadku Mordaki dokumenty tworzą obraz szczególnie interesujący. Jest dociekliwy wobec zatrudnienia radnych. Pyta o nazwiska. Składa wnioski o informację dotyczącą miejskiego radnego. Sam zgłasza wątpliwości dotyczące Pauliny Sochy. Ale kiedy wojewoda uznaje te wątpliwości za na tyle poważne, że żąda wygaszenia mandatu – w decydującym głosowaniu wstrzymuje się.
Można nazwać to ostrożnością.
Można nazwać politycznym pragmatyzmem.
Można również zapytać o selektywną wrażliwość na standardy.
Czy mamy więc w tomaszowskim samorządzie niepisaną zasadę, według której przepisy są święte, kiedy mogą uderzyć w przeciwnika, a stają się skomplikowanym problemem interpretacyjnym, kiedy dotykają politycznego partnera?




Napisz komentarz
Komentarze