Artykuł w skrócie
- Utrata prawa jazdy na 3 miesiące – minister infrastruktury Dariusz Klimczak zapowiedział taką karę dla kierowców wjeżdżających na przejazd przy czerwonym świetle.
- Surowsze kary w Kodeksie karnym – resorty infrastruktury i sprawiedliwości pracują nad wprowadzeniem kary więzienia oraz zakazu prowadzenia pojazdów na ponad 3 lata za spowodowanie katastrofy lub poważnego zagrożenia.
- Odpowiedź na katastrofę w Sokolnikach Suchych – nowe przepisy, które niebawem trafią pod obrady Rady Ministrów, są reakcją na tragiczny wypadek, w którym zginęła jedna osoba, a 20 zostało poszkodowanych.
Tragedia na torach może stać się początkiem jednej z poważniejszych zmian w przepisach dotyczących bezpieczeństwa na przejazdach kolejowo-drogowych w ostatnich latach.
Minister infrastruktury Dariusz Klimczak poinformował w czwartek, że resort infrastruktury wspólnie z Ministerstwem Sprawiedliwości pracuje nad zmianami zarówno dotyczącymi prawa jazdy, jak i odpowiedzialności karnej kierowców.
Jednym z nowych rozwiązań ma być automatycznie odczuwalna sankcja za zignorowanie czerwonego światła przed przejazdem kolejowym.
– Przede wszystkim chcemy wprowadzić przepis, na podstawie którego kierowca, który wjeżdża na czerwonym świetle na przejazd drogowo-kolejowy, traci prawo jazdy na trzy miesiące – zapowiedział Dariusz Klimczak.
To jednak dopiero początek proponowanych zmian.
Zakaz prowadzenia pojazdów na ponad trzy lata
Ministerstwo Infrastruktury oraz Ministerstwo Sprawiedliwości mają równolegle pracować nad nowelizacją Kodeksu karnego dotyczącą kierowców powodujących poważne zagrożenie albo katastrofę w ruchu lądowym.
Klimczak zapowiada, że państwo ma reagować zdecydowanie ostrzej niż obecnie.
– Dopominamy się zupełnie innych, wyższych kar – powiedział minister.
Jak wyjaśnił, rozważane są między innymi kara pozbawienia wolności oraz zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych na okres przekraczający trzy lata.
Szczegóły nie są jeszcze przesądzone. Projekt znajduje się na etapie uzgodnień pomiędzy resortami.
Minister zapowiedział jednak szybkie tempo prac. Projekt ma być gotowy na kolejne posiedzenie Rady Ministrów. Dopiero wówczas ma zostać przedstawiony pełny katalog proponowanych zmian.
Oznacza to, że zapowiadane sankcje nie są jeszcze obowiązującym prawem.
Tragedia uruchomiła polityczną reakcję
Impulsem do rozpoczęcia pilnych prac legislacyjnych był środowy wypadek na przejeździe kolejowym w Sokolnikach Suchych koło Przysuchy.
Przed południem samochód ciężarowy zderzył się tam z pociągiem osobowym relacji Lublin – Szczecin.
Skutki były tragiczne.
Jedna z pasażerek pierwszego wagonu zmarła w wyniku odniesionych obrażeń. Łącznie, według informacji przekazywanych przez służby, poszkodowanych zostało 20 osób.
Wśród najciężej rannych znaleźli się maszynista, kierowca samochodu ciężarowego oraz pasażerowie pociągu.
Po katastrofie premier Donald Tusk stwierdził, że wydarzenia w Sokolnikach Suchych pokazują konieczność natychmiastowego rozpoczęcia prac nad zdecydowanym zaostrzeniem przepisów wobec kierowców łamiących zasady bezpieczeństwa na przejazdach kolejowych.
Dariusz Klimczak poinformował natomiast, że zmiany przygotowywane będą w trybie pilnym.
Na przejeździe nie ma miejsca na „jeszcze zdążę”
Każdy kierowca zna ten obraz: czerwone pulsujące światła, opuszczający się szlaban i pokusa, by jeszcze przemknąć. Kilka sekund oszczędności. Jeden ruch kierownicą. Jedna decyzja.
Problem w tym, że pociąg nie jest samochodem.
Droga hamowania składu kolejowego może być liczona w setkach metrów, a maszynista widzący samochód znajdujący się na torach często nie ma już realnej możliwości uniknięcia zderzenia.
Dlatego wjazd na przejazd przy czerwonym świetle nie jest drogowym wykroczeniem podobnym do nieprawidłowego parkowania czy przekroczenia prędkości o kilka kilometrów na godzinę. Może być decyzją, której konsekwencje ponoszą później dziesiątki osób.
Po tragedii w Sokolnikach Suchych rząd chce, aby również konsekwencje prawne takich zachowań były znacznie bardziej dotkliwe.



Napisz komentarz
Komentarze