Zacznijmy więc jeszcze raz od elementarza. Śledztwo w sprawie nie jest śledztwem przeciwko osobie. To nie jest subtelność dla prawników, tylko fundament procedury karnej. Zgodnie z art. 303 Kodeksu postępowania karnego śledztwo wszczyna się wtedy, gdy zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa. To oznacza, że organ ścigania sprawdza, czy do przestępstwa doszło, jaki był jego zakres i czy można wskazać konkretną osobę odpowiedzialną. Nie oznacza to jeszcze, że ktoś jest winny, ani nawet że komukolwiek przedstawiono zarzuty. To, że toczy się ono długo nie musi oznaczać powagi przestępstw ale tym, że 4 konfabulantów naopowiadało historii, które należy zweryfikować. Prokurator nie umorzy śledztwa na przysłowiowe oko.
I właśnie to napisała Prokuratura Okręgowa w Siedlcach w odpowiedzi dla redakcji NaszTomaszow.pl: śledztwo trwa, jest prowadzone in rem, czyli „w sprawie”, a do tej pory nikomu nie przedstawiono zarzutów, także prezydentowi Tomaszowa Mazowieckiego Marcinowi Witko. To jest sedno materiału źródłowego, a nie żadna manipulacja.
Radny Mordaka pisze, że „prokuratura uznała, że istnieje duże prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa”. To zdanie brzmi efektownie, ale proceduralnie jest co najmniej bałamutne. Kodeks nie mówi przy wszczęciu śledztwa o „dużym prawdopodobieństwie”, tylko o uzasadnionym podejrzeniu. To różnica zasadnicza. „Duże prawdopodobieństwo” brzmi jak werdykt przed werdyktem, jak trailer filmu sensacyjnego, w którym oskarżenie już gra w tle, choć sąd nawet nie wszedł na salę.
Dalej radny pisze, że prokurator „prosił”, aby nie ujawniać kulis śledztwa, „bo jest to karalne”. I tu po raz kolejny wychodzi problem z rozumieniem procedury. Tajemnica postępowania przygotowawczego nie jest uprzejmą prośbą prokuratora. Jest zasadą wynikającą z prawa. Art. 241 § 1 Kodeksu karnego przewiduje odpowiedzialność za publiczne rozpowszechnianie bez zezwolenia wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostaną one ujawnione w postępowaniu sądowym.
Innymi słowy: prokurator nie robi radnemu grzecznościowego „pssst, niech pan nie mówi”. Prokurator przypomina regułę państwa prawa. A radny, który przez miesiące buduje polityczną narrację wokół śledztwa, powinien tę regułę znać zanim wyjdzie z kolejnym wpisem do internetu. Nie przeszkadza to radnemu sugerować przy każdej okazji rzekomych przestępstw, do których mu się wydaje, że doszło.
Najbardziej niepokojące jest jednak inne zdanie: że skoro śledztwo trwa opieszale, „może to świadczyć o tym, że zeznania są bardzo obciążające”. To klasyczna insynuacja ubrana w kostium domysłu. Radny sam przyznaje, że nie może ujawniać kulis postępowania, po czym natychmiast sugeruje opinii publicznej, co rzekomo wynika z materiału dowodowego. To nie jest informowanie mieszkańców. To jest sączenie podejrzeń bez odpowiedzialności za dowód.
A procedura jest prosta. Jeżeli zebrany materiał dostatecznie uzasadnia podejrzenie, że czyn popełniła konkretna osoba, wydaje się postanowienie o przedstawieniu zarzutów. Tak stanowi art. 313 Kodeksu postępowania karnego. Skoro prokuratura odpowiedziała, że zarzutów nie przedstawiono, to znaczy, że na dziś nie doszło do procesowego przejścia od sprawy do konkretnego podejrzanego. Można nad tym ubolewać, można czekać na finał, można domagać się sprawności organów państwa. Nie wolno jednak sprzedawać mieszkańcom sugestii, że brak zarzutów jest w zasadzie dowodem na ciężar ukrytych zeznań.
To jest właśnie mechanizm politycznego błota. Najpierw mówi się: „nie przesądzam”. Potem dopowiada: „ale zeznania mogą być bardzo obciążające”. Następnie dodaje: „pożyjemy, zobaczymy”. I tak powstaje lokalny teatr cienia, w którym nie trzeba aktu oskarżenia, nie trzeba zarzutów, nie trzeba wyroku. Wystarczy aluzja. Wystarczy teczka. Wystarczy zdjęcie z ministerstwa. Wystarczy pół zdania wypuszczone w internet jak dym z maszyny scenicznej.
Radny Mordaka ma oczywiście prawo składać zawiadomienia. Ma prawo oczekiwać wyjaśnień. Ma prawo krytykować władzę. Ale nie ma prawa udawać, że wszczęcie śledztwa jest równoznaczne z potwierdzeniem jego politycznych tez. Nie ma prawa przedstawiać tajemnicy śledztwa jako osobistej prośby prokuratora. I nie powinien po raz kolejny sugerować opinii publicznej więcej, niż wynika z oficjalnych informacji.
Bo państwo prawa nie działa jak lokalny seans „Z Archiwum X”. Nie wystarczy powiedzieć: „prawda gdzieś tam jest”, żeby mieszkańcy mieli uwierzyć w każdą insynuację. W państwie prawa są fakty, przepisy, decyzje procesowe i odpowiedzialność za słowo. A fakty na dziś są takie: śledztwo trwa, zarzutów brak, sprawa jest prowadzona w sprawie, a nie przeciwko konkretnej osobie. Wszystko inne jest politycznym komentarzem — czasem bardzo głośnym, ale niekoniecznie prawdziwym.



Napisz komentarz
Komentarze