Autorem pomnika jest prof. Zbigniew Dudek, pochodzący z Tomaszowa Mazowieckiego ceniony rzeźbiarz i pedagog Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Symbolicznego odsłonięcia dokonali wspólnie autor rzeźby, prezydent Tomaszowa Mazowieckiego Marcin Witko oraz Konrad Borowski — pomysłodawca przedsięwzięcia. Warto mocno podkreślić: inicjatywa ustawienia w centrum miasta pomnika Panny na Niedźwiedziu narodziła się z lokalnej potrzeby upamiętnienia najważniejszego miejskiego znaku, a jej inicjatorami byli Konrad Borowski i Marcin Witko.
Uroczystość miała charakter nie tylko oficjalny, ale również artystyczny. Oprawę wydarzenia przygotował Teatr Trzcina Kariny Góry, a finałem był koncert TM Orchestra pod batutą Kamila Wrony, z gościnnym udziałem Olgi Szomańskiej. Dzięki temu odsłonięcie pomnika nie zamieniło się w chłodny urzędowy ceremoniał. Było raczej miejskim widowiskiem — czymś pomiędzy lekcją historii, teatralnym obrazem i koncertem pamięci.
Herb, który przyszedł z legendy
Herbem Tomaszowa Mazowieckiego jest Rawicz, herb rodu Ostrowskich — założycieli miasta. Jego przedstawienie jest jednym z najbardziej malowniczych w polskiej heraldyce: panna w czerwonej sukni i koronie, jadąca na czarnym niedźwiedziu. To motyw gotowy niemal na kadr z baśni braci Grimm, ale jego znaczenie dla Tomaszowa jest bardzo konkretne.
Według miejskiej opowieści źródła herbu prowadzą do legendy związanej z Anglią. Mowa w niej o Klotyldzie, córce króla Kanuta Wielkiego, którą zazdrosny o majątek brat miał kazać wrzucić do jamy z niedźwiedziem. Zwierzę nie zrobiło jej jednak krzywdy. Przeciwnie — pozwoliło, by na nim usiadła. Z tego niezwykłego ocalenia miał narodzić się znak panny na niedźwiedziu, później obecny w tradycji rodu Rawiczów.
Legenda legendą, ale dla Tomaszowa najważniejszy jest związek herbu z Ostrowskimi. To właśnie oni stworzyli fundamenty osady, z której wyrósł przemysłowy Tomaszów. Miasto nazwano na cześć Tomasza Ostrowskiego, a rozwój ośrodka wiąże się z działalnością Antoniego Ostrowskiego. Rawicz nie jest więc dekoracją w miejskim albumie. To znak genealogiczny Tomaszowa — jak pieczęć na dokumencie urodzenia miasta.
Rok 1926: gdy Tomaszów wybrał swój znak
Choć Tomaszów Mazowiecki uzyskał prawa miejskie w XIX wieku, herb Rawicz stał się oficjalnym symbolem miasta dopiero w 1926 roku. To ważny szczegół, bo pokazuje, że miejska tożsamość nie zawsze rodzi się od razu. Czasem dojrzewa przez dekady, jak stara fotografia wywoływana powoli w ciemni.
W okresie międzywojennym, gdy miasto budowało swoją administracyjną i symboliczną powagę, pojawiła się potrzeba ustanowienia herbu. Pierwsze pomysły miały nawiązywać do przemysłowego, włókienniczego charakteru Tomaszowa, ale nie zdobyły uznania. Ostatecznie zwrócono się ku historii założycieli. Jan Krystyn hr. Ostrowski wyraził zgodę, by rodowy herb Ostrowskich — Rawa, czyli Rawicz — stał się herbem Tomaszowa Mazowieckiego.
W ten sposób Panna na Niedźwiedziu weszła do miejskiej codzienności: na pieczęcie, dokumenty, flagę, urzędowe znaki, a teraz także w przestrzeń publiczną. Przez sto lat była przede wszystkim obrazem. Od teraz jest także obecnością.
Pomnik w centrum miasta. Symbol wychodzi z tarczy herbowej
Postawienie pomnika w samym sercu Tomaszowa Mazowieckiego ma wymiar większy niż tylko estetyczny. Plac Kościuszki jest miejską sceną, przez którą codziennie przechodzą mieszkańcy. To tutaj historia przestaje być zamknięta w gablotach muzealnych, a zaczyna funkcjonować w rytmie kawiarni, spacerów, spotkań, rozmów i codziennych pośpiechów.
Pomnik Panny na Niedźwiedziu działa jak znak rozpoznawczy. Może stać się jednym z tych punktów, przy których umawiają się ludzie, zatrzymują turyści, robią zdjęcia dzieci, a starsi mieszkańcy opowiadają młodszym: „wiesz, skąd to się wzięło?”. Każde miasto potrzebuje takich miejsc. Nie tylko ulic, parkingów i urzędów, ale również symboli, które nadają przestrzeni duszę.
W polskich miastach podobne realizacje często z czasem stają się lokalnymi ikonami. Łódź ma swój pomnik Misia Uszatka i ławeczkę Tuwima, Wrocław ma krasnale, Toruń — pomnik Kopernika i piernikowy mit, a Warszawa Syrenkę. Tomaszów nie musi kopiować żadnego z tych przykładów. Ma własną opowieść — bardziej surową, heraldyczną, baśniową, trochę jak z pogranicza „Pieśni o Nibelungach” i dawnego herbarza. Panna i niedźwiedź wystarczą, jeśli miasto dobrze opowie ich historię.
Prof. Zbigniew Dudek — tomaszowianin, który nadał symbolowi formę
Nie bez znaczenia jest fakt, że autorem pomnika jest prof. Zbigniew Dudek, artysta związany z Tomaszowem Mazowieckim. To dodaje całemu przedsięwzięciu szczególnej wartości. Symbol miasta nie został potraktowany jak anonimowe zamówienie katalogowe. Otrzymał formę od twórcy, który zna ciężar lokalnego znaku i potrafi przełożyć go na język rzeźby.
Dudek jest rzeźbiarzem, pedagogiem, artystą związanym z łódzką Akademią Sztuk Pięknych. Jego dorobek obejmuje rzeźbę, obiekt i działania przestrzenne. W przypadku Panny na Niedźwiedziu musiał zmierzyć się z zadaniem trudnym: jak przenieść herb, czyli znak płaski, symboliczny i przez lata powielany w dokumentach, w trzeci wymiar? Jak sprawić, by nie był jedynie powiększoną ilustracją, lecz samodzielnym dziełem w przestrzeni miasta?
Właśnie tu zaczyna się najciekawsza część tej historii. Pomnik jest czymś więcej niż „herbem ustawionym na cokole”. To próba wydobycia z miejskiego znaku jego teatralności, ruchu i napięcia. Bo przecież w tym przedstawieniu jest wszystko: kobieca postać, zwierzę, legenda o ocaleniu, władza, lęk i triumf. Niedźwiedź, który miał być zagrożeniem, staje się nośnikiem. Dzikość zostaje oswojona. Chaos zamienia się w symbol.
Inicjatywa, która dojrzewała kilka lat
Pomysł budowy pomnika Panny na Niedźwiedziu pojawiał się w debacie publicznej już wcześniej. Mówiło się o nim jako o formie uhonorowania herbu miasta i stworzenia charakterystycznego punktu w centrum Tomaszowa. W 2022 roku inicjatywę takiego upamiętnienia przedstawił radny Konrad Borowski. Z czasem koncepcja nabrała realnych kształtów, a samorząd miejski pod kierownictwem prezydenta Marcina Witko doprowadził przedsięwzięcie do finału.
To ważne, bo w lokalnej polityce i samorządzie wiele pomysłów kończy życie na etapie interpelacji, wizualizacji albo pobożnych życzeń. Tu stało się inaczej. Idea przeszła drogę od propozycji do realizacji. Od rozmowy — do rzeźby. Od symbolu na papierze — do obiektu, który można zobaczyć, obejść i zapamiętać.
Prawo, pamięć i odpowiedzialność za symbole
Wznoszenie pomników oraz sprawy dotyczące herbu gminy nie są wyłącznie kwestią gustu czy jednorazowej decyzji. To obszar, w którym samorząd działa w ramach prawa. Ustawa o samorządzie gminnym wskazuje, że do właściwości rady gminy należy podejmowanie uchwał m.in. w sprawach herbu gminy oraz wznoszenia pomników. Takie decyzje mają więc charakter publiczny i symboliczny zarazem.
To dobrze. Pomniki w przestrzeni miejskiej nie są neutralne. Każdy z nich coś mówi — o wartościach, pamięci, ambicjach wspólnoty. Jedne budzą spory, inne przechodzą niezauważone, jeszcze inne z czasem wrastają w krajobraz tak mocno, że trudno wyobrazić sobie miasto bez nich. Panna na Niedźwiedziu ma szansę należeć do tej ostatniej kategorii.
Tomaszów opowiada siebie na nowo
Największą siłą tej inicjatywy jest to, że łączy kilka porządków naraz. Jest tu historia rodu Ostrowskich, międzywojenna decyzja o przyjęciu herbu, legenda o Klotyldzie, współczesna samorządowa inicjatywa, praca artysty i żywa obecność mieszkańców. To rzadki moment, gdy lokalna opowieść składa się w całość niemal jak dobrze poprowadzona partytura.
Można powiedzieć, że Tomaszów Mazowiecki dopisał właśnie nowy rozdział do swojej ikonografii. Nie przez zmianę herbu, nie przez zerwanie z tradycją, ale przez wydobycie jej z urzędowej płaszczyzny i postawienie tam, gdzie bije codzienne serce miasta.
Panna na Niedźwiedziu wróciła więc do Tomaszowa nie jako muzealny rekwizyt, lecz jako znak wspólnoty. Trochę baśniowy, trochę dumny, trochę tajemniczy. Taki, który przypomina, że miasto bez symboli jest tylko zbiorem adresów. A miasto, które potrafi swoje symbole rozumieć i pokazywać — zaczyna opowiadać samo siebie.




Komentarze