To już nie jest tylko historia o szpitalnym prosektorium, kontraktach, SOR-ze i radnym-lekarzu z rekordowymi zarobkami. To opowieść o zaufaniu do publicznej ochrony zdrowia. A kiedy w tle pojawiają się ciała zmarłych, usługi pogrzebowe, politycy przyjmowani bez kolejki i milionowe wynagrodzenia w miejskiej placówce, opinia publiczna reaguje gwałtownie. I trudno się temu dziwić.
Według opublikowanego przez Wirtualną Polskę sondażu 38,1 proc. badanych odpowiedziało, że Rafał Trzaskowski „zdecydowanie” powinien odejść ze stanowiska, a kolejne 13,1 proc. wskazało odpowiedź „raczej tak”. Łącznie daje to 51,2 proc. respondentów opowiadających się za dymisją prezydenta Warszawy.
Przeciwnego zdania jest 41,1 proc. ankietowanych. Odpowiedź „raczej nie” wybrało 18,8 proc., a „zdecydowanie nie” — 22,3 proc. Niezdecydowanych było 7,7 proc.
Polityczne plemiona widzą dwie różne afery
Badanie pokazuje również coś, co w polskiej polityce jest już niemal żelazną regułą: ocena skandalu zależy często od tego, po której stronie barykady stoi wyborca.
Wśród sympatyków obozu rządzącego — KO, Lewicy, PSL i Polski 2050 — za dymisją Trzaskowskiego opowiada się 9 proc. badanych, a przeciw jest 85 proc. Z kolei wśród wyborców opozycji, obejmującej PiS, Razem, Konfederację i Konfederację Korony Polskiej, za odejściem prezydenta Warszawy jest 82 proc. respondentów.
Najostrzej sprawę oceniają wyborcy Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna — w tej grupie za dymisją Trzaskowskiego ma być 91 proc. badanych.
To polityczny termometr rozgrzany do czerwoności. Jedni widzą próbę rozliczenia patologii w miejskiej placówce. Drudzy — symbol bezkarności układów, w których partyjność, stanowiska i publiczne pieniądze splatają się w węzeł gordyjski.
Prosektorium, SOR i pytania bez dobrych odpowiedzi
Sprawa Szpitala Południowego wybuchła po publikacjach medialnych dotyczących kilku wątków. Portal Zero.pl opisywał, że w prosektorium szpitala miało dochodzić do prowadzenia działalności związanej z usługami pogrzebowymi, promowania konkretnej firmy oraz utrudniania rodzinom wyboru konkurencyjnych zakładów pogrzebowych. W publikacjach pojawiły się też informacje o zdjęciach ciał i szczątków ludzkich publikowanych w mediach społecznościowych oraz o wykorzystywaniu prosektorium jako planu filmowego.
Drugim wątkiem jest sprawa lekarza Dawida Kacprzyka, byłego koordynatora SOR w Szpitalu Południowym i radnego KO w warszawskim Ursusie. Media informowały, że jako młody lekarz, w trakcie specjalizacji, miał osiągnąć w 2025 r. około 1,6 mln zł dochodu z działalności medycznej. Po ujawnieniu sprawy Kacprzyk został zwolniony ze Szpitala Południowego, odszedł z KO, a sprawą zajęły się instytucje kontrolne i prokuratura. (Zero.pl)
Rzeczpospolita informowała również o sprawie zwrotu pół miliona złotych: według tych doniesień Kacprzyk miał najpierw przelać pieniądze szpitalowi, po czym placówka miała zwrócić tę samą kwotę na jego konto. Prokuratura potwierdzała zainteresowanie tym wątkiem.
Trzaskowski odpiera zarzuty, ale polityczna odpowiedzialność zostaje
Rafał Trzaskowski publicznie zapewniał, że miasto wyjaśnia sprawę, prowadzone są kontrole, audyt oraz działania personalne. Według doniesień medialnych po serii publikacji doszło m.in. do dymisji zarządu placówki i rady nadzorczej, a prezydent Warszawy zapowiedział usunięcie polityków z rad nadzorczych miejskich spółek medycznych.
Problem polega jednak na tym, że w polityce nie wystarczy powiedzieć: „nie wiedziałem”. Zwłaszcza gdy chodzi o szpital należący do miasta, o publiczne pieniądze i o instytucję, do której zwykły pacjent trafia często w najbardziej dramatycznym momencie życia.
W samorządzie odpowiedzialność ma dwa wymiary. Pierwszy jest formalny — kto podpisał dokumenty, kto nadzorował, kto miał wiedzę, kto zaniechał działania. Drugi jest polityczny — kto odpowiada za system, który dopuścił do takiego kryzysu.
I właśnie o ten drugi wymiar pyta dziś opinia publiczna.
Ta sprawa wykracza poza Warszawę
Choć mówimy o stołecznym szpitalu, sprawa ma wymiar ogólnopolski. W każdym mieście, także takim jak Tomaszów Mazowiecki, pacjenci zadają podobne pytania: czy publiczne szpitale są zarządzane dla dobra chorych, czy dla interesów grup wpływu? Czy kolejka jest naprawdę kolejką? Czy polityczne znajomości otwierają drzwi szybciej niż skierowanie? Czy w placówkach medycznych istnieją skuteczne mechanizmy kontroli?
To pytania niewygodne, ale konieczne. Bo ochrona zdrowia to nie scena z serialu politycznego, w którym po każdym skandalu można zmienić dekoracje i grać dalej. To miejsce, w którym człowiek oddaje w cudze ręce zdrowie, życie, ciało bliskiej osoby i ostatnie resztki zaufania do państwa.
A kiedy to zaufanie pęka, żaden komunikat prasowy nie skleja go szybko.
Badanie United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski przeprowadzono w dniach 26–28 czerwca 2026 r. metodą mixed-mode, czyli wywiadów internetowych i telefonicznych CAWI/CATI, na próbie 1000 osób.



Napisz komentarz
Komentarze