Książka „W Bogu nie ma przemocy” to debiut dziennikarki Polskiej Agencji Prasowej Iwony Żurek. Autorka rozmawia w niej z jezuitą ojcem Mieczysławem Łusiakiem o budowaniu relacji opartych na szacunku, wsparciu i akceptacji. Punktem odniesienia jest Porozumienie bez Przemocy, czyli NVC — metoda komunikacji stworzona przez amerykańskiego psychologa Marshalla Rosenberga.
To nie jest książka wyłącznie dla osób religijnych. I nie jest to także poradnik, który rozdaje gotowe recepty niczym tabletki przeciwbólowe na każdy kryzys. To raczej rozmowa o tym, jak nie ranić drugiego człowieka — i jak nie ranić samego siebie.
Przemoc to nie tylko podniesiona ręka
Iwona Żurek zwraca uwagę, że w koncepcji Rosenberga przemoc rozumiana jest szeroko. Nie chodzi wyłącznie o przemoc fizyczną, krzyk, agresję czy brutalność. Przemoc może być także ukryta w manipulacji, w próbie wymuszenia zachowania, w nacisku, w szantażu emocjonalnym, w ciągłym udowadnianiu własnej racji.
Autorka przywołuje jedno z kluczowych pytań NVC: co jest dla nas ważniejsze — zwycięstwo w sporze czy budowanie relacji?
To pytanie brzmi prosto, ale w praktyce potrafi rozbroić niejeden rodzinny konflikt, małżeński kryzys czy wychowawczą awanturę. Bo bardzo często nie walczymy już o sprawę. Walczymy o to, żeby mieć ostatnie słowo.
Prośba zamiast żądania
W Porozumieniu bez Przemocy ważne miejsce zajmują potrzeby. Żurek podkreśla jednak, że nie należy mylić ich z zachciankami. Potrzeby są wspólne dla wszystkich ludzi, różnią się natomiast sposoby ich zaspokajania.
Jedna osoba potrzebę odpoczynku realizuje przez ciszę i samotność. Inna — przez spotkanie z ludźmi. Ktoś chce wakacji z plecakiem, zwiedzaniem i codzienną zmianą miejsca. Ktoś inny marzy o plaży, książce i świętym spokoju. Konflikt zaczyna się wtedy, gdy jedna strategia ma całkowicie zdominować drugą.
Dlatego Rosenberg proponował, by zamiast żądań formułować prośby. Szukać takich rozwiązań, które nie unieważniają drugiego człowieka. Nie robią z niego przeszkody, wroga albo narzędzia do realizacji własnych planów.
Wiara bez przymusu
Ojciec Mieczysław Łusiak łączy metodę Rosenberga z chrześcijaństwem i Ewangelią. W tej perspektywie Bóg nie jest kimś, kto stoi nad człowiekiem z notesem przewinień. Nie jest surowym kontrolerem, który czeka na błąd. Jest źródłem miłości, z której człowiek może czerpać poczucie bycia przyjętym.
To szczególnie ważne w świecie, w którym religia bywa sprowadzana do systemu zakazów i nakazów. Tymczasem Żurek zwraca uwagę, że przykazania można rozumieć inaczej — jako instrukcję obsługi życia. Nie gwarancję życia bez cierpienia, ale drogę ku życiu bardziej dojrzałemu, wolnemu i spełnionemu.
Tytuł książki — „W Bogu nie ma przemocy” — jest więc mocnym zdaniem teologicznym, ale też bardzo praktycznym. Bóg nie wymusza miłości. Nie żąda jej jak spłaty długu. Nie chce człowieka przestraszonego, lecz wolnego.
Autorka przywołuje obraz małżeństwa. Gdyby żona zapytała męża, dlaczego z nią jest, a on odpowiedziałby: „bo obiecałem”, mogłoby to oznaczać, że w relacji została już tylko przysięga, a nie miłość. Podobnie Bóg — chce być wybrany w wolności, a nie pod przymusem.
Poczucie winy nie jest drogą do dobra
Jednym z ważnych tematów książki jest przemoc wobec samego siebie. Ta często objawia się przez poczucie winy, samobiczowanie, wewnętrzne oskarżenia i przekonanie: „jestem zły, nie zasługuję na miłość”.
Ojciec Łusiak odróżnia jednak poczucie winy od świadomości grzechu. Jeśli człowiek kogoś skrzywdził, nie powinien zatrzymywać się na niszczącym oskarżaniu samego siebie. Powinien zapytać: jak mogę naprawić krzywdę? Jak mogę wyciągnąć wnioski? Jak następnym razem nie zranić?
W takim ujęciu grzech nie jest etykietą przyklejoną do człowieka, ale błędną strategią zaspokojenia jakiejś potrzeby. Człowiek próbuje zasypać jedną dziurę, a obok powstaje druga — często jeszcze głębsza.
Miłość bezwarunkowa nie oznacza braku granic
Książka dotyka także wychowania dzieci. Żurek podkreśla, że dla rozwoju psychicznego człowieka niezwykle ważne jest doświadczenie bezwarunkowej miłości w domu rodzinnym.
Nie oznacza to jednak wychowania bez zasad, obowiązków i granic. Bezwarunkowa miłość nie jest zgodą na wszystko. Nie jest rezygnacją z wymagań. Dziecko musi uczyć się, że świat ma granice, że obok niego są inni ludzie, że wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się krzywda drugiego.
Chodzi jednak o coś fundamentalnego: dziecko powinno wiedzieć, że jest kochane niezależnie od tego, czy zawsze spełnia oczekiwania dorosłych. Że jego wartość nie zależy od ocen, posłuszeństwa, sukcesów i wygodnego zachowania.
Relacje zamiast tresury
W nurcie NVC ważne jest pozwolenie dziecku na emocje i autentyczność. Nie chodzi o to, by każde zachowanie akceptować. Chodzi o to, by nie zabijać w dziecku prawa do przeżywania świata.
Dzieci trzeba uczyć szacunku do innych, ale też rozpoznawania własnych potrzeb. To dwie strony tej samej monety. Człowiek, który nie zna siebie, często zaczyna ranić innych. Człowiek, który nie widzi innych, zamienia wolność w egoizm.
Wspólnota, która uczy empatii
Duchowość w nurcie NVC można rozwijać między innymi we Wspólnocie Rodzin Empatycznych, założonej przez ojca Mieczysława Łusiaka. Wspólnota liczy obecnie około 800 dorosłych osób skupionych w 60 grupach w całej Polsce. Jest otwarta również na osoby niewierzące i wyznające inne religie.
Iwona Żurek podkreśla, że w centrum tej drogi znajduje się miłość. Wiara nie ma być celem samym w sobie, lecz drogą uczenia się miłości — bezinteresownej, wolnej od przymusu, przemocy i manipulacji.
Książka „W Bogu nie ma przemocy” ukazała się 26 czerwca nakładem wydawnictwa Dwie Ryby.
To publikacja potrzebna szczególnie dziś, gdy tak łatwo pomylić siłę z przemocą, stanowczość z dominacją, religię z kontrolą, a wychowanie z tresurą. W świecie, który coraz częściej krzyczy, ta książka mówi ciszej. Ale może właśnie dlatego warto jej posłuchać.



Napisz komentarz
Komentarze