Jeszcze kilkanaście lat temu obecność cudzoziemców na polskim rynku pracy była tematem raczej wielkomiejskim, kojarzonym z Warszawą, Wrocławiem, Poznaniem czy zagłębiami przemysłowymi. Dziś to już nie egzotyka z ekonomicznego reportażu, ale codzienność. Także w miastach średnich, w powiatach, w lokalnych firmach, magazynach, produkcji, gastronomii, usługach i opiece.
Rynek pracy w Polsce zmienił się po cichu, ale bardzo głęboko.
Cudzoziemcy nie są marginesem rynku pracy
Według danych GUS na koniec stycznia liczba cudzoziemców wykonujących w Polsce pracę wyniosła 1 mln 119 tys. osób. Oznacza to wzrost rok do roku o 7,1 procent. W stosunku do końca grudnia odnotowano jednak spadek o 1,9 procent, co może mieć związek m.in. z sezonowością części zatrudnienia oraz wygasaniem krótkich umów.
Szczególnie istotna jest struktura zatrudnienia. 38 procent pracujących cudzoziemców, czyli 425,2 tys. osób, wykonywało pracę wyłącznie na podstawie umów zlecenia i umów pokrewnych. To pokazuje, że znaczna część tego segmentu rynku nadal opiera się nie na stabilnych etatach, lecz na bardziej elastycznych formach zatrudnienia.
W skali roku liczba cudzoziemców pracujących na podstawie takich umów wzrosła o 6,6 procent, ale w porównaniu z końcem grudnia spadła o 3,3 procent.
Ukraińcy nadal największą grupą
Najliczniejszą grupą obcokrajowców wykonujących pracę w Polsce pozostają obywatele Ukrainy. Na koniec stycznia było ich 757,7 tys. osób. To o 55,9 tys. więcej niż rok wcześniej, czyli wzrost o 8 procent. Jednocześnie w porównaniu z końcem grudnia ich liczba zmniejszyła się o 14,1 tys. osób, czyli o 1,8 procent.
Za tymi liczbami nie kryje się tylko statystyka. Kryją się konkretne życiorysy: ludzie, którzy po wybuchu wojny znaleźli w Polsce schronienie, ale też pracę; rodziny, które próbują układać codzienność od nowa; pracodawcy, którzy bez rąk do pracy nie byliby w stanie utrzymać produkcji, usług czy ciągłości zamówień.
Nie jest to już chwilowa fala. To trwała zmiana społeczna i gospodarcza.
Co to oznacza dla takich miast jak Tomaszów?
Dane GUS są ogólnopolskie, ale ich znaczenie widać również lokalnie. W miastach takich jak Tomaszów Mazowiecki i w całym powiecie tomaszowskim obecność cudzoziemców na rynku pracy nie jest abstrakcją. Widać ją w zakładach pracy, firmach usługowych, handlu, transporcie, opiece, gastronomii czy wynajmie mieszkań.
Dla lokalnej gospodarki oznacza to kilka rzeczy naraz.
Po pierwsze, cudzoziemcy łagodzą niedobory pracowników. W wielu branżach polscy pracodawcy od lat mają problem ze znalezieniem chętnych do pracy, zwłaszcza tam, gdzie praca jest zmianowa, fizyczna, gorzej płatna albo wymaga dyspozycyjności.
Po drugie, migracja zarobkowa zmienia lokalne usługi. Osoby pracujące w Polsce korzystają z mieszkań, sklepów, przychodni, szkół, transportu publicznego, urzędów i pomocy prawnej. To oznacza dodatkowe wyzwania dla samorządów, ale też dodatkowy impuls dla lokalnej gospodarki.
Po trzecie, zmienia się sama tkanka społeczna miasta. Tak jak kiedyś kolejne fale migracji budowały Łódź przemysłową, tak dziś mniejsze miasta uczą się funkcjonować w bardziej wielojęzycznej, bardziej zróżnicowanej rzeczywistości. Nie zawsze jest to łatwe. Ale udawanie, że tego zjawiska nie ma, byłoby jak zasłanianie okna gazetą i twierdzenie, że za szybą nie pada deszcz.
Praca cudzoziemców to także obowiązki pracodawców
Warto pamiętać, że zatrudnianie cudzoziemców nie odbywa się w prawnej próżni. Pracodawca musi pilnować zarówno legalności pobytu, jak i legalności pracy. W praktyce oznacza to m.in. zezwolenia na pracę, oświadczenia o powierzeniu pracy cudzoziemcowi albo inne podstawy wynikające z przepisów.
Administracja publiczna przypomina, że oświadczenie o powierzeniu pracy cudzoziemcowi dotyczy m.in. obywateli Ukrainy, Armenii, Białorusi i Mołdawii, a sprawy w tym zakresie załatwia się elektronicznie przez portal praca.gov.pl. Z kolei zezwolenia na pracę wydawane są przez wojewodów, a zezwolenia sezonowe mogą być wydawane przez starostę. Cudzoziemiec musi też posiadać odpowiedni tytuł pobytowy, aby legalnie wykonywać pracę.
To ważne, bo w debacie publicznej często miesza się trzy różne porządki: pobyt, pracę i politykę migracyjną. A tu nie chodzi o hasła z transparentów, tylko o konkretne dokumenty, odpowiedzialność pracodawcy i bezpieczeństwo pracownika.
Między lękiem a rozsądkiem
Temat cudzoziemców w Polsce często staje się paliwem dla politycznych emocji. Jedni widzą wyłącznie zagrożenie. Inni wolą mówić tylko o korzyściach. Prawda, jak zwykle, jest mniej wygodna i bardziej skomplikowana.
Polska gospodarka potrzebuje pracowników. Jednocześnie państwo i samorządy muszą pilnować, by migracja zarobkowa nie oznaczała dumpingu płacowego, obchodzenia prawa pracy, wypychania ludzi na niestabilne umowy czy przerzucania kosztów integracji na szkoły, przychodnie i lokalne wspólnoty.
Bo liczba 1 mln 119 tys. cudzoziemców wykonujących pracę w Polsce nie jest już tylko informacją gospodarczą. To opowieść o kraju, który się zmienia. O rynku pracy, który bez cudzoziemców miałby w wielu miejscach poważny problem. I o lokalnych społecznościach, które muszą nauczyć się zarządzać tą zmianą mądrze — bez paniki, ale też bez naiwności.
W Tomaszowie i podobnych miastach pytanie nie brzmi już: czy cudzoziemcy są częścią lokalnego rynku pracy? Są. Pytanie brzmi: czy potrafimy tę obecność ułożyć tak, by była uczciwa dla pracowników, korzystna dla firm i bezpieczna dla lokalnej wspólnoty.
Źródła do podparcia tekstu: GUS regularnie publikuje statystyki eksperymentalne dotyczące cudzoziemców wykonujących pracę w Polsce; dane za grudzień 2025 r. wskazywały 1 141,1 tys. osób, a wcześniejsze komunikaty pokazywały systematyczny wzrost rok do roku. Informacje o zasadach zatrudniania cudzoziemców, w tym oświadczeniach i zezwoleniach na pracę, publikują serwisy administracji publicznej Biznes.gov.pl oraz Publiczne Służby Zatrudnienia



Napisz komentarz
Komentarze