Po latach spadków polskie uczelnie znów łapią oddech
Jeszcze kilka lat temu mogło się wydawać, że polskie szkolnictwo wyższe wchodzi w długi, chłodny korytarz demograficznej zimy. Mniej maturzystów, niższe roczniki, coraz ostrzejsza konkurencja między uczelniami i pytanie, które wracało niczym refren starej piosenki: czy studiowanie nadal jest przepustką do lepszego życia? Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują jednak, że ten scenariusz nie jest tak prosty. W roku akademickim 2025/2026 w Polsce studiowało ponad 1,3 mln osób. To kolejny rok wzrostu i sygnał, że uczelnie – mimo demografii, inflacji kosztów życia i zmian na rynku pracy – wciąż pozostają ważnym miejscem społecznego awansu.
Według GUS, na koniec 2025 roku w polskich uczelniach kształciło się 1 mln 322 tys. studentów, czyli prawie o 43 tys. więcej niż rok wcześniej. Oznacza to wzrost o 3,3 proc. Liczba studentów rośnie nieprzerwanie od pięciu lat. To szczególnie istotne, bo w latach akademickich 2015/2016–2019/2020 obserwowano wyraźny spadek – z około 1,4 mln do 1,2 mln studiujących.
Kobiety większością na uczelniach, studia dzienne nadal najpopularniejsze
Z danych GUS wynika, że kobiety stanowią około 58 proc. wszystkich studentów. To nie tylko statystyka, ale obraz głębszej zmiany społecznej. W wielu dziedzinach to właśnie kobiety coraz mocniej budują kapitał edukacyjny, zawodowy i społeczny. Tam, gdzie jeszcze kilka dekad temu drzwi były uchylone tylko częściowo, dziś wchodzą szerokim krokiem.
Zdecydowana większość studiujących wybiera studia stacjonarne, czyli dzienne. W tej formie kształciło się niemal 818 tys. osób, a więc około 62 proc. wszystkich studentów. Na studiach niestacjonarnych – zaocznych lub wieczorowych – uczyło się prawie 505 tys. osób. To pokazuje, że klasyczny model studiowania nadal trzyma się mocno, choć coraz częściej łączy się z pracą, stażami, działalnością społeczną czy pierwszymi próbami prowadzenia własnego biznesu.
Najchętniej wybierane kierunki: biznes, prawo, zdrowie i społeczeństwo
Największym zainteresowaniem cieszyły się kierunki z grupy biznes, administracja i prawo. Studiowała na nich ponad jedna piąta wszystkich studentów, czyli około 22 proc. To wybór dość przewidywalny, ale też zrozumiały. Młodzi ludzie – niczym bohaterowie „Ziemi obiecanej”, choć już bez fabrycznych kominów i z laptopem zamiast księgi rachunkowej – szukają kompetencji, które mają dawać sprawczość na rynku pracy.
Wysoko utrzymują się także kierunki związane ze zdrowiem i opieką społeczną. To odpowiedź na starzenie się społeczeństwa, rosnące potrzeby systemu ochrony zdrowia i coraz większe znaczenie zawodów medycznych oraz pomocowych. Dużym zainteresowaniem cieszą się również nauki społeczne, dziennikarstwo i informacja – dziedziny szczególnie ważne w czasach, gdy informacja bywa bronią, towarem, narzędziem wpływu, ale także fundamentem świadomego obywatelstwa.
Mniej studentów z zagranicy. Najwięcej z Ukrainy
W polskich uczelniach kształciło się niemal 102 tys. cudzoziemców. To mniej niż rok wcześniej – GUS odnotował spadek o 6,5 proc. Najliczniejszą grupę nadal stanowili studenci z Ukrainy, którzy odpowiadali za niemal 47 proc. wszystkich zagranicznych studentów. Kolejne miejsca zajęli obywatele Białorusi oraz Turcji.
Ten fragment statystyki ma szczególny ciężar. Za liczbami kryją się wojna, migracja, bezpieczeństwo, wybory rodzinne i edukacyjne, a czasem także dramatyczne decyzje podejmowane w pośpiechu. Polska dla wielu młodych ludzi ze Wschodu pozostaje krajem pierwszego wyboru – bliskim kulturowo, geograficznie i językowo łatwiejszym niż zachodnia Europa.
Mazowieckie największym centrum akademickim. Łódzkie z własną rolą
Największym ośrodkiem akademickim w kraju pozostaje województwo mazowieckie, gdzie kształciło się prawie 22 proc. wszystkich studentów. Najmniej studentów odnotowano w województwie lubuskim – poniżej 1 proc.
Dla Tomaszowa Mazowieckiego i regionu łódzkiego te dane nie są odległą, warszawską tabelką. Edukacja wyższa to jeden z kluczowych elementów rozwoju lokalnego. Im bliżej mieszkańców są uczelnie, filie, studia podyplomowe, kursy i programy współpracy z pracodawcami, tym większa szansa, że młodzi ludzie nie będą musieli wybierać między ambicją a wyjazdem.
W Tomaszowie Mazowieckim od lat funkcjonuje Filia Uniwersytetu Łódzkiego, powołana w 1998 roku na mocy porozumienia uczelni z władzami samorządowymi. To ważny punkt na edukacyjnej mapie miasta. W czasach, gdy mniejsze ośrodki walczą o mieszkańców, inwestycje i specjalistów, obecność szkolnictwa wyższego ma znaczenie większe niż tylko akademickie. To także prestiż, lokalne kadry, rozwój kompetencji i szansa na zatrzymanie części młodych ludzi w mieście.
345 uczelni w Polsce. Nie wszystkie znalazły się w opracowaniu
W roku akademickim 2025/2026 w Polsce działało łącznie 345 uczelni. Opracowanie GUS objęło 328 szkół wyższych, które złożyły sprawozdania statystyczne. To ważne zastrzeżenie metodologiczne, bo pokazuje, że dane – choć bardzo szerokie – odnoszą się do uczelni raportujących w systemie statystycznym.
W roku akademickim 2024/2025 dyplom ukończenia studiów I lub II stopnia odebrało prawie 307 tys. absolwentów. To o niemal 15 tys. więcej niż rok wcześniej. Na rynek pracy wchodzi więc kolejna duża grupa osób z wyższym wykształceniem. Pytanie brzmi: czy gospodarka, samorządy i instytucje publiczne potrafią ten potencjał dobrze wykorzystać?
Edukacja jako inwestycja, nie dekoracja
Dane GUS można czytać chłodno, jak wykres. Ale można też zobaczyć w nich coś więcej: społeczeństwo, które mimo kryzysów nadal wierzy w edukację. W czasach, gdy szybki sukces obiecuje internetowy kurs, viralowy film i algorytmiczna sława, ponad 1,3 mln studentów to znak, że klasyczna droga przez wiedzę, egzamin, seminarium i dyplom nie zniknęła ze sceny.
Nie oznacza to, że uczelnie mogą spać spokojnie. Rynek pracy zmienia się szybciej niż programy studiów. Sztuczna inteligencja przewraca biurka w zawodach, które jeszcze niedawno uchodziły za bezpieczne. Demografia nadal będzie bezlitosna. Ale najnowsze dane pokazują, że polskie szkolnictwo wyższe nie jest reliktem. Jest żywym organizmem, który – jak dobrze prowadzona orkiestra – musi tylko złapać właściwy rytm między tradycją a przyszłością.




Komentarze