Sołectwo Niewiadów poinformowało o zniszczeniu jednej z ławek ustawionych w Alei Zakochanych. Miejscu stworzonym po to, aby mieszkańcy mogli odpocząć, spotkać się i spędzić wspólnie czas. Komunikat był spokojny, pozbawiony agresji i utrzymany w duchu odpowiedzialności za wspólną przestrzeń.
„Oczywiście naprawimy wyrządzone szkody, ale bardzo prosimy – szanujmy to, co jest naszym wspólnym dobrem” – napisali przedstawiciele sołectwa.
Wydawałoby się, że trudno z takim apelem polemizować. Ławka została zniszczona. Ktoś zachował się jak wandal. Mieszkańcy ponownie zapłacą za naprawę. Sprawa prosta jak konstrukcja cepa i równie mało zabawna.
A jednak Paweł Piwowarski, ponownie wybrany w lutym 2026 roku do Rady Miejskiej w Ujeździe, dostrzegł w całej sytuacji przede wszystkim okazję do żartu.
„Prawdopodobnie ktoś nie wytrzymał”
Pod informacją sołectwa radny napisał:
„Prawdopodobnie ktoś nie wytrzymał, gdy zobaczył, że 180 posadzonych traw ozdobnych uschło, i postanowił odreagować”.
Następnie pouczył zakochanych, aby nie zaprzątali sobie głowy „błahymi sprawami jak pielęgnacja, podlewanie i marnowanie publicznych pieniędzy”. Na koniec dodał jeszcze:
„Hamujcie swoje emocje podczas korzystania z ławek”.
Dowcip istotnie przedni. Prawie jak z kabaretu, który zapomniał napisać puentę.
Ławka została połamana, ale radny zamiast napiętnować sprawcę, postanowił wykorzystać sytuację do kolejnej uszczypliwości pod adresem osób zajmujących się sołectwem i gminą. Wandala przykryła trawa. Zniszczone mienie stało się dekoracją do politycznej szpileczki.
Można byłoby zapytać, czy równie zabawne byłyby wybite szyby, wyrwane znaki drogowe albo zdewastowany plac zabaw. Czy wtedy także należałoby doszukiwać się społecznego protestu przeciwko niewłaściwie podlewanym rabatom?
Trawa uschła. Być może dlatego, że w Polsce jest susza
Radny Piwowarski najwyraźniej uznał, że każda uschnięta roślina jest dowodem nieudolności, zaniedbania albo „marnowania publicznych pieniędzy”. Tymczasem rzeczywistość, jak zwykle, jest nieco bardziej skomplikowana niż komentarz na Facebooku.
Wody Polskie informowały w lipcu, że w kraju utrzymuje się rozległa susza hydrologiczna. To nie literacka metafora, lecz realny problem obejmujący rzeki, gleby, rolnictwo, samorządy i gospodarstwa domowe.
W wielu gminach pojawiły się apele, ograniczenia, a nawet zakazy wykorzystywania wody z sieci do podlewania ogrodów, trawników i napełniania basenów. Powodem były rekordowe pobory oraz spadki ciśnienia, które mogły prowadzić do braku wody w kranach.
Problem dotyczy także województwa łódzkiego, gdzie samorządy ograniczały podlewanie ogródków wodą z wodociągów, chcąc zabezpieczyć dostawy przeznaczone przede wszystkim do picia i celów sanitarnych.
Rośliny usychają dziś nie tylko na terenach publicznych. Usychają również w prywatnych ogrodach, na działkach, przy domach i gospodarstwach. Właściciele posesji mogą podlewać je wieczorem, gromadzić deszczówkę, kupować zbiorniki i prowadzić codzienny bój o każdą zieloną łodygę, a mimo to część nasadzeń nie przetrwa upałów oraz niedoboru opadów.
Nie każda uschnięta trawa jest więc pomnikiem urzędniczej niekompetencji. Czasami jest po prostu ofiarą pogody.
Logika podlewania według radnego
W komentarzu Pawła Piwowarskiego kryje się zresztą pewna logiczna pułapka.
Gdyby gmina intensywnie podlewała ozdobne trawy wodą z sieci, radny mógłby zapytać, dlaczego w czasie suszy marnuje się wodę pitną. Kiedy trawy uschły, pyta, dlaczego ich nie podlewano.
Cokolwiek zrobi gospodarz terenu, zawsze będzie źle. Podleje – marnuje wodę. Nie podleje – zmarnował pieniądze wydane na rośliny. Zasadzi – rozrzutność. Nie zasadzi – betonowa pustynia.
To wygodna odmiana samorządowej działalności. Nie trzeba organizować podlewania, szukać zbiorników na deszczówkę, analizować odporności roślin ani zdobywać pieniędzy na utrzymanie zieleni. Wystarczy usiąść przed komputerem i oznajmić, że wszystko zrobiono źle.
Klawiatura nie potrzebuje wody. Ironia również dobrze znosi suszę.
Radny powinien rozumieć różnicę między krytyką a drwiną
Paweł Piwowarski ma oczywiście pełne prawo pytać o koszt zakupu i posadzenia 180 roślin. Może domagać się informacji o sposobie ich pielęgnacji, gwarancji wykonawcy, doborze gatunków czy planie nawadniania. Kontrola wydatków publicznych należy do obowiązków radnego.
Tyle że kontrola zaczyna się od pytań, dokumentów i faktów. Nie od żartu przy połamanej ławce.
Wpis sołectwa dotyczył wandalizmu. Odpowiedź radnego zamieniła dyskusję o szacunku dla wspólnego mienia w kolejną internetową przepychankę. Zamiast powiedzieć mieszkańcom: „Nie niszczcie tego, co należy do nas wszystkich”, radny postanowił „błysnąć”.
Nie każdy błysk jest jednak światłem. Czasem to tylko krótki refleks odbity od źle postawionego lustra.
Ławkę da się naprawić. Z poziomem debaty będzie trudniej
Połamaną ławkę można skręcić, wymienić deski albo postawić nową. Samorząd zapłaci, pracownicy wykonają swoje obowiązki, a Aleja Zakochanych znów będzie służyła mieszkańcom.
Znacznie trudniej naprawić obyczaj, w którym każdy problem staje się pretekstem do politycznej złośliwości. Nawet wtedy, gdy ktoś bezmyślnie niszczy przestrzeń stworzoną za wspólne pieniądze.
Paweł Piwowarski zakończył swój komentarz wezwaniem, by zakochani hamowali emocje podczas korzystania z ławek. Być może warto rozszerzyć ten apel.
Korzystając z mediów społecznościowych, radni także powinni czasem hamować emocje. A zanim nacisną przycisk „Opublikuj”, policzyć nie tylko uschnięte trawy, lecz również do dziesięciu.



Napisz komentarz
Komentarze