To nie jest historia o kieliszku wina wypitym do obiadu ani o wyniku znajdującym się na granicy odpowiedzialności karnej. To opowieść o samorządowcu, który po nocy spędzonej przy alkoholu wsiadł za kierownicę, zamierzał dotrzeć do szpitala, a następnie — jak sam wyjaśniał — być może również pracować. Jest to także historia o niezwykle łagodnym potraktowaniu osoby publicznej. Człowieka, od którego lokalna społeczność ma prawo wymagać więcej, a nie mniej.
Zatrzymanie w samo południe
Do zatrzymania doszło 12 grudnia 2025 roku około godziny 12.10 na ulicy Spalskiej w Tomaszowie Mazowieckim. Leon Karwat prowadził Opla Vivaro.
Z akt sprawy wynika, że nie musiała to być rutynowa kontrola drogowa, bo do zatrzymania doszło w ruchu, a dokonał go patrol, jadący za radnym. Nie ma informacji, aby policję powiadomił świadek albo osoba, która wcześniej obserwowała zachowanie kierującego. Radiowóz miał poruszać się za samochodem Karwata, a następnie zatrzymać go do kontroli.
Co ciekawe ani Sąd ani Prokuratura nie wezwała na świadków policjantów, którzy podjęli interwencję, by wypytać ich o okoliczności zdarzenia. Dlaczego zatrzymano radnego? Złamał jakieś przepisy, czy może zachowanie na drodze zwróciło uwagę policjanta i policjantki.
Już dziewięć minut później przeprowadzono pierwsze badanie:
godzina 12.19 – 0,84 mg/l, czyli około 1,68 promila,
godzina 12.39 – 0,83 mg/l, czyli około 1,66 promila,
godzina 13.39 – 0,79 mg/l, czyli około 1,58 promila,
godzina 13.41 – 0,78 mg/l, czyli około 1,56 promila.
Przeliczenie wyników z miligramów alkoholu w litrze wydychanego powietrza na promile ma charakter orientacyjny. Przyjmuje się, że wynik 1 mg/l odpowiada w przybliżeniu 2 promilom alkoholu we krwi.
Oznacza to, że w chwili pierwszego badania Leon Karwat miał około 1,7 promila alkoholu, a ponad godzinę później wynik nadal przekraczał 1,5 promila.
Wyniki czterech pomiarów tworzą spójny obraz. Nie było jednego przypadkowego wskazania ani błędu urządzenia, który zniknąłby przy kolejnym badaniu. Przez ponad godzinę stężenie alkoholu utrzymywało się na bardzo wysokim poziomie.
Stan nietrzeźwości w rozumieniu Kodeksu karnego rozpoczyna się już po przekroczeniu 0,25 mg alkoholu w litrze wydychanego powietrza, co odpowiada około 0,5 promila alkoholu we krwi. Wynik Karwata był więc ponad trzykrotnie wyższy od ustawowej granicy.
Prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości stanowi przestępstwo z art. 178a § 1 Kodeksu karnego.
Litr alkoholu wypity z kolegą
Podczas przesłuchania Leon Karwat nie kwestionował swojej odpowiedzialności.
– Ja w zupełności przyznaję się do zarzucanego mi czynu – oświadczył.
Wyjaśnił, że poprzedniego dnia pił alkohol razem z kolegą. Spotkanie miało trwać do około północy. Według jego relacji mężczyźni wypili łącznie około litra alkoholu.
Następnego ranka Karwat miał czuć się źle. Mówił o kołataniu serca i obawach dotyczących własnego zdrowia. Postanowił pojechać na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Nie wezwał jednak zespołu ratownictwa medycznego. Jak tłumaczył, uznał, że karetka i tak może nie przyjechać.
Wsiadł więc do samochodu, będąc wciąż pijany i w obawie o własne życie, postanowił narazić życie innych osób. Sąd uznał to za okoliczność łagodzącą. Dlaczego karetka, która przecież stacjonuje w pobliskiej Rzeczycy miałaby nie przyjechać do chorego? Tego Sąd nie wyjaśnił. Podobnie, jak i tego, że przypadki związane z dolegliwościami kardiologicznymi, traktowane są priorytetowo. Co ciekawe, radny Leon Karwat zeznaje, że po drodze postanowił jeszcze odwiedzić znajomego, który chciał razem z nim wybrać się do Tomaszowa.
To wyjaśnienie rodzi zasadnicze pytanie: czy osoba, która po nocy intensywnego spożywania alkoholu ma kołatanie serca i czuje się na tyle źle, że zamierza udać się na SOR, powinna samodzielnie prowadzić pojazd? i to całkowicie pomijając wątek alkoholowy.
Karwat twierdził, że jadąc, nie czuł się pijany. Subiektywne odczucie kierowcy nie zmienia jednak wyników czterech badań. Pierwsze z nich odpowiadało około 1,68 promila alkoholu, ostatnie — około 1,56 promila. W takim razie nie zostaje nic innego, jak zapytać, przy jakim stężeniu alkoholu można poczuć się pijanym? Samo to stwierdzenie może jednak sugerować, że osoba, je wypowiadająca, ma poważne problemy alkoholowe na co dzień, a organizm do wysokich stężeń jest po prostu przyzwyczajony.
W aktach sprawy nie znajdziemy jednak żadnych obiektywnych opinii na ten temat, pochodzących od niezależnych biegłych.
Alkohol nie przestaje działać tylko dlatego, że człowiek nie odczuwa już typowych objawów upojenia. Właśnie dlatego kierowanie pojazdem „dzień po” jest tak niebezpieczne — kierowca może uważać się za trzeźwego, podczas gdy jego refleks, koncentracja i zdolność oceny sytuacji nadal pozostają zaburzone.
SOR, a później praca w szpitalu?
W czasie przesłuchania pojawił się jeszcze jeden interesujący wątek.
Leon Karwat był zatrudniony w Tomaszowskim Centrum Zdrowia jako konsultant do spraw współpracy z samorządami i innymi instytucjami (zajmował więc kolejne niepotrzebne nikomu stanowisko, co będzie jeszcze wyjaśniać). Tłumaczył, że w szpitalu miał również do załatwienia sprawę zawodową. Jeżeli badania wykazałyby, że jego stan zdrowia nie jest groźny, zamierzał jeszcze przez pewien czas pracować w TCZ.
Ta część wyjaśnień wymaga publicznego doprecyzowania.
Czy 12 grudnia 2025 roku Leon Karwat miał świadczyć pracę? Czy jego czas pracy był ewidencjonowany? Czy miał wyznaczone spotkania? Czy istnieją wiadomości, dokumenty, notatki albo wpisy w kalendarzu potwierdzające planowane obowiązki?
Nie chciał dobrowolnie poddać się karze
W toku postępowania Karwat powoływał się na wieloletnią działalność społeczną i samorządową. Nie zgodził się jednak na dobrowolne poddanie się karze.
Dochodzenie wszczęto 16 grudnia 2025 roku. Tego samego dnia wydano postanowienie o przedstawieniu zarzutu. 22 grudnia prokurator Aneta Prejbisz zdecydowała o zatrzymaniu prawa jazdy.
Akt oskarżenia przygotowała mł. asp. Sabina Krzystofik. Dokument zatwierdziła prokurator Aneta Prejbisz.
Sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Tomaszowie Mazowieckim. W wyniku losowania sędzią referentem została Ewelina Goździk.
Termin rozprawy pierwotnie wyznaczono na 27 marca 2026 roku. Na wniosek obrońcy został przeniesiony na 24 marca.
Do akt dołączono aż 28 dyplomów, podziękowań i dokumentów mających świadczyć o zasługach Leona Karwata jako samorządowca i nauczyciela.
Osiągnięcia społeczne mogą mieć znaczenie przy ocenie dotychczasowego sposobu życia oskarżonego. Nie mogą jednak działać jak średniowieczny odpust, za pomocą którego zasługi z przeszłości unieważniają odpowiedzialność za konkretny czyn.
Dyplom nie obniża stężenia alkoholu. Podziękowanie nie skraca drogi hamowania. Funkcja publiczna nie tworzy wokół kierowcy niewidzialnej bariery chroniącej innych uczestników ruchu.
„To przewartościowało moje życie”
Przed sądem Leon Karwat przekonywał, że zdarzenie przewartościowało jego życie i nigdy więcej się nie powtórzy. Deklarował skruchę, wstyd oraz żal.
W toku rozprawy nie składano dodatkowych wniosków dowodowych. Wyrok ogłoszono 27 marca 2026 roku. Na sali nie pojawił się wówczas ani oskarżony, ani jego obrońca, ani przedstawiciel oskarżyciela publicznego.
Sąd zdecydował o warunkowym umorzeniu postępowania na okres dwóch lat próby. Orzekł jednocześnie:
roczny zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych, liczony od 12 grudnia 2025 roku, oraz świadczenie w wysokości 10 tysięcy złotych na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.
Warunkowe umorzenie oznacza, że sąd uznaje popełnienie czynu i winę oskarżonego, ale odstępuje od wydania wyroku skazującego.
Sąd: społeczna szkodliwość nie była znaczna
Podstawą rozstrzygnięcia był art. 66 § 1 i 2 Kodeksu karnego. Przepisy pozwalają warunkowo umorzyć postępowanie, gdy wina i społeczna szkodliwość czynu nie są znaczne, okoliczności jego popełnienia nie budzą wątpliwości, a dotychczasowa postawa niekaranego sprawcy uzasadnia przypuszczenie, że będzie on przestrzegał prawa.
Sąd uznał, że w przypadku Karwata istnieje „pozytywna prognoza kryminologiczna”. W pisemnym uzasadnieniu zwrócił uwagę na jego dotychczasową działalność, niekaralność, przyznanie się do winy i wyrażoną skruchę.
Jednocześnie sąd zauważył szczególną odpowiedzialność wynikającą z pełnienia funkcji publicznych:
– Leon Karwat, jako osoba publiczna, powinien w szczególny sposób dawać przykład przestrzegania norm prawnych i społecznych, ponieważ jego zachowanie jest oceniane przez lokalną społeczność i może wpływać na ocenę instytucji i organów władzy publicznej – wynika z uzasadnienia.
To zdanie brzmi słusznie. Trudniej jednak pogodzić je z końcowym wnioskiem, że społeczna szkodliwość czynu nie była znaczna.
Sąd sam stwierdził, że oskarżony wiedział o wypiciu poprzedniego wieczoru dużej ilości alkoholu. Mimo złego samopoczucia nie wezwał pomocy ani nie poprosił o transport. Wsiadł do samochodu i ruszył ulicami miasta. Cztery badania wykazały od 0,78 do 0,84 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu, czyli w przybliżeniu od 1,56 do 1,68 promila alkoholu we krwi.
Nie spowodował wypadku. Nikogo nie potrącił. Nie doszło do tragedii. Ale brak tragedii nie oznacza braku niebezpieczeństwa. Czasami różnica między „nic się nie stało” a dramatem rodziny zamyka się w jednej sekundzie, jednym przejściu dla pieszych i jednym dziecku wracającym ze szkoły.
Prokuratura: ten wyrok kłóci się z poczuciem sprawiedliwości
2 kwietnia 2026 roku prokurator Monika Fidos złożyła wniosek o sporządzenie pisemnego uzasadnienia wyroku. Prokuratura otrzymała je 20 kwietnia, a 4 maja wniosła apelację.
Oskarżyciel publiczny nie zgodził się z oceną, że społeczna szkodliwość czynu była niewielka. W apelacji wskazano na błędy w ustaleniach faktycznych oraz zbyt łagodne potraktowanie kierowcy.
Prokuratura domagała się:
sześciu miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary, trzyletniego zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych oraz rozstrzygnięcia dotyczącego przepadku samochodu lub jego równowartości.
W środku odwoławczym padły słowa niezwykle mocne:
– Orzeczone przez sąd warunkowe umorzenie postępowania kłóci się z poczuciem sprawiedliwości zarówno prokuratury, jak i przeciętnego obywatela.
Prokurator podkreślił również, że właściwości osobiste sprawcy, jego wcześniejsze zasługi i dotychczasowy sposób życia są odrębną przesłanką rozstrzygnięcia. Nie mogą służyć do sztucznego obniżania oceny społecznej szkodliwości samego czynu.
Zdaniem prokuratury — poza wcześniejszą niekaralnością — nie zostały spełnione przesłanki uzasadniające warunkowe umorzenie postępowania.
Ten argument trafia w sedno sporu. Można być dobrym nauczycielem, zasłużonym samorządowcem, społecznikiem i człowiekiem posiadającym kolekcję dyplomów. Jednocześnie można popełnić poważne przestępstwo drogowe. Jedno nie wymazuje drugiego.
Sąd Okręgowy pozostawił warunkowe umorzenie
Apelacja została przekazana do Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim. 19 maja 2026 roku do jej rozpoznania wylosowano sędzię Agnieszkę Szulc-Wroniszewską. Rozprawę wyznaczono na 23 czerwca.
Na etapie postępowania odwoławczego zmienił się obrońca. Leon Karwat zrezygnował z usług Konrada Wiwata, a jego pełnomocnikiem został Krystian Ryś. Prokuraturę reprezentował Marcin Domaradzki.
Sąd Okręgowy nie podzielił najdalej idących zarzutów oskarżyciela. Utrzymał warunkowe umorzenie postępowania, a więc Leon Karwat nadal nie został prawomocnie skazany. Zmienił jednak rozstrzygnięcie dotyczące zakazu prowadzenia pojazdów, wydłużając okres, w którym radny nie może siadać za kierownicą.
Taki finał oznacza, że sąd odwoławczy zaakceptował zasadniczą ocenę sądu pierwszej instancji: pomimo stężenia sięgającego około 1,7 promila alkoholu, świadomego podjęcia decyzji o prowadzeniu samochodu i publicznej funkcji sprawcy możliwe było zakończenie sprawy bez wyroku skazującego.
Równi wobec prawa, ale niekoniecznie tak samo oceniani?
Nie chodzi o żądanie zemsty. Prawo karne nie powinno być narzędziem odwetu, a warunkowe umorzenie jest legalną instytucją przewidzianą przez ustawodawcę. Sąd ma prawo uwzględniać niekaralność, skruchę, dotychczasowy sposób życia oraz osobiste właściwości sprawcy.
Pozostaje jednak pytanie, którego nie da się przykryć stertą dyplomów.
Czy przeciętny mieszkaniec Tomaszowa Mazowieckiego, zatrzymany z wynikiem bliskim 1,7 promila, również mógłby liczyć na tak daleko idącą łagodność?
Czy jego pracodawca przygotowałby zbiór podziękowań? Czy w aktach znalazłyby się dokumenty opisujące wieloletnią działalność publiczną? Czy fakt, że nie pełni funkcji samorządowych, działałby na jego korzyść, czy przeciwnie — pozbawiłby go argumentów, które okazały się tak ważne w tej sprawie?
Funkcja publiczna powinna oznaczać większą odpowiedzialność. Tymczasem można odnieść wrażenie, że stała się jednym z elementów budujących korzystną prognozę dla sprawcy.
Sąd napisał, że osoba publiczna powinna dawać przykład. Warto więc zapytać, jaki przykład płynie z całej tej historii.
Czy taki, że po wypiciu około litra alkoholu można następnego dnia prowadzić samochód z wynikiem około 1,7 promila, a później powołać się na dorobek, skruchę i długoletnią działalność?
Czy też taki, że życie człowieka nie może zostać przekreślone przez jeden poważny błąd?
Odpowiedź nie jest czarno-biała. Jedno pozostaje jednak bezsporne: Leon Karwat wsiadł za kierownicę w stanie nietrzeźwości. Nie był ofiarą politycznego spisku, błędu alkomatu ani niejasnych okoliczności. Przyznał się do czynu. Cztery badania potwierdziły obecność alkoholu na poziomie odpowiadającym od około 1,56 do 1,68 promila.
Sąd dał mu drugą szansę.
Teraz lokalna społeczność ma prawo wiedzieć, czy radny rzeczywiście zrozumiał wagę tego, co zrobił — i czy instytucje publiczne nie pomogły mu zamienić odpowiedzialności w starannie oprawioną kolekcję zasług.



Napisz komentarz
Komentarze