To raport, który brzmi mniej jak ekonomiczna analiza, a bardziej jak zapis rozmowy z pracownikiem wracającym wieczorem do domu z głową pełną niedokończonych zadań. Bo za procentami stoją konkretne historie: nieobsadzone stanowiska, przeładowane grafiki, projekty prowadzone równolegle i menedżerowie, którzy próbują spiąć rzeczywistość niczym bohaterowie „Czasu apokalipsy” — byle dotrwać do kolejnego poranka.
Kadry są dziś ważniejsze niż technologia
Z raportu wynika, że najczęściej wskazywaną przez firmy barierą produktywności jest niedobór pracowników. Ten problem wskazało 26,7 proc. badanych przedsiębiorstw. Na drugim miejscu znalazło się przemęczenie i wypalenie zawodowe — 22,5 proc. wskazań.
Dalej pojawiają się: nadmiar obowiązków i równoległe prowadzenie wielu projektów, niedopasowanie kompetencji pracowników do potrzeb organizacji oraz wysoka rotacja. To zestaw dobrze znany także lokalnym firmom z Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego, gdzie przedsiębiorcy od lat mówią nie tylko o kosztach pracy, ale również o coraz trudniejszym dopasowaniu kandydatów do konkretnych stanowisk.
Co istotne, znacznie niżej oceniono bariery technologiczne. Nieefektywna organizacja pracy lub produkcji została wskazana przez 15,7 proc. firm, a zbyt niski poziom automatyzacji i wykorzystania technologii przez 15,1 proc. badanych. To ważny sygnał: sama maszyna, program czy aplikacja nie uratują przedsiębiorstwa, jeśli człowiek pozostaje przeciążony, źle zarządzany albo wykonuje pracę ponad siły.
„Tu i teraz” zjada strategię
Dyrektor zarządzająca Gi Group Anna Wesołowska zwróciła uwagę, że dla wielu firm pilniejsze są dziś ograniczenia związane z bieżącym funkcjonowaniem: braki kadrowe, przeciążenie zespołów, rotacja i luki kompetencyjne. Automatyzacja czy nowe technologie mogą schodzić na dalszy plan, nawet jeśli w praktyce również wpływają na efektywność.
To bardzo celna diagnoza. W wielu firmach strategia kończy się tam, gdzie zaczyna się poniedziałkowy grafik. Pracodawca może mówić o rozwoju, cyfryzacji i inwestycjach, ale jeśli zespół jest stale w trybie gaszenia pożarów, każda reforma przypomina remont statku podczas sztormu.
Małe, średnie i duże firmy — różne skale tego samego problemu
W małych firmach najczęściej wskazywanym problemem jest niedobór pracowników. To zrozumiałe: tam brak jednej osoby potrafi sparaliżować cały proces. Jeśli w kilkuosobowym zespole ktoś odchodzi, choruje albo wypada z grafiku, skutki są natychmiastowe.
W średnich przedsiębiorstwach problemy są bardziej rozproszone. Oprócz deficytu kadr pojawia się przemęczenie, wypalenie i rotacja. To etap, na którym firma często jest już za duża, by działać „na pamięć”, ale jeszcze za mała, by mieć dojrzałe systemy zarządzania.
W dużych organizacjach niedobór kadr, wypalenie i nadmiar zadań występują równocześnie. To z kolei pokazuje, że sama skala nie chroni przed chaosem. Czasem wręcz go wzmacnia — procedury mnożą się jak w powieści Kafki, a człowiek, zamiast wykonywać swoją pracę, zaczyna obsługiwać system obsługi pracy.
Pracownicy mówią to samo: jest za dużo naraz
Perspektywa pracowników w dużej mierze potwierdza diagnozy firm. Najsilniej presję intensywności pracy odczuwają osoby w wieku od 25 do 54 lat, czyli grupa znajdująca się zwykle w centrum zawodowej odpowiedzialności. To ludzie, którzy często mają już doświadczenie, wysokie oczekiwania wobec siebie i niemało zobowiązań poza pracą.
W grupie 25–44 lata 39 proc. badanych wskazuje przemęczenie lub stres jako główną barierę efektywności, a 37 proc. mówi o zbyt dużej liczbie zadań wykonywanych jednocześnie. Jeszcze mocniej problem widać wśród osób w wieku 45–54 lata, gdzie przemęczenie lub stres wskazuje 43 proc. badanych.
Szczególnie trudna sytuacja dotyczy pracowników administracji i instytucji publicznych. Aż 52 proc. z nich wskazuje na nadmiar zadań wykonywanych jednocześnie, a 42 proc. mówi o przemęczeniu lub stresie. To najwyższe wyniki spośród analizowanych branż. W tym przypadku łatwo znaleźć lokalne odniesienie: samorządy, urzędy, szkoły, jednostki publiczne i instytucje pomocowe od lat mierzą się z rosnącą liczbą obowiązków, presją terminów i ograniczonymi możliwościami zwiększania zatrudnienia.
Prawo pracy nie zna pojęcia „jakoś to będzie”
Warto przypomnieć, że organizacja pracy nie jest wyłącznie sprawą dobrej woli pracodawcy. Kodeks pracy nakłada na niego konkretne obowiązki. Pracodawca ma organizować pracę tak, by zapewnić efektywne wykorzystanie czasu pracy, ale również zmniejszać uciążliwość pracy, zwłaszcza monotonnej i wykonywanej w ustalonym tempie. Ma też zapewniać bezpieczne i higieniczne warunki pracy.
To ważne, bo rozmowa o wypaleniu zawodowym nie może kończyć się na poradach w stylu: „proszę więcej odpoczywać”. Odpoczynek jest potrzebny, ale jeśli źródłem problemu jest wadliwa organizacja pracy, ciągłe nadgodziny, niejasny podział obowiązków albo presja nie do udźwignięcia, odpowiedzialność nie leży wyłącznie po stronie pracownika.
Firmy szukają ratunku w lepszej organizacji
Z raportu wynika, że przedsiębiorcy najczęściej widzą szansę na poprawę produktywności w lepszym planowaniu i organizacji pracy. W ostatnim roku takie działania wdrożyło blisko 40 proc. organizacji. Szczególnie aktywne były średnie firmy oraz sektor transportu i logistyki.
Drugim ważnym kierunkiem jest rozwój kompetencji pracowników. Takie działania prowadziło ponad 28 proc. organizacji. Rzadziej firmy decydowały się na inwestycje w automatyzację, technologie oraz optymalizację procesów.
Niepokoi jednak fakt, że niemal co czwarta organizacja przyznaje, iż w ostatnim roku nie podjęła żadnych działań ukierunkowanych na wzrost produktywności. To brzmi jak czekanie na Godota — z tą różnicą, że zamiast tajemniczego bohatera pojawia się kolejna fala zwolnień lekarskich, rotacji i spadku zaangażowania.
Lokalna lekcja dla pracodawców
Dla Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego wnioski z raportu są szczególnie istotne. Lokalny rynek pracy, oparty na przemyśle, usługach, handlu, logistyce, administracji i sektorze publicznym, dobrze zna problem braków kadrowych oraz niedopasowania kompetencji.
W praktyce oznacza to, że konkurencja o pracownika nie będzie polegała wyłącznie na wysokości pensji. Coraz większe znaczenie będą miały: dobra organizacja pracy, przewidywalny grafik, jasny zakres obowiązków, uczciwa komunikacja, szkolenia i realna troska o zdrowie psychiczne zespołu.
Firmy, które tego nie zrozumieją, mogą przegrać nie z konkurencją zza oceanu, ale z własnym grafikiem, źle ustawionym procesem i pracownikiem, który pewnego dnia po prostu powie: „dość”.
Rynek pracy po ludzku
„Barometr rynku pracy 2026” pokazuje, że produktywność nie zaczyna się od tabelki, aplikacji czy nowego systemu. Zaczyna się od człowieka. Od tego, czy ma czas, kompetencje, wsparcie i poczucie sensu. Bez tego nawet najlepsza technologia będzie tylko błyszczącym rekwizytem na scenie, na której aktorzy dawno stracili siły do grania.
A polskie firmy — także te z naszego regionu — stoją dziś przed prostym, choć trudnym wyborem: albo będą dalej wyciskać z zespołów ostatnie procenty energii, albo zaczną budować organizację pracy, która nie spala ludzi jak tanią świecę.



Komentarze