Siedemnaście osób utonęło w Polsce tylko w niedzielę — przekazała Polska Policja. To najtragiczniejszy jednodniowy bilans od początku czerwca. W całym miesiącu liczba ofiar wody wzrosła już do 55 osób. Te dane brzmią jak alarmowy dzwon, który powinien wybrzmieć szczególnie głośno także u nas, w powiecie tomaszowskim. Bo wystarczyło w ostatnich dniach spojrzeć na plaże nad Zalewem Sulejowskim, by zobaczyć, że upał wypchnął ludzi z domów nad wodę całymi rodzinami.
Smardzewice, Bronisławów, okolice przystani, dzikie zejścia do wody, parkingi pełne samochodów, ręczniki rozłożone niemal jeden przy drugim, dzieci z dmuchanymi zabawkami, dorośli szukający ochłody po tygodniu gorąca. Letni obrazek jak z pocztówki? Tak. Ale za tą pocztówką stoi żywioł. Woda, która nie wybacza brawury, alkoholu, zmęczenia, przecenienia własnych sił ani tej jednej chwili, gdy ktoś odwraca wzrok od dziecka.
Policja w swoim komunikacie przypomina: „Woda to żywioł – chwila nieuwagi może zakończyć się tragedią”. Trudno o bardziej dosadne zdanie. Nie ma w nim urzędniczej przesady. Jest doświadczenie ratowników, policjantów i rodzin, które po letnim weekendzie nie wróciły już do zwykłego życia.
Według dostępnych policyjnych statystyk utonięcia od początku czerwca narastały z dnia na dzień, a dane za ostatnie dni mają charakter wstępny. Jeszcze przed niedzielnym tragicznym bilansem policyjny portal statystyczny pokazywał w czerwcu dziesiątki takich przypadków.
Zalew Sulejowski: nasze morze, nasze ryzyko
Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego, gminy Tomaszów, Wolborza, Sulejowa i całego regionu Zalew Sulejowski jest czymś więcej niż zbiornikiem wodnym. To lokalne „morze”, wakacyjna ucieczka, miejsce spacerów, kąpieli, żeglowania, kajaków i rodzinnych pikników. Ale właśnie dlatego trzeba mówić o bezpieczeństwie bez lukru.
Kiedy plaże są zatłoczone, rośnie wszystko naraz: liczba kąpiących się, liczba dzieci w wodzie, liczba osób korzystających ze sprzętu pływającego, liczba kierowców parkujących gdzie się da i liczba sytuacji, w których ratownicy lub policjanci muszą reagować błyskawicznie. A tłum, paradoksalnie, nie zawsze oznacza większe bezpieczeństwo. W tłumie łatwiej zgubić dziecko, trudniej zauważyć osobę, która zaczyna się topić, łatwiej też uznać, że „ktoś inny na pewno patrzy”.
W ubiegłym sezonie nad Zalewem Sulejowskim policja wodna i tomaszowski WOPR interweniowali już na początku wakacji, m.in. podczas akcji ratowania kajakarza po wywrotce w rejonie plaży w Smardzewicach. To pokazuje, że zagrożenie nie jest abstrakcją z ogólnopolskich komunikatów, ale czymś, co dzieje się tu, na naszych wodach.
Upał odbiera rozsądek szybciej, niż nam się wydaje
W poniedziałek do godziny 20.00 obowiązywały ostrzeżenia IMGW najwyższego, trzeciego stopnia przed upałem m.in. dla województwa łódzkiego. Prognozowano temperatury maksymalne dochodzące do 35–39 stopni Celsjusza, a nocą nawet 18–25 stopni. Takie warunki nie są zwykłym „ciepłym latem”. To pogoda, która obciąża serce, osłabia koncentrację i sprzyja fatalnym decyzjom.
W praktyce wygląda to prosto: człowiek przegrzany wchodzi gwałtownie do chłodniejszej wody, płynie dalej niż zwykle, bo „przecież umie”, po chwili łapie skurcz albo traci siły. Ktoś inny wcześniej wypił piwo, bo „jedno to nic”. Ktoś zostawia dziecko przy brzegu, bo przecież woda płytka. Ktoś wskakuje z pomostu w nieznanym miejscu. Scenariusze są stare jak wakacje, ale finał bywa najgorszy z możliwych.
Policja konsekwentnie przypomina, by korzystać z miejsc wyznaczonych do kąpieli, stosować się do poleceń ratowników, nie wchodzić do wody po alkoholu i pilnować dzieci bez przerwy, nie „kątem oka”. W komunikatach funkcjonariusze podkreślają też, że bezpieczne miejsce kąpieli i respektowanie znaków to nie formalność, lecz podstawowa granica między wypoczynkiem a tragedią.
Nad wodą nie ma bohaterów
Warto powiedzieć to brutalnie jasno: najczęściej nie toną ludzie, którzy krzyczą i teatralnie machają rękami jak w filmie. Tonięcie bywa ciche. Człowiek walczy o oddech, nie o uwagę publiczności. Dlatego na zatłoczonej plaży nie wolno zakładać, że skoro obok są setki osób, to każdy jest bezpieczny.
Nad Zalewem Sulejowskim szczególną ostrożność powinni zachować rodzice z dziećmi, osoby starsze, osoby z chorobami serca i wszyscy, którzy po wielu godzinach na słońcu chcą „tylko się schłodzić”. Woda nie pyta, czy ktoś przyjechał z Tomaszowa, Piotrkowa, Łodzi czy z okolicznej wsi. Nie interesuje jej, czy ktoś pływał kiedyś dobrze. Liczy się stan organizmu tu i teraz.
Dlatego przed wejściem do wody trzeba ochłodzić ciało stopniowo. Nie odpływać daleko od brzegu. Nie przeceniać sił. Nie korzystać z materacy i dmuchanych zabawek jak z łodzi ratunkowych. Nie pozwalać dzieciom wchodzić do wody bez stałej opieki dorosłego. I przede wszystkim: alkohol oraz kąpiel to połączenie śmiertelnie głupie.
Letnia radość nie może kończyć się czarną statystyką
Zalew Sulejowski ma być miejscem odpoczynku, nie miejscem dramatów. Ale przy takich temperaturach, takim natężeniu ruchu turystycznego i takich tłumach na plażach bezpieczeństwo nie może być dodatkiem do niedzielnego grilla. Musi być pierwszą myślą, zanim rozłożymy koc, zanim dziecko pobiegnie do wody, zanim ktoś uzna, że „przepłynie jeszcze kawałek”.
Policja napisała: „Twoja rozwaga może uratować życie”. To zdanie warto zabrać ze sobą nad wodę tak samo obowiązkowo jak krem z filtrem, butelkę wody i ręcznik.
Bo lato ma pachnieć słońcem, wodą i wakacjami. Nie policyjnym komunikatem, syreną ratowników i ciszą po tragedii.




Napisz komentarz
Komentarze