Artykuł w dużym skrócie
Kucharski znowu oskarża. Wojewoda sprawdził
Co właściwie Rada Miejska uchwaliła?
Dziesięć lat, czyli co właściwie mówi ustawa?
Bez przetargu nie znaczy „za bezcen”
A co z budynkiem droższym od gruntu?
Interpelacja, czyli administracyjny kombajn
Kucharski znowu oskarża. Wojewoda sprawdził
Piotr Kucharski kilka tygodni temu informował w mediach społecznościowych, że jego zawiadomienie dotyczące sprzedaży działki przy ul. św. Antoniego 2 zostało dołączone do akt śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Siedlcach /do tego tematu jeszcze powrócimy w innym tekście/. Pisał o postępowaniu dotyczącym możliwości wyrządzenia „znacznej szkody majątkowej” Gminie Miasto Tomaszów Mazowiecki. Informował również, że kwestionowana przez niego uchwała jest badana przez Wojewodę Łódzkiego.
To ostatnie rzeczywiście miało miejsce. Oficjalne zawiadomienie wojewody nosi znak PNIK-I.4131.558.2026 i dotyczy kontroli legalności uchwały nr XXXV/273/2026 z 2 lipca.
Dzisiaj znamy finał tej części sprawy.
– Po otrzymaniu i przeanalizowaniu dodatkowych wyjaśnień organ nadzoru nie stwierdził, aby uchwała w sposób istotny naruszała prawo. W związku z tym nie wydano rozstrzygnięcia nadzorczego, a postępowanie zostało zakończone – wynika z odpowiedzi przekazanej naszej redakcji przez Tobiasza Puchalskiego, dyrektora Biura Wojewody i rzecznika prasowego Wojewody Łódzkiego.
To sformułowanie wymaga precyzji. Wojewoda uchwały nie „zatwierdzał”. Po prostu po przeprowadzeniu kontroli nie znalazł podstaw do jej wyeliminowania z obrotu prawnego w ramach nadzoru.
Co właściwie Rada Miejska uchwaliła?
Sprawa dotyczy działki nr 244/7 w obrębie 9 przy ul. św. Antoniego 2, mającej zaledwie 291 metrów kwadratowych. Jest to grunt miejski zabudowany budynkiem handlowo-usługowym. Z dokumentów wynika, że zabudowa powstała na podstawie decyzji Kierownika Wydziału Urbanistyki, Architektury i Nadzoru Budowlanego z 5 września 1985 roku.
Rada nie „podarowała” tej nieruchomości przedsiębiorcy i nie zawarła umowy sprzedaży. Uchwała pozwalała odstąpić od obowiązku przeprowadzania przetargu i otwierała możliwość sprzedaży gruntu dotychczasowemu dzierżawcy.
2 lipca uchwałę poparło 13 radnych, ośmiu było przeciw, jedna osoba się wstrzymała. Piotr Kucharski głosował przeciw.
I właśnie tutaj zaczyna się zasadniczy problem z narracją radnego.
Dziesięć lat, czyli co właściwie mówi ustawa?
Kucharski w swojej interpelacji mocno eksponował fakt, że obecny dzierżawca miał zawrzeć umowę w 2021 roku, a już kilka lat później wystąpił o możliwość bezprzetargowego zakupu nieruchomości. Radny pisał o „relatywnie młodym dzierżawcy” i pytał o równe traktowanie przedsiębiorców.
Tyle że art. 37 ust. 3 pkt 2 ustawy o gospodarce nieruchomościami nie wymaga, aby ktoś najpierw przez dziesięć lat faktycznie dzierżawił nieruchomość.
Aktualny tekst ustawy mówi o osobie, która dzierżawi lub użytkuje nieruchomość na podstawie „umowy zawartej na co najmniej 10 lat”. Różnica nie jest kosmetyczna. Jedno oznacza dziesięcioletnią historię korzystania z gruntu. Drugie – okres, na jaki zawarto umowę.
Urząd Miasta, odpowiadając wojewodzie, wskazał dwie przesłanki: legalną zabudowę na podstawie pozwolenia z 1985 roku oraz umowę dzierżawy nr WGN.6845.15.2025 z 1 lipca 2025 roku, zawartą na co najmniej 10 lat. Na tej podstawie miasto uzasadniało zastosowanie art. 37 ust. 3 pkt 2 ustawy.
Urząd przedstawił także dokumenty dotyczące wcześniejszego obrotu prawami związanymi z obiektem – darowizny z 2010 roku oraz sprzedaży na rzecz obecnego dzierżawcy z 2021 roku – wskazując na przenoszenie praw i obowiązków. Tego elementu nie należy jednak przeceniać: dla samego zastosowania art. 37 ust. 3 pkt 2 kluczowe pozostają przesłanki wskazane wprost w ustawie.
Bez przetargu nie znaczy „za bezcen”
W dyskusji o takich transakcjach łatwo stworzyć obraz, jakby rezygnacja z przetargu oznaczała możliwość dowolnego ustalenia ceny.
Tak nie jest.
Zgodnie z art. 67 ust. 3 ustawy o gospodarce nieruchomościami przy sprzedaży bezprzetargowej w trybie art. 37 ust. 2 i 3 cenę ustala się co do zasady w wysokości nie niższej niż wartość nieruchomości.
To nie przesądza oczywiście, że każda sprzedaż bez przetargu jest rozwiązaniem najlepszym. Radni mają pełne prawo pytać o wycenę, interes gminy i zasadność sprzedaży. Tyle że jest różnica między pytaniem o gospodarność a tworzeniem atmosfery, w której lokalny przedsiębiorca zaczyna występować niemal w roli bohatera samorządowej afery, zanim jakikolwiek organ stwierdzi naruszenie prawa.
A co z budynkiem droższym od gruntu?
W tle pojawia się jeszcze art. 231 Kodeksu cywilnego. Tutaj również trzeba uważać z uproszczeniami.
Przepis stanowi, że samoistny posiadacz gruntu w dobrej wierze, który wybudował obiekt o wartości znacznie przekraczającej wartość działki, może w określonych warunkach żądać przeniesienia własności gruntu. § 2 daje z kolei określone roszczenie właścicielowi działki.
Nie oznacza to jednak, że takie żądanie automatycznie przysługuje każdemu dzierżawcy. Sąd Najwyższy wskazywał wprost, że osoba władająca gruntem na podstawie umowy dzierżawy jest co do zasady posiadaczem zależnym, a nie samoistnym, dlatego art. 231 § 1 nie może być mechanicznie przenoszony na każdą taką sytuację.
W przypadku św. Antoniego podstawowym przepisem pozostaje więc ustawa o gospodarce nieruchomościami.
Interpelacja, czyli administracyjny kombajn
Po uchwaleniu zgody na sprzedaż Piotr Kucharski nie ograniczył się do pytań dotyczących jednej działki. 10 lipca złożył wielostronicową interpelację obejmującą praktycznie dwanaście lat gospodarowania miejskimi nieruchomościami – od 2014 do 2026 roku.
Radny domaga się między innymi zestawienia długoletnich umów dzierżawy, adresów, numerów ewidencyjnych i powierzchni działek, dat pierwszych umów, wysokości czynszów, wszystkich wniosków o bezprzetargowy wykup, sposobu ich rozpatrzenia, wykazu spraw nadal oczekujących oraz danych dotyczących zaległości finansowych dzierżawców wobec miasta i prowadzonych działań windykacyjnych.
Radny ma prawo kontrolować prezydenta i administrację. To jedna z podstawowych funkcji mandatu. Trudno jednak nie zapytać o proporcje. Ile godzin pracy urzędników i ile archiwalnych dokumentów trzeba będzie przejrzeć, aby odpowiedzieć na pytania obejmujące ponad dekadę? I czy skala uruchomionej administracyjnej machiny znajduje uzasadnienie w sytuacji, gdy jeden z najważniejszych argumentów stojących za alarmem – rzekoma wadliwość uchwały – właśnie nie znalazł potwierdzenia w postępowaniu nadzorczym?
Kontrola jest potrzebna. Sugestie mają swoją cenę
I tu dochodzimy do sedna.
Samo zawiadomienie prokuratury albo wojewody nie jest kompromitacją. Radny, który ma uzasadnione wątpliwości, powinien pytać, sprawdzać dokumenty i korzystać z dostępnych mu instrumentów kontrolnych. Podobnie pytania o to, dlaczego tak istotna uchwała trafiła na sesję nadzwyczajną bez wcześniejszego procedowania przez komisje, są pytaniami dopuszczalnymi i potrzebnymi.
Problem zaczyna się wtedy, gdy kontrola zaczyna przypominać publiczny akt oskarżenia, zanim ktokolwiek cokolwiek stwierdzi.
W tym przypadku realnym uczestnikiem politycznej wojny stał się lokalny przedsiębiorca – dzierżawca miejskiego gruntu, próbujący uregulować jego status prawny w procedurze przewidzianej ustawą. Wokół jego sprawy pojawiły się słowa o śledztwie i potencjalnej znacznej szkodzie dla miasta.
Takie słowa zostają.
Dlatego dzisiejszy finał kontroli wojewody jest dla Piotra Kucharskiego niewygodny.
Głośne podejrzenia zderzyły się z analizą prawną i – przynajmniej w zakresie legalności uchwały – tej próby nie przeszły zwycięsko.
Można to nazwać polityczną wpadką. Można mocniej – kompromitacją sposobu, w jaki sprawę przedstawiono opinii publicznej. Nie dlatego, że radny pytał. Dlatego, że odpowiedzialność za publiczne sugestie powinna być równie duża jak determinacja w ich formułowaniu.
Wojewoda to nie prokuratura
Trzeba jednak bardzo wyraźnie oddzielić dwie sprawy.
Zakończenie postępowania nadzorczego przez Wojewodę Łódzkiego nie oznacza automatycznie zakończenia jakiegokolwiek postępowania prokuratorskiego i nie przesądza o decyzjach prokuratury.
Według wcześniejszego wpisu Piotra Kucharskiego jego zawiadomienie zostało dołączone do akt prowadzonego postępowania i miało podlegać dalszej weryfikacji. Samo dołączenie pisma do akt nie oznacza jednak potwierdzenia zawartych w nim podejrzeń, przedstawienia komuś zarzutów ani stwierdzenia popełnienia przestępstwa.
Na tym etapie faktem pozostaje coś innego: organ nadzoru zbadał uchwałę Rady Miejskiej dotyczącą św. Antoniego 2 i nie stwierdził podstaw do wydania rozstrzygnięcia nadzorczego.
Miała być kolejna wielka samorządowa afera. Na razie dokumenty opowiadają znacznie spokojniejszą historię.
A w polityce lokalnej czasem właśnie cisza po wielkim alarmie bywa najbardziej wymowna.




Napisz komentarz
Komentarze