Hurkacz wrócił i od razu przypomniał, dlaczego trawa go lubi
Najważniejsza polska wiadomość dnia przyszła z Londynu. Hubert Hurkacz awansował do drugiej rundy Wimbledonu, pokonując rozstawionego z numerem 11. Norwega Caspera Ruuda 6:4, 6:2, 7:6 (9-7). To nie był zwykły mecz pierwszej rundy. To był powrót na miejsce, które dla Hurkacza ma w sobie i magię, i bolesne wspomnienie.
Dwa lata temu właśnie w Londynie Polak doznał kontuzji kolana. Teraz wrócił na trawę jak człowiek, który nie przyszedł oglądać starego filmu, lecz dopisać do niego nowe zakończenie. Ruud, zawodnik wielkiego nazwiska i wielkich turniejowych doświadczeń, został przez wrocławianina odprawiony w trzech setach. Najwięcej emocji było w tie-breaku trzeciej partii, ale Hurkacz wytrzymał próbę nerwów. Jak w dobrym thrillerze — napięcie rosło, ale finał należał do Polaka.
Chwalińska zaczęła znakomicie, skończyła w bólu
Dużo smutniejszy był występ Mai Chwalińskiej. Polska tenisistka, finalistka niedawnego French Open, rozpoczęła mecz z Mananchayą Sawangkaew z Tajlandii znakomicie. Pierwszy set wygrany 6:2 mógł sugerować, że będzie to kontrolowany marsz do drugiej rundy. Potem jednak kort zamienił się dla niej w miejsce walki nie tylko z rywalką, lecz także z własnym organizmem.
Chwalińska przegrała 6:2, 5:7, 2:6. Zmagała się z urazem kostki i skurczami. Po meczu nie była pewna, czy wystąpi jeszcze w deblu, do którego została zgłoszona. Sport bywa okrutny właśnie w takich chwilach: jednego dnia zawodniczka pisze historię w Paryżu, drugiego w Londynie walczy o każdy krok.
Fręch i Linette też poza turniejem
Nie udało się także Magdalenie Fręch, która przegrała z rozstawioną z numerem 19. Anną Kalinską 6:7 (5-7), 4:6. Pierwszy set był wyrównany, ale w najważniejszych momentach więcej chłodu zachowała rywalka. Dla Fręch Wimbledon znów pozostaje miejscem trudnym — ostatnie zwycięstwo w Londynie odniosła w 2022 roku.
Z turniejem pożegnała się również Magda Linette. Polka przegrała z rozstawioną z numerem piątym Mirrą Andriejewą 5:7, 4:6. Rosjanka, mistrzyni niedawnego French Open, potwierdziła klasę, choć Linette nie oddała tego meczu bez walki. Wynik pokazuje różnicę, ale nie opowiada całej historii — w obu setach Polka miała momenty, w których mogła zaczepić się o spotkanie. Zabrakło kilku piłek, kilku decyzji, kilku centymetrów.
Sabalenka pewna, Sinner z horrorem w pięciu setach
Wśród największych nazwisk światowego tenisa obyło się bez sensacji, choć nie bez dramaturgii. Aryna Sabalenka, liderka rankingu WTA, pewnie pokonała serbską kwalifikantkę Teodorę Kostović 6:2, 6:1 i awansowała do drugiej rundy. Jej kolejną rywalką będzie Amerykanka McCartney Kessler.
Znacznie cięższą drogę miał Jannik Sinner. Broniący tytułu lider rankingu ATP pokonał Serba Miomira Kecmanovicia dopiero po pięciosetowym boju: 4:6, 6:3, 6:7 (6-8), 6:2, 6:3. Mecz trwał trzy i pół godziny. To był Sinner w wersji bardziej z „Gladiatora” niż z eleganckiego tenisowego katalogu — poturbowany, zmuszony do odrabiania strat, ale na końcu wciąż stojący na nogach.
Mundial: Brazylia wyrwana z kłopotów w doliczonym czasie
Na piłkarskich mistrzostwach świata Brazylia pokonała Japonię 2:1 w meczu 1/16 finału rozegranym w Houston. Do przerwy sensacyjnie prowadzili Japończycy, ale Canarinhos odwrócili losy spotkania. Decydujący cios zadał w doliczonym czasie gry Gabriel Martinelli.
Takie mecze są esencją mundialu. Przez kilkadziesiąt minut faworyt patrzy w przepaść, kibice zaczynają szeptać o sensacji, a potem jedna akcja zmienia wszystko. Brazylia idzie dalej, Japonia zostaje z poczuciem, że była bardzo blisko napisania jednego z najgłośniejszych rozdziałów turnieju.
W nocy z poniedziałku na wtorek Holandia zagra z Marokiem. To spotkanie ma nie tylko sportowy ciężar. Media zwracają uwagę na społeczny wymiar meczu: w Holandii mieszka ponad 437 tysięcy osób marokańskiego pochodzenia, a miasta i policja przygotowują się na poranne świętowanie kibiców.
Rekord świata na basenie i nowe rozdanie w Manchesterze City
W pływaniu błysnęła Gretchen Walsh. Amerykanka pobiła rekord świata na 50 metrów stylem dowolnym, uzyskując w Rzymie czas 23,55 s. Poprzedni rekord należał do Kate Douglass i przetrwał zaledwie kilka dni. W sprincie różnice mierzy się setnymi sekundy, ale za tymi setnymi stoi całe życie treningu, bólu mięśni i perfekcyjnego wejścia w wodę.
Duża zmiana nadeszła także w klubowej piłce. Enzo Maresca został nowym trenerem Manchesteru City, zastępując Josepa Guardiolę, który odszedł po dziesięciu latach pracy. To koniec jednej z najważniejszych epok we współczesnym futbolu. Guardiola zostawił po sobie klub, który przez lata był maszyną do wygrywania, laboratorium taktyki i symbolem futbolowej dominacji. Maresca nie wchodzi więc do zwykłej szatni. Wchodzi do sali tronowej, w której każdy mecz będzie porównywany z cieniem poprzednika.
Trenerskie roszady i wielkie pieniądze Ekstraklasy
Po nieudanym występie w fazie grupowej mistrzostw świata z reprezentacją Czech pożegnał się Miroslav Koubek. 74-letni szkoleniowiec miał jeszcze dwuletni kontrakt, ale został on rozwiązany za porozumieniem stron.
We Włoszech Ivan Jurić został trenerem Monzy, która po rocznej nieobecności wróciła do Serie A. Chorwat oficjalnie rozpocznie pracę 1 lipca.
Na polskim podwórku najgłośniej wybrzmiała informacja o pieniądzach. Rekordową kwotą ponad 301,1 mln zł zamknęły się rozliczenia finansowe Ekstraklasy na rzecz klubów za sezon 2025/2026. Najwięcej otrzymał mistrz Polski Lech Poznań — niemal 37 mln zł. Ponad 20 mln zł trafiło także do Górnika Zabrze, Jagiellonii Białystok i Rakowa Częstochowa.
To już nie są drobne z klubowej kasy na światło i murawę. To pieniądze, które mają budować akademie, transfery, scouting, infrastrukturę i europejskie ambicje. Oczywiście pod warunkiem, że zostaną wydane z głową, a nie jak w niejednym polskim klubie — efektownie, głośno i bez długiego planu.
Wieczór z jednym polskim uśmiechem
Bilans dnia dla polskiego tenisa jest gorzki, choć nie czarny. Chwalińska, Fręch i Linette odpadły, ale Hurkacz przypomniał, że na trawie potrafi być zawodnikiem bardzo niebezpiecznym. W sporcie, jak w kinie, nie każda scena kończy się triumfem. Czasem trzeba przejść przez upadek, skurcz, kontuzję i porażkę, żeby za chwilę znów wyjść na kort.
W poniedziałek najgłośniej z polskiej perspektywy zabrzmiało jedno nazwisko: Hurkacz. I oby w Londynie nie był to tylko krótki refren, ale początek dłuższej, dobrze napisanej piosenki.



Napisz komentarz
Komentarze