Jeszcze kilka lat temu sklep tytoniowy był stałym elementem miejskiego krajobrazu — gdzieś między kioskiem, piekarnią a osiedlowym spożywczakiem. Dziś ten obraz powoli odchodzi do przeszłości. Jak wynika z danych wywiadowni gospodarczej Dun & Bradstreet, opisanych przez „Rzeczpospolitą”, właśnie placówki specjalizujące się w sprzedaży tytoniu i e-papierosów kurczą się obecnie najszybciej.
W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2026 roku liczba sklepów detalicznych w Polsce spadła o 0,14 proc. w porównaniu z końcem ubiegłego roku. Oznacza to, że z rynku zniknęło około 530 placówek, czyli przeciętnie każdego dnia zamykano dwa sklepy.
Najmocniej tracą małe firmy
Spadki dotyczą przede wszystkim punktów prowadzonych w formie jednoosobowej działalności gospodarczej. To właśnie małe rodzinne sklepy najczęściej nie wytrzymują rosnących kosztów prowadzenia działalności, presji dużych sieci handlowych, zmian zwyczajów konsumentów oraz coraz silniejszej konkurencji sprzedaży internetowej.
Do liczby zamkniętych sklepów trzeba doliczyć niemal 4,8 tys. zawieszonych działalności. Jak podkreśla Tomasz Starzyk, rzecznik Dun & Bradstreet, zwiększyła się także liczba branż, w których odnotowywany jest spadek liczby działających placówek.
Nie każda zawieszona firma musi oczywiście zniknąć na zawsze, jednak w wielu przypadkach jest to pierwszy krok do definitywnego zakończenia działalności.
Tytoń najszybciej znika z rynku
Największy procentowy spadek odnotowały wyspecjalizowane sklepy tytoniowe, w tym punkty oferujące e-papierosy. Ich liczba zmniejszyła się o 1,8 proc. w stosunku do końca 2025 roku.
Może to świadczyć o zmianie społecznych przyzwyczajeń. Palenie coraz rzadziej kojarzone jest z modą, elegancją czy stylem życia, jak bywało jeszcze w dawnych filmach, w których papieros był niemal obowiązkowym rekwizytem bohatera. Dzisiaj mocniej przebijają się informacje o konsekwencjach zdrowotnych, rosną ceny wyrobów tytoniowych, a przepisy coraz bardziej ograniczają ich promocję oraz miejsca używania.
Niewykluczone także, że część sprzedaży przeniosła się do sklepów ogólnospożywczych, stacji paliw i internetu, przez co wyspecjalizowane punkty tracą rację bytu.
Księgarnie również pod kreską
Drugie miejsce pod względem skali spadku zajmują księgarnie. Ich liczba zmniejszyła się o 1,55 proc. To kolejny sygnał trudnej sytuacji tradycyjnego handlu książką.
Małe księgarnie przegrywają nie tylko z dużymi sieciami, ale również z platformami internetowymi, które często oferują książki w cenach niemożliwych do utrzymania przez lokalne placówki. Dla wielu miejscowości oznacza to coś więcej niż zamknięcie kolejnego punktu handlowego. Księgarnia bywa przecież także miejscem spotkań, rozmów i kontaktu z kulturą.
Spada również liczba sklepów z artykułami piśmienniczymi — o 0,78 proc., oraz sklepów odzieżowych — o 0,7 proc.
Znikają osiedlowe spożywczaki
Trudną sytuację nadal przeżywają również małe sklepy spożywcze. Ich liczba zmniejszyła się o 0,5 proc. Choć procentowo wynik nie wygląda dramatycznie, to ze względu na dużą liczbę takich placówek właśnie w tej grupie zamknięto najwięcej punktów.
Osiedlowy sklep coraz częściej przegrywa z dyskontem, marketem czynnym do późnych godzin albo siecią franczyzową. Klienci oczekują niskiej ceny, szerokiego wyboru, promocji i wygody. Mały przedsiębiorca musi natomiast płacić coraz wyższe rachunki, składki, wynagrodzenia i ceny dostaw.
To mechanizm dobrze widoczny także w mniejszych miastach, takich jak Tomaszów Mazowiecki, gdzie kolejne niewielkie sklepy znikają z parterów kamienic i osiedlowych pawilonów. Często po ich zamknięciu lokal długo pozostaje pusty albo zamienia się w punkt usługowy.
Owoce, sport i pieczywo na plusie
Nie wszystkie branże tracą. Wyraźny wzrost odnotowały sklepy owocowo-warzywne, których liczba zwiększyła się aż o 3,8 proc. Może to być związane z rosnącym zainteresowaniem zdrową żywnością, świeżymi produktami i zakupami od lokalnych dostawców.
O 1,7 proc. wzrosła liczba sklepów sportowych. Zyskują również piekarnie — wzrost wyniósł 1,2 proc. — oraz sklepy rybne, których przybyło o 0,9 proc.
Rynek nie tyle więc zamiera, ile wyraźnie się przebudowuje. Znikają punkty, które nie odpowiadają już obecnym nawykom konsumentów, a rozwijają się branże związane ze zdrowiem, aktywnością fizyczną i świeżą żywnością.
Ceny nadal rosną, ale wolniej
Na sytuację handlu wpływają również ceny. Z badania „Indeks cen w sklepach detalicznych”, przygotowywanego przez UCE Research i Uniwersytet WSB Merito, wynika, że w czerwcu 2026 roku ceny najczęściej kupowanych produktów w 17 kategoriach były średnio o 2,7 proc. wyższe niż rok wcześniej.
Tempo wzrostu cen jednak stopniowo hamuje. W maju wzrost wynosił 3,4 proc., a w kwietniu 3,7 proc. rok do roku.
Dla klientów oznacza to, że zakupy nadal są droższe niż przed rokiem, choć presja cenowa nie jest już tak silna jak kilka miesięcy wcześniej. Dla właścicieli małych sklepów nie musi to jednak oznaczać ulgi. Rosnące koszty prowadzenia biznesu i słabsza siła zakupowa klientów pozostają dla nich poważnym problemem.
Polski handel przypomina dziś ruchomą mapę. Jedne punkty gasną i znikają, inne pojawiają się w ich miejscu. Papieros, książka i osiedlowy zeszyt przegrywają z dyskontem, internetem i zmianą stylu życia. Zyskują za to świeże pieczywo, warzywa i sport. Rynek, jak zawsze, bez sentymentu podąża za klientem.



Napisz komentarz
Komentarze