Tymczasem atmosfera wokół tomaszowskiego szpitala zaczyna się zagęszczać. Po — nazwijmy je estradowymi — wystąpieniami posła Adriana Witczaka, który postanowił własne egzystowanie zaznaczyć w trakcie sesji Rady Powiatu, prezentując kilka napisanych przez siebie pism oraz odpowiedzi na nie, raczej kurtuazyjne niż konkretne.
Wszystko wskazuje na to, że w przypadku posła Koalicji Obywatelskiej mamy do czynienia z szekspirowskim „robieniem hałasu o nic”, a dokładniej mówiąc — wokół własnej poselskiej osoby. Powstało zamieszanie i spory niepokój. Tymczasem sam poseł twierdzi, że szczegółów pomysłu brak. Nic dziwnego, że obecny Zarząd Powiatu wystąpił z zapytaniem do rektora łódzkiego Uniwersytetu Medycznego, by dowiedzieć się… o co tu właściwie chodzi. Czego dowiedzieliśmy się od ŁUM? Otóż niczego, bo odpowiedzi brak.
Trudno nazwać to inaczej niż snem szaleńca na oddziale osób obłąkanych, wspieranego środkami wywołującymi radosne pobudzenie organizmu. Tu możemy się pośmiać, ale okazuje się, że sprawa jest jednak poważniejsza, niż się wydaje, i wykracza poza poselskie wybryki.
Otóż w sprawie szpitala do Warszawy, na wizytę w Ministerstwie Zdrowia, wybrali się starosta Dariusz Kowalczyk oraz jego zastępca, Sławomir Żegota. W sumie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że sami twierdzą, iż na systemie zabezpieczenia medycznego się nie znają. Dlaczego więc nie zabrali ze sobą kogoś, kto ma jednak jakieś pojęcie? Czy nikt nie pomyślał o tym, że przy rozmowach o spółce i jej dalszym funkcjonowaniu powinien być obecny prezes, członek zarządu odpowiedzialny za szpital albo chociaż Michał Czechowicz, który szpitalem zajmował się przez kilka lat i wie na ten temat zdecydowanie więcej?
Okazuje się, że pomyśleć to nawet ktoś i pomyślał, ale otrzymał zakaz zabierania do ministerstwa innych osób, a więc tych, którzy cokolwiek mają w tym temacie do powiedzenia. Żeby było jasne: zakaz z ministerstwa.
Dziwne? Niekoniecznie. Raczej straszne. I o ile na występy posła możemy patrzeć z delikatnym pobłażaniem, to już w tym przypadku naprawdę powinniśmy się niepokoić. Szanse na to, że dzięki wiceminister z Tomaszowa Mazowieckiego uda się jakoś wesprzeć spółkę i sfinansować niezbędne inwestycje, w tym blok operacyjny, spadły właściwie do zera. Starosta i wicestarosta, nie znając się na rzeczy, oczywiście każdą pozyskaną informację będą przyjmować w dobrej wierze.
Zapyta ktoś, o jakie informacje chodzi. Otóż oczywiście najważniejsza jest… konsolidacja, a więc łączenie i przez to likwidacja szpitali. Tym razem dowiadujemy się, że nie chodzi już o Uniwersytet Medyczny, ale o szpitale w miejscowościach przy trasie S8. Pojawił się bowiem pomysł łączenia szpitali w Piotrkowie, Tomaszowie, Rawie i Skierniewicach. Jaką formę prawną miałyby przyjąć skonsolidowane placówki? Nikt oczywiście nie wie. Są za to zapewnienia o 70 milionach złotych dla przekształcanych placówek.
Adrian Witczak próbuje więc lansować u nas nie tyle własne, co rządowe idee. Koalicja Obywatelska nie potrafi znaleźć — podobnie jak poprzednicy — lekarstwa na zapaść systemową, długie kolejki, patologiczne przenikanie się stref prywatnej i publicznej ochrony zdrowia, brak lekarzy i zwyczajne okradanie tego właśnie systemu. Najprostszą drogą jest więc likwidacja. Jeśli są kolejki do lekarza, to nie skróci ich likwidacja poradni, a co najwyżej spowoduje ich wydłużenie w innym miejscu.



Komentarze