Ta informacja nie przesądza jeszcze, że współpraca Tomaszowskiego Centrum Zdrowia z Uniwersytetem Medycznym byłaby z założenia rozwiązaniem złym. Przesądza jednak coś innego: hasła o automatycznej poprawie dostępności świadczeń nie mogą być dłużej traktowane jak prawda objawiona. Muszą zostać skonfrontowane z tym, jak placówka, która miałaby przejąć tomaszowski szpital, radzi sobie z dostępnością świadczeń we własnych murach.
A dziś z tych murów pacjenci onkologiczni mają być odsyłani.
Miała być większa dostępność. Dziś są odmowy przyjęcia
Jak informuje Radio Łódź, CKD wstrzymało przyjęcia nowych pacjentów onkologicznych. Dla chorego onkologicznie nie jest to zwykłe przesunięcie terminu wizyty, porównywalne z oczekiwaniem na planowy zabieg ortopedyczny. W chorobach nowotworowych czas bywa jednym z elementów terapii.
Oficjalny portal pacjent.gov.pl przypomina, że nowotwory charakteryzują się często dużą dynamiką rozwoju, dlatego pacjenci z podejrzeniem choroby mają szczególne uprawnienia w dostępie do szybkiej diagnostyki i leczenia.
Tymczasem właśnie dostęp do specjalistycznego leczenia był jednym z najczęściej powtarzanych argumentów zwolenników przekazania Tomaszowskiego Centrum Zdrowia łódzkiemu szpitalowi klinicznemu.
Poseł Koalicji Obywatelskiej Adrian Witczak przekonywał:
„To rozwiązanie daje dostęp do lepszej kadry, nowoczesnego sprzętu i bardziej zaawansowanych procedur. Daje też większą stabilność finansową. Mówiąc wprost: to najlepszy dziś możliwy kierunek rozwoju dla tomaszowskiego szpitala”.
Cytat pochodzi z publikacji portalu ePiotrkow.pl z 29 kwietnia 2026 roku, opisującej zabiegi posła na rzecz powiązania TCZ z Uniwersytetem Medycznym i zapleczem CKD.
W tym samym materiale czytamy, że konsolidacja miałaby zapewnić mieszkańcom Tomaszowa „szerszy dostęp do specjalistów i nowoczesnej diagnostyki”, a także umożliwić korzystanie z bardziej zaawansowanych procedur medycznych. Autorzy powoływali się przy tym na odpowiedzi Ministerstwa Zdrowia i Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.
Dzisiaj trzeba jednak postawić pytanie najprostsze, a zarazem najważniejsze: w jaki sposób szpital odsyłający nowych pacjentów onkologicznych ma zagwarantować większą dostępność leczenia mieszkańcom dodatkowego, ponadstutysięcznego powiatu?
Potencjał CKD jest ogromny. Ale potencjał nie jest tym samym co dostępność
Nie ulega wątpliwości, że CKD posiada potężne zaplecze kliniczne, kadrowe, naukowe i sprzętowe. W strukturze placówki działają m.in. kliniki onkologii klinicznej, chirurgii onkologicznej, kardiologii, kardiochirurgii, neurologii, urologii, nefrologii, diabetologii, gastroenterologii, geriatrii oraz liczne poradnie specjalistyczne.
Uniwersytet Medyczny chwali się również wielomilionowymi inwestycjami. Wartość projektu rozbudowy CKD II wynosi niemal 800 mln zł, z czego ponad 625 mln zł pochodzi z Ministerstwa Zdrowia.
Powstał tam także Ponadregionalny Ośrodek Onkologii Dziecięcej za 44 mln zł oraz nowoczesna apteka szpitalna z pracownią cytostatyczną za niemal 40 mln zł.
To wszystko są argumenty poważne. Problem polega na tym, że nowoczesny budynek, urządzenie diagnostyczne i szyld kliniki nie leczą pacjenta, gdy nie ma finansowania na jego przyjęcie.
Dostępność nie oznacza istnienia aparatury w odległości 60 kilometrów. Dostępność oznacza możliwość wykonania badania, konsultacji albo rozpoczęcia terapii wtedy, gdy jest ona pacjentowi potrzebna.
Wstrzymanie przyjęć w onkologii pokazuje, że nawet największe placówki kliniczne podlegają tym samym ograniczeniom finansowym co szpitale powiatowe: limitom kontraktów, problemom z zapłatą za nadwykonania, rosnącym kosztom wynagrodzeń i niewystarczającym środkom w systemie NFZ.
„Rzeczpospolita”: ograniczenie finansowania już wydłuża kolejki
Problem nie dotyczy wyłącznie CKD. „Rzeczpospolita” opisywała skutki zmian w finansowaniu diagnostyki ponadlimitowej, obowiązujących od kwietnia 2026 roku. NFZ płaci obecnie jedynie część wartości niektórych badań wykonanych ponad kontrakt: 60 procent za gastroskopię i kolonoskopię oraz 50 procent za rezonans magnetyczny i tomografię komputerową.
Dyrektor szpitala w Puławach Marek Paździor mówił w materiale cytowanym przez „Rzeczpospolitą”:
„Gdybym nadal robił taką samą liczbę badań nielimitowanych, zadłużałbym szpital. W samej pracowni rezonansu byłoby to około pół miliona zł miesięcznie”.
Według dyrektora liczba wykonywanych miesięcznie badań rezonansu mogła spaść z 800–900 do około stu. Mniejsze finansowanie oznacza więc w praktyce mniejszą liczbę badań i dłuższe kolejki.
„Rzeczpospolita” informowała również, że szpitale oczekiwały na ponad 2,2 mld zł zapłaty za nadwykonania z 2025 roku, a część placówek mogła nie wytrzymać dalszej presji finansowej.
Według danych przywoływanych przez dziennik luka w budżecie NFZ może wynosić od 18 do 23 mld zł.
To prowadzi do zasadniczego wniosku: samo przyłączenie szpitala powiatowego do większej struktury nie tworzy nowych lekarzy, nie zwiększa automatycznie kontraktu NFZ i nie usuwa systemowej luki finansowej.
Może zmienić właściciela. Może zmienić zarząd. Może umożliwić przesuwanie oddziałów, kontraktów, kadry i sprzętu między placówkami. Ale nie daje gwarancji, że mieszkańcy Tomaszowa otrzymają większą liczbę świadczeń.
Co na to NFZ?
Łódzki NFZ nie otrzymał żadnej informacji od CSK UMED o wstrzymaniu przyjęcia pacjentów do programów lekowych. We wtorek 14 lipca br. do ŁOW NFZ zgłosiło się 2 pacjentów, którzy poprosili o wskazanie miejsca, w którym mogą być zakwalifikowani do programów lekowych. Obu pacjentom wskazaliśmy miejsce, w którym mogą rozpocząć kwalifikację do programów lekowych – Szpital im. Kopernika w Łodzi (SOLO III) oraz Szpital Bonifratrów w Łodzi. Do dzisiaj nie zgłosił się żaden inny pacjent – jeśli tacy się zgłoszą otrzymają informację o innych placówkach i pomoc.
CSK UMED jest jednym z kilku szpitali w Łodzi i - w zależności od programu onkologicznego – jednym z kilku lub kilkunastu szpitali w Łódzkiem, które realizują programy onkologiczne.
Podpisaliśmy właśnie z CSK UMED aneksy do umów w zakresach programów lekowych i chemioterapii. Wartość leków w programach lekowych onkologicznych w tej placówce zrealizowanych ponad wartość umowy z ŁOW NFZ za I i II kwartał 3 027 903 zł. - informuje rzeczniczka łódzkiego NFZ, Anna Leder
W CSK UMED w tym roku za leczenie w ramach zawartych umów w programach lekowych i chemioterapii opłaciliśmy już kwotą niemal 45 mln zł (44 998 507 zł).
Programy lekowe są świadczeniem limitowanym – NFZ rozlicza się do wysokości umowy. W pierwszej kolejności NFZ - w miarę posiadanych środków finansowych – musi opłacić świadczenia nielimitowane.
Nasze zobowiązania wynikające z umowy z CSK UMED wypłacamy terminowo co miesiąc. W miarę posiadania środków finansowych staramy się pokrywać wartość świadczeń wykonanych ponad limit także w świadczeniach limitowanych jak programy lekowe (leki) – tak było w roku 2025. Za 2025 r. rozliczyliśmy z placówkami medycznymi w Łódzkiem nadwykonania w lekach (programy lekowe i chemioterapia ) kwotą 61 228 068 zł.
Spodziewamy się dodatkowych pieniędzy z Centrali NFZ – pozwoli nam to na uregulowanie świadczeń wykonanych ponad wartość umów w programach lekowych. - dodaje rzeczniczka
Obietnice były konkretne. Konkretów dotyczących zabezpieczeń nadal brakuje
Zwolennicy konsolidacji przedstawiali ją jako szansę na lepsze wykorzystanie infrastruktury, ograniczenie dublowania świadczeń, pozyskanie specjalistów oraz poprawę sytuacji finansowej.
W maju „Tomaszowski Informator Tygodniowy” relacjonował, że poseł Adrian Witczak przekonywał radnych, iż konsolidacja z CKD jest szansą na utrzymanie, a nawet podwyższenie poziomu leczenia w Tomaszowie.
W tym samym artykule przedstawiono rządowe założenia konsolidacji:
„Szpitale mają być lepiej zarządzane, a usługi medyczne dopasowane do lokalnych potrzeb pacjentów. Co za tym idzie, będzie lepsza jakość leczenia i większa dostępność świadczeń”.
Źródłem tego opisu jest artykuł Ryszarda Pożyczki w „Tomaszowskim Informatorze Tygodniowym”, odwołujący się do założeń Ministerstwa Zdrowia.
Tyle że pomiędzy sformułowaniem „mogą prowadzić do większej dostępności” a gwarancją zachowania oddziałów w Tomaszowie istnieje przepaść.
Dotychczas mieszkańcom nie przedstawiono publicznie wiążącego dokumentu gwarantującego m.in.:
utrzymanie wszystkich kluczowych oddziałów w Tomaszowie, minimalną liczbę łóżek, zachowanie SOR, pozostawienie poradni specjalistycznych, utrzymanie zatrudnienia, określony poziom kontraktu z NFZ oraz zakaz przenoszenia świadczeń do Łodzi.
Nie pokazano również kompletnej analizy, w jaki sposób CKD miałoby przejąć odpowiedzialność za TCZ, nie ograniczając jednocześnie świadczeń w Tomaszowie albo w samym CKD.
W zamian pojawiały się zapewnienia, że większy podmiot będzie silniejszy, a kliniczne zaplecze otworzy przed Tomaszowem nowe możliwości.
Dziś Radio Łódź informuje, że ten silniejszy podmiot odsyła pacjentów onkologicznych.
Polityczny sojusz wokół szpitala
Koncepcję przejęcia lub konsolidacji TCZ z łódzką placówką forsują przede wszystkim parlamentarzysta Koalicji Obywatelskiej oraz radni KO w Radzie Powiatu Tomaszowskiego. Wsparcie dla rozpoczęcia tego procesu płynie również ze strony części radnych Prawa i Sprawiedliwości.
Podczas sesji Rady Powiatu przewodniczący Michał Jodłowski z KO złożył wniosek o rozszerzenie porządku obrad i podjęcie uchwały intencyjnej dotyczącej działań zmierzających do konsolidacji TCZ z CKD. Za wnioskiem głosowało ośmioro radnych, 11 było przeciw, a troje wstrzymało się od głosu.
W Radzie Powiatu PiS dysponuje dziewięcioma mandatami, KO sześcioma, KWW Marcina Witko czterema, natomiast Trzecia Droga i Wszyscy Razem mają po dwa mandaty.
Zdecydowanego poparcia dla oddania szpitala CKD nie wyrażają radni wybrani z Komitetu Marcina Witko oraz radni Trzeciej Drogi związani z PSL. Podnoszą oni ryzyko utraty kontroli samorządu nad szpitalem, jego majątkiem oraz zakresem świadczeń wykonywanych w Tomaszowie.
Jest to obawa uzasadniona. Po sprzedaży udziałów lub trwałym wejściu TCZ w strukturę łódzkiego szpitala decyzje o profilu działalności placówki nie byłyby już podejmowane przede wszystkim w Tomaszowie. Lokalny samorząd straciłby realny wpływ na kierunki rozwoju szpitala. Na to zagrożenie zwracano uwagę również podczas kolejnych dyskusji na forum Rady Powiatu.
TCZ ma problemy. Ale problemy ma również potencjalny nabywca
Nie można uczciwie twierdzić, że Tomaszowskie Centrum Zdrowia znajduje się w dobrej sytuacji finansowej.
Według danych przedstawionych przez „Tomaszowski Informator Tygodniowy” TCZ zakończyło 2025 rok stratą przekraczającą 24 mln zł. Strata na podstawowej działalności medycznej wyniosła blisko 8 mln zł, zobowiązania wzrosły z 24 do 31 mln zł, a stan środków pieniężnych zmniejszył się z ponad 23 do około 13 mln zł.
Prognoza na 2026 rok zakładała kolejną stratę, przekraczającą 20 mln zł. Szpital utracił część wpływów związanych z pogotowiem ratunkowym i działalnością SOR, a jednocześnie nadal ponosi znaczną część kosztów stałych.
To są fakty, których nie wolno zamiatać pod dywan.
Nie wolno jednak stosować dwóch różnych miar: jednej wobec TCZ, drugiej wobec CKD. Jeśli problemy finansowe Tomaszowa mają uzasadniać sprzedaż szpitala, to problemy finansowe, limity i ograniczenia przyjęć po stronie potencjalnego nabywcy muszą zostać ocenione równie poważnie.
Nie wystarczy powiedzieć, że CKD jest większe. Titanic też był większy od innych statków. O bezpieczeństwie nie decyduje rozmiar konstrukcji, lecz to, czy kadłub jest szczelny i czy ktoś kontroluje kurs.
Konsolidacyjna marchewka
Jednym z argumentów za szybkim rozpoczęciem konsolidacji jest możliwość uzyskania dofinansowania sięgającego nawet 70 mln zł. Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że jest to maksymalny możliwy poziom wsparcia, a nie kwota gwarantowana każdemu łączącemu się podmiotowi.
Pieniądze mają finansować inwestycje związane z konsolidacją, zmianą profilu działalności, dostosowaniem infrastruktury i reorganizacją świadczeń. Nie są prostym czekiem wręczanym samorządowi za przekazanie udziałów.
Co więcej, nawet jednorazowe 70 mln zł nie rozwiąże problemu szpitala, który co roku generowałby wielomilionową stratę operacyjną. Może pomóc w modernizacji, ale nie zastąpi trwałego finansowania świadczeń przez NFZ.
Najpierw powinien więc powstać wiążący plan medyczny i finansowy. Dopiero później można rozważać zmianę właścicielską. W Tomaszowie kolejność próbuje się niekiedy odwrócić: najpierw rozpocząć proces, a szczegóły ustalać później.
W przypadku szpitala takie podejście byłoby igraniem nie tylko z majątkiem publicznym, ale przede wszystkim z bezpieczeństwem mieszkańców.
Najpierw odpowiedzi, później decyzje
Informacja o wstrzymaniu przyjęć nowych pacjentów onkologicznych w CKD nie może zostać zbyta wzruszeniem ramion. Powinna natychmiast stać się przedmiotem pytań skierowanych do władz Uniwersytetu Medycznego, dyrekcji Centralnego Szpitala Klinicznego, Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia.
Radni powinni zażądać informacji, ilu pacjentów dotyczy ograniczenie, z jakiego powodu zostało wprowadzone, jak długo potrwa, gdzie kierowani są chorzy oraz czy podobne ograniczenia mogą objąć inne kliniki.
Powinni również otrzymać kompletny raport ekonomiczno-finansowy potencjalnego nabywcy oraz analizę jego zobowiązań, wyniku na działalności medycznej, poziomu nadwykonań, kolejek, braków kadrowych i zdolności do finansowania dodatkowej placówki w Tomaszowie.
Nie można sprzedawać szpitala na podstawie prezentacji pełnej słów: „szansa”, „możliwość”, „potencjał” i „większa dostępność”.
Własność zmienia się raz. Obietnice można zmieniać co tydzień.
Przed podjęciem decyzji mieszkańcy muszą wiedzieć, które oddziały zostaną w Tomaszowie, jakie nowe świadczenia rzeczywiście powstaną, skąd przyjdą lekarze, kto zapłaci za ich zatrudnienie i co stanie się w sytuacji, gdy łódzka centrala uzna, że bardziej opłaca się przenieść część leczenia do CKD.
Dopóki nie ma takich gwarancji, konsolidacja pozostaje projektem politycznym, a nie bezpiecznym planem medycznym.
Dzisiejsza sytuacja pacjentów onkologicznych CKD pokazuje, że większy szpital nie zawsze oznacza krótszą kolejkę. Czasem oznacza tylko większą poczekalnię – i więcej ludzi, którym trzeba powiedzieć, że na razie nie zostaną przyjęci.



Napisz komentarz
Komentarze