Media społecznościowe dawno przestały być dodatkiem do codzienności. Dla milionów osób są dziś miejscem rozmowy, rozrywki, zakupów, zdobywania informacji, politycznych sporów i śledzenia życia znajomych. Z badania IBRiS dla PAP wynika, że korzysta z nich 73 proc. Polaków.
Niekwestionowanym liderem pozostaje Facebook. Korzystanie z tego serwisu deklaruje 53 proc. respondentów. Instagram wskazało 31 proc. badanych, TikToka 25 proc., a platformę X – 18 proc. Z innych serwisów społecznościowych korzysta 9 proc.
Za tymi liczbami kryje się jednak wyraźny podział pokoleniowy.
Prawie każdy młody Polak jest w social mediach
W grupie osób w wieku od 18 do 29 lat z mediów społecznościowych korzysta aż 95 proc. respondentów. Wśród osób mających ponad 70 lat odsetek ten spada do 39 proc.
Według autora badania Marcina Dumy różnica ta ma znaczenie nie tylko dla sposobu komunikowania się poszczególnych pokoleń. Wpływa również na ich świadomość zagrożeń, takich jak fałszywe reklamy, wyłudzenia czy oszustwa wykorzystujące sztuczną inteligencję.
Badanie pokazuje bowiem, że kontakt z internetowym oszustwem lub fałszywymi treściami stał się zjawiskiem niemal powszechnym.
Aż 85 proc. Polaków deklaruje, że zetknęło się z fałszywą reklamą lub postem w mediach społecznościowych.
Wśród osób w wieku 18–29 lat kontakt ze scamem deklaruje 67 proc. badanych. W grupie 30–39 lat jest to już 87 proc., wśród 40-latków – 95 proc., a w grupie 50–59 lat aż 98 proc.
To liczby, które pokazują skalę problemu znacznie lepiej niż najbardziej efektowne kampanie ostrzegawcze. Fałszywy sklep, inwestycja obiecująca niezwykłe zyski, reklama wykorzystująca wizerunek znanej osoby, spreparowany film czy wiadomość podszywająca się pod bank przestały być internetową egzotyką. Stały się częścią cyfrowej codzienności.
Młodzi w internecie czują się pewniej
Paradoksalnie to najmłodsi użytkownicy rzadziej niż starsi uznają oszustwa wykorzystujące sztuczną inteligencję za „bardzo groźne”.
Takiej odpowiedzi udzieliło 65 proc. badanych w wieku 18–29 lat. Wśród osób w wieku 30–39 lat było to już 90 proc. W grupie 50–59 lat – 88 proc., a wśród 60-latków – 89 proc.
Marcin Duma zwraca uwagę, że generacja Z dorastała w świecie Facebooka, Instagrama, TikToka, YouTube'a i internetowych komunikatorów. Dla niej cyfrowe środowisko nie jest nową przestrzenią, do której trzeba się dostosować. Jest środowiskiem naturalnym.
Młodzi czują się w nim pewniej, choć – jak zaznacza badacz – nie musi to automatycznie oznaczać, że rzeczywiście są w nim bezpieczniejsi.
Co jednak szczególnie interesujące, badania jakościowe IBRiS pokazują, że najmłodsze pokolenie niekoniecznie traktuje social media jako miejsce wiarygodnej informacji.
Wręcz przeciwnie.
Pokolenie „milczącej większości”
Zdaniem Dumy młodzi odbiorcy często patrzą na treści publikowane w mediach społecznościowych jak na reklamę, autopromocję albo próbę sprzedania im produktu, poglądu lub stylu życia.
Dlatego znaczna część z nich więcej ogląda niż publikuje.
Tworzą swoistą „milczącą większość”: obserwują, przewijają, wyszukują treści i komunikują się prywatnie, ale znacznie rzadziej mają potrzebę publicznego relacjonowania swojego życia czy prowadzenia wielogodzinnych sporów pod postami.
Starsze pokolenia zachowują się inaczej.
Chętniej zamieszczają zdjęcia, opisują wydarzenia rodzinne i prywatne, komentują bieżące wydarzenia oraz podejmują dyskusje z innymi użytkownikami. Z perspektywy części przedstawicieli generacji Z takie zachowanie bywa postrzegane wręcz jako nadmierne odsłanianie prywatności.
Można powiedzieć, że świat cyfrowy odwrócił jeden ze stereotypów ostatnich kilkunastu lat. To niekoniecznie młodzi wystawiają dziś całe swoje życie na widok publiczny. Coraz częściej właśnie oni świadomie ograniczają pozostawiany w sieci ślad.
Polacy chcą ostrzejszych przepisów
Skala zagrożeń powoduje jednocześnie, że społeczne oczekiwanie większej ochrony w internecie jest bardzo wysokie.
81 proc. respondentów uważa wprowadzenie surowszych przepisów dotyczących cyberbezpieczeństwa za sprawę ważną lub priorytetową.
Jedynie 4 proc. ankietowanych uznaje obecne regulacje za wystarczające, natomiast 7 proc. sprzeciwia się ingerencji państwa w zasady funkcjonowania prywatnych platform internetowych.
Różnice pojawiają się również pomiędzy elektoratami poszczególnych ugrupowań.
Wśród zwolenników Rozwoju Plus aż 97 proc. uważa zmiany prawne za ważne lub priorytetowe. W elektoracie Koalicji Obywatelskiej ten odsetek wynosi 94 proc., Prawa i Sprawiedliwości – 80 proc., a Konfederacji Korony Polskiej – 73 proc.
Najbardziej sceptyczni wobec zwiększania regulacyjnej roli państwa pozostają wyborcy Konfederacji. Za większą ingerencją opowiada się w tej grupie 62 proc. respondentów.
Braun bez tradycyjnych mediów, ale z internetem
Interesująco wygląda również zestawienie elektoratów pod względem korzystania z platform społecznościowych.
Najwyższy wynik uzyskali wyborcy partii Razem – 88 proc.. Niewiele mniej, bo 85 proc., osiągnął elektorat Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna.
Marcin Duma ocenia ten wynik jako zaskakujący, ponieważ wcześniejsze badania wskazywały, że sympatycy tego ugrupowania częściej należą do grup, które teoretycznie powinny być mniej aktywne cyfrowo: mają niższe dochody, słabsze wykształcenie i częściej mieszkają w mniejszych miejscowościach.
Internet najwyraźniej zniwelował jednak znaczną część tych różnic.
Zdaniem analityka pokazuje to również, dlaczego niewielka obecność Grzegorza Brauna w tradycyjnych mediach nie musi oznaczać politycznej niewidoczności. Jego środowisko zbudowało własne kanały komunikacji i potrafi docierać do sympatyków bez pośrednictwa telewizji czy dużych redakcji.
Na przeciwległym biegunie znajdują się wyborcy PiS oraz Rozwoju Plus. W obu przypadkach z portali społecznościowych korzysta po 56 proc. respondentów. Według autora badania jednym z głównych powodów jest starsza struktura wieku sympatyków tych środowisk.
Inaczej wygląda sytuacja Koalicji Obywatelskiej. Jej elektorat również jest stosunkowo starszy, jednak częściej tworzą go mieszkańcy większych miast i osoby z wyższym wykształceniem, a oba te czynniki sprzyjają korzystaniu z internetu.
Wybory będą również walką o ekran telefonu
Badanie ma znaczenie także polityczne.
Na rok przed wyborami parlamentarnymi pokazuje bowiem, że poszczególne ugrupowania muszą korzystać z zupełnie różnych sposobów docierania do wyborców.
PiS, którego znaczna część elektoratu nadal nie korzysta z portali społecznościowych, nie może przenieść całej komunikacji do internetu bez ryzyka utraty kontaktu z własnymi sympatykami.
W przypadku partii mających młodszy elektorat sytuacja jest odwrotna. Dla nich rezygnacja z intensywnej obecności na TikToku, Facebooku, Instagramie, YouTube czy innych platformach oznaczałaby dobrowolne oddanie przeciwnikom podstawowego pola politycznej rywalizacji.
Marcin Duma stwierdził wręcz, że Razem mogłoby prowadzić kampanię niemal wyłącznie za pośrednictwem social mediów.
Jednocześnie rosnąca rola internetu oznacza rosnącą odpowiedzialność. Kampania wyborcza prowadzona przez algorytmy, krótkie filmy i generowane przez sztuczną inteligencję obrazy daje ogromne możliwości docierania do wyborców. Daje je jednak również oszustom, manipulatorom oraz podmiotom zainteresowanym destabilizacją debaty publicznej.
I właśnie tutaj znajduje się być może najważniejszy wniosek z badania IBRiS.
Nie chodzi już o pytanie, czy żyjemy w świecie mediów społecznościowych. Na to odpowiedź właściwie znamy.
Znacznie ważniejsze staje się pytanie, czy potrafimy jeszcze odróżnić w nim prawdziwą informację od reklamy, manipulacji, politycznej propagandy i coraz doskonalszej cyfrowej podróbki.
Badanie IBRiS „Platformy społecznościowe i oszustwa internetowe” przeprowadzono 29–30 sierpnia 2026 roku na grupie ponad tysiąca dorosłych mieszkańców Polski.




Napisz komentarz
Komentarze