Nasz artykuł w skrócie
- Leszek Jażdżewski uważa, że wolność słowa musi wiązać się z odpowiedzialnością za wypowiadane słowa.
- Jego zdaniem media społecznościowe i ich algorytmy wzmacniają poglądy skrajne, ponieważ to one wywołują największe emocje.
- Politolog wskazuje, że rzeczywiste różnice między Polakami mogą być znacznie mniejsze, niż wynikałoby z internetowych sporów.
- Ostrzega również przed upolitycznianiem instytucji państwa oraz podporządkowywaniem kompetencji politycznej lojalności.
- Według Jażdżewskiego jednym ze sposobów przełamywania polaryzacji pozostaje zwykła rozmowa – również z ludźmi, z którymi zdecydowanie się nie zgadzamy.
Liberalizm, którego prawie nikt już nie chce nazywać liberalizmem
Leszek Jażdżewski jest jednym z nominowanych do tegorocznego Medalu Wolności Słowa. Gala odbędzie się w piątek, 28 sierpnia, w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku.
W rozmowie z Polską Agencją Prasową publicysta mówił między innymi o kondycji liberalizmu, zmianach społecznych zachodzących w Polsce oraz coraz głębszym podziale debaty publicznej.
Przypomniał, że samo określenie „liberalizm” od początku swojej historii nie zawsze miało pozytywne znaczenie. W XIX wieku używano go również jako swoistej politycznej obelgi wobec przeciwników starego, feudalnego i monarchicznego porządku.
Dziś, zdaniem Jażdżewskiego, niewiele polskich środowisk politycznych otwarcie określa się jako liberalne.
– W Polsce jest kilka prawic i dwie lewice, nie ma partii liberalnej – zauważył.
Jednocześnie, jego zdaniem, samo społeczeństwo stopniowo liberalizuje swoje poglądy. Zmienia się stosunek do mniejszości seksualnych, rośnie znaczenie postaw świeckich, a kolejne pokolenia inaczej patrzą na obecność Kościoła w polityce.
Problem polega na tym, że zmiany społeczne nie zawsze znajdują odbicie w prawie czy partyjnej polityce.
Algorytm lubi gniew
Jednym z najważniejszych wątków rozmowy była jednak polaryzacja.
Żyjemy coraz częściej we własnych światach informacyjnych. Czytamy ludzi, z którymi się zgadzamy. Obserwujemy profile potwierdzające nasze przekonania. Algorytm szybko uczy się, co wzbudza naszą sympatię, a jeszcze szybciej – co powoduje złość.
Jażdżewski zwraca uwagę, że człowiek z natury szuka komfortu i niekoniecznie chce konfrontować swoje przekonania z argumentami drugiej strony.
Właśnie w ten mechanizm wchodzą media społecznościowe.
Ich algorytmy podsuwają treści dopasowane do odbiorcy, a opinie najbardziej skrajne są w internecie znacznie bardziej widoczne niż umiarkowane.
To świat trochę jak z krzywego zwierciadła: im więcej emocji wywołuje wypowiedź, tym większą ma szansę na dalsze rozpowszechnianie.
W efekcie można odnieść wrażenie, że społeczeństwo jest podzielone na dwa wrogie plemiona, nawet jeśli rzeczywiste różnice między większością obywateli okazują się znacznie mniejsze.
Agora, która przestała należeć do obywateli
Jażdżewski zwraca też uwagę na jeszcze jeden paradoks.
Starożytna agora należała do miasta i jego mieszkańców. Dzisiejszy odpowiednik agory – media społecznościowe – znajduje się w rękach kilku globalnych koncernów technologicznych.
To ich systemy decydują, co zobaczymy, jaka informacja zostanie nam podpowiedziana i co będzie szeroko kolportowane.
– My nie kontrolujemy agory – zauważa Jażdżewski.
Jego zdaniem zmianę może przynieść przede wszystkim działanie na poziomie ponadnarodowym, między innymi poprzez regulacje Unii Europejskiej dotyczące cyfrowych gigantów oraz sztucznej inteligencji.
Publicysta nie spodziewa się jednak szybkiego przełomu. Polityczna polaryzacja jest bowiem dla części ugrupowań korzystna – mobilizuje wyborców, utrwala podział i pozwala budować poparcie przede wszystkim na konflikcie z przeciwnikiem.
Państwo jako polityczny łup
Konsekwencje takiego modelu polityki wykraczają daleko poza media społecznościowe.
Jażdżewski zwraca uwagę na problem ciągłości państwa. Po kolejnych wyborach stanowiska, które powinny mieć przede wszystkim charakter ekspercki, stają się elementem partyjnej wymiany kadr.
Kompetencja przegrywa wtedy z polityczną lojalnością.
Zdaniem publicysty przy rosnącej polaryzacji ważniejsze od sprawnego zarządzania staje się często „dołożenie” przeciwnikowi.
Skutki widać później przy największych państwowych przedsięwzięciach wymagających wieloletniego planowania. Jażdżewski przywołuje między innymi elektrownię atomową oraz Centralny Port Komunikacyjny.
Problem pojawia się również przy reformach, których efektów nie da się osiągnąć w jednej kadencji.
Trudno przeprowadzić głęboką reformę ochrony zdrowia czy finansów publicznych, jeśli każda kolejna ekipa polityczna obawia się, że koszty poniesie dziś, a korzyści przypadną jej następcom.
– Brak zdolności do tego, żeby współpracować mimo różnic, może być zagrożeniem dla istnienia państwa, jego suwerenności i bezpieczeństwa – ostrzega Jażdżewski.
Usiąść przy jednym stole
Czy w takim świecie można jeszcze odbudować normalną debatę?
Jażdżewski nie idealizuje publicznych dyskusji. Przyznaje, że często są one wydarzeniami środowiskowymi, skupiającymi ludzi o podobnych poglądach.
Jednak właśnie stworzenie miejsca, w którym mogą pojawić się różne idee, uważa za szczególnie istotne.
Taką rolę mają pełnić współtworzone przez niego Igrzyska Wolności.
Chodzi nie tylko o wygłaszanie stanowisk, ale o próbę przejścia od politycznych etykiet do rozmowy o konkretnych problemach.
Bo rozmowa nie oznacza zgody.
Można usiąść przy jednym stole i nadal się fundamentalnie różnić. Można zakończyć dyskusję bez wspólnego stanowiska. Ale już sama zdolność prowadzenia sporu bez traktowania drugiego człowieka jak wroga jest – według Jażdżewskiego – sposobem na ograniczanie polaryzacji.
„Słowa oderwały się od odpowiedzialności”
Najmocniej brzmi jednak część rozmowy poświęcona samej wolności słowa.
Jażdżewski określa się jako zdecydowany przeciwnik cenzury. Uważa, że przestrzeń publiczna powinna być otwarta nawet na poglądy radykalne, szkodliwe czy zwyczajnie głupie.
Nie oznacza to jednak, że każda wypowiedź zasługuje na taką samą ocenę.
Wolność wypowiadania poglądu nie oznacza prawa do tego, by wypowiadane słowa pozostawały bez konsekwencji.
– Jeśli się kogoś obraża, fałszywie oskarża, mówi się głupoty albo publicznie kłamie, to jak najbardziej trzeba być narażonym na krytykę albo sankcje – mówi Jażdżewski.
I właśnie tutaj dotyka jednego z najpoważniejszych problemów współczesnego internetu – anonimowości.
Treści, które kilkadziesiąt lat temu pozostałyby napisem na murze albo anonimową obelgą zapisaną gdzieś na marginesie przestrzeni publicznej, dzięki mediom społecznościowym mogą dziś w ciągu kilku godzin dotrzeć do dziesiątek czy setek tysięcy ludzi.
Ich autor nie zawsze musi ujawniać nazwisko, pokazywać twarz ani przedstawiać dowody swoich twierdzeń.
– Słowa oderwały się od odpowiedzialności i tutaj dostrzegam ogromny problem – podsumowuje publicysta.
Nominacja do Medalu Wolności Słowa
Leszek Jażdżewski jest publicystą, politologiem, założycielem i redaktorem naczelnym „Liberté!” oraz współtwórcą i dyrektorem programowym Igrzysk Wolności.
Do Medalu Wolności Słowa w kategorii „Media” został nominowany za działalność na rzecz pluralizmu i swobodnej wymiany poglądów.
Kapituła podkreśliła jego gotowość do podejmowania tematów kontrowersyjnych oraz obronę prawa do wyrażania również niepopularnych opinii.
W tej samej kategorii nominowane zostały dziennikarki Justyna Dobrosz-Oracz z TVP oraz Agnieszka Gozdyra z Polsatu.
Medal Wolności Słowa przyznawany jest osobom angażującym się w działalność na rzecz dobra wspólnego – między innymi obywatelską, społeczną, kulturalną, naukową, dziennikarską i publicystyczną.
Tegoroczna gala odbędzie się 28 sierpnia w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku.




Napisz komentarz
Komentarze