Sprawa jest częścią znacznie większego śledztwa dotyczącego giełdy kryptowalut Zondacrypto. Postępowanie, w którym pojawiają się tysiące pokrzywdzonych, zaginięcie założyciela giełdy, wielkie pieniądze, sponsoring sportu i nazwiska ze świata polityki, coraz mniej przypomina historię o jednym drogim zegarku.
Nasz artykuł w skrócie
- Radosław Piesiewicz usłyszał zarzuty z art. 230 §1 oraz art. 302 §1 Kodeksu karnego.
- Pierwszy dotyczy płatnej protekcji i jest zagrożony karą od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.
- W tle znajduje się śledztwo dotyczące Zondacrypto, której PKOl był sponsorem generalnym.
- Media wcześniej informowały o zegarku wartym około 40 tys. euro oraz rzekomym pośrednictwie Piesiewicza w sprawach giełdy przed UOKiK.
- Piesiewicz zaprzeczał, by zegarek był prezentem. Po zatrzymaniu mówił dziennikarzom: „Polityka, polityka, polityka”.
- Samo przedstawienie zarzutów nie oznacza winy. Zgodnie z konstytucyjną zasadą domniemania niewinności o winie może rozstrzygnąć dopiero prawomocny wyrok sądu.
Od medialnego śledztwa do zarzutów
W czwartek rano funkcjonariusze Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości zatrzymali prezesa PKOl. Piesiewicz został następnie przewieziony do Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej w Katowicach.
Wieczorem minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek poinformował, że śledczy przedstawili mu zarzuty z art. 230 §1 i art. 302 §1 Kodeksu karnego. Pierwszy dotyczy płatnej protekcji, drugi – działania związanego z zaspokajaniem części wierzycieli z pokrzywdzeniem pozostałych w sytuacji grożącej niewypłacalności.
Przesłuchanie trwało do późnych godzin nocnych. Już po północy Piesiewicz został wywieziony z budynku prokuratury. W chwili przygotowywania tego materiału nie było jeszcze jasne, czy wszystkie czynności z jego udziałem zostały zakończone.
Czym jest płatna protekcja?
To najpoważniejszy z ujawnionych dotychczas zarzutów.
Art. 230 §1 Kodeksu karnego dotyczy sytuacji, w której ktoś w zamian za korzyść majątkową lub osobistą albo obietnicę takiej korzyści podejmuje się pośrednictwa w załatwieniu sprawy, powołując się na swoje rzeczywiste albo sugerowane wpływy m.in. w instytucji państwowej.
Za taki czyn grozi od sześciu miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności.
Właśnie w tym miejscu historia zaczyna łączyć się z ustaleniami opublikowanymi wcześniej przez Wirtualną Polskę i TVN24.
Dziennikarze obu redakcji twierdzili, że Przemysław Kral z Zondacrypto miał przekazać Piesiewiczowi zegarek Patek Philippe wart około 40 tys. euro oraz inne korzyści, a prezes PKOl miał w zamian deklarować pomoc przy problemach giełdy z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Ustalenia oparto m.in. na materiałach zabezpieczonych na urządzeniach elektronicznych i kontach osób związanych z Zondacrypto.
Piesiewicz temu zaprzeczał. Przekonywał, że za zegarek zapłacił sam, natomiast Kral jedynie pomógł mu w jego zdobyciu.
I właśnie tutaj potrzebna jest szczególna ostrożność: prokuratura potwierdziła kwalifikację prawną zarzutu płatnej protekcji, ale nie opublikowała dotąd tak szczegółowego opisu czynu, który pozwalałby utożsamić każdy element dziennikarskich ustaleń z treścią zarzutu.
Drugi zarzut i pytanie o pieniądze wycofane z giełdy
Jeszcze bardziej ostrożnie należy traktować drugi zarzut – z art. 302 §1 k.k.
Przepis mówi o sytuacji, w której w warunkach grożącej niewypłacalności lub upadłości, gdy nie jest możliwe zaspokojenie wszystkich wierzycieli, spłacani albo zabezpieczani są jedynie niektórzy z nich ze szkodą dla pozostałych. Sankcja może wynieść do dwóch lat pozbawienia wolności.
TVN24 informował, że Piesiewicz miał odzyskać całość pieniędzy ulokowanych w Zondacrypto, podczas gdy inni klienci mieli już problem z wypłatami. Podobne informacje podawały inne media.
Nie znamy jednak jeszcze pełnego opisu czynu przyjętego przez prokuraturę. Dlatego stwierdzenie, że sam uprzywilejowany zwrot pieniędzy jest już udowodnionym przestępstwem Piesiewicza, byłoby na tym etapie przedwczesne.
Zondacrypto to znacznie większe śledztwo
A sam zegarek może okazać się jedynie jednym z elementów dużo większej układanki.
Prokuratura Regionalna w Katowicach prowadziła postępowanie dotyczące działalności giełdy pod kątem m.in. oszustw znacznej wartości i prania pieniędzy. Do organów ścigania wpłynęło kilka tysięcy zawiadomień.
30 lipca 2026 roku śledztwo zostało połączone z postępowaniem prowadzonym przez Śląski Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej, dotyczącym m.in. okoliczności działalności BitBay, późniejszej Zondacrypto, oraz zaginięcia jej założyciela Sylwestra Suszka. Prokuratura oficjalnie informowała następnie o „istotnym przełomie” w postępowaniu.
W tym samym komunikacie Prokuratura Krajowa potwierdziła, że jednym z analizowanych wątków była ewentualna korzyść majątkowa przekazana Radosławowi Piesiewiczowi. Badane są również inne przepływy finansowe i kontakty związane z Zondacrypto.
Zondacrypto od października 2025 roku była sponsorem generalnym Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Wiosną 2026 roku relacje sponsorskie zaczęły się jednak rozpadać. Pod koniec kwietnia zdecydowano m.in. o wygaszeniu i usunięciu neonu sponsora z siedziby PKOl.
„Polityka, polityka, polityka”
Sam prezes PKOl jeszcze przed przedstawieniem zarzutów sugerował zupełnie inną interpretację wydarzeń.
Doprowadzany do prokuratury został zapytany przez dziennikarzy, czy uważa się za ofiarę.
– Bardzo dużą. Polityka, polityka, polityka. Zobaczymy, co z tego będzie. Zobaczymy, kto jest winny – odpowiedział.
To jedno zdanie pokazuje linię obrony, którą Piesiewicz może przyjąć także w dalszej części postępowania: próbę przedstawienia sprawy jako elementu politycznego konfliktu.
Prokurator generalny Waldemar Żurek mówi natomiast o przełomie w skomplikowanym śledztwie i zapowiada kolejne działania.
To dopiero początek
Sprawa znajduje się na etapie postępowania przygotowawczego. Zarzuty to nie wyrok.
Art. 42 ust. 3 Konstytucji RP stanowi, że każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu.
Nie zmienia to faktu, że dla prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego wydarzenia z 27 sierpnia oznaczają jakościowo nową sytuację. Nie mamy już bowiem wyłącznie medialnych pytań o zegarek, znajomości czy kontakty biznesowe.
Są formalne zarzuty karne.
A prokuratura sama zapowiada, że śledztwo wokół Zondacrypto jest dynamiczne i obejmuje kolejne wątki. Historia, która jeszcze kilka dni temu mogła wyglądać jak opowieść o luksusowym zegarku, zaczyna przypominać znacznie większą układankę – z polityką, sportem, kryptowalutami i ogromnymi pieniędzmi w tle.




Napisz komentarz
Komentarze