Zakażenia pooperacyjne: cichy wróg chirurgii
Zakażenia w chirurgii coraz częściej stają się jednym z najpoważniejszych wyzwań współczesnej medycyny. Prof. Tomasz Banasiewicz, prezes elekt Towarzystwa Chirurgów Polskich, nie owija sprawy w bawełnę:
„Zakażenia w chirurgii wciąż stanowią duży problem, który — ze względu na starzenie się społeczeństwa, coraz częstsze występowanie chorób cywilizacyjnych oraz rozwój antybiotykooporności — będzie narastał”.
Profesor zwraca też uwagę na słabość systemu monitorowania takich przypadków:
„Szacuje się, że częstość zakażenia miejsca operowanego może w rzeczywistości być kilkukrotnie większa niż raportowana przez szpitale, bo nie ma systemu nadzoru”.
To nie jest odległy problem akademickich klinik. To sprawa każdego szpitala, także naszego — Tomaszowskiego Centrum Zdrowia.
Bo chirurgia nie kończy się na skalpelu. Zaczyna się dużo wcześniej: od przygotowania pacjenta, diagnostyki, kwalifikacji anestezjologicznej, właściwego antybiotyku, sterylności sali, pracy zespołu i opieki pooperacyjnej. W nowoczesnej medycynie każdy z tych elementów jest jak ogniwo w łańcuchu. Jeśli jedno pęknie, konsekwencje ponosi pacjent.
Tomaszów operuje poważnie. Nie jesteśmy prowincjonalnym dodatkiem do dużych miast
W Tomaszowskim Centrum Zdrowia wykonywany jest szeroki zakres zabiegów chirurgicznych, również tych najpoważniejszych. Szpital oficjalnie wskazuje, że jego blok operacyjny obsługuje trzy specjalności zabiegowe: chirurgię, ortopedię i urologię, a zespół tworzą m.in. pielęgniarki operacyjne, personel salowy i pracownicy sterylizacji.
TCZ posiada również m.in. Oddział Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej, Oddział Anestezjologii i Intensywnej Terapii, Oddział Chirurgii Urazowo-Ortopedycznej, Oddział Urologiczny, Szpitalny Oddział Ratunkowy, Oddział Chemioterapii Dziennej oraz Poradnię Chirurgii Onkologicznej.
To oznacza, że szpital w Tomaszowie Mazowieckim nie jest już tylko miejscem podstawowej opieki szpitalnej. To placówka, która w wielu zakresach realnie konkuruje z ośrodkami z dużych miast. Pacjenci onkologiczni, chirurgiczni, ortopedyczni czy urologiczni nie powinni być skazywani na wędrówkę po województwie, jeśli leczenie mogą otrzymać tutaj — blisko domu, rodziny i własnego łóżka.
Dla pacjenta onkologicznego czas i bezpieczeństwo zabiegu często decydują nie tylko o komforcie leczenia, ale o szansach przeżycia. Dlatego operacje onkologiczne w Tomaszowie Mazowieckim wymagają nie tylko doświadczenia lekarzy, ale także infrastruktury odpowiadającej współczesnym standardom.
A do tego potrzeba nowoczesnego bloku operacyjnego.
Blok operacyjny to serce szpitala
Już w marcu 2022 roku w Starostwie Powiatowym odbyło się spotkanie robocze dotyczące budowy nowego centralnego bloku operacyjnego w tomaszowskim szpitalu. Omawiano wtedy założenia do przetargu na projekt zadania pod nazwą „Budowa nowego centralnego bloku operacyjnego z salą wybudzeń i centralną sterylizatornią”. W oficjalnym komunikacie powiatu zapisano wprost, że inwestycja miała podnieść jakość opieki nad pacjentami.
To zdanie brzmi dziś jak wyrzut sumienia.
Bo nowy blok operacyjny to nie marmury, przecięcie wstęgi i zdjęcie do folderu. To mniejsze ryzyko zakażeń, lepsza organizacja pracy, bezpieczniejsze znieczulenia, sprawniejsza sterylizacja, nowocześniejsze sale, krótszy czas oczekiwania na zabieg i większa szansa, że pacjent po operacji wróci do zdrowia bez powikłań.
Prof. Banasiewicz przypomina, że problem nie kończy się wraz z opuszczeniem sali operacyjnej:
„Nadal nie stworzyliśmy modelu kompleksowej opieki nad tymi pacjentami” — mówi o chorych z zakażeniami miejsca operowanego.
W czasach, gdy zakażenia mogą być znacznie częstsze, niż pokazują oficjalne statystyki, nowoczesna infrastruktura przestaje być ambicją. Staje się obowiązkiem.
Stara infrastruktura kontra współczesna chirurgia
Problem nie polega wyłącznie na tym, że „przydałby się nowy budynek”. Problem polega na tym, że współczesna chirurgia wymaga zupełnie innych warunków niż ta sprzed kilkudziesięciu lat.
Dzisiejszy blok operacyjny musi być przestrzenią precyzyjnie zaprojektowaną: z właściwymi ciągami komunikacyjnymi, zapleczem sterylizacyjnym, salą wybudzeń, systemami wentylacji, bezpiecznym transportem pacjentów, miejscem dla aparatury i możliwością prowadzenia coraz bardziej skomplikowanych procedur.
Nie da się w nieskończoność dopasowywać starej infrastruktury do nowych wymagań medycyny. To tak, jakby próbować włożyć silnik od współczesnego samochodu do karoserii z epoki Syreny. Przez chwilę można udawać, że wszystko działa. Ale przy większej prędkości zaczyna się ryzyko.
A chirurgia jest właśnie taką prędkością.
80 milionów złotych, które mogły zmienić szpital
Tomaszowski szpital miał szansę na ogromny skok cywilizacyjny. Według lokalnych i regionalnych mediów chodziło o nawet 80 mln zł dotacji z KPO na budowę nowoczesnego bloku operacyjnego. Wniosek miał jednak przepaść z powodów formalnych.
Sprawa utraconej dotacji trafiła nawet do prokuratury, a w tle pojawiły się pytania o odpowiedzialność za brak skutecznego poprawienia dokumentacji. Według medialnych doniesień wniosek nie odpadł z przyczyn merytorycznych, ale formalnych, co pozbawiło szpital także szansy na finansowanie z listy rezerwowej.
To szczególnie bolesne, bo nabór z KPO dotyczył właśnie rozwoju i modernizacji infrastruktury w obszarze onkologii. Innymi słowy: pieniądze były dokładnie na to, czego Tomaszów potrzebuje najbardziej.
Opoczno i Rawa Mazowiecka potrafiły. Tomaszów wciąż czeka
Tym bardziej trudno przejść nad sprawą do porządku dziennego, gdy spojrzymy na sąsiednie miasta.
W Rawie Mazowieckiej oddano do użytku nowy blok operacyjny oraz Oddział Anestezjologii i Intensywnej Terapii. W Opocznie również ruszyła budowa nowego bloku operacyjnego, obejmującego sale dla zabiegów ortopedycznych, ginekologicznych i chirurgicznych.
I tu pojawia się pytanie, którego nie da się zamieść pod dywan: skoro nowe bloki operacyjne udało się zrealizować w Opocznie i Rawie Mazowieckiej, czyli w szpitalach o zdecydowanie mniejszym potencjale, mniejszym zapleczu i także poważnych problemach finansowych, to dlaczego Tomaszowskie Centrum Zdrowia — placówka o większym znaczeniu medycznym dla regionu — wciąż stoi w miejscu?
To nie jest zazdrość o inwestycje sąsiadów. To jest rachunek strat.
Nie tylko sprzęt. System bezpieczeństwa pacjenta
Prof. Banasiewicz zwraca uwagę, że walka z zakażeniami wymaga całego systemu: prehabilitacji, właściwej antybiotykoterapii, badań mikrobiologicznych, specjalistycznych opatrunków i telemedycznej kontroli ran po wypisie ze szpitala.
Jak wyjaśnia ekspert, pacjent oczekujący na zabieg planowy powinien wcześniej przekazać pełen zestaw informacji o swoim stanie zdrowia, przebytych chorobach, zażywanych lekach, paleniu papierosów czy wykonanych badaniach. Takie przygotowanie może zmniejszyć ryzyko powikłań.
„W polskim systemie ochrony zdrowia obciążamy lekarzy pracą całkowicie nieadekwatną do ich umiejętności, a potem narzekamy na brak specjalistów i na kolejki” — podkreśla prof. Banasiewicz.
Ale nawet najlepsze procedury muszą mieć gdzie działać. Nowoczesny blok operacyjny z salą wybudzeń i centralną sterylizatornią to podstawowa przestrzeń bezpieczeństwa. To tam decyduje się, czy pacjent po operacji wróci do zdrowia, czy rozpocznie dramatyczną walkę z powikłaniami.
W chirurgii nie ma miejsca na prowizorkę. Sala operacyjna to nie zaplecze. To front.
Antybiotykooporność i powikłania. Tu liczy się czas
W ciężkich zakażeniach nie ma miejsca na administracyjne „później”. Decyzje muszą zapadać szybko, a leczenie musi być skuteczne. Prof. Banasiewicz mówi wprost:
„Ciężkie zakażenia śródbrzuszne muszą być leczone szybko i skutecznie, inaczej mogą prowadzić do zgonu. Śmiertelność w tej grupie pacjentów jest bardzo wysoka”.
Dlatego tak ważne są nowoczesne procedury, zaplecze mikrobiologiczne, właściwa antybiotykoterapia i organizacja pracy całego zespołu. Chirurgia nie jest samotnym występem jednego lekarza. To orkiestra, w której każdy fałszywy dźwięk może kosztować pacjenta zdrowie.
Cyfryzacja jest ważna, ale nie zastąpi bloku operacyjnego
W ostatnich miesiącach TCZ pozyskało ponad 9 mln zł na cyfryzację i rozwój systemów informatycznych. To potrzebna inwestycja: dokumentacja elektroniczna, cyberbezpieczeństwo, lepsza komunikacja między oddziałami — wszystko to ma znaczenie dla pacjentów i personelu.
Powstaje też „Bezpieczna Przystań”, czyli ośrodek opieki długoterminowej przy TCZ, dofinansowany kwotą ponad 7 mln zł. To także ważny projekt, szczególnie przy starzejącym się społeczeństwie.
Ale cyfryzacja i opieka długoterminowa nie zastąpią sali operacyjnej. Można mieć świetny system informatyczny, ale jeśli pacjent potrzebuje pilnej operacji onkologicznej, ortopedycznej czy urologicznej, najważniejsze jest jedno: bezpieczny, nowoczesny, dobrze wyposażony blok.
Bez nowego bloku można stracić nie tylko pieniądze, ale i lekarzy
Szpitale walczą dziś nie tylko o kontrakty i sprzęt. Walczą o specjalistów. Chirurg, anestezjolog, instrumentariuszka, pielęgniarka anestezjologiczna — to kadry, których nie da się kupić z dnia na dzień.
Nowoczesna infrastruktura przyciąga lekarzy. Przestarzała — zniechęca. Młodzi specjaliści chcą pracować tam, gdzie mogą się rozwijać, wykonywać ambitne procedury, korzystać z nowoczesnego zaplecza i mieć poczucie, że nie walczą codziennie z ograniczeniami budynku.
Dlatego blok operacyjny TCZ to nie tylko inwestycja w mury. To inwestycja w przyszłość chirurgii w Tomaszowie Mazowieckim.
Największym przegranym zawsze jest pacjent
W lokalnej polityce łatwo zgubić sens. Padają nazwiska, partyjne etykiety, wzajemne oskarżenia. Ale szpital nie jest planszą do gry. Szpital to miejsce, w którym człowiek przychodzi ze strachem, bólem i nadzieją.
Dlatego sprawa nowego bloku operacyjnego w Tomaszowie Mazowieckim powinna wrócić na sam środek publicznej debaty. Nie jako temat kampanijny. Nie jako pałka w sporze między radnymi. Jako pytanie o bezpieczeństwo mieszkańców.
Bo jeśli w Tomaszowie wykonuje się poważne zabiegi, jeśli leczymy pacjentów onkologicznych, jeśli chcemy utrzymać specjalistów i konkurować z dużymi ośrodkami, to musimy dać lekarzom narzędzia, a pacjentom warunki XXI wieku.
Prof. Banasiewicz, mówiąc o refundacji specjalistycznych opatrunków, użył porównania, które pasuje także do tej sprawy:
„Zamiast wysłać straż pożarną do małego pożaru, by zgasić go w zarodku, my musimy czekać aż spali się pół domu, gdy często nie ma już czego ratować”.
Nowy blok operacyjny w TCZ nie jest fanaberią. Jest koniecznością.
I im dłużej będziemy to odkładać, tym bardziej będziemy przypominać ludzi, którzy widzą dym, czują swąd spalenizny, ale wciąż dyskutują, czy warto dzwonić po straż.
A czasu dla tomaszowskiej chirurgii jest coraz mniej.
































































Napisz komentarz
Komentarze