Nie trzeba wielkiej wyobraźni, żeby zrozumieć, czym jest pijany kierowca na drodze. W Tomaszowie Mazowieckim ta wiedza nie jest abstrakcją. Ma konkretny adres: ulica Mostowa. Ma datę: 22 sierpnia 2024 roku. Ma ofiary: dwie kobiety, 67 i 69 lat, zabite na przejściu dla pieszych przez kierowcę będącego pod wpływem alkoholu. Sprawca został później skazany na 16 lat i 6 miesięcy więzienia. Prokurator mówił wtedy wprost: „to była zbrodnia na drodze”.
Dlatego sprawa Leona K. nie może zostać sprowadzona do urzędowego zdania: „nic się nie stało, bo nikt nie zginął”. Stało się. Człowiek pełniący funkcję publiczną wsiadł za kierownicę po alkoholu. I to nie po symbolicznym kieliszku, lecz mając w organizmie ponad promil alkoholu.
Z dokumentów Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim wynika, że 27 marca 2026 roku Sąd Rejonowy w Tomaszowie Mazowieckim warunkowo umorzył postępowanie karne przeciwko Leonowi K. na okres próby dwóch lat. Sąd orzekł też zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na jeden rok.
To wyrok łagodny. Zbyt łagodny. Właściwie żaden. Zwłaszcza wobec osoby, która jako radny powinna rozumieć wagę prawa lepiej niż przeciętny obywatel. Wyrok nie będący wyrokiem, nie powoduje nawet wygaśnięcia mandatu radnego.
Prokuratura czeka na pisemne uzasadnienie i zapowiada, że po jego otrzymaniu podejmie decyzję w sprawie ewentualnego zaskarżenia orzeczenia. To ważne, bo ten wyrok wymaga kontroli. Wymaga publicznej debaty. Wymaga pytania, którego nie wolno zamiatać pod dywan. Niestety trudno nie odnieść wrażenia, że odpowiedzi udzielane przez prokuratorów w tej prawie są wymijające. Czyżby do apelacji miało w ogóle nie dojść?
Czy mieszkaniec bez funkcji, bez mandatu, bez politycznego zaplecza mógłby liczyć na podobną pobłażliwość? Czy osoba publiczna, która współdecyduje o sprawach lokalnej wspólnoty, ma być traktowana łagodniej właśnie wtedy, gdy zawodzi zaufanie tej wspólnoty?
Sprawę potwierdza policja w Tomaszowie Mazowieckim. W dniach 12-14 grudnia funkcjonariusze KPP w Tomaszowie Maz. zatrzymali trzech nietrzeźwych kierujących. Jeden z zatrzymanych kierował samochodem, a kolejni odpowiednio: rowerem i hulajnogą. Nie jesteśmy uprawnieni do potwierdzania ani zaprzeczania informacji o zatrzymaniu konkretnej osoby fizycznej podanej z nazwiska ze wskazaniem pełnionej przez tę osobę funkcji. Informacja o zatrzymaniu osoby fizycznej, podejrzeniu popełnienia przestępstwa lub wykroczenia, stanie trzeźwości, a także sam fakt prowadzenia wobec niej czynności przez Policję, stanowi dane osobowe szczególnej kategorii, których ujawnienie może naruszać dobra osobiste. Na etapie czynności wyjaśniających Policja jest uprawniona jedynie do przekazywania informacji ogólnych, niespersonalizowanych - czytamy w informacji przesłanej przez KPP Tomaszów
Tymczasem rzecznik prasowy Sądu przez kolejne tygodnie nie udziela odpowiedzi na pytania redakcji. Ta cisza jest osobnym problemem. Bo sąd nie musi tłumaczyć się z wyroków pod publiczkę, ale w sprawach społecznie wrażliwych powinien umieć wyjaśniać obywatelom podstawowe fakty. Milczenie instytucji nie buduje autorytetu. Buduje podejrzenia.
A przecież mówimy o przestępstwie z art. 178a §1 kodeksu karnego. Prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości nie jest „błędem”, „potknięciem” ani „niefortunnym incydentem”. To świadoma decyzja, która może zamienić ulicę w miejsce tragedii. Dokładnie tak, jak miało to miejsce na Mostowej lub w okolicach Sługocić, gdzie kilka lat temu pijany kierowca zabił całą rodzinę. Dlatego każdy pijany kierowca powinien spotykać się z jednoznaczną reakcją państwa.
A jeśli tym kierowcą jest radny, reakcja powinna być nie łagodniejsza, lecz surowsza w wymowie. Bo mandat radnego nie jest immunitetem od przyzwoitości.
Nie jest przepustką do pobłażania. Nie jest parasolem nad promilem alkoholu.
I dlatego ta sprawa nie powinna zakończyć się szeptem w sądowym korytarzu. Powinna zostać wyjaśniona do końca. Publicznie, jasno, bez uników. Bo pytanie pozostaje aktualne i niewygodne: czy w Tomaszowie Mazowieckim radnemu wolno więcej?




Komentarze