Są mecze, po których pamięta się wynik. Są też takie, po których pamięta się ciszę przed wzruszeniem, drżenie głosu, długie brawa i człowieka schodzącego z boiska wśród tych, którzy przez lata widzieli w nim nie tylko piłkarza, ale znak rozpoznawczy klubu. Tak było w sobotę w Tomaszowie Mazowieckim. Lechia Tomaszów Mazowiecki zremisowała z Olimpią Elbląg 0:0, ale tego dnia tablica wyników stała gdzieś z boku. Najważniejszy był Kamil Szymczak, wieloletni kapitan, klubowa legenda, zawodnik, który po ponad dwóch dekadach po raz ostatni założył zielono-czerwoną koszulkę.
To był ostatni mecz 34. kolejki Betclic III ligi grupy I sezonu 2025/2026 i zarazem finał rozgrywek dla tomaszowskiej drużyny. Sportowo spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem. Emocjonalnie było jednak jednym z tych wydarzeń, które zostają w pamięci kibiców znacznie dłużej niż ligowe tabele.
Ostatni taniec kapitana
Od pierwszych minut było jasne, że to nie będzie zwykłe popołudnie przy Nowowiejskiej. Na trybunach pojawiło się 658 widzów, wśród nich najbliżsi Kamila Szymczaka: mama Urszula, rodzeństwo, żona Katarzyna, synowie Filip i Nikodem, przyjaciele, znajomi i kibice, którzy przez lata widzieli, jak kapitan Lechii walczy, prowadzi zespół i zostawia na murawie wszystko, co miał.
Przed pierwszym gwizdkiem piłkarzy obu drużyn wyprowadzili młodzi zawodnicy Akademii Piłkarskiej RKS Lechia Tomaszów Mazowiecki z rocznika 2014. To nie był przypadek. Właśnie tę grupę na co dzień prowadzi Kamil Szymczak, przekazując młodym piłkarzom doświadczenie, którego nie da się kupić na żadnym kursie, w żadnym podręczniku i w żadnym systemie szkoleniowym.
Najbardziej symboliczny obraz przyszedł jednak chwilę później. Kapitana Lechii na murawę wyprowadzili jego synowie, Filip i Nikodem. Był w tym kadrze cały sens sportu lokalnego: klub, rodzina, dzieci, trybuny, pamięć i człowiek, który przez lata stał się częścią miejsca.
Podziękowania dla zawodnika, który stał się symbolem Lechii
Przed rozpoczęciem meczu odbyła się uroczystość podziękowania za ponad 21 sezonów gry w zielono-czerwonych barwach. Kamil Szymczak odebrał upominki i wyrazy uznania od przedstawicieli środowiska piłkarskiego, władz samorządowych i kibiców.
Kapitanowi Lechii dziękowali m.in. Adam Kaźmierczak, wiceprezes PZPN i prezes ŁZPN, Marcin Witko, prezydent Tomaszowa Mazowieckiego, Tomasz Migała, wiceprezydent miasta, Tomasz Łuczkowski, prezes Tomaszowskiego Centrum Sportu, a także przedstawiciele kibiców Lokalnych Patriotów.
W takich momentach sport przestaje być wyłącznie rywalizacją. Przypomina raczej scenę z dobrego filmu o futbolu, w którym bohater nie musi zdobyć zwycięskiej bramki w doliczonym czasie, żeby publiczność wiedziała, kto jest najważniejszy. Wystarczy, że stoi na środku boiska, a ludzie biją brawo za wszystko, co było wcześniej.
Lechia przeważała, Olimpia broniła remisu
Sam mecz miał dość jednostronny przebieg. Lechia Tomaszów Mazowiecki częściej utrzymywała się przy piłce, prowadziła grę i próbowała sforsować defensywę Olimpii. Zielono-czerwoni szukali sposobu na bramkę, ale goście z Elbląga bronili konsekwentnie, zdyscyplinowanie i bez zbędnego ryzyka.
Dla Olimpii remis był wynikiem niezwykle cennym, bo dawał jej utrzymanie w rozgrywkach. Elblążanie grali więc tak, jak wymagała sytuacja: ostrożnie, cierpliwie, z myślą przede wszystkim o zabezpieczeniu własnej bramki. Lechia próbowała, naciskała, miała przewagę, ale piłka tego dnia nie znalazła drogi do siatki.
Po 90 minutach pozostało 0:0. Wynik chłodny jak zapis w protokole, ale oprawiony emocjami, których żaden protokół nie potrafi oddać.
Szpaler, owacje i gardło ściśnięte wzruszeniem
Najbardziej poruszająca scena przyszła w 87. minucie. Wtedy Kamil Szymczak opuścił boisko. Zawodnicy Lechii i sztab szkoleniowy utworzyli przy linii bocznej specjalny szpaler. Kapitan przeszedł między kolegami, którzy w ten sposób oddali mu hołd za lata gry dla klubu.
Trybuny odpowiedziały długimi, gromkimi brawami. To był moment, w którym stadion mówił więcej niż jakiekolwiek przemówienie.
Po końcowym gwizdku kibice podziękowali drużynie za sezon, ale przede wszystkim żegnali Kamila Szymczaka. Wszyscy uczestnicy wydarzenia stanęli do wspólnego pamiątkowego zdjęcia. Potem mikrofon trafił do bohatera dnia. Emocje okazały się jednak silniejsze niż słowa. Wzruszenie ścisnęło mu gardło i kapitan nie był w stanie wygłosić przemówienia.
I wtedy stało się coś pięknego. Zamiast niezręcznej ciszy pojawiły się przyśpiewki, brawa i owacje. Kibice zrobili to, co kibice potrafią zrobić najlepiej: ponieśli swojego kapitana wtedy, gdy słowa odmówiły mu posłuszeństwa.
Legenda, która zostaje w zielono-czerwonej rodzinie
Po oficjalnej części kibice mogli wejść na murawę. Szybko otoczyli Kamila Szymczaka, który przez ponad pół godziny rozdawał autografy, pozował do zdjęć i rozmawiał z tymi, którzy przyszli mu podziękować. Nikt się nie spieszył. Nikt nie chciał od razu wychodzić. Takie chwile nie zdarzają się co tydzień.
Kamil Szymczak schodzi z boiska jako legenda Lechii Tomaszów Mazowiecki. Nie dlatego, że ktoś tak napisał na pamiątkowej grafice. Nie dlatego, że tak wypada powiedzieć przy okazji pożegnania. Ale dlatego, że przez ponad 21 sezonów związał swoje nazwisko z klubem, miastem, kibicami i zielono-czerwonymi barwami.
W futbolu wielkich stadionów legendy często mierzy się liczbą trofeów, kontraktów i występów w telewizji. W futbolu lokalnym legenda znaczy coś bardziej ludzkiego. To zawodnik, którego dzieci widzą na treningu. Kapitan, którego kibice pamiętają z wielu sezonów. Człowiek, który był przy klubie tak długo, że stał się jego częścią.
W sobotę w Tomaszowie Mazowieckim skończyła się jedna z najpiękniejszych kart w historii Lechii. Ale historia Kamila Szymczaka w zielono-czerwonej rodzinie nie znika wraz z ostatnim zejściem z boiska. Zostaje w pamięci, na zdjęciach, w opowieściach kibiców i w młodych zawodnikach, których dziś sam uczy piłki.
Lechia Tomaszów Mazowiecki – Olimpia Elbląg 0:0
Lechia: Bartosz Śmiechowicz – Maksym Rosiński, Marcin Orzechowski, Jakub Król, Filip Becht – Piotr Gębala, Kamil Szymczak (87. Artur Czupryński), Daniel Chwałowski (82. Eryk Kaproń), Marcin Pieńkowski (76. Jakub Garnysz) – Mateusz Kempski, Filip Zawadzki (82. Mariusz Rybicki).
Żółte kartki: Maksym Rosiński, Kamil Szymczak — Bartosz Winkler, Kacper Szczudliński, Dominik Marucha, Maciej Kołoczek, Jakub Pieczarka.
Sędzia: Radosław Kraj z Brzeska.
Widzów: 658.



Komentarze