Dwaj łódzcy radni, Radosław Marzec i Krzysztof Stasiak, zostali wykluczeni z Prawa i Sprawiedliwości. Oficjalny powód? Działanie na szkodę formacji. Nieoficjalnie sprawa wygląda jednak na kolejny rozdział większej opowieści o przetasowaniach, lojalnościach i pęknięciach w regionalnej prawicy — także tej związanej z Tomaszowem Mazowieckim, Mariuszem Węgrzynowskim i środowiskiem kojarzonym z Antonim Macierewiczem.
Decyzję o usunięciu radnych ogłosiła posłanka PiS Agnieszka Wojciechowska van Heukelom. Jak poinformowała podczas konferencji prasowej, po wszczęciu procedury dyscyplinarnej przez prezesa partii Jarosława Kaczyńskiego, partyjny sąd koleżeński podjął 18 maja decyzję o wykreśleniu obu samorządowców z listy członków PiS. Informacje te podały również ogólnopolskie media, powołując się na depeszę PAP.
Radosław Marzec poza PiS. „Nie zgadzam się z tą decyzją”
Według Agnieszki Wojciechowskiej van Heukelom, radni nie mogą już powoływać się na Prawo i Sprawiedliwość, reprezentować partii ani działać w jej imieniu. Posłanka podkreślała, że była to „bardzo trudna decyzja”, poprzedzona wielomiesięcznym zawieszeniem w prawach członka.
Najwięcej emocji budzi sprawa Radosława Marca, który — jak zaznaczał w rozmowie z PAP — nie zgadza się z decyzją i zapowiada odwołanie. Marzec podkreśla, że był członkiem partii przez blisko 19 lat, a w ostatnich wyborach samorządowych uzyskał prawie 6 tysięcy głosów, co miało być najlepszym wynikiem wśród kandydatów PiS. Zadeklarował również, że pozostaje człowiekiem prawicy i będzie dalej działał jako radny niezależny.
Oficjalny zarzut wobec Marca dotyczy jego postawy jako przewodniczącego Komisji Nagród i Odznaczeń w łódzkiej radzie miejskiej. Chodziło o kandydaturę reportera i korespondenta wojennego Tomasza Grzywaczewskiego do odznaczenia „Zasłużony dla Miasta Łodzi”. Według posłanki PiS, Marzec miał wskazywać na obecność Grzywaczewskiego na antenie Telewizji Republika, co — w ocenie przedstawicieli PiS — przyczyniło się do odrzucenia kandydatury. Marzec odpowiada, że nie miał realnego wpływu na decyzję większości tworzonej przez KO i Lewicę.
Tomaszowski ślad: Marzec jako rzecznik TCZ za czasów Marka Utrackiego
W przypadku Radosława Marca sprawa ma również wymiar lokalny. Marzec był bowiem związany z Tomaszowskim Centrum Zdrowia jako rzecznik prasowy TCZ. To ważna okoliczność, bo stanowisko to objął w okresie, gdy funkcję prezesa tomaszowskiego szpitala pełnił Marek Utracki.
Utracki, były zastępca szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego, był w mediach opisywany jako osoba kojarzona ze środowiskiem Antoniego Macierewicza. O jego powołaniu na stanowisko prezesa szpitalnej spółki informowały m.in. TVN24 i Medonet, zwracając uwagę, że wcześniej nie był związany z zarządzaniem ochroną zdrowia, a jego nominacja wywołała lokalne kontrowersje.
Lokalne media pisały także, że za prezesury Utrackiego w TCZ utworzono stanowisko rzecznika prasowego, które objął właśnie Radosław Marzec, łódzki radny PiS. Później Marzec występował publicznie jako rzecznik placówki, komentując między innymi sprawy dotyczące funkcjonowania szpitala i pogotowia.
To zestawienie faktów nie przesądza jeszcze o kulisach decyzji partyjnych, ale z pewnością rodzi pytania. Zwłaszcza że tomaszowski szpital w ostatnich latach był miejscem głośnych sporów kadrowych i politycznych. Po zmianach w powiecie Marek Utracki został odwołany ze stanowiska prezesa TCZ, a wymieniono także radę nadzorczą spółki.
Czy to tylko dyscyplina partyjna, czy większa układanka?
W polityce lokalnej rzadko coś dzieje się w próżni. Czasem jeden komunikat z konferencji prasowej wygląda jak zamknięcie sprawy, a w rzeczywistości jest dopiero otwarciem szuflady, z której wysypują się stare notatki, nazwiska, zależności i niewygodne pytania.
Sprawa Radosława Marca nie dotyczy więc wyłącznie łódzkiej rady miejskiej. W tle pojawia się Tomaszów Mazowiecki, Tomaszowskie Centrum Zdrowia, prezesura Marka Utrackiego, polityczne wpływy środowiska związanego z Antonim Macierewiczem, a także dawne i obecne relacje w regionalnym PiS. W lokalnych komentarzach coraz częściej powraca również pytanie o relacje między częścią działaczy PiS związanych z Mariuszem Węgrzynowskim a politykami Koalicji Obywatelskiej, w tym posłem Adrianem Witczakiem.
Tę ostatnią kwestię trzeba jednak opisywać precyzyjnie: publicznie dostępne informacje potwierdzają przede wszystkim funkcje i afiliacje polityczne poszczególnych osób. Adrian Witczak jest posłem X kadencji z klubu Koalicji Obywatelskiej, wybranym z okręgu piotrkowskiego, związanym z Tomaszowem Mazowieckim. Z kolei Mariusz Węgrzynowski był wskazywany w mediach jako starosta z PiS, który bronił powołania Marka Utrackiego na prezesa szpitala.
Czy mamy tu do czynienia z lokalnym pragmatyzmem, cichymi porozumieniami ponad partyjnymi szyldami, czy jedynie z naturalnym chaosem powyborczych układanek? To pytanie powinno być dziś jednym z najważniejszych dla wyborców w regionie. Bo polityka samorządowa, podobnie jak film noir, najciekawsza bywa nie w tym, co widać w ostrym świetle reflektora, ale w półcieniu.
Nie tylko Łódź. W Piotrkowie też pęka partyjna dyscyplina
Łódzka sprawa nie jest odosobniona. Podobne napięcia widać również w innych miastach regionu. W Piotrkowie Trybunalskim polityczne emocje od miesięcy koncentrują się wokół prezydenta Juliusza Wiernickiego oraz układu sił w radzie miasta. Wiernicki objął urząd po wyborach samorządowych w 2024 roku, pokonując wieloletniego prezydenta Krzysztofa Chojniaka.
W Piotrkowie pojawiły się również inicjatywy referendalne dotyczące odwołania prezydenta i rady miasta. Jak informowała PAP, komitet referendalny złożył ponad 6,5 tysiąca podpisów pod wnioskiem w sprawie odwołania władz miasta. W lokalnej polityce pojawiały się też napięcia wokół radnych wywodzących się z PiS lub z nim kojarzonych, którzy w praktyce zapewniali stabilność układowi rządzenia w mieście.
To pokazuje szerszy problem prawicy w regionie łódzkim. Partia, która przez lata budowała swoją siłę na dyscyplinie, hierarchii i lojalności wobec centrali, dziś coraz częściej zderza się z samorządową rzeczywistością. A ta bywa brutalna: radny wybrany z listy jednej partii może po wyborach okazać się języczkiem u wagi dla zupełnie innego obozu.
Krzysztof Stasiak i spór o funkcje w radzie
Drugi z wykluczonych radnych, Krzysztof Stasiak, według posłanki Wojciechowskiej van Heukelom również miał nie spełnić oczekiwań partii. PiS zarzucało mu między innymi, że mimo utraty poparcia ugrupowania nadal pozostawał w prezydium Rady Miejskiej w Łodzi jako wiceprzewodniczący. Posłanka mówiła, że partia od roku nie mogła doprosić się jego rezygnacji z tej funkcji.
Wojciechowska van Heukelom oceniała także aktywność samorządową radnych, wskazując na liczbę interpelacji. W jej ocenie dorobek Stasiaka i Marca miał świadczyć o braku wystarczającej aktywności. To jednak klasyczny polityczny miecz obosieczny: liczba interpelacji jest mierzalna, ale nie zawsze mówi wszystko o realnym wpływie radnego, jego kontaktach z mieszkańcami czy pracy w komisjach.
Prawo, mandat i polityczna odpowiedzialność
Warto przypomnieć rzecz podstawową: wykluczenie z partii nie oznacza utraty mandatu radnego. Mandat w samorządzie pochodzi od wyborców, nie od partyjnej legitymacji. Ustawa o samorządzie gminnym przewiduje przypadki wygaśnięcia mandatu, ale samo usunięcie z partii politycznej do nich nie należy. Oznacza to, że zarówno Radosław Marzec, jak i Krzysztof Stasiak mogą nadal pełnić funkcję radnych, choć już bez prawa występowania jako reprezentanci PiS.
Tu zaczyna się właściwy spór: komu radny jest bardziej winien lojalność — partii, z której listy uzyskał mandat, czy wyborcom, którzy oddali na niego głos? W teorii odpowiedź brzmi prosto. W praktyce samorządowej to pytanie wraca jak refren z piosenki, której nikt nie chce już słuchać, ale wszyscy znają słowa.































































Komentarze