Pewnie nie myślicie o tym zbyt często, bo to akurat Was nie dotyczy. I oby nigdy nie dotyczyło.
Dlaczego o tym piszę? Ostatnio przeczytałam wiele opinii osób, których nigdy nie dotknęła niepełnosprawność najbliższych. Włosy zjeżyły mi się na głowie — dosłownie, nie w przenośni.
Polski system wspierania opiekunów jest tak samo niepełnosprawny jak osoby, którym ma za zadanie pomagać. Droga krzyżowa zafundowana przez oderwanych od rzeczywistości „pomagierów” i politykujących idiotów pokazuje tylko, że to system jest niepełnosprawny. Nie tylko organizacyjnie. Także na umyśle.
Nadzieja na to, że cokolwiek zmieni się na lepsze, dawno już umarła. I to śmiercią naturalną.
Czy wiecie dlaczego?
Otóż sprawa jest prosta: pomoc kosztuje. Dlatego jej ograniczanie albo utrudnianie dochodzenia do niej na każdym kroku stało się codziennością.
Hitem jest tak zwana „opieka wytchnieniowa” zafundowana przez rządzących. To niestety kolejny bubel — taki sam jak butelkomaty. Na butelkomatach zarabia biznes. Na opiece wytchnieniowej również. Niby pieniądze są, ale w rzeczywistości już ich nie ma.
Bo komu pomagać? Trupom?
Procentowe określanie możliwości funkcjonowania osoby leżącej, pampersowanej, której dni są policzone, jest żenujące. Nie dla chorego. Dla opiekuna.
Kolejny hit to opiekun lub asystent osoby z niepełnosprawnością. Załóżmy, że nawet się udało i masz taką pomoc. W miesiącu, który ma 31 dni, samodzielnie opiekujesz się bliską osobą przez 744 godziny. Pomoc przychodzi najczęściej na 124 godziny. Owszem, niby to sporo i „za darmo”, ale w praktyce oznacza to, że jako opiekun możesz w tym czasie ewentualnie przespać się przez 4 godziny na dobę.
Ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żeby „oddać” najbliższą Ci osobę do DPS-u. Za jakieś 8 tysięcy złotych miesięcznie ma tam mieć opiekę i jedzenie przez całą dobę. Nawet jeśli zarabiasz 5 tysięcy, a twoje dorosłe dziecko ma rentę, to i tak zdechniesz z głodu albo narobisz długów.
A gdzie cała reszta? Wózek inwalidzki, proteza, leki, pampersy, prywatni lekarze, rehabilitacja? Czas oczekiwania na rehabilitację domową to często rok. Po udarze albo wylewie — czasem szybciej, ale nadal nie tak, jak powinno być.
Po dwóch latach takiej opieki sam najczęściej stajesz się osobą z niepełnosprawnością i zaczynasz generować koszty dla systemu.
Według ostatnich danych GUS w Polsce żyje około 5 milionów osób z niepełnosprawnością. To prawie 15 procent społeczeństwa. Owszem, niektórzy korzystają ze wsparcia bezzasadnie, bo mogą normalnie funkcjonować i nie generować dodatkowych kosztów: dodatkowe urlopy, krótszy czas pracy, wsparcie finansowe, szybszy dostęp do służby zdrowia itd. Niestety nie wiadomo, ile to osób. Dlatego należałoby to zweryfikować. Chociażby po to, aby więcej środków zostało dla tych, którzy tej pomocy naprawdę potrzebują.
Zacznijmy zastanawiać się nad realnymi zmianami, a nie nad pozorantctwem. Bo całkiem niedługo okaże się, że prawie jedna czwarta Polaków żyje z niepełnosprawnością, a drugie tyle się nimi opiekuje.
Brak realnych, konkretnych decyzji tu i teraz doprowadzi do wielkiego kryzysu. Oczywiście najłatwiej zrzucać winę na wirusa, na niewydolną służbę zdrowia, leczącą objawowo, albo na inne mniej lub bardziej istotne powody. Ja jednak widzę jeszcze jeden.
To właśnie takie osoby jak poseł na Sejm z naszego terenu odpowiadają za to, co chore w tym systemie. Jeśli taka osoba jest niepełnosprawna, a może funkcjonować lepiej niż niejeden opiekun osoby chorej i korzystać z przywilejów finansowanych z moich podatków, to znaczy, że wolę płacić niższe podatki w innym kraju niż Polska.
































































Napisz komentarz
Komentarze