Sejm przyjął ustawę o utworzeniu Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi. Za głosowało 275 posłów, 163 wstrzymało się od głosu, a jedna osoba była przeciw. Ustawa trafi teraz do Senatu. Zgodnie z założeniami nowa uczelnia ma rozpocząć działalność 1 lipca 2026 roku i kształcić wojskowych medyków: lekarzy, lekarzy dentystów, pielęgniarki, ratowników medycznych oraz farmaceutów. Rządowy projekt wskazuje, że WAM ma być uczelnią publiczną, funkcjonującą w wojskowym systemie edukacji.
Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz po głosowaniu napisał, że utworzenie Akademii jest inwestycją nie tylko w zdolności Wojska Polskiego, ale także w bezpieczeństwo społeczeństwa. Ten argument trudno lekceważyć. Po 2022 roku, po rosyjskiej agresji na Ukrainę, słowa „odporność państwa”, „zabezpieczenie medyczne” i „wojskowa służba zdrowia” przestały być suchym językiem urzędowych strategii. Nagle nabrały ciężaru ołowiu, krwi i logistyki. Rząd w uzasadnieniu projektu wskazywał, że WAM ma odpowiadać na aktualne potrzeby Sił Zbrojnych RP, zabezpieczenie medyczne wojsk NATO oraz wzmocnienie powszechnego systemu opieki zdrowotnej.
Akademia wraca, ale nie na pustą scenę
Powrót WAM nie odbywa się jednak w próżni. W Łodzi od lat działa Uniwersytet Medyczny, jedna z największych uczelni medycznych w Polsce. Według informacji samej uczelni, na trzech wydziałach i 15 kierunkach kształci się tam ponad 9000 studentów, a studia w języku angielskim realizuje ponad 700 obcokrajowców.
Co więcej, Uniwersytet Medyczny w Łodzi już dziś jest bezpośrednio związany z kształceniem lekarzy wojskowych. Uczelnia informowała, że jako jedyna w Polsce kształci lekarzy na potrzeby wojskowej służby zdrowia, a w ramach tego modelu uczy się prawie 800 osób; w naborze 2025/2026 planowano dodatkowo przyjąć 200 kandydatów, przy konkurencji pięciu osób na jedno miejsce.
To oznacza, że reaktywacja WAM może być odczytywana dwojako. Z jednej strony — jako powrót historycznej marki i uporządkowanie wojskowego systemu kształcenia. Z drugiej — jako stworzenie nowego, silnego podmiotu, który będzie działał obok istniejącego Uniwersytetu Medycznego, a więc będzie konkurował o kadrę, bazę kliniczną, studentów, specjalistów i pieniądze.
Bo w medycynie konkurencja nie polega wyłącznie na tym, kto ma ładniejszy kampus i bardziej dostojną inaugurację roku akademickiego. Tu stawką są lekarze, miejsca specjalizacyjne, dostęp do oddziałów, sale ćwiczeniowe, laboratoria, pacjenci, kontrakty i autorytet. Jeśli WAM ma docelowo kształcić jednocześnie około 800–1200 studentów i wypuszczać rocznie około 250–350 absolwentów, jak podawano w założeniach projektu, to nie będzie to akademicka przybudówka, lecz poważny gracz.
Pół miliarda złotych i pytanie o sens koncentracji
Wiceminister obrony Cezary Tomczyk informował, że MON chciałby uruchomić studia dla ratowników już w roku akademickim 2026/2027, a dla lekarzy wojskowych w roku 2027/2028. Koszt reaktywacji WAM w Łodzi oszacowano na około 500 mln zł.
To kwota, przy której lokalna polityka przestaje być rozmową o przecinaniu wstęg, a zaczyna być rozmową o kierunku rozwoju całego województwa. Pół miliarda złotych w ochronie zdrowia to nie jest dekoracja do konferencji prasowej. To zasób, który może budować całe środowiska: kliniki, specjalizacje, zaplecze rehabilitacyjne, ratownictwo, symulację medyczną, oddziały szkoleniowe, mieszkania dla młodych lekarzy, miejsca pracy dla pielęgniarek i ratowników.
Dlatego trzeba postawić pytanie, które w Tomaszowie Mazowieckim powinno wybrzmieć szczególnie mocno: czy alternatywną — albo przynajmniej uzupełniającą — ścieżką konsolidacji wojskowej i cywilnej medycyny nie mogłoby być utworzenie placówki klinicznej również poza Łodzią, na przykład w Tomaszowie Mazowieckim?
Nie jako konkurencja dla WAM. Raczej jako jej terenowe ramię. Kliniczne zaplecze. Regionalny punkt szkolenia. Miejsce, w którym młodzi medycy uczyliby się nie tylko medycyny wielkiego akademickiego centrum, ale także realiów powiatowego szpitala, ratownictwa drogowego, zabezpieczenia kryzysowego, starzejącej się populacji, chorób przewlekłych i codziennych deficytów kadrowych.
Tomaszów jako zaplecze kliniczne? Pomysł wart rozmowy
Tomaszów Mazowiecki ma położenie, którego nie trzeba nikomu tłumaczyć na mapie województwa. Blisko Łodzi, przy ważnych szlakach komunikacyjnych, z dostępem do powiatu, Opoczna, Rawy Mazowieckiej, Piotrkowa Trybunalskiego i terenów nadpilicznych. Nie jest metropolią, ale właśnie dlatego może być interesujący.
Wielkie miasta są drogie. Lekarz rezydent, młoda pielęgniarka, ratownik medyczny czy farmaceuta wchodzący dopiero do zawodu patrzą nie tylko na prestiż uczelni, ale także na mieszkanie, dojazdy, koszty życia, opłacalność dyżurów, perspektywę specjalizacji i zwykłą ludzką stabilność. Jeśli część zaplecza klinicznego powstawałaby w mieście takim jak Tomaszów, koszty zatrudniania młodych medyków mogłyby być niższe niż w Łodzi — zarówno dla instytucji, jak i dla samych pracowników. Niższe koszty życia mogą oznaczać większą atrakcyjność pierwszej pracy, łatwiejsze związanie medyka z miejscem i mniejszą presję płacową niż w największych ośrodkach.
To nie jest drobiazg. Polska ochrona zdrowia od lat przegrywa nie tylko brakiem lekarzy, ale także geografią. Kadry ciągną do dużych miast, a powiaty zostają z grafikami łatanymi jak stare płótno żaglowe. Jeśli WAM ma być projektem państwowym, strategicznym i wojskowym, to powinna myśleć nie tylko kategorią kampusu, ale kategorią sieci.
Uniwersytet Medyczny, WAM i ryzyko podwójnego ssania kadr
Łódź może zyskać nową jakość. Ale może też wejść w trudny etap wewnętrznej konkurencji. Uniwersytet Medyczny ma własne ambicje, własne kliniki, własną kadrę naukową i badawczą. WAM będzie potrzebować dokładnie tego samego: profesorów, adiunktów, lekarzy praktyków, instruktorów, zaplecza szpitalnego, miejsc stażowych i specjalizacyjnych.
Jeżeli oba podmioty będą rywalizować głównie w Łodzi, może dojść do efektu, który dobrze znamy z innych sektorów publicznych: jedna instytucja wzmacnia się kosztem drugiej, a region jako całość niekoniecznie korzysta proporcjonalnie do wydanych pieniędzy. Ktoś powie: rynek rozstrzygnie. Tyle że w medycynie „rynek” rozstrzyga często kosztem pacjenta, który potem czeka miesiącami na specjalistę.
Dlatego sensownym rozwiązaniem byłoby rozproszenie części funkcji klinicznych i szkoleniowych poza Łódź. Tomaszów Mazowiecki mógłby być jednym z naturalnych kandydatów do takiego modelu. Nie trzeba od razu budować tu drugiej akademii. Wystarczyłoby myśleć o klinicznym partnerstwie: oddziałach patronackich, miejscach stażowych, specjalizacjach deficytowych, szkoleniu ratowników, medycynie pola walki, rehabilitacji pourazowej, psychiatrii, internie, chirurgii urazowej czy medycynie ratunkowej.
Wojskowa medycyna nie kończy się na mundurze
WAM ma kształcić lekarzy i specjalistów dla wojska, ale w praktyce medycyna wojskowa zawsze dotyka cywili. Wypadki masowe, katastrofy, epidemie, działania ratownicze, zabezpieczenie imprez, kryzysy migracyjne, zagrożenia militarne — w takich sytuacjach mundur i biały fartuch pracują obok siebie. Tak było w historii, tak jest na Ukrainie, tak będzie przy każdym poważnym kryzysie.
Dlatego tworzenie WAM wyłącznie jako instytucji zamkniętej w łódzkich murach byłoby błędem wyobraźni. Jeśli państwo naprawdę chce budować odporność, musi myśleć o sieci placówek, które w razie potrzeby można szybko włączyć w system szkolenia, leczenia i reagowania.
Tomaszów Mazowiecki mógłby na tym zyskać nie tylko prestiżowo. Placówka kliniczna powiązana z WAM lub systemem wojskowej medycyny oznaczałaby lepszą dostępność specjalistów, większe szanse na modernizację infrastruktury, przyciągnięcie młodej kadry, rozwój lokalnego szpitala i nowe miejsca pracy. Dla miasta byłby to projekt znacznie poważniejszy niż kolejna sezonowa inwestycja. To byłaby zmiana osi rozwoju.
Czas na lokalną inicjatywę
Sejm zrobił pierwszy krok. Senat będzie kolejnym przystankiem. Potem przyjdą decyzje wykonawcze, pieniądze, harmonogramy, kadry i infrastruktura. I właśnie teraz lokalne samorządy powinny mówić głośno, zanim wszystko zostanie rozpisane na tabele w Warszawie i Łodzi.
Tomaszów Mazowiecki nie powinien patrzeć na reaktywację WAM jak widz siedzący w ostatnim rzędzie. To może być moment, w którym trzeba zapytać MON, Ministerstwo Zdrowia, władze województwa, Uniwersytet Medyczny i przyszłą WAM: czy w projekcie wojskowej medycyny dla regionu jest miejsce na kliniczne zaplecze w Tomaszowie?
Bo jeżeli państwo zamierza wydać setki milionów złotych na odbudowę wojskowej akademii medycznej, warto zadbać, by korzyści nie zamknęły się w granicach jednego miasta. Łódź ma tradycję, kadrę i akademicki ciężar. Tomaszów może zaoferować coś innego: niższe koszty, lokalną skalę, dostęp do realnych problemów powiatowej ochrony zdrowia i możliwość związania młodych medyków z miejscem, w którym ich praca byłaby odczuwalna natychmiast.
Nie każda wielka reforma musi wyglądać jak marmurowy gmach. Czasem zaczyna się od mądrze postawionego pytania.
Czy Wojskowa Akademia Medyczna w Łodzi powinna mieć swoje kliniczne ramię w Tomaszowie Mazowieckim?

































































Napisz komentarz
Komentarze