Dziś w kraju i na świecie — wtorek, 19 maja.
To sto trzydziesty dziewiąty dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.37, zajdzie o 20.28. Imieniny obchodzą m.in. Augustyn, Iwo, Iwona, Jan, Mikołaj i Piotr.
Są takie daty, które układają się jak wielogłosowa partytura. 19 maja brzmi jednocześnie jak szelest kart średniowiecznej kroniki, jak stuk pióra Bolesława Prusa o warszawski bruk, jak milczenie tysięcy ludzi idących za trumną Grzegorza Przemyka i jak sportowy okrzyk radości z Montrealu, gdzie polscy siatkarze sięgnęli po olimpijskie złoto. Dla Tomaszowa Mazowieckiego to data szczególna: 19 maja 1950 roku urodził się Wiesław Gawłowski, jeden z tych sportowców, o których nie mówi się tylko „medalista”, lecz „człowiek z legendy”.
Rząd o priorytetach, KNF i kontroli handlu złotem
W krajowej polityce dzień zapowiada się technicznie, ale pod tą urzędową powierzchnią kryją się sprawy, które dotykają realnego funkcjonowania państwa. Rada Ministrów ma zająć się raportem dotyczącym realizacji w pierwszym kwartale 2026 roku 58 priorytetów rządu. Chodzi o zadania wyznaczone w czterech dużych obszarach: bezpieczeństwie, konkurencyjnej i innowacyjnej gospodarce, sprawnym państwie oraz cyfryzacji. Raport ma przedstawić minister ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu Maciej Berek. Porządek posiedzenia rządu na 19 maja obejmuje także projekt zmian ustaw dotyczących opłat na rzecz Komisji Nadzoru Finansowego oraz projekt nowelizacji Prawa probierczego i Prawa o miarach.
Ten ostatni punkt brzmi jak materiał dla wąskiego grona specjalistów, ale w praktyce dotyczy każdego, kto kupuje biżuterię, monety, srebro czy złoto przez internet. Państwo chce skuteczniej kontrolować sprzedaż wyrobów z metali szlachetnych, szczególnie w sieci. W czasach, gdy handel przenosi się do portali aukcyjnych, sklepów internetowych i mediów społecznościowych, znak probierczy przestaje być tylko drobnym symbolem wybitym na obrączce. Staje się gwarancją, że klient nie kupuje pozoru luksusu w cenie prawdziwego kruszcu.
Premier Węgier w Polsce. Wawel, Warszawa i Gdańsk
Polska będzie dziś także miejscem wizyty premiera Węgier Petera Magyara. Pierwszym punktem podróży ma być Kraków, gdzie szef węgierskiego rządu odwiedzi katedrę wawelską i spotka się z metropolitą krakowskim kard. Grzegorzem Rysiem. W programie przewidziano również złożenie wieńców m.in. przy pomniku św. Jana Pawła II oraz przy grobowcu króla Stefana Batorego. Według zapowiedzi Magyar ma odwiedzić Kraków, Warszawę i Gdańsk, a w Warszawie spotkać się m.in. z premierem Donaldem Tuskiem i prezydentem Karolem Nawrockim.
W tej podróży jest symbolika, której trudno nie zauważyć. Wawel to nie tylko zamek i katedra, ale polityczny teatr pamięci Europy Środkowej. Grób Batorego, króla z Siedmiogrodu, przypomina, że historia polsko-węgierska nie jest pocztówką z hasłem „Polak, Węgier — dwa bratanki”, lecz siecią realnych sojuszy, konfliktów, interesów i nadziei. W tle współczesnej wizyty pobrzmiewa pytanie o przyszłość regionu, który od wieków leży między wielkimi ambicjami Wschodu i Zachodu.
Maturzyści piszą fizykę i hiszpański
Dziś rano maturzyści przystępują do pisemnego egzaminu z fizyki. Po południu zaplanowano egzaminy z języka hiszpańskiego na poziomie rozszerzonym i dwujęzycznym. To przedmioty dodatkowe, wybierane przez chętnych, ale ich wyniki mogą zadecydować o rekrutacji na studia.
Fizyka na maturze ma w sobie coś z literatury science fiction i szkolnej próby charakteru. Tu nie wystarczy zapamiętać wzoru. Trzeba zrozumieć ruch, energię, siłę, światło. Trzeba zobaczyć, że za liczbami stoją prawa opisujące ten sam świat, w którym spada jabłko Newtona, startuje rakieta i działa telefon w kieszeni ucznia wychodzącego z sali egzaminacyjnej.
Waszyngton, Warszawa i pytanie o amerykańską obecność
Za granicą ważnym polskim wątkiem jest wizyta wiceministrów obrony Cezarego Tomczyka i Pawła Zalewskiego w Stanach Zjednoczonych. Przedstawiciele MON mają rozmawiać m.in. w Pentagonie. W tle tych rozmów pojawiły się doniesienia Reutersa o anulowaniu planów rotacyjnego przemieszczenia około 4 tys. amerykańskich żołnierzy do Polski. Informacje te podawały również polskie media, powołując się na źródła amerykańskie.
To temat znacznie szerszy niż wojskowa logistyka. Dla Polski obecność żołnierzy USA jest jednym z filarów odstraszania na wschodniej flance NATO. Każda zmiana rotacji, każda decyzja Pentagonu, każda korekta planów w Europie czy Niemczech natychmiast trafia więc do kategorii spraw strategicznych. W czasach wojny Rosji przeciwko Ukrainie liczby żołnierzy przestają być suchą statystyką. Stają się językiem polityki bezpieczeństwa.
Putin w Pekinie. Gazociąg jako mapa zależności
Władimir Putin rozpoczyna dziś dwudniową wizytę w Pekinie. Według informacji Kremla rozmowy rosyjsko-chińskie mają dotyczyć m.in. energetyki, w tym projektu gazociągu Siła Syberii 2. Financial Times pisał, że sprawa tego gazociągu ma być jednym z ważnych tematów rozmów, bo Rosja po utracie znacznej części europejskiego rynku szuka dla swoich surowców nowego kierunku eksportu.
Gazociąg bywa w polityce czymś więcej niż rurą w ziemi. To linia zależności, mapa wpływów, długoterminowy podpis pod sojuszem interesów. Moskwa chce sprzedawać, Pekin chce kupować na własnych warunkach, a Europa patrzy na ten układ z pamięcią o tym, jak boleśnie kończy się uzależnienie od rosyjskiej energii.
Jan Długosz. Ten, który pisał Polskę
19 maja 1480 roku w Krakowie zmarł Jan Długosz, kronikarz, historyk, kanonik krakowski, autor monumentalnych „Roczników, czyli kronik sławnego Królestwa Polskiego”. Gdyby średniowieczna Polska miała swojego wielkiego reportera, byłby nim właśnie Długosz. Pisał z rozmachem, ambicją i świadomością, że słowo może przedłużyć życie państwa bardziej niż kamień.
Jego „Roczniki” nie są tylko katalogiem dat. To próba opowiedzenia wspólnoty. W czasach, gdy pamięć przechowywano w klasztorach, kancelariach i rodowych opowieściach, Długosz układał z nich narodową narrację. Można go czytać krytycznie, można spierać się z jego ocenami, ale trudno nie uznać, że bez niego polska wyobraźnia historyczna wyglądałaby inaczej.
W 1880 roku, w 400. rocznicę jego śmierci, prochy Długosza przeniesiono do nowo powstałej Krypty Zasłużonych na Skałce w Krakowie. To miejsce, gdzie Polska chowa nie tylko ludzi, ale także symbole. Skałka jest jak kamienna antologia — obok siebie spoczywają tam twórcy, uczeni, artyści i ci, którzy współtworzyli duchowy alfabet kraju.
Jan Łaski i ciężar prymasowskiej pieczęci
19 maja 1531 roku w Kaliszu zmarł Jan Łaski, kanclerz wielki koronny, arcybiskup gnieźnieński i prymas Polski. Był człowiekiem instytucji w epoce, gdy instytucje były splecione z osobistym autorytetem, rodową pozycją i kościelną hierarchią. Jego nazwisko prowadzi nas do czasów, w których Polska Jagiellonów była jednym z najważniejszych państw Europy Środkowej, a prymas nie był tylko dostojnikiem kościelnym, lecz także jednym z filarów politycznego porządku.
Rozwadowski, Kopański i długa pamięć polskiego wojska
19 maja przypomina także o dwóch generałach. W 1866 roku urodził się gen. Tadeusz Rozwadowski, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego w czasie wojny polsko-bolszewickiej. To jedna z tych postaci, które historia przez lata traktowała niesprawiedliwie, jakby wielkie spory polityczne miały prawo zasłonić kompetencję i zasługi. Rozwadowski odegrał ważną rolę w najtrudniejszych miesiącach walki o przetrwanie państwa, a podczas zamachu majowego w 1926 roku stanął po stronie wojsk rządowych.
W 1895 roku w Petersburgu urodził się gen. Stanisław Kopański, dowódca Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich, uczestniczącej w obronie Tobruku. Nazwa Tobruk brzmi w polskiej historii wojskowej jak suchy wiatr pustyni, ale też jak znak uporu. Żołnierze Kopańskiego bronili twierdzy w warunkach, które mogłyby złamać mniej zdeterminowanych. Później generał był szefem sztabu Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.
Bolesław Prus. Kronikarz Warszawy i chirurg polskich złudzeń
19 maja 1912 roku zmarł w Warszawie Bolesław Prus, właściwie Aleksander Głowacki, autor „Lalki”, „Faraona” i „Emancypantek”. Prus był pisarzem, który potrafił opisać społeczeństwo z precyzją lekarza i czułością człowieka, który wie, że pacjent cierpi, nawet jeśli sam tego nie rozumie.
„Lalka” pozostaje jedną z największych polskich powieści nie dlatego, że opowiada o nieszczęśliwej miłości Wokulskiego do Izabeli Łęckiej. To byłoby zbyt proste. Prus napisał powieść o pęknięciu modernizującego się świata, o niespełnionej energii mieszczaństwa, o arystokracji żyjącej jak dekoracja w teatrze, o samotności człowieka, który wyprzedza własne społeczeństwo. Wokulski mógłby dziś siedzieć w pociągu Intercity, przeglądać notowania giełdowe, inwestować w technologie i nadal boleśnie nie pasować do epoki.
Wiesław Gawłowski. Tomaszowianin, który sięgnął po złoto
Najważniejszy lokalny akcent dzisiejszego kalendarium prowadzi do Tomaszowa Mazowieckiego. 19 maja 1950 roku urodził się Wiesław Gawłowski, siatkarz, trener, reprezentant Polski, mistrz świata z Meksyku z 1974 roku i złoty medalista olimpijski z Montrealu z 1976 roku. Polski Komitet Olimpijski przypomina, że Gawłowski, ps. „Mały”, był siatkarzem rodem z Tomaszowa Mazowieckiego, mistrzem świata i mistrzem olimpijskim, który w reprezentacji rozegrał 366 spotkań.
To nazwisko w Tomaszowie powinno brzmieć tak, jak w Liverpoolu brzmią nazwiska Beatlesów, a w Chicago nazwisko Jordana. Nie chodzi o porównanie dyscyplin czy skali popkultury, lecz o prostą zasadę pamięci: miasto potrzebuje swoich bohaterów. Gawłowski był częścią złotej drużyny Huberta Jerzego Wagnera — zespołu, który nie tylko wygrywał, ale zmienił sposób myślenia o polskiej siatkówce.
Montreal 1976 to dla polskiego sportu scena niemal filmowa. Jest napięcie, pot, rywale z najwyższej półki i drużyna, która idzie po swoje. Gdy dziś mówimy o potędze polskiej siatkówki, o pełnych halach, transmisjach, Ligach Narodów i medalach, warto pamiętać, że fundament pod tę opowieść kładli właśnie tacy zawodnicy jak Gawłowski. Z Tomaszowa do świata — ta droga nie jest metaforą. Ona naprawdę została przebiegnięta, wyskakana i wywalczona przy siatce.
Sygietyński, Dąbrowska, Janczarski. Polska czuła i śpiewająca
19 maja 1955 roku zmarł Tadeusz Sygietyński, kompozytor, dyrygent, założyciel i wieloletni dyrektor Państwowego Zespołu Pieśni i Tańca „Mazowsze”. Jeśli ktoś chce zrozumieć, jak ludowość stawała się w Polsce sceną, choreografią i narodowym kostiumem, musi wrócić do Sygietyńskiego. „Mazowsze” było i jest czymś więcej niż zespołem. To teatralna wizja polskiej kultury ludowej — czasem idealizowana, czasem krytykowana, ale bez wątpienia rozpoznawalna na świecie.
W 1965 roku zmarła Maria Dąbrowska, autorka „Nocy i dni” oraz „Dzienników”. Jej proza miała w sobie rytm życia, które nie zawsze daje się zamknąć w dramatycznych zwrotach akcji. Czasem największy dramat rozgrywa się przy stole, w spojrzeniu, w źle wypowiedzianym zdaniu, w milczeniu między ludźmi. „Noce i dnie” to polska epopeja codzienności, mniej efektowna niż szarża kawalerii, ale równie prawdziwa.
W 1971 roku zmarł Czesław Janczarski, pisarz, poeta, autor utworów dla dzieci, w tym „Misia Uszatka”. Ten miś z klapniętym uszkiem należy do polskiej wyobraźni dziecięcej tak samo jak dobranocka, ciepła herbata i głos z telewizora, który zamykał dzień. W epoce nadmiaru bodźców warto pamiętać, że dziecięca literatura Janczarskiego działała inaczej — spokojem, prostotą i czułością.
Pogrzeb Grzegorza Przemyka. Milczenie, które oskarżało
19 maja 1983 roku w Warszawie kilkadziesiąt tysięcy osób uczestniczyło w pogrzebie Grzegorza Przemyka, 19-letniego maturzysty śmiertelnie pobitego przez funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej. Instytut Pamięci Narodowej przypomina, że pogrzeb odbył się 19 maja 1983 roku i stał się jedną z największych manifestacji społecznych przeciwko władzy PRL.
To była procesja bólu i gniewu, ale gniewu zdyscyplinowanego. Nie było potrzeby wielkich haseł. Sam marsz tysięcy ludzi mówił więcej niż transparenty. Śmierć Przemyka stała się jednym z najciemniejszych symboli stanu wojennego i późnego PRL — symbolem przemocy państwa wobec bezbronnego człowieka oraz cynicznego mechanizmu tuszowania winy.
W historii są momenty, które działają jak klatka zatrzymana w filmie. Matka, Barbara Sadowska. Maturzysta. Milicjanci. Szpital. Pogrzeb. Tłum. I pytanie, które wraca mimo upływu lat: jak długo państwo może uciekać przed prawdą?
Muzyka 19 maja: od The Who po Madonnę
Muzyczne kalendarium 19 maja jest jak dobra playlista w nocnym radiu. W 1945 roku urodził się Pete Townshend, gitarzysta The Who, autor ponad stu piosenek zespołu, twórca rockowych oper „Tommy” i „Quadrophenia”. To on współtworzył gitarowy język buntu, w którym akord był czasem ważniejszy niż przemówienie.
W 1949 roku w Dallas urodził się Dusty Hill, basista i wokalista ZZ Top. Długie brody, ciemne okulary, blues-rockowy groove i utwory takie jak „Gimme All Your Lovin’” czy „Legs” stworzyły wizerunek zespołu, którego nie dało się pomylić z żadnym innym.
W 1952 roku w Kingston przyszła na świat Grace Jones — modelka, wokalistka, aktorka, osobowość totalna. Jej „I’ve Seen That Face Before (Libertango)” brzmi jak nocny spacer przez film noir, klubowy dym i latynoski cień Astora Piazzolli. Jones zagrała również w bondowskim „A View to a Kill”, stając się jedną z ikon popkultury lat 80.
19 maja przypomina też o Martynie Ware z Human League i Heaven 17, o Yazz i jej „The Only Way Is Up”, o Alexii, Jenny Berggren z Ace of Base, Stevie Wonderze i jego „You Are The Sunshine Of My Life”, o The Rubettes i „Sugar Baby Love”, o debiutanckim singlu Dire Straits „Sultans Of Swing”, nagranym za skromne pieniądze, ale z gitarowym brzmieniem Marka Knopflera, którego nie da się podrobić.
W 1990 roku Madonna rozpoczęła trzytygodniowe panowanie na amerykańskiej liście przebojów z utworem „Vogue”. Piosenka, która miała być stroną B singla, stała się jednym z najważniejszych popowych manifestów stylu. Jak często w historii muzyki, przypadek wszedł na scenę w świetle reflektorów i udawał, że od początku był planem.
A w 2010 roku „Stairway To Heaven” Led Zeppelin została ogłoszona ulubionym utworem słuchaczy rockowych stacji radiowych na Wyspach Brytyjskich. Są piosenki, które się kończą. Są też takie, które trwają jak mit. „Schody do nieba” należą do tej drugiej kategorii.
19 maja — data, która łączy pamięć i współczesność
Dzisiejsze kalendarium prowadzi nas przez kilka pięter polskiej i światowej historii. Od Jana Długosza, który pisał dzieje Królestwa Polskiego, przez Prusa, który rozebrał na części społeczne złudzenia swoich czasów, po Grzegorza Przemyka, którego śmierć odsłoniła brutalność systemu. Z Tomaszowa Mazowieckiego prowadzi nas zaś ślad Wiesława Gawłowskiego — człowieka, który z lokalnego miasta dotarł na najwyższy sportowy szczyt.
19 maja nie jest więc tylko kartką z kalendarza. Jest przypomnieniem, że historia dzieje się na wielu scenach naraz: w sali rządu, w katedrze na Wawelu, w Pekinie, w szkolnej sali maturalnej, na warszawskich Powązkach, w literaturze, w muzyce i na siatkarskim parkiecie. Czasem wielka historia przychodzi w mundurze generała, czasem w piórze pisarza, czasem w riffie gitary, a czasem w nazwisku chłopaka z Tomaszowa, który zdobył olimpijskie złoto.






























































Komentarze