Dziś jest niedziela, 9 sierpnia, 221. dzień 2026 roku. Do końca roku pozostają 144 dni. Słońce wschodzi o godz. 5.07, a zachodzi o 20.15. Imieniny obchodzą między innymi Edyta, Irena, Jan, Julian, Roman, Romuald, Ryszard i Teresa.
Jasna Góra. Wszystko zaczęło się od niewielkiego klasztoru
644 lata temu, 9 sierpnia 1382 roku, książę Władysław Opolczyk sprowadził paulinów na częstochowskie wzgórze i dokonał fundacji pierwszego klasztoru tego zakonu w Polsce. Oficjalna historia Jasnej Góry wskazuje właśnie 9 sierpnia jako dzień sprowadzenia zakonników. Kilka lat później pojawia się w dokumentach nazwa Clarus Mons – Jasna Góra.
To jedna z tych chwil, które w momencie, gdy się wydarzały, prawdopodobnie nie wyglądały jak początek wielkiej historii. Nie było jeszcze milionowych pielgrzymek, narodowych ślubów, obrony Jasnej Góry z czasów potopu ani wizyt papieży. Było wzgórze, niewielki kościół i grupa zakonników sprowadzonych z Węgier.
Z czasem Jasna Góra stała się jednym z najważniejszych miejsc polskiej pamięci religijnej i narodowej. Jej znaczenie wielokrotnie wychodziło poza samą religię. Sanktuarium było miejscem pielgrzymek królów, konfederatów, powstańców i ludzi „Solidarności”. Było miejscem, w którym modlitwa bardzo często mieszała się z historią i polityką.
Dla mieszkańców naszego regionu ta historia ma wymiar wyjątkowo namacalny. Tomaszów Mazowiecki ma jedną z najstarszych tradycji pielgrzymowania na Jasną Górę, a przez powiat tomaszowski właśnie w tych dniach przechodzą kolejne grupy pątników. 9 sierpnia 2026 roku pielgrzymi przemierzają m.in. Czerniewice, Krzemienicę, Sadykierz, Rzeczycę, Żądłowice, Liciążną, Inowłódz i Spałę. Historia rozpoczęta w XIV wieku w Częstochowie wciąż zatem pojawia się na drogach naszego powiatu – dziś już nie w kronikarskim zapisie, lecz w postaci plecaków, chorągwi i kilometrów pokonywanych pieszo.
Jerzy Ossoliński – polityka w czasach, gdy Rzeczpospolita wchodziła w burzę
376 lat temu, w 1650 roku, zmarł Jerzy Ossoliński – wojewoda sandomierski, kanclerz wielki koronny i jeden z najbliższych współpracowników króla Władysława IV Wazy.
Ossoliński należał do najważniejszych polityków Rzeczypospolitej pierwszej połowy XVII wieku. Był człowiekiem europejskich salonów, dyplomatą i zwolennikiem wzmacniania pozycji monarchy, a jednocześnie działał w ustroju, w którym każdy krok króla ograniczała potęga magnaterii oraz przywileje szlachty.
Zmarł w bardzo złym dla Rzeczypospolitej momencie. Trwało już powstanie Bohdana Chmielnickiego, a wielki kryzys państwa dopiero się rozpędzał. Za pięć lat miała nadejść inwazja szwedzka.
Historia czasem ma okrutne wyczucie dramaturgii: Ossoliński odchodził ze świata dokładnie wtedy, kiedy polityczna konstrukcja Rzeczypospolitej zaczynała trzeszczeć.
Roman Dmowski. Człowiek, bez którego trudno opowiedzieć polski XX wiek
162 lata temu, 9 sierpnia 1864 roku, na warszawskim Kamionku urodził się Roman Dmowski.
Można go podziwiać, można odrzucać znaczną część jego ideologii, można się z nim spierać – ale nie sposób pisać historii odzyskania niepodległości bez jego nazwiska.
Dmowski był współtwórcą Narodowej Demokracji, jednym z najważniejszych ideologów polskiego ruchu narodowego i przede wszystkim niezwykle skutecznym dyplomatą. W czasie I wojny światowej budował na Zachodzie przekonanie, że odbudowanie Polski leży w interesie zwycięskiej Ententy.
W 1919 roku, razem z Ignacym Janem Paderewskim, reprezentował Polskę podczas konferencji pokojowej w Paryżu. 28 czerwca obaj podpisali w imieniu Rzeczypospolitej traktat wersalski.
Dmowski reprezentował zupełnie inną wizję polityki niż Józef Piłsudski. Piłsudski był człowiekiem czynu, konspiracji, legionów i federacyjnej wizji Europy Środkowo-Wschodniej. Dmowski stawiał na chłodną kalkulację narodowego interesu i dyplomację. Ich konflikt stał się jednym z najważniejszych sporów politycznych II Rzeczypospolitej.
I do dziś w jakimś sensie trwa.
Dmowski jest bowiem postacią historycznie ogromną, ale ideowo bardzo kontrowersyjną. Jego koncepcja narodu była znacznie bardziej jednorodna i nacjonalistyczna niż wieloetniczna wizja państwa związana z tradycją dawnej Rzeczypospolitej. Dlatego uczciwe opowiadanie jego biografii wymaga zarówno przypomnienia jego wielkich sukcesów dyplomatycznych, jak i świadomości sporów, które wywoływała jego myśl polityczna.
W Tomaszowie Mazowieckim Dmowski jest postacią szczególnie obecną w przestrzeni publicznej. Pierwsze tomaszowskie rondo otrzymało jego imię, a od 1999 roku znajduje się tam poświęcony mu obelisk. W sierpniu 2025 roku, w 161. rocznicę jego urodzin, odbyły się tam miejskie uroczystości rocznicowe.
Pilot Dywizjonu 303
113 lat temu, w 1913 roku, w Grabanowie koło Białej Podlaskiej urodził się Tadeusz Kotz, używający także nazwiska Koc.
W czasie II wojny światowej służył w Polskich Siłach Powietrznych na Zachodzie, a w latach 1943–1944 dowodził legendarnym Dywizjonem 303.
W zbiorowej pamięci historia polskich lotników często kończy się na Bitwie o Anglię i nazwiskach bohaterów znanych z książki Arkadego Fiedlera. Tymczasem polskie lotnictwo walczyło przez całą wojnę, a kolejne pokolenia pilotów prowadziły operacje nad okupowaną Europą długo po 1940 roku.
Kotz dożył 95 lat. Zmarł w 2008 roku.
Jerzy Żuławski – zanim Lem wysłał ludzi w kosmos
111 lat temu, 9 sierpnia 1915 roku, zmarł Jerzy Żuławski – poeta, dramaturg, filozof, ale dziś pamiętany przede wszystkim jako jeden z pionierów polskiej fantastyki naukowej.
Jego „Trylogia księżycowa”, rozpoczynająca się powieścią „Na srebrnym globie”, powstała na długo przed lotami kosmicznymi, Sputnikami i programem Apollo. Żuławski próbował wyobrazić sobie nie tylko podróż na Księżyc, lecz także społeczeństwo ludzi żyjących w obcym świecie.
To właśnie jego dzieło wiele lat później podjął Andrzej Żuławski, realizując jeden z najbardziej niezwykłych filmów w historii polskiego kina – „Na srebrnym globie”. Produkcja została zatrzymana przez komunistyczne władze i dopiero po latach reżyser mógł stworzyć jej niepełną wersję.
Sam Jerzy Żuławski zmarł podczas I wojny światowej na tyfus w szpitalu polowym w Dębicy. Miał zaledwie 41 lat.
Stadion Legii. Barcelona, ale nie ta Barcelona
96 lat temu, 9 sierpnia 1930 roku, Legia Warszawa rozegrała pierwszy oficjalny mecz na nowym stadionie przy ulicy Łazienkowskiej.
Rywalem była drużyna CD Europa Barcelona, a spotkanie zakończyło się remisem 1:1.
I tutaj ciekawostka, ponieważ nazwa przeciwnika potrafi dziś wprowadzać w błąd. Nie chodziło o FC Barcelonę. Europa była innym barcelońskim klubem, mającym jednak wówczas całkiem poważną sportową markę. Oficjalna historia Legii przypomina nawet, że część warszawskiej publiczności liczyła na spotkanie ze słynnym zespołem Barcelony.
Stadion przy Łazienkowskiej wyrósł później na jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc polskiego futbolu.
Studzianki – polskie czołgi na przyczółku
82 lata temu, 9 sierpnia 1944 roku, rozpoczęły się walki znane jako bitwa pod Studziankami.
W starciu uczestniczyła 1. Brygada Pancerna im. Bohaterów Westerplatte, wchodząca w skład formowanej w Związku Sowieckim 1. Armii Wojska Polskiego. Jednostkę skierowano na przyczółek warecko-magnuszewski, gdzie trwały ciężkie walki z wojskami niemieckimi. Muzeum Wojska Polskiego określa Studzianki jako największe starcie pancerne z udziałem tej brygady.
Dla powojennej kultury popularnej bitwa miała jeszcze jeden niezwykły skutek.
Właśnie do doświadczeń polskich pancerniaków nawiązywał później serial „Czterej pancerni i pies”. Serial oczywiście nie jest dokumentem historycznym – przeciwnie, wiele elementów wojny pokazuje przez filtr propagandy PRL – ale dla kilku pokoleń Polaków to właśnie Rudy 102, Janek Kos, Gustlik i Szarik stworzyli najbardziej rozpoznawalny obraz polskich wojsk pancernych na froncie wschodnim.
I chyba niewiele wydarzeń pokazuje lepiej, jak historia przechodzi z pola bitwy do popkultury.
Sharon Tate. Zbrodnia, która zakończyła epokę niewinności Hollywood
57 lat temu, w 1969 roku, członkowie sekty Charlesa Mansona zamordowali w Los Angeles ciężarną aktorkę Sharon Tate, żonę Romana Polańskiego, oraz cztery inne osoby znajdujące się w willi przy Cielo Drive.
Tate miała 26 lat.
Zbrodnia stała się jednym z najmroczniejszych symboli końca lat 60. Dekada dzieci kwiatów, wolnej miłości i kontrkultury nagle dostała swoją mroczną odwrotność.
Charles Manson sam nie dokonał morderstw przy Cielo Drive, ale stworzył wokół siebie sektę, której członkami manipulował i których kierował do zabijania.
Pół wieku później do tej historii wrócił Quentin Tarantino w „Pewnego razu… w Hollywood”. Jak to u Tarantino – nie po to, by wiernie odtwarzać wydarzenia, lecz by dać historii alternatywne zakończenie. Kino zrobiło więc coś, czego życie zrobić nie mogło: uratowało Sharon Tate.
Watergate. Dzień, w którym prezydent musiał odejść
9 sierpnia 1974 roku Richard Nixon jako pierwszy – i dotąd jedyny – prezydent USA zrezygnował z urzędu.
Powodem była afera Watergate, która zaczęła się od włamania do siedziby Partii Demokratycznej, a przerodziła w śledztwo dotyczące nadużywania władzy i prób tuszowania sprawy przez administrację Białego Domu.
Do ujawniania skandalu w ogromnym stopniu przyczynili się dziennikarze „Washington Post” Bob Woodward i Carl Bernstein.
Kiedy stało się jasne, że Nixon może stanąć przed impeachmentem, podał się do dymisji. Jeszcze tego samego dnia urząd objął dotychczasowy wiceprezydent Gerald Ford, 38. prezydent Stanów Zjednoczonych.
Watergate pozostaje jednym z najważniejszych przykładów działania demokratycznych mechanizmów kontrolnych. Nie dlatego, że system zapobiegł nadużyciom – bo nie zapobiegł. Ale dlatego, że dziennikarze, Kongres, sądy i instytucje państwa potrafiły doprowadzić śledztwo aż do człowieka stojącego na samym szczycie władzy.
To lekcja aktualna niezależnie od epoki i kraju: państwo prawa poznaje się nie po tym, że władza nigdy nie przekracza granic, lecz po tym, czy istnieją instytucje zdolne powiedzieć jej: „dalej nie”.
Polscy franciszkanie zamordowani przez Świetlisty Szlak
35 lat temu, 9 sierpnia 1991 roku, w Peru terroryści z maoistowskiej organizacji Świetlisty Szlak zamordowali polskich franciszkanów – Michała Tomaszka i Zbigniewa Strzałkowskiego.
Zakonnicy pracowali w Pariacoto. Zostali uprowadzeni, poddani pseudoprocesowi, a następnie zabici.
W 2015 roku zostali beatyfikowani. Dziesięć lat później Watykan przypominał ich jako duchownych, którzy mimo zagrożenia zdecydowali się pozostać ze swoją wspólnotą.
Ich historia przypomina zarazem, jak krwawy był konflikt wewnętrzny w Peru. Świetlisty Szlak usiłował poprzez terror wywołać rewolucję maoistowską, pozostawiając po sobie tysiące ofiar.
Siergiej Kowalow – Rosjanin przeciwko rosyjskiemu imperium strachu
9 sierpnia 2021 roku w Moskwie zmarł Siergiej Kowalow, biofizyk, dysydent, więzień polityczny i jeden z najwybitniejszych rosyjskich obrońców praw człowieka.
Był współtwórcą organizacji Memoriał, dokumentującej zbrodnie i represje sowieckie. Krytykował również działania rosyjskiego państwa po upadku ZSRR, w tym wojnę w Czeczenii.
Polska uhonorowała go m.in. Krzyżem Wielkim Orderu Zasługi RP.
Z perspektywy 2026 roku jego działalność wygląda jeszcze bardziej symbolicznie. Kowalow należał do tej rosyjskiej tradycji, która twierdziła, że patriotyzm nie oznacza bezwarunkowego posłuszeństwa państwu.
Czas pokazał, jak dramatycznie potrzebny był w Rosji właśnie taki sposób myślenia.
MUZYCZNY 9 SIERPNIA
Cliff Richard – brytyjski Elvis rusza do studia
W 1958 roku 17-letni Cliff Richard, właściwie Harry Rodger Webb, podpisał kontrakt z EMI.
Pierwszy singiel „Move It”, nagrany z The Drifters, niemal natychmiast zrobił z niego gwiazdę. Brytyjczycy dostali własną odpowiedź na Elvisa Presleya, choć Richard szybko udowodnił, że potrafi być kimś więcej niż jego kopią.
Co ciekawe, przed muzycznym sukcesem pracował jako technik w fabryce. Jedna podpisana umowa potrafi czasem zmienić poniedziałek w historię rock and rolla.
Whitney Houston. Głos, który nie potrzebował dekoracji
9 sierpnia 1963 roku w Newark urodziła się Whitney Elizabeth Houston.
Recording Academy określa ją mianem „The Voice”. Jej głos rzeczywiście stał się wzorem technicznej perfekcji dla całych generacji wokalistek.
„Saving All My Love for You”, „I Wanna Dance with Somebody”, „Greatest Love of All” – lista przebojów jest długa. Ale jeden utwór unosi się nad całą jej karierą: „I Will Always Love You”.
Piosenkę napisała i jako pierwsza wykonywała Dolly Parton. Houston zamieniła ją jednak w gigantyczną popową balladę. Nagranie przyniosło jej Grammy za Record of the Year, a soundtrack filmu „Bodyguard”, w którym wystąpiła z Kevinem Costnerem, stał się jednym z największych sukcesów fonograficznych w historii kina.
Jej kariera zakończyła się tragicznie. Whitney Houston zmarła w 2012 roku w wieku 48 lat.
Pozostał głos. I być może właśnie to w muzyce jest najbardziej bezlitosne: człowiek przemija, nagranie zostaje dokładnie takie, jak w chwili, kiedy nacisnął pierwszy dźwięk.
„San Francisco” i marzenie dzieci kwiatów
W 1967 roku Scott McKenzie dotarł na szczyt brytyjskiej listy przebojów z piosenką „San Francisco (Be Sure to Wear Flowers in Your Hair)”.
Jej autorem był John Phillips z The Mamas & The Papas.
Piosenka stała się muzyczną wizytówką Summer of Love – Lata Miłości – i jednym z hymnów kontrkultury.
Paradoks historii polega na tym, że zaledwie dwa lata później, również 9 sierpnia, świat obiegła wiadomość o zbrodni dokonanej przez ludzi Charlesa Mansona. Kwiaty we włosach i Cielo Drive dzieliły zaledwie dwa lata.
Niewiele dat tak symbolicznie pokazuje dwie twarze amerykańskich lat 60.
Juanes – rock po hiszpańsku
9 sierpnia 1972 roku urodził się Juan Esteban Aristizábal Vásquez, znany jako Juanes.
Kolumbijczyk połączył rock, pop i latynoamerykańską tradycję w model, który odniósł gigantyczny sukces w świecie hiszpańskojęzycznym.
Albumy „Un Día Normal” i „Mi Sangre” przyniosły mu serię nagród Latin Grammy, a „La Camisa Negra”, „A Dios le Pido” czy „Me Enamora” weszły do międzynarodowego popowego kanonu. Recording Academy podaje, że Juanes zdobył ponad dwadzieścia Latin Grammy.
To dobry przykład czegoś, o czym anglojęzyczny rynek muzyczny czasem zapomina: światowy pop nie kończy się na języku angielskim.
Bee Gees skręcają w stronę disco
W 1975 roku „Jive Talkin’” Bee Gees znalazło się na pierwszym miejscu amerykańskiej listy przebojów.
Utwór pochodził z albumu „Main Course” i zwiastował wielką zmianę brzmienia zespołu.
Bracia Gibb mieli już za sobą lata sukcesów, ale dopiero skierowanie się ku rytmicznemu funkowi i disco otworzyło przed nimi drugą – gigantyczną – karierę. Dwa lata później muzyka Bee Gees stała się fundamentem soundtracku „Saturday Night Fever”, jednego z największych fonograficznych fenomenów XX wieku.
„Barbados”, które po latach zostało Ibizą
Również w 1975 roku na szczyt brytyjskiej listy dotarł utwór „Barbados” zespołu Typically Tropical.
Grupa wielkiej kariery nie zrobiła.
Ale sama melodia przeżyła swoich twórców.
W 1999 roku holenderski zespół Vengaboys przerobił piosenkę na „We’re Going to Ibiza!” i ponownie zdobył pierwsze miejsce brytyjskiego zestawienia.
Popkultura jest wielkim zakładem recyklingu. Czasem wystarczy zmienić wyspę.
AC/DC i czarny pomnik Bona Scotta
W 1980 roku album „Back in Black” AC/DC zdobył pierwsze miejsce brytyjskiej listy.
Była to pierwsza płyta zespołu nagrana z Brianem Johnsonem po śmierci Bona Scotta.
Zamiast końca zespołu nastąpiła eksplozja popularności.
„Back in Black” stał się jednym z najlepiej sprzedających się albumów w historii muzyki. Oficjalna strona AC/DC podaje dziś sprzedaż rzędu około 50 milionów egzemplarzy.
To album żałobny, który brzmi jak triumf. Paradoksalny pomnik przyjaciela – zamiast requiem: riff.
9 sierpnia 1986. Freddie mówi publiczności „dziękuję” po raz ostatni
To bez wątpienia jedno z najważniejszych muzycznych wydarzeń tej daty.
9 sierpnia 1986 roku Queen zagrał w Knebworth Park ostatni koncert w klasycznym składzie z Freddiem Mercurym.
Był to finał gigantycznej trasy Magic Tour. Według oficjalnych źródeł Queen koncert oglądało około 160 tysięcy osób, choć niektóre szacunki mówiły nawet o 200 tysiącach.
Nikt z widzów nie wiedział, że uczestniczy w pożegnaniu.
Queen nie ogłaszał końca działalności koncertowej. Nie było wielkiego napisu „The End”. Był normalny finał trasy.
Freddie Mercury po ostatnim występie podziękował publiczności.
I już nigdy nie wystąpił z Queen na pełnowymiarowym koncercie.
Zmarł pięć lat później.
Dzisiaj nagrania z Magic Tour ogląda się inaczej. Widać człowieka będącego absolutnie na szczycie – potrafiącego jednym gestem kierować stadionem jak dyrygent gigantyczną orkiestrą – i jednocześnie wiadomo coś, czego on sam publiczności wtedy nie powiedział.
Historia dopisała do tego koncertu zakończenie dopiero później.
Wilki i „Przedmieścia”
9 sierpnia 1994 roku zespół Wilki otrzymał platynową płytę za album „Przedmieścia”.
Po gigantycznym sukcesie pierwszej płyty Robert Gawliński i jego zespół musieli zmierzyć się z czymś, co często okazuje się trudniejsze od debiutu – z drugim albumem.
„Przedmieścia” obroniły popularność grupy. Promowały je między innymi „Nie zabiję nocy” i „Moja Baby”.
To był środek niezwykłych dla polskiej muzyki lat 90., kiedy rockowe zespoły sprzedawały płyty w nakładach, o jakich współcześni wykonawcy mogą przede wszystkim czytać w archiwalnych zestawieniach.
Jerry Garcia. Umarł człowiek, został mit
9 sierpnia 1995 roku w wieku 53 lat zmarł Jerry Garcia, gitarzysta i wokalista Grateful Dead.
Nie był typową gwiazdą rocka. Grateful Dead także nie było typowym zespołem.
Wokół grupy powstała cała społeczność „Deadheads” – fanów podróżujących za zespołem z koncertu na koncert. Każdy występ miał być trochę inny, improwizowany, niepowtarzalny.
Po śmierci Garcii w San Francisco flagi opuszczono do połowy masztu.
Trudno o bardziej wymowny symbol. Miasto żegnało muzyka jak jednego ze swoich obywatelskich bohaterów.
Jennifer Lopez kontra były mąż
W 2007 roku Jennifer Lopez wygrała sądowy spór ze swoim pierwszym mężem Ojani Noą, który chciał opublikować książkę opisującą ich życie prywatne.
Sprawa była czymś więcej niż kolejnym celebryckim konfliktem.
Dotykała pytania aktualnego również dzisiaj: gdzie kończy się prawo opinii publicznej do informacji, a zaczyna prawo człowieka – nawet bardzo sławnego – do prywatności?
Era mediów społecznościowych tylko spotęgowała ten problem.
CO WYDARZY SIĘ DZISIAJ?
Prezydent Karol Nawrocki w Skawinie i Wieliczce
W niedzielę 9 sierpnia 2026 roku prezydent Karol Nawrocki przebywa z wizytą w Małopolsce.
O godz. 14.00 na rynku w Skawinie zaplanowano spotkanie z mieszkańcami powiatu krakowskiego i wystąpienie prezydenta. O godz. 16.30 Nawrocki ma wziąć udział w ceremonii dekoracji zwycięzców 83. Tour de Pologne przy Kopalni Soli w Wieliczce.
To charakterystyczne połączenie dla współczesnej prezydentury: klasyczne spotkanie polityczne z mieszkańcami oraz obecność podczas wielkiego wydarzenia sportowego.
Janów Podlaski – konie, które są częścią polskiej marki
W Janowie Podlaskim trwają Dni Konia Arabskiego.
Tegoroczny program obejmuje 48. Narodowy Pokaz Koni Arabskich Czystej Krwi oraz 57. aukcję Pride of Poland. Do Pokazu Narodowego zgłoszono blisko 130 koni. Sędziowie oceniają między innymi typ, głowę i szyję, tułów, nogi oraz ruch.
Wieczorem odbędzie się Pride of Poland.
Na głównej aukcji znalazło się 15 klaczy, jeden ogier oraz specjalna oferta embrionu. Wśród gwiazd wymieniane są m.in. Poganinka i El Bella z Michałowa oraz Pila i Erantis z Janowa Podlaskiego.
Polska hodowla koni arabskich jest jedną z tych dziedzin, w których historia, prestiż państwa, sport, genetyka, tradycja hodowlana i wielki biznes funkcjonują obok siebie.
Koń może być tutaj jednocześnie zwierzęciem, dziełem wielopokoleniowej selekcji i wartym setki tysięcy euro dobrem.
Tour de Pologne. Wszystko rozstrzygną sekundy
W Wieliczce zakończy się dziś 83. Tour de Pologne.
Po sobotnim etapie liderem klasyfikacji generalnej jest Christian Scaroni z XDS Astana Team, natomiast etap w Bukowinie Tatrzańskiej wygrał Francuz Louis Barré z Visma | Lease a Bike. Najlepszym Polakiem na szóstym etapie był Filip Gruszczyński.
Finałem będzie indywidualna jazda na czas o długości 12,5 km, ze startem i metą przy Kopalni Soli w Wieliczce. Początek trasy prowadzi podjazdem, później zawodników czeka szybszy i bardziej płaski powrót w stronę mety.
W jeździe na czas nie ma kolegów z drużyny, za których plecami można schować się przed wiatrem. Jest zawodnik, rower, asfalt i zegar.
Po tygodniu walki w górach, ucieczek i pracy zespołowej wszystko może więc zakończyć się różnicą kilku sekund.
I chyba trudno znaleźć lepszą puentę dla dzisiejszego kalendarium.
Bo 9 sierpnia historia także mierzy czas w niezwykły sposób.




Napisz komentarz
Komentarze