Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 22 czerwca 2026 07:38
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama

Ona, on i pies - 10 miesięcy na rowerze w ekstremalnych warunkach

Czy dodzwoniłem się do kogoś z portalu NaszTomaszów - usłyszałem męski głos w telefonie w sobotnie ciepłe przedpołudnie. Niby nic nadzwyczajnego, bo podobne telefony otrzymuję niemal każdego dnia. Najczęściej jednak dotyczą one wypadków drogowych, pożarów lub próśb o interwencję w takiej czy innej sprawie. Tym razem jednak było inaczej. - Może zainteresuje pana dwójka młodych podróżników, którzy właśnie wracają z kilkumiesięcznej podróży rowerowej z Laponii. Dzwoniłem do Famy, ale ich to mało co, tak naprawdę interesuje. Para jest niesamowita, jadą tandemem, a na przyczepce ciągną malamuta - mój rozmówca podzielił się ze mną numerem telefonu, z którego oczywiście skorzystałem. Na rozmowę z Krzysztofem i Klaudią umówiliśmy na niedzielny poranek u Państwa Zofii i Jana Wilamowskich w Goleszach Dużych. Rozmowa, którą planowałem na godzinę zajęła ostatecznie cztery.

NT: Powiedzcie mi kilka zdań o sobie

Krzysztof: Jestem z wykształcenia grafikiem komputerowym. Pracowałem kiedyś w wydawnictwie, a obecnie w ogrodzie botanicznym. Jestem też instruktorem survivalu i oczywiście uwielbiam podróże i przyrodę. Świetnie radzę sobie także ze zwierzętami. Szczególnie z psami.

Klaudia: Ja jestem fizjoterapeutą. Pracuję z młodzieżą i dzieciakami. Oboje z Krzysztofem wywodzimy się z harcerstwa. Mamy uprawnienia instruktorów survivalu. Pracujemy często z trudną młodzieżą, wspomagając proces resocjalizacji  np. w ośrodkach wychowaczych czy poprawczych. 

 

NT: Dogoresocjalizacja? 

Klaudia: Raczej survival, który jest narzędziem do wskazywania innej, lepszej ścieżki, jaką mają możliwość wybrać. Pies pracuje ze mną przy dogoterapii, kiedy zajmuję się rehabilitacją maluchów z dziecięcym porażeniem mózgowym. 

 

NT: Jak daleka jest droga z ogrodu botanicznego czy gabinetu rehabilitanta do Laponii?

Krzysztof: Wbrew pozorom bardzo bliska. Ogród botaniczny i praca z dziećmi, wyjeżdżanie do lasów. Jestem też podporucznikiem w Związku Strzeleckim. To wszystko się ze sobą zazębia. Nasza podróż to efekt marzeń o wyprawie życia. Kadlook /przyp. red. malamut/ też jest częścią naszego planu. Bardzo chcieliśmy aby pies podróżował razem z nami. Z reguły to jest tak, że kiedy posiada się takiego zwierzaka i chce się wyjechać na tydzień, dwa lub trzy, to trzeba angażować rodzinę, znajomych itd. Zauważyliśmy też taki trend, że ludzie porzucają psy, wywożą je do lasu, żeby móc wyjechać na urlop. Chcielibyśmy ten trend zatrzymać, łącząc naszą pasję podróżniczą z miłością do zwierząt. Chcemy pokazać, że można pojechać w daleką, wielomiesięczną wyprawę i zabrać ze sobą nawet tak dużego psa, jak nasz.

 

 

 

NT. Ale tandemem z przyczepką?

Krzysztof: Stwierdziliśmy, że praca w dużych korporacjach jest nie dla nas. Rozważaliśmy różne pomysły. Samochód? W samochodzie jest się zamkniętym. Przede wszystkim na ludzi, doznania i to, co chcemy poznać oraz zobaczyć. Podróżując samochodem bylibyśmy bardziej turystami, a tak, jak turyści traktowani. Chcieliśmy czegoś więcej. Dlaczego tandem? Po prostu wiedzieliśmy w jakie warunki jedziemy. Jadąc na osobnych rowerach w nagłych przypadkach musielibyśmy podróż przerwać. Na tandemie jest nieco inaczej. Na przykład po moim wypadku pedałowałem przez jakiś czas jedną nogą. Nie byłoby to możliwe w przypadku zwykłych rowerów. Jednego dnia jedno z nas miało słabszy dzień, innego drugie. Jakoś się to równoważyło. Chociaż nie ukrywam, że jest to bardzo trudny środek transportu.

Klaudia: Dużo trudnieszy niż pojedyncze rowery. Do tego oczywiście przyczepka, którą sami skonstruowaliśmy. Potrzebna była dla Kadlooka. Nie da się jej nigdzie kupić, bo nasz pies jest zbyt duży do przyczepek dostępnych na rynku. Należało ją wykonać samodzielnie. To pokazuje, że jak człowiek chce zrealizować swoje marzenia, może to wykonać.

 

NT. Jak długo trwała Wasza podróż?

Krzysztof: Dziesięć miesięcy

Klaudia: Wyruszyliśmy pod koniec ubiegłego roku, a dokładnie w listopadzie. Chcieliśmy naszą podróż odbyć właśnie zimą. Już na starcie byliśmy dwa miesiące spóźnieni. Pierwotnie planowaliśmy wyjazd we wrześniu. To jest jednak historia bardzo negatywna z firmą, która przygotowywała nam rower wraz z przyczepką. Ci ludzie mało poważnie podeszli do naszej wyprawy. 

Krzysztof: To też był mój błąd, bo powinienem sam pół roku wcześniej ściągnąć wszystkie niezbędne części. Wtedy miałbym pewność, że wszystko zadziała na czas. 

 

 

NT. Zima w Polsce była stosunkowo lekka w ubiegłym roku

Klaudia: To prawda, ale i tak podróż przez Polskę była dla nas pasmem nieszczęść. Od roweru, który był źle przygotowany i się zepsuł, po wypadek, w którym Krzysztofowi pękła kość. W ten sposób wyprawa nam sie wydłużyła. Jak przekroczyliśmy granicę wszystko się odmieniło in plus. Litwę, Łotwę i Estonię przejechaliśmy błyskawicznie. To, co zwróciło naszą uwagę, to niesamowita gościnność. Duża otwartość. Powiedziałabym, że to taka Polska, ale 20 lat temu. 

Krzysztof: U nas weszło już zbyt dużo nowoczesności.  Ludzie zaczynają się zamykać, a tam pozostają nadal otwarci. Może mówiąc inaczej, u nas rozwój cywilizacyjny rozpędził się na tyle, że ludzie inaczej żyją. 

 

NT. W końcu trafiliście do Finlandii

Klaudia: To był nasz kraj docelowy. Tam dopiero zaczęła się nasza prawdziwa przygoda. Podróż pełną zimą, w ostrym mrozie, wśród śnieżnych zasp. Bywało różnie. Wiele osób zastanawia się, jak to jest podróżować rowerem w zimie.

 

NT. Mijane osoby pukały się w głowę? 

Klaudia: Oczywiście, że się stukali.

Krzysztof: Ale byli też pełni podziwu.  

 

 

NT. Udział psa w wyprawie nie zaskakiwał?

Klaudia: Mieliśmy spotkania w ambasadach. Za każdym razem słyszeliśmy, że takiego wyjątkowego gościa jeszcze nie mieli. Mowa oczywiście o Kadlooku. Wszędzie go wpuszczali. Kadlook był naszym kluczem, nie tylko do wielu drzwi ale i ludzkich serc. Chcieliśmy, tak jak Krzysiek powiedział, pokazać, że z psem da się i należy podróżować. Kadlook był dla nas ogromnym wyzwaniem pod względem logistycznym i fizycznym, bo gdyby go nie było, nie byłoby też tej ogromnej przyczepy. Tak naprawdę moglibyśmy zrobić tę trasę nie w 10 miesięcy, a w cztery. 

 

NT. Przecież trzeba psa nie tylko karmić, ale też pielęgnować. Jest też ryzyko, że zachoruje lub, że zachoruje któreś z Was

Klaudia: To prawda. Przykładem był wypadek Krzyśka. Nie mogłam pójść z nim do szpitala, ponieważ ktoś musiał zostać  z psem. Jak robimy zakupy albo idziemy do muzeum, zawsze jedno z nas musi zostać. Mieliśmy też niebezpieczną sytuację w miejscu, gdzie musieliśmy się szybko ewakuować. Nie ucieknie się z psem tych rozmiarów przez płot. 

Krzysztof: Jest wiele takich historii

Klaudia: To jest takie dziecko, ale 50 kilogramowe dziecko, którego nie weźmie się na ręce, ani nie schowa pod pachę. Ale bez niego ta wyprawa nie byłaby taka sama. 

Krzysztof: Polarnicy, którzy wędrują w zimę, stosują się do pewnych zasad. na przykład czasami załatwiają się w namiotach, nie wychodzą, gdy jest bardzo niska temperatura. Czekają na poprawienie pogody. U nas było inaczej. O ile my mogliśmy nie wyjść, to pies jednak musi. Braliśmy za niego odpowiedzialność. W ten sposób nasza wyprawa z trudnej stała się mega trudną. Chociaż Kadlook doskonale znosił niskie temperatury. Wiemy już, że jeśli chcielibyśmy się wybrać w kolejną podróż, to tylko z nim, bo jest naprawdę wyjątkowy. Pamiętamy też, że nasza podróż była również złamaniem pewnych reguł między nami, a nim. Dotąd mieszkaliśmy w  bloku. Teraz, kiedy nie widzi nas chociaż przez chwilę, zaczyna panikowac i nas szukać, a pora wrócić do pracy. Klaudiia będzie musiała Kadlooka na nowo socjalizować

 

 

NT. Pora na podróż w te rejony świata niespotykana.

Klaudia: Pamiętam maila od szefowej związku polsko - fińskiego, w  którym dopytywała, czy aby na pewno chcemy o tej porze roku wybrać się na wyprawę. Pisała, że to szaleństwo, że jest zima, mróz i nie jeździ się wtedy na rowerach . Zapraszała nas za trzy miesiące. Odpowiedziałam, że jest to właśnie zimowa wyprawa. 

 

NT. No nie jest to chyba szczyt sezonu turystycznego. 

Krzysztof: Laponia w zimie tętni życiem, ale faktycznie wszystkie muzea i tym podobne rzeczy są pozamykane. My kochamy zimę. 

 

NT. Jesteście małżeństwem?

Krzysztof: Jesteśmy narzeczeństwem. Na Nordkappie się zaręczyliśmy. 

Klaudia: To jest taka nasza podróż przedślubna, która jest idealnym testem dla naszego związku. 

 

NT. Aż boję się zapytać, gdzie pojedziecie w podróż poślubną. 

Krzysztof: Już mamy kolejne plany. Jesteśmy instruktorami survivalu. W Polsce pojęcie survivalu stało się bardzo popularne, ale zarazem bardzo niebezpieczne. Niestety ludzie nie mający wiedzy i doświadczenia robią kursy, uczą innych, zapraszają ich do lasu i przekazują bardzo błędną wiedzą. Uczą strasznych rzeczy. Naszym celem było natomiast pojechać do ludów pierwotnych, które gdzieś tam na północy jeszcze egzystują, czyli do Saamów. Ludów posiadających ogromną, rozbudowaną wiedzę na temat przetrwania w trudnych warunkach, które dla nich są codziennością. Poza tą wiedzą chcieliśmy także poznać i poczuć ich kulturę. 

 

 

NT. To się udało? 

Krzysztof: Udało się, ale można było do nich dotrzeć tylko w zimę. Wtedy mają bardziej aktywny okres, mają spędy. Później przychodzi lato i bardziej spokojny okres. 

Klaudia: Saamowie, jak każdy stary lud, byli represjonowani przez bardzo długi okres czasu. Teraz za to wykorzystują swoją kulturę dla turystyki. Ale mają specyficzne podejście. Jeśli im się zapłaci, to dostanie się stosunkowo powierzchowne informacje i atrakcje. Myśmy tego nie chcieli, Mieliśmy zamiar się z nimi faktycznie zaprzyjaźnić. To jest jednak bardzo trudne, ponieważ są bardzo zamkniętą i hermetyczną społecznością. Na szczęście nam się udało z niektórymi zaprzyjaźnić. Uczyliśmy się ich rzemiosła i wszystkiego, co trzeba wiedzieć o reniferach. Z ludźmi północy spędziliśmy w sumie trzy miesiące. Nie tylko z Saamami oczywiście. Nigdy się nie spieszyliśmy. Nie było dla nas celem, by szybko zaliczyć podróż. Nie jesteśmy tego rodzaju wyczynowcami. 

Krzysztof: Często mieliśmy zadawane na przykład pytania: ile kilometrów dziennie przejeżdżamy. Kiedy mówiliśmy, że 50. to słyszeliśmy, że to jest mało. 

 

NT. Mało, ale nie wtedy kiedy ciągnie się tę przyczepkę. 

Krzysztof: No właśnie. Tłumaczyliśmy, że nie bijemy rekordów świata, ale że jedziemy po wiedzę, spotkać ludzi i przeżyć niesamowitą przygodę, zbliżyć się do natury. Normalnie rowerzysta może pokonać 150 km. Mieliśmy jednego takiego znajomego, który cały czas negował tę nasza prędkość. Podjechaliśmy także do niego w tę zimę. Podszedł do przyczepki i roweru, spróbował je przepchnąć. Zrobił się czerwony i zapytał, czy nie mamy zaciągniętych hamulców. Dopiero wtedy kiedy się przejechał zrozumiał jaki to jest ciężar. Przeprosił. Generalnie podróż naszym tandemem jest dosyć skomplikowana. Nawet postoje musimy starannie planować. Nie ma tak, że stajemy sobie, by zjeść batona. Stawaliśmy na 30 minut. Nawet, gdy był mróz, przebieraliśmy się w suche ubranie. Siadaliśmy, ogrzewaliśmy się, jedliśmy posiłek, po czym znowu zakładaliśmy na siebie te mokre rzeczy. Rzadko o tym opowiadamy, bo chcemy zapraszać ludzi do tego naszego świata. Miałem takie chwile, że modliłem się by nie zamarznąć. Czasami zmęczenie potęguje ryzyko.

 

NT. Jakiego rodzaju?

Krzysztof: Chcieliśmy jechać na Alte, a było załamanie pogody. Na Voldafjordzie jest taki moment, że wjeżdża się na górę. Chcieliśmy przeskoczyć płaskowyżem do Norwegii, do Alty. Cały czas był mocny wiatr i padał śnieg. Była niska temperatura. kiedy wjeżdża się na górę, to wszystko się potęguje. Podjęliśmy decyzję, że sobie poszukamy okna pogodowego. Potrzebowaliśmy dwóch godzin by wjechać na górę i zjechać. Tam przy trasie są porozstawiane takie płoty, zabezpieczające przed reniferami. Jest duża ilość kamieni. Wzdłuż całej 2o kilometrowej trasy była tylko jedna luka z toaletami, gdzie można było zatrzymać się i rozbić namiot w razie załamania pogody. Wjechaliśmy na górę, a tam niespodzianka. Pogoda zrobiła nam psikusa. było tak, że jadąc na rowerze nie mogłem oddychać. Są też inne. Kiedy na przykład kładziesz się spać w namiocie, są takie zasady, że trzeba budzić się co jakiś czas i kontrolować, by nie zasypał cię śnieg. No więc śnieg nie padał, kiedy kładliśmy się spać była odwilż. Nie mieliśmy siły, by wchodzić głębiej w las i rozbiliśmy namiot blisko trasy szybkiego ruchu. Położyliśmy się spać. Budzimy się o godzinie 10 rano i nagle wydaje nam się, że jest bardzo cicho. Mówię do Klaudii, że chyba samochody przestały jeździć. Dopiero, gdy próbowaliśmy otworzyć namiot okazało się, że jesteśmy zasypani. Nie chcę nawet myśleć o tym, co mogło się stać, gdyby namiot nie wytrzymał. 

 

 

NT. Maratończycy mówią często o czymś, co sami nazywają ścianą. Mieliście takie chwile, że myśleliście, że dalej nie dacie rady?

Klaudia (śmiejąc się):  Co drugi dzień. 

Krzysztof: Były takie momenty. 

Klaudia: Zdarzały się kryzysy mniejsze i większe. Różne czynniki jednak powodowały, że udawało nam się jechać dalej. Myśmy tyle razy przełamywali tę granicę naszej wytrzymałości. Zakładaliśmy sobie na przykład, ze danego dnia dojedziemy do pewnego miejsca, gdzie rozłożymy namiot. Jednak podróż zimą ma to do siebie, że drogi są odśnieżane i jedzie się po nich całkiem nieźle, jednak powstają bardzo wysokie zaspy i często nie można się zatrzymać, bo nie ma gdzie. Musieliśmy więc albo przez śnieg się przekopywać albo szukać innego miejsca. Zdarzało się, że musiliśmy przejechać o 30 kilometrów więcej i to będąc skrajnie wymęczonymi. Organizm jest w stanie pokonać ogromny wysiłek, a słabość najczęściej mieści się w głowie. Wiele zależy od motywacji. 

 

 

NT. Duży wysiłek powoduje też, że spada odporność organizmu. Nie łapaliście jakichś infekcji?

Krzysztof: Często podróżnicy, rowerzyści, którzy odbywali np. miesięczne wyprawy pisali na swoich blogach ile schudli. Na przykład 10 kilogramów. Piszą też, że wyprawy musieli odchorować. My, z Klaudią, przygotowując się do wyjazdu, naszykowaliśmy sobie dzienne racje żywnościowe, które miały ok 3500 kalorii plus witaminy i elektrolity. My na wyprawie lekko przytyliśmy, zamiast schudnąć. 

Klaudia: To nie jest mobilizacja organizmu na trzy tygodnie z możliwością odchorowania. Musieliśmy przygotować się na kilka miesięcy. na tym polega różnica. 

 

NT. Czyli przygotowywaliście się do wyprawy jak zwierzaki do przetrwania zimy?

Krzysztof: Właśnie tak. Muszę to powiedzieć. Absurdem tego świata survivalowego jest to, że logicznie myślący człowiek, który ma doświadczenie i odpowiednią wiedzę, nigdy nie zadałby nam pytania w jaki sposób będziemy zdobywać jedzenie. No przecież to jest zima. Ludy pierwotne zawsze przygotowują się do zimy. Pracują pół roku, gromadzą pożywienie, by przetrwać najtrudniejsze chwile. 

Klaudia: Nie pochodzimy z jakiś bogatych rodzin. Nie stać nas było na zakup gotowych zestawów żywieniowych, oferowanych na takie wyprawy. Wszystko musieliśmy sobie przygotować sami. 

 

NT. Ciągnęliście to wszystko na tej przyczepce? 

Klaudia: Oczywiście, że nie. Co kilka tygodni rodzina nam wysyłała paczki. Wszystkie były wcześniej przez nas przygotowane w domu i popakowane. Zresztą podobnie zrobiliśmy ze sprzętem, który musieliśmy wymieniać. 

 

NT. Czyli do tego wszystkiego mieliście jeszcze skomplikowaną logistykę. 

Klaudia: Bardzo skomplikowaną, ale z sukcesem jak widać, było to konieczne ze względu na ceny w Skandynawii.

 

 

Już wkrótce druga część naszej rozmowy z Krzysztofem i Klaudią


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Teresa 20.09.2017 07:56
Wspaniali ludzie ! Powodzenia na nasępnych wyprawach,uścisk łapy dla dzielnego psiaka !

snarki 18.09.2017 16:01
Szacuneczek przez DUŻE SZ!!

Alvin 18.09.2017 11:45
Fajni ludzie z marzeniami , którzy nie boją sie ich spełniać , wielki szacunek.

Opinie

Fałszywa nadzieja sprzedaje się lepiej niż medycyna. Ekspertki ostrzegają przed medyczną dezinformacją

Najgroźniejsze kłamstwa nie przychodzą dziś w stroju szaleńca z aluminiową czapką. Przychodzą w estetycznym filmiku, w miękkim świetle, z uśmiechniętą twarzą influencera, wykresem wyrwanym z kontekstu i obietnicą, że „lekarze o tym nie mówią”. Od picia boraksu po porzucanie terapii onkologicznych – medyczna dezinformacja dawno przestała być tylko internetową ciekawostką. Stała się realnym zagrożeniem dla zdrowia i życia pacjentów. Data dodania artykułu: 21.06.2026 10:54
Fałszywa nadzieja sprzedaje się lepiej niż medycyna. Ekspertki ostrzegają przed medyczną dezinformacją

John Lee Hooker. Bluesman, który jednym riffem potrafił uleczyć samotność

Są artyści, których muzyka brzmi jak zapis nutowy. I są tacy, których muzyka brzmi jak życie: kurz drogi, stukot pociągu, zmęczenie po pracy, nocne światło w oknie i głos człowieka, który więcej przeżył, niż chciałby opowiedzieć. John Lee Hooker należał do tej drugiej kategorii. Nie potrzebował orkiestry, popisów technicznych ani długich solówek. Wystarczały gitara, tupot stopy i głos głęboki jak stara studnia. Data dodania artykułu: 21.06.2026 10:35
John Lee Hooker. Bluesman, który jednym riffem potrafił uleczyć samotność

21 czerwca w historii. Machiavelli, Sartre, Proces Szesnastu, socrealizm i rockowy oddech przesilenia

Dziś jest niedziela, 21 czerwca, 172. dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.14, zajdzie o godz. 21.00. Imieniny obchodzą: Alicja, Alojzy, Marta, Rajmund, Rudolf, Alban, Marcja, Terencjusz oraz Demetria. Data dodania artykułu: 21.06.2026 10:19
21 czerwca w historii. Machiavelli, Sartre, Proces Szesnastu, socrealizm i rockowy oddech przesilenia

Konfederacja przygląda się Ruchowi Biało-Czerwonych. Jedni widzą konkurencję, inni „miejsce do służby Polsce”

W Konfederacji znów słychać skrzypienie wewnętrznych zawiasów. Tym razem nie chodzi o program, głosowanie w Sejmie czy kampanię wyborczą, lecz o nowe stowarzyszenie europosłanki Ewy Zajączkowskiej-Hernik. Ruch Biało-Czerwoni, zarejestrowany 3 czerwca, miał być — według deklaracji założycielki — przestrzenią działania dla ludzi, którym zależy na Polsce i na pomocy obywatelom pozostawionym samym sobie w sporach z urzędami, instytucjami i państwem. W praktyce inicjatywa stała się kolejnym testem dla delikatnej konstrukcji Konfederacji. Data dodania artykułu: 20.06.2026 12:17
Konfederacja przygląda się Ruchowi Biało-Czerwonych. Jedni widzą konkurencję, inni „miejsce do służby Polsce”

20 czerwca: dzień królów, komediopisarzy, śląskiej pamięci i muzyki, która wraca jak refren

Są takie daty, które wyglądają jak stary, wielowątkowy film. W jednej scenie rodzi się przyszły król Polski, w drugiej na Kremlu rozgrywa się krwawy dramat Dymitriad, dalej Aleksander Fredro ostrzy pióro, Górny Śląsk wraca do Polski, a z gramofonu płyną Beach Boys, Lionel Richie, Lady Pank i Kombi. 20 czerwca to dzień, w którym historia nie idzie równym marszem. Raczej tańczy — czasem poloneza, czasem żałobny marsz, czasem rockowy numer z lat 80. Data dodania artykułu: 20.06.2026 10:17
20 czerwca: dzień królów, komediopisarzy, śląskiej pamięci i muzyki, która wraca jak refren

19 czerwca: od „Daru Pomorza” i Pawiaka po Opole, Faras i sejmowe głosowania. Co mówi nam historia?

Dziś jest piątek, 19 czerwca, sto siedemdziesiąty dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.13, zajdzie o godz. 21.00. Imieniny obchodzą: Bonifacy, Gerwazy, Julianna, Michalina i Romuald. Data dodania artykułu: 19.06.2026 07:47
19 czerwca: od „Daru Pomorza” i Pawiaka po Opole, Faras i sejmowe głosowania. Co mówi nam historia?

LexisNexis wprowadza LexisNexis Protégé™ Poland i przyspiesza automatyzację zadań prawnych dla polskich prawników

LexisNexis Protégé™ Poland pomaga polskim prawniczkom i prawnikom sprawniej realizować złożone czynności prawne dzięki intuicyjnej automatyzacji i odpowiedzialnej sztucznej inteligencji. Data dodania artykułu: 18.06.2026 14:31
LexisNexis wprowadza LexisNexis Protégé™ Poland i przyspiesza automatyzację zadań prawnych dla polskich prawników

18 czerwca: od Zieleńców i Waterloo po McCartneya, „Solidarność” i wielką politykę w Brukseli

Są daty, które nie przechodzą przez kalendarz po cichu. 18 czerwca należy właśnie do nich. To dzień bitew, procesów, wyborów, wielkich artystów i politycznych decyzji, które potrafiły zmieniać bieg historii. Od szarży pod Zieleńcami, przez klęskę Napoleona pod Waterloo, po czerwcowe wybory 1989 roku — historia znów zagląda nam przez ramię. A w tle grają Paul McCartney, King Crimson, Wawele, Maanam i Vera Lynn. Data dodania artykułu: 18.06.2026 13:20
18 czerwca: od Zieleńców i Waterloo po McCartneya, „Solidarność” i wielką politykę w Brukseli
Kino Konesera: Czytając Lolitę w Teheranie

Kino Konesera: Czytając Lolitę w Teheranie

Seans w ramach Kina KoneseraZapraszamy na pokaz filmu Czytając Lolitę w Teheranie w czerwcowym repertuarze cyklu Kino Konesera. To poruszająca opowieść inspirowana bestsellerową autobiografią Azar Nafisi, ukazująca kobiecą solidarność, odwagę i siłę.Wydarzenie odbędzie się 22 czerwca 2026 roku w kinie Helios. To propozycja dla widzów ceniących ambitne kino, ważne tematy społeczne i wyjątkowe filmowe emocje.Po rewolucji islamskiej w Iranie, która miała miejsce w 1979 roku, ulice Teheranu patrolowane są przez obrońców moralności, a fundamentaliści przejmują kontrolę nad uniwersytetami. Kobiety muszą nosić hidżab, ich swobody są ograniczane, a lektura zachodniej literatury staje się aktem buntu. Taki stan rzeczy sprawia, że Azar Nafisi (Golshifteh Farahani), ambitna wykładowczyni literatury, rezygnuje z pracy na Uniwersytecie Teherańskim. Kobieta potajemnie zaczyna zapraszać do swojego domu grupę najbardziej zaangażowanych studentek. Razem czytają zakazane klasyki literatury zachodniej – „Lolitę” Vladimira Nabokova, „Wielkiego Gatsby’ego” F. Scotta Fitzgeralda, powieści Henry’ego Jamesa czy Jane Austen. Początkowo nieśmiałe młode kobiety stopniowo otwierają się – dzielą marzeniami, lękami, historiami miłosnymi oraz upokorzeniami związanymi z życiem w totalitarnym reżimie.Filmy prezentowane w ramach Kina Konesera to najczęściej niszowe dzieła z niebanalną fabułą i inteligentnym humorem. Wyświetlane historie mają na celu nie tylko uprzyjemnić widzowi spędzony czas w naszym kinie, ale również wzbogacić go o nowe wartości, przeżycia i walory wizualne! Filmy Kina Konesera to często dzieła uhonorowane licznymi nagrodami na festiwalach filmowych. Data rozpoczęcia wydarzenia: 22.06.2026
Maraton Horrorów

Maraton Horrorów

Noc pełna grozy w kinie HeliosZapraszamy na Maraton Horrorów organizowany przez sieć kin Helios w ramach cyklu Nocne Maratony Filmowe. W programie znalazły się mroczne i pełne napięcia seanse, które zapewnią widzom intensywne emocje aż do późnych godzin nocnych.Co w programie?Na plakacie zapowiedziano filmy: Rytuał Lily, Lalka (przedpremiera), Krwawe Polowanie oraz Poświęceni. To propozycja dla fanów kina grozy, którzy chcą przeżyć wyjątkową noc z premierami i przedpremierami na dużym ekranie.MARATON HORRORÓWNocne Maratony Filmowe zapraszają na noc, która dostarczy Wam ekstremalnych emocji i wspomnień na całe wakacje. W zestawie aż trzy premiery!Już 26 czerwca, zaraz po rozdaniu szkolnych świadectw, na dobry początek wakacji Nocne Maratony Filmowe zapraszają na Maraton Horrorów! Ten przygotowany z myślą o Was zestaw filmów, to idealny sposób na odreagowanie całego roku szkolnego! Na początek pierwsza przerażająca premiera tego wieczoru, “RYTUAŁ LILY”! Po krótkiej przerwie, trzymający w obezwładniającym napięciu, przedpremierowy pokaz filmu „LALKA”. Dalej będzie jeszcze mocniej, bo kolejną premierą tej nocy będzie „KRWAWE POLOWANIE” i na koniec „POŚWIĘCENI”.Będzie to wyjątkowa, pełna grozy uczta filmowa i jesteśmy przekonani, że jeszcze długo po powrocie do domu nie będziecie mogli zasnąć. Czy jesteście na to gotowi?RYTUAŁ LILY (napisy)Cztery przyjaciółki udają się do odosobnionego domu położonego głęboko w lesie, aby odprawić rytuał inicjacji nowej czarownicy i dopełnić krąg czterech żywiołów. Lily, blada i introwertyczna dwudziestolatka, która właśnie dołączyła do grupy, została wybrana na reprezentantkę żywiołu powietrza. Nie zdaje sobie sprawy, że prawdziwy cel rytuału jest zupełnie inny – Lily ma zostać złożona w ofierze, a jej koleżanki pragną za jej pomocą przywołać uśpionego demona.LALKA (napisy)Macy udaje się na leśną wędrówkę ze swoim chłopakiem. W środku lasu para odkrywa upiorną kolekcję lalek i ich równie dziwaczną właścicielkę – ubraną w porcelanową maskę kobietę uzbrojoną w łopatę. Macy zostaje porwana i budzi się w drewnianym domu na odludziu. Od tej pory będzie musiała walczyć o życie z psychopatką, która traktuje ją jak swoją lalkę.Nakręcony na taśmie analogowej horror „Lalka” to przerażający, ultrabrutalny i krwawy hołd dla amerykańskiego horroru lat siedemdziesiątych – z „Teksańską masakrą piłą mechaniczną” na czele.KRWAWE POLOWANIE (napisy)Jest rok 1986. Świat pędzi ku krawędzi. W Czarnobylu dochodzi do najgorszej katastrofy nuklearnej w historii, a 20-letni Mike Tyson brutalnie nokautuje rywali, zostając najmłodszym mistrzem świata wagi ciężkiej. Ameryka żyje popkulturą i wielkimi akcjami charytatywnymi, zupełnie nieświadoma tego, co czai się w jej mrocznym sercu. Tymczasem w Michigan sześciu twardych kumpli z Detroit zostawia za sobą fabryczny dym i rusza na głęboką północ. Cel: coroczny, święty rytuał męskiego braterstwa – alkohol, pot i polowanie na jelenie w odciętym od świata obozie.Jednak w tych starożytnych lasach krew wsiąka w ziemię głębiej, niż mogłoby się wydawać. Przez przypadek myśliwi budzą coś, co nigdy nie powinno zostać dotknięte. Ze snu powstaje potężny, krwawy duch rdzennych Amerykanów – prastara siła, która przybyła, by dokonać ostatecznej wendety za bezkarne morderstwa i zaginięcia indiańskich dziewcząt. W tym lesie reguły gry właśnie uległy zmianie. W ironicznym, brutalnym odwróceniu ról – ci, którzy przybyli tu zabijać, stają się zwierzyną.POŚWIĘCENI (napisy)Napięta relacja matki z córką zostaje wystawiona na przerażającą próbę, gdy umiera ojciec rodziny, a pogrążona w żałobie matka zatrudnia tajemniczego nieznajomego, by przywrócił jej męża do życia. Kiedy brutalne wskrzeszenie wymyka się spod kontroli, obie kobiety muszą zmierzyć się ze swoimi różnicami, walcząc o życie – i o siebie nawzajem.Uwaga! Kina nie prowadzą rezerwacji telefonicznej i internetowej.  Data rozpoczęcia wydarzenia: 26.06.2026

Polecane

Wianki niesione falą Pilicy. Świętojańska tradycja wróciła nad rzekę Uczniowie ZSP nr 2 z Tomaszowa w projekcie UŁ. Technik reklamy najliczniejszą grupą i z sukcesem na akademickiej scenie Mapa, kompas i charakter. 25 BKPow na podium Mistrzostw 12 DZ w Biegach na Orientację Kolejni radni pod lupą wojewody? Pytania o miejskie spółki, szpital i prawo do mandatu Fałszywa nadzieja sprzedaje się lepiej niż medycyna. Ekspertki ostrzegają przed medyczną dezinformacją John Lee Hooker. Bluesman, który jednym riffem potrafił uleczyć samotność 21 czerwca w historii. Machiavelli, Sartre, Proces Szesnastu, socrealizm i rockowy oddech przesilenia Bezpłatne zajęcia o laktacji w Tomaszowie. TCZ zaprasza do Szkoły Rodzenia Przy Szkolnej na sprzedaż idzie nie tylko budynek. To adres z pamięcią Tomaszowa „Wewnętrzne krajobrazy” w MCK. Sztuka, która zatrzymuje na chwilę Żelechlinek ocala pamięć. Stare zdjęcia, listy i rodzinne dokumenty mogą stać się częścią historii gminy Konfederacja przygląda się Ruchowi Biało-Czerwonych. Jedni widzą konkurencję, inni „miejsce do służby Polsce”
Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Na sprzedaż komfortowe mieszkanie 53 m² przy ulicy Niskiej

Cena: 435000 PLN Są mieszkania, do których wchodzi się z myślą o remoncie. I są takie, w których już od progu czuć spokój, światło i przestrzeń. Ta oferta należy właśnie do drugiej kategorii.Na sprzedaż wyjątkowo funkcjonalne i starannie wykończone mieszkanie o powierzchni 53 m², położone w Tomaszowie Mazowieckim. To propozycja dla osób, które szukają miejsca gotowego do życia – bez wielomiesięcznych remontów, nerwów i dodatkowych kosztów.Lokal zachwyca przemyślanym układem pomieszczeń oraz nowoczesnym standardem wykończenia. Jasne wnętrza, estetyczne detale i dobrze wykorzystana przestrzeń sprawiają, że mieszkanie będzie idealne zarówno dla pary, rodziny z dzieckiem, jak i osób szukających komfortowej inwestycji pod wynajem.Najważniejsze informacje:powierzchnia mieszkania: 53 m²cena: 435 000 złfunkcjonalny układ pomieszczeńmieszkanie gotowe do wprowadzeniabardzo dobra lokalizacja w Tomaszowie Mazowieckimoferta idealna zarówno do zamieszkania, jak i inwestycyjnieDużym atutem nieruchomości jest lokalizacja. W pobliżu znajdują się sklepy, punkty usługowe, szkoły, komunikacja miejska oraz tereny zielone. To miejsce, które pozwala połączyć wygodę codziennego życia z ciszą i poczuciem prywatności.Wnętrze mieszkania zostało urządzone w nowoczesnym, uniwersalnym stylu, dzięki czemu nowy właściciel może od razu poczuć się „u siebie”. Przestrzeń dzienna daje komfort zarówno odpoczynku, jak i spotkań z rodziną czy znajomymi. To mieszkanie ma w sobie coś, czego nie oddają suche parametry – przyjemny klimat i poczucie domowego ciepła.Rynek nieruchomości w Tomaszowie Mazowieckim w ostatnich latach wyraźnie się zmienia. Coraz trudniej znaleźć mieszkanie, które łączy rozsądną powierzchnię, dobrą lokalizację i wysoki standard wykończenia. Ta oferta wyróżnia się właśnie takim połączeniem.
Reklama
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama Twój Sklep MEydczny
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: kierowca Treść komentarza: Piszecie wyrok niski bo zgineły dwie osoby a co powiedzie na wypadek Majchszaka na A1 gdzie spaliły się 3 osoby i grozi mu 8 lat. To jest nie sprawiedliwe. Źródło komentarza: Prawomocny wyrok za tragedię na Mostowej. 16,5 roku więzienia dla kierowcy, który zabił dwie siostry Autor komentarza: zyga Treść komentarza: Co to za wyrok!!! Śmiech przez łzy! To jakaś kpina! Żadna sprawiedliwość! Polskie prawo jest śmieszne i sprzyja przestępcom... Źródło komentarza: Prawomocny wyrok za tragedię na Mostowej. 16,5 roku więzienia dla kierowcy, który zabił dwie siostry Autor komentarza: Czaro Treść komentarza: Wyrok zbyt niski, to morderstwo, naćpany i pijany użył auta do zabicia. Nikt tym ludziom życia nie wróci. Źródło komentarza: Prawomocny wyrok za tragedię na Mostowej. 16,5 roku więzienia dla kierowcy, który zabił dwie siostry Autor komentarza: ETM Treść komentarza: Antoni do broni Źródło komentarza: Antoni Macierewicz z zarzutami. Chodzi o słowa o „agentach rosyjskich” w SKW Autor komentarza: Zainteresowana Treść komentarza: Co z wykupem mieszkań w TTBS? Źródło komentarza: Tomaszowskie TBS ogłasza przetargi na najem lokali użytkowych. W ofercie adresy przy Piłsudskiego, Warszawskiej i Stolarskiej Autor komentarza: Edek Treść komentarza: Mieszkam na południu Tomaszowa i chce S12 w wariancie południowym. Najlepiej ze zjazdach na ul. Jana Pawła 2 w okolicy grot żeby sie szybko wjeżdżało i wyjeżdżało z miasta do Łodzi. Źródło komentarza: S12. Droga, o którą Tomaszów walczy od lat. Rozwój, protesty i rachunek za planistyczny chaos
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama