Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
czwartek, 6 sierpnia 2026 16:46
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama

Adapter, magnetofon i grające szafy

Kto jeszcze pamięta określenie: adapter? Rzadko używane dziś, a 50 lat temu stanowiło symbol

Kiedy zapanowała w Polsce gorączka rock’n’rolla, największym zmartwieniem dla jego fanów były ograniczenia w słuchaniu tej muzyki. Radio w latach 1958-60 właściwie nie nadawało audycji muzycznych, w których pojawiłyby się choćby ślady amerykańskiej muzyki. Pozostawało jedynie słuchanie płyt gramofonowych. Ale skąd je brać? Nie wszyscy mieli rodziny na zachodzie, nie wszyscy otrzymywali paczki z zagranicy, nie wszyscy mogli zostać rockmanami.

Półki  w sklepach muzycznych uginały się pod ciężarem płyt, ale to nie była muzyka, której chciała słuchać polska młodzież. Na szczęście zachodnie stacje, takie jak Radio Luxembourg, BBC czy Głos Ameryki nadawały muzykę młodzieżową. Z Głosu Ameryki można było słuchać ogromnie popularnej audycji Willisa Conovera; istniały też stacje czysto jazzowe ze wszystkimi najnowszymi przebojami. Z roku na rok przybywało rozgłośni pirackich.

To były bardzo ważne stacje, ale nie rozwiązywały problemu podczas coraz bardziej modnych, młodzieżowych prywatek. Bez zapewnienia dobrej, modnej muzyki, prywatka nie spełniała swojej roli, czyli nie była udaną zabawą. Problemem nie było znalezienie wolnej chaty, choć to oczywiście podstawa. Problemem było zdobycie dobrych płyt. Jeżeli tylko ktoś dorwał jakieś nowe nagrania, wieść o tym natychmiast rozchodziła się po mieście. My, posiadacze krążków, wiedzieliśmy wszystko o sobie i o naszej dyskografii. Chętnie pożyczaliśmy płyty, wymienialiśmy się nimi, ponieważ mieliśmy świadomość, że od tego zależało czy prywatka będzie udana czy nie. Nie byliśmy zazdrośni o imprezy, w których nie uczestniczyliśmy, wręcz przeciwnie. Cieszyliśmy się, że nasze płyty dały innym satysfakcję i możliwość dobrej zabawy. 

O udanych tańcach mówiło się w miejskich kawiarniach, w szkołach, zakładach pracy. Dziś tego się nie robi. Miałem sporo szczęścia w tym swoim rockandrollowym życiu. Nie mam pojęcia, jakby się ono potoczyło, gdybym nie spotkał na swojej drodze Wojtka „Szymona” Szymańskiego. Jego wpływ na moje rockandrollowe upodobania był ogromny.

Kiedy go poznałem, był już bardzo mocno z a r a ż o n y rock’n’rollem, śmiem twierdzić, że w tej dziedzinie uchodził w moim mieście za autorytet. Był szczęśliwym posiadaczem kilkunastu płyt długogrających, kilkudziesięciu singli, z najważniejszymi utworami światowego rock’n’rolla, do których zawsze miałem dostęp. Nie miałem problemu z zapewnieniem odpowiedniej muzyki na każdą z prywatek, w której uczestniczyłem, problemem było znalezienie wolnej chaty. W mieście była grupa świetnie tańczących dziewczyn  i chłopaków. Byli tacy co etatowo stali się zapraszanymi nawet przez nieznajome koleżanki czy kolegów, do obcych domów.

 

Często jeździłem z Wojtkiem do Warszawy na zakupy płyt  z nowościami, miałem więc okazję zobaczyć jak się je zdobywa w socjalistycznej Polsce. Poznawałem tam modnie ubranych, rockandrollowych pasjonatów, przyjaciół Wojtka. Był taki jeden antykwariat przy ulicy Polnej, z największym w Warszawie wyborem płyt i tam zbierała się grupa zapaleńców, członków warszawskiej bohemy, przyjaciół, bliskich i znajomych Wojtka, którzy handlowali między sobą płytami. Byli wśród nich, między innymi; Marek Gaszyński, Marysia „Pucka” Szabłowska (ta od późniejszej Wideoteki dorosłego człowieka), Rysiek Grzenia, Andrzej Olechowski (późniejszy minister i kandydat na prezydenta RP), Radek Anusiewicz czy Bronek, którego nazwiska nie zapamiętałem.

Jego matka była Angielką, dlatego Bronek miał zawsze najnowsze płyty Cliffa Richarda, Presleya, czy Jerry’ego Lee Lewisa i niesamowity sprzęt do odtwarzania muzyki. Słuchać u niego rock’n’rolla to tak jakby znaleźć się na innej planecie. Bronek był znaną osobą w Warszawie i liczył się  w tej branży. Właśnie w antykwariacie przy ulicy Polnej, Wojtek kupił dwie pierwsze płyty Elvisa Presleya (LP), pierwsza wydana to Elvis Presley i trzecia w kolejności wydania, płyta Loving You.

Jednak najbardziej utkwiła mi w pamięci płyta, którą sam zakupiłem. Był to longplay I Miss You So Fatsa Domino, który mnie zafascynował. Po raz pierwszy usłyszałem ten cudowny, ciepły głos w oryginalnej interpretacji wielu znanych mi utworów. Wszystkie wykonane na tej płycie piosenki, między innymi: Ain’t That a Shame, So Long, Blueberry Hill czy Let the Four Winds Blow, są dla mnie do dziś synonimem tamtej, szlachetnej epoki rock’n’rolla i rhythm and bluesa. Moja miłość do Fatsa Domino przetrwała do dziś.

Przyszedł czas, że jak grzyby po deszczu wyrastały komisy i pewexy (najpierw tylko w dużych miastach), w których oprócz innych rzeczy można było kupić płyty. Ich ceny były bardzo wysokie. Jedna płyta długogrająca kosztowała od 400 do 600  złotych. Ceny ustalano  w zależności od wykonawcy i od tego, czy dane utwory z płyty były akurat na topie. Dla przykładu, płyta Blue Hawaii Elvisa Presleya, która pojawiła się w polskim sklepie (komisie) zaraz po ukazaniu się  w Stanach, kosztowała 600 złotych.

Trudno nie wspomnieć o pomysłowości naszych rodzimych, drobnych przedsiębiorców. Odpowiednio cienkim plastikiem powlekano zwykłą pocztówkę i na tym nagrywano utwór. Byliśmy jedynym krajem na świecie, gdzie w latach 1960/61, w ten sprytny sposób wypełniano płytowe braki na rynku. Pojawiły się też płyty  z trochę grubszego plastiku o średnicy nieco mniejszej od średnicy talerza adapteru. Zaletą tych płyt była możliwość zwijania ich  w rulonik i chowania do kieszeni, bez groźby ich zniszczenia i utraty jakości nagrania. Tę technologię można było zastosować w rezultacie rewolucyjnego wynalazku, jakim niewątpliwie był napęd talerza adapteru, pozwalający na prędkość 45-ciu obro/minutę. Dzięki tym obrotom można było zmniejszyć średnicę płyty. Przy wcześniej stosowanym napędzie, 78-iu obro/minutę, płyty musiały mieć średnicę dużo większą niż średnica talerza adaptera.

 

Pamiętam doskonale dzień, w którym byliśmy z Wojtkiem  w Centralnym Domu Towarowym, zwanym popularnie CeDeTem,  w samym centrum W-wy przy Alejach Jerozolimskich, gdzie warszawski wytwórca przyniósł do Działu Muzycznego kilkanaście małych, plastikowych płyt. Kiedy puścił utwór Shake Rattle and Roll Billa Haleya, zgromadzeni tam fani rocka dali wyraz swojemu podziwowi. - Tolek, to niesamowite - odezwał się do mnie Wojtek - bierzemy tę płytę. Kupiliśmy Billa Haleya i drugą płytkę z Dianą Paula Anki.

Były to w Tomaszowie Mazowieckim pierwsze egzemplarze płyt wykonanych tą nową rewolucyjną technologią. Znając adres wytwórni tych plastikowych płyt (Marszałkowska, tuż obok kawiarni „Uśmiech”), Wojtek za każdym pobytem w stolicy przywoził prawdziwe skarby. Ponieważ był tam częstym gościem i zawsze zostawiał sporo gotówki, należał do tych uprzywilejowanych klientów, których wpuszczano na zaplecze i przez słuchawki mógł zapoznać się z całą dyskografią jaką firma miała w danej chwili  w swych zasobach. Muzyczne kawałki, które przypadły mu do gustu, nagrywano Wojtkowi na plastikowe krążki.  Dzięki temu do Tomaszowa trafiały największe hity epoki rock’n’rolla. Wszyscy przyjaciele Wojtka robili zrzutkę na płyty (cena płyty około 20 złotych) zamawiając konkretne utwory, a Szymon zawsze dopilnował, żeby wszystko znalazło się na płycie i by utwory się nie powtarzały. 

Przybywało komisów, bomisów i peweksów, przez co znacząco zwiększała się podaż i popyt płyt rock’n’rollowych, w rezultacie czego, w mieście pojawiało się coraz więcej miłośników i fanów rock’n’rolla. Za każdym razem, kiedy byliśmy w Warszawie, odwiedzaliśmy FOTOPLASTIKON w Alejach Jerozolimskich, gdzie, za niewielką opłatą, można było posłuchać najlepszych wykonawców rock’n’rolla w piosenkach z aktualnych list europejskiej Top Twenty  czy amerykańskiej Top Ten. Już w bramie oglądało się fotosy i plakaty wokalistów. Najważniejszy jednak był wiszący tam głośnik, z którego bez przerwy dochodziła najlepsza rock’n’rollowa muzyka. To dopiero była przyjemność.

Pojawienie się na rynku magnetofonów znacznie ułatwiło uzupełnianie zbiorów muzycznych, jednak z kolekcjonowania płyt nigdy nie zrezygnowaliśmy. Wojtek Szymański już pod koniec 1961go roku był posiadaczem zachodnioniemieckiego magnetofonu KB100. Ten najwyższej jakości sprzęt pozwalał na znakomite odtwarzanie muzyki. Ponieważ na każdej prywatce było piwo albo wino (różnie przez nas zwane, wino marki wino, la patik, zemsta sołtysa, sikacz czy alpaga) zawsze istniało spore niebezpieczeństwo, że rozochocone towarzystwo nie zachowa należytej ostrożności i ktoś może trącić butelkę, zalewając adapter czy płytę. Dlatego pojawienie się na zabawach magnetofonów, podłączanych do radioodbiornika jako wzmacniacza dźwięku, było z wielu powodów korzystne.  Poprawiało to jakość dźwięku i głośność, zmniejszając obawy  w trosce o drogocenny sprzęt. W rezultacie wszyscy byli bardziej zrelaksowani. Człowiek, który obsługiwał sprzęt grający, przeważnie gospodarz imprezy, odpowiedzialny za muzyczną stronę prywatki, zastępując adapter płytowy magnetofonem, miał ułatwione zadanie. Ustawił sobie dobrze kolejność utworów na taśmie magnetofonowej  i potem sam mógł się też dobrze ubawić. Polski magnetofon Melodia był bardzo ciężki, ważył blisko 12 kg. Chodzenie z nim po mieście nie należało do przyjemności. W tym czasie były na rynku  o wiele lżejsze magnetofony, takie jak na przykład Tonette, czeska Tesla, enerdowski Szmaragd czy BG-23. Nasz nieżyjący przyjaciel  z Wąwału, Jacek Michalski, miał Melodię i choć był szczupłym, drobnym facetem, wędrował ze swoim magnetofonem dziesiątki razy na trasie Wąwał – Tomaszów – Wąwał. Nazywaliśmy go Jacek Wędrowniczek. Zostawiał komuś to urządzenie, najczęściej Wojtkowi, żeby przegranł mu nowości z taśmy na taśmę.

Kiedyś, naszym zadaniem, moim i Reńka Szczepanika, było przenieść zdeponowaną u „Szymona” Jacka Melodię, z Pl. Kościuszki do posiadłości Michalskich na Wąwale, gdzie miała się odbyć prywatka. Grupa dziewcząt i chłopców z niecierpliwością czekała na to urządzenie, bez którego przecież nie mogła się odbyć żadna zabawa. Pojechaliśmy autobusem na Ludwików, a następnie ul. Szymanówek i grząskimi polami szliśmy na piechotę, około dwa kilometry, do domu Jacka. Choć nieśliśmy magnetofon i torbę z taśmami na zmianę, to po dotarciu do celu ani ja, ani Reniek nie nadawaliśmy się do żadnych tańców. Przemoknięci i zmarznięci, byliśmy tylko widzami. Kiedy dziś wracam pamięcią do tamtego wydarzenia, chce mi śmiać, ale właśnie tamtego dnia doszedłem do wniosku, że nasza Melodia to nie magnetofon, tylko kupa złomu dla osiłków. Choć często bawiłem się przy dźwiękach rock’n’rolla, płynących właśnie z Melodii, to jeszcze dziś, kiedy przypomnę sobie inne magnetofony osiągalne wówczas na naszym rynku, myślę tak samo.

W połowie lat 60 – tych instalowano w kawiarniach, restauracjach i klubach grające szafy, które przyciągały do lokali duże grupy złaknionej swojej muzyki młodzieży. Pierwsze takie szafy  w Warszawie powstały na Starówce, w kawiarni „Kamienne Schodki” i na Placu Konstytucji. Wrzucając w kieszeń szafy dwuzłotówkę, można było wysłuchać dowolny utwór, który znajdował się w wykazie nagrań, można też było zatańczyć; jeśli kierownik lokalu nie miał nic przeciwko temu. W Tomaszowie pierwszą grającą szafę zainstalowano w połowie lat 60-tych minionego wieku w restauracji „Tomaszowianka” przy Pl. Kościuszki. Jednak najlepiej wyposażona w płyty rock’n’rollowe pozostała szafa w warszawskiej kawiarni „Kamienne Schodki”.  O swojej miłości do tej właśnie szafy grającej, którą rozpaliła moje szaleństwo do rock’n’rolla, znajdująca]y się w niej singel z utworem Margie, w wykonaniu Fatsa Domino i o tamtych szalonych wyprawach do Warszawy, opisałem  w książce Moje miasto w rock’n’rollowym widzie, w rozdziale „Oszołomstwo czy miłość”. 

 

Jadąc pierwszą klasą pociągiem do Zakopanego,  żona moja wyglądając przez okno, powiedziała do mnie: „To chyba nie w porządku, że ci z drugiej klasy mają takie same widoki, jak my z pierwszej”.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Rok wojny pozycyjnej. Nawrocki wetuje, buduje własny obóz i stawia na sojusz z USA

Pierwsze dwanaście miesięcy Karola Nawrockiego w Pałacu Prezydenckim trudno opisać słowem „kohabitacja”. Bardziej pasuje polityczna wojna pozycyjna: 41 wet, spór o miliardy z programu SAFE, zamrożone nominacje ambasadorskie, starcie o sądy i coraz wyraźniejsze ambicje stworzenia wokół prezydenta własnego ośrodka prawicy. Jednocześnie Nawrocki konsekwentnie inwestował w relacje z administracją Donalda Trumpa, nawet za cenę rosnącego dystansu wobec Ukrainy. Data dodania artykułu: 06.08.2026 07:10
Rok wojny pozycyjnej. Nawrocki wetuje, buduje własny obóz i stawia na sojusz z USA

Polska chce produkować rakiety do systemów Patriot. Tomczyk: „Jesteśmy gotowi”

Polska nie chce już wyłącznie kupować amerykańskiego uzbrojenia. Chce wejść do grona państw, które uczestniczą w jego produkcji, serwisowaniu i rozwoju technologii. Wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk ujawnił, że Warszawa przekazała Amerykanom gotowość do uruchomienia w Polsce produkcji rakiet przechwytujących wykorzystywanych w systemach Patriot. Data dodania artykułu: 05.08.2026 07:40
Polska chce produkować rakiety do systemów Patriot. Tomczyk: „Jesteśmy gotowi”

5 sierpnia. Dzień Traugutta, rzezi Woli i pytań o Polskę. Historia wciąż domaga się odpowiedzi

Są daty lekkie jak wakacyjna piosenka płynąca z samochodowego radia. Są również takie, które przypominają ciężki dzwon — jego głos biegnie przez stulecia, odbija się od murów Cytadeli, płonących domów Woli i sal parlamentu. 5 sierpnia należy do tej drugiej kategorii. To dzień zdradzonych nadziei Rzeczypospolitej, ofiary Romualda Traugutta, zbrodni dokonanej na mieszkańcach Warszawy, ale również niezwykłego zwycięstwa żołnierzy batalionu „Zośka”. Data dodania artykułu: 05.08.2026 07:06
5 sierpnia. Dzień Traugutta, rzezi Woli i pytań o Polskę. Historia wciąż domaga się odpowiedzi

Polski tenis na dwóch biegunach, Milan królem sprintu, a świat żegna legendę Milanu. Sportowy wtorek pełen emocji

Iga Świątek nie zostawiła rywalce złudzeń, Hubert Hurkacz wygrał trzysetowy pojedynek, a Magda Linette odwróciła losy trudnego meczu. W kolarskim peletonie Jonathan Milan znów pokazał potęgę sprinterskich nóg, Katarzyna Niewiadoma-Phinney walczyła z czasem we Francji, zaś świat futbolu pożegnał Franco Baresiego. Wtorek, 4 sierpnia, przyniósł sport, w którym radość mieszała się z rozczarowaniem, a triumfy z chwilami zadumy. Data dodania artykułu: 04.08.2026 23:10
Polski tenis na dwóch biegunach, Milan królem sprintu, a świat żegna legendę Milanu. Sportowy wtorek pełen emocji

Wtorek, który przypomniał, jak kruchy jest świat. Morozowski, wojna, upały i cyberatak

Wtorek, 4 sierpnia 2026 roku, przyniósł wiadomości, obok których trudno przejść obojętnie. Zmarł Andrzej Morozowski, jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich dziennikarzy politycznych. W Ukrainie rosyjski atak zabił polskiego wolontariusza. Europa walczy z rekordowym upałem, suszą i pożarami, a niski poziom Dunaju zagraża produkcji energii. Nad Bałtykiem polskie myśliwce ponownie przechwyciły rosyjski samolot rozpoznawczy. Do tego cyberatak na system Żabki i brutalna napaść we Wrocławiu. To był dzień, w którym każda kolejna wiadomość brzmiała jak ostrzeżenie. Data dodania artykułu: 04.08.2026 22:44
Wtorek, który przypomniał, jak kruchy jest świat. Morozowski, wojna, upały i cyberatak

Edukacja zdrowotna przed Trybunałem Konstytucyjnym. O co naprawdę chodzi w sporze PiS z MEN?

Posłowie Prawa i Sprawiedliwości zapowiedzieli skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego wniosków dotyczących nowych zasad nauczania edukacji zdrowotnej. Politycy PiS twierdzą, że obowiązkowy przedmiot naruszy prawa rodziców i konstytucyjną ochronę rodziny. Ministerstwo Edukacji odpowiada konstrukcją przepisów: zagadnienia związane ze zdrowiem seksualnym zostały wydzielone do osobnych, nieobowiązkowych zajęć. Prawny spór nie sprowadza się jednak wyłącznie do pytania, czego dzieci będą uczyły się w szkołach. Dotyczy także tego, czy tak istotną zmianę można było wprowadzić rozporządzeniami ministra. Data dodania artykułu: 04.08.2026 20:01
Edukacja zdrowotna przed Trybunałem Konstytucyjnym. O co naprawdę chodzi w sporze PiS z MEN?

4 sierpnia 2026: Gombrowicz, Baczyński, Mont Blanc i „Purple Rain”. Rząd o sankcjach, Europa o kryzysie w Ceucie

Dziś jest wtorek, 4 sierpnia, dwieście szesnasty dzień 2026 roku. Słońce wzeszło o godz. 4.59, a zajdzie o godz. 20.24. Imieniny obchodzą Franciszek, Fryderyk, Jan, Krescencjusz i Maria. Data dodania artykułu: 04.08.2026 08:16
4 sierpnia 2026: Gombrowicz, Baczyński, Mont Blanc i „Purple Rain”. Rząd o sankcjach, Europa o kryzysie w Ceucie

Przegląd najważniejszych informacji dnia

Poniedziałek, 3 sierpnia 2026 roku, upłynął pod znakiem wojny, zbrojeń i coraz bardziej napiętej sytuacji międzynarodowej. Donald Trump przekonywał, że Stany Zjednoczone rozmawiają z Iranem, polskie samoloty przechwyciły nad Bałtykiem kolejną rosyjską maszynę rozpoznawczą, a Ukraina rozpoczęła budowę europejskiej koalicji, która ma stworzyć nowy system obrony antyrakietowej. W kraju uwagę przyciągnęły decyzje prezydenta Karola Nawrockiego dotyczące prawa łaski oraz historyczny rekord indeksu WIG20. Data dodania artykułu: 03.08.2026 23:59
Przegląd najważniejszych informacji dnia

Polecane

Rok wojny pozycyjnej. Nawrocki wetuje, buduje własny obóz i stawia na sojusz z USA 240 zł za godzinę, kontrola grafików i jawne kontrakty. W czwartek rozmowy o zmianach w ochronie zdrowia Dzień Świeżego Oddechu. Tomaszów bierze głęboki wdech i sprawdza, kto jadł czosnek Między krzyżem a światłem. Kościół wspomina Przemienienie Chrystusa Ewakuacja i zadymienie w scenariuszu ćwiczeń. Służby sprawdzały gotowość w Tomaszowie Nawet 40 stopni w Polsce. Czerwone ostrzeżenie IMGW dla Tomaszowa i powiatu Zalew Sulejowski cofa się z dnia na dzień. Od końca kwietnia ubyło już 1,34 metra wody Od dinozaurów po „Łowcę androidów”. Filmowy sierpień w Heliosie w Tomaszowie Biura na wynajem w Łodzi – jak wybrać przestrzeń dopasowaną do potrzeb firmy? Spisek wskazuje wroga. Psycholożki ostrzegają: tak rodzi się nienawiść między ludźmi 5 sierpnia. Dzień Traugutta, rzezi Woli i pytań o Polskę. Historia wciąż domaga się odpowiedzi Bielizna, która pomaga odzyskać pewność siebie. Dzień Bielizny z myślą o Amazonkach
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: ...) Treść komentarza: co to jest "psycholożki"?.. ktoś wie? Źródło komentarza: Spisek wskazuje wroga. Psycholożki ostrzegają: tak rodzi się nienawiść między ludźmi Autor komentarza: WuPe Treść komentarza: Wreszcie w sposób sensowny ktoś przedstawił problem w mediach. Źródło komentarza: Zalew Sulejowski cofa się z dnia na dzień. Od końca kwietnia ubyło już 1,34 metra wody Autor komentarza: Aniołek Treść komentarza: Dla mojej ukochanej LECHII pojechałbym rowerem ! I zaparkowałbym pod topolą !!! Źródło komentarza: 122 drzewa wycięto na terenie Lechii. Miasto ma posadzić 425 nowych Autor komentarza: Figo-fago Treść komentarza: A ja na to - jak na lato. Mojej ukochanej Lechii, w której, już jako młody chłopak zaczynałem ze sportem, należy się miejska, normalna, dobrze wyposażona hala sportowa z odpowiednim zapleczem. Rozpacz za tymi obsmarkanymi topolami? Wy, populiści -ekolodzy obsadźcie sobie topole na błoniach i tam sobie pohasacie do upadłego. Będzie tylko jeden problem: na te błonia będziecie musieli przez całe miasto dojechać swoimi autkami ropniakami i benzyniakami. Parkowanie przy nowej hali? Projekt budowlany przewiduje dosyć dużo miejsca na parkowanie. Źródło komentarza: 122 drzewa wycięto na terenie Lechii. Miasto ma posadzić 425 nowych Autor komentarza: Tomaszów Treść komentarza: Aleksy a dalej jak Jakie nazwisko chyba Ukraina To polskie wojsko 🇵🇱🇵🇱🇵🇱🇵🇱🤔🤕 Źródło komentarza: Brązowy medal żołnierza z Tomaszowa Mazowieckiego. St. szer. Aleksy na podium mistrzostw Polski Autor komentarza: Grażyna Treść komentarza: Posadzą 425,tylko ile się przyjmie po paru latach! Źródło komentarza: 122 drzewa wycięto na terenie Lechii. Miasto ma posadzić 425 nowych
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama