Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 8 sierpnia 2026 19:37
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama

45 lat temu zmarł Stefan Wiechecki „Wiech” zwany Homerem warszawskiej ulicy

26 lipca 1979 r. umarł Stefan Wiechecki - Tuwim nazwał go „Homerem warszawskiej ulicy i warszawskiego Jęzora”. Lubił go ks. Jan Twardowski. Wiech nigdy nie używał słów wulgarnych, bez których dziś nie jest w stanie wysłowić się nie tylko zwykły Polak, ale też niejeden przedstawiciel „świata kultury”.

Kilkakrotnie, już po wojnie, Wiechecki wyrażał dezaprobatę dla schamienia języka polskiego, portretując wydawcę, który każe literatowi „lecieć i dopisać do swej książki jeszcze kilka sztuk tego, na czem siedziem”. Sam konsekwentnie nie dopisywał.

"Wiech był zdumiewający, bo w rozmowie w ogóle do głowy by nikomu nie przyszło, że on pisze takie właśnie +wiechy+. Bo to był intelektualista, inteligent, znający języki, lubiący teatr” – napisał Stefan Kisielewski w „Abecadle Kisiela” (1990). „Ja się zastanawiałem w czasie Powstania, kiedy patrzyłem, jak burzą Warszawę, co zrobi Wiech po wojnie, gdzie jego humor się podzieje. No i jest pierwszy powojenny felieton Wiecha w +Expressie+, że handlują, na Poznańskiej jest bazar, tam ktoś chce kupić marynarkę, nie może dostać, ale nic się nie mówi o żadnym Powstaniu. I w pewnym momencie facet mówi: +No dobrze, ale gdzie ja taką marynarkę dostanę?+. A ktoś odpowiada: +Pójdziesz pan tam, trzecia ruina na lewo, tam sprzedają…+. To była jedyna aluzja” – relacjonował Kisiel.

Stefan Wiechecki urodził się 10 sierpnia 1896 r. na warszawskiej Woli jako najmłodsze dziecko Teodora Wiecheckiego, właściciela sklepu wędliniarskiego przy ul. Marszałkowskiej. „Właściwie powinienem teraz być jakimś emerytowanym generałem brygady lub co najmniej kapitanem piechoty, oczywiście też na rencie” – pisał w „Piąte przez dziesiąte”. „Dziecinne lata moje bowiem upływały w atmosferze bojowo-patriotycznej, w cieniu powstań narodowych, w ogniu walk rewolucyjnych roku 1905. Cień powstania listopadowego zaciążył już nad moim urodzeniem, gdyż przyszedłem na ten świat w małym domku na Woli, na wprost kościółka Sowińskiego. Rodzice moi opuścili to historyczne sąsiedztwo, kiedy miałem chyba coś z półtora roku, więc o bohaterskiej śmierci generała i walkach na wolskiej reducie dowiedziałem się znacznie później, ale coś tam widocznie wsiąkło w duszę oseska, bo niesłychanie potem byłem dumny ze swego miejsca urodzenia i na wałach reduty spędzałem liczne wagary w latach szkolnych. Leżąc w bujnej trawie, rozpamiętywałem przebieg ostatniej bitwy tego powstania i w wyobraźni brałem w niej czynny udział jako adiutant jednonogiego dowódcy” - wyjaśnił.

Nie w wyobraźni, ale w rzeczywistości wziął czynny udział w walkach o odzyskanie niepodległości. Po zdaniu matury w 1916 r. w warszawskim Gimnazjum Wojciecha Górskiego, gdzie jego kolegami byli m.in. Stefan Wyszyński i Stanisław Lorentz, wstąpił do I Brygady Legionów Polskich Józefa Piłsudskiego.

W 1918 r. wrócił do cywila i jako Stefan Gozdawa grywał w różnych teatrach – m.in. role Ketlinga i Winicjusza.

W 1920 r. wziął udział w wojnie polsko-bolszewickiej w 2. pułku ułanów – został odznaczony Krzyżem Walecznych.

Już w gimnazjum próbował pisać w języku, który wiele lat później wybitny językoznawca prof. Witold Doroszewski nazwie po prostu „wiechem”.

„Trafiłem na światłego pedagoga polonistę, który nie podszedł do gwary po belfersku, traktując ją jak zepsutą mowę polską, ale uważał gwarę za ludowy język warszawski, który należy zapisać, żeby nie poszedł w zapomnienie” – wspominał Wiechecki. „Pedagogiem tym był Norbert Barlicki, działacz polityczny, jeden z przywódców robotniczej lewicy, z zawodu nauczyciel języka polskiego. Barlicki zachęcał mnie do pisania tą gwarą, aczkolwiek postępami moimi nie zachwycał się zbytnio. Mawiał zwykle, oddając moją pracę piśmienną: Pan Wiechecki, jak zawsze, prześlizgnął się po temacie, ale że zrobił to nieźle - trzy plus. Poza owe trzy plus nie udało mi się nigdy w szkole wyskoczyć, ale na tej gwarze ślizgam się już kilkadziesiąt lat i chwalę to sobie. Właśnie jej znajomość pozwoliła mi na zajęcie w +Kurierze Czerwonym+ dobrej pozycji. Codziennie niemal dostarczałem gazecie swoje +michałki+ z warszawskiej ulicy. Były to najczęściej gwarowe dialogi, podsłuchane niby rozmowy przechodniów lub takich funkcjonariuszy, jak dozorca domu, zwrotniczy tramwajowy czy stróż nocny, zwany w gwarze +papugą+” – opisywał początki swej literackiej kariery.

Również jego starszy o półtora roku brat Edmund Wiechecki wziął się za pióro, pozostając jednak wierny tradycji ojcowskiego fachu; był redaktorem i wydawcą „Głosu Kupca i Rzemieślnika - Tygodnika Poświęconego Sprawom Branży Mięsnej i Handlu Zwierzętami Rzeźnymi”.

Zanim jednak Stefan zadebiutował dziennikarsko, został w 1924 r. - dzięki finansowej pomocy ojca - dyrektorem własnego teatru na Woli nazwanego Popularnym.

„Zachodzili tam czasem i mistrzowie scen stołecznych, z Jaraczem i Węgrzynem na czele. Magnesem przyciągającym do naszej świątyni sztuki była goloneczka z bigosem, sprowadzana z położonego w sąsiedztwie słynnego zakładu gastronomicznego +Pod Cyckami+, która to historyczna nazwa przez ówczesną prasę była zawsze pruderyjnie zmieniana na +Pod Wydatnym Biustem+” - pisał w „Piąte przez dziesiąte”. „Bywał też na wszystkich prawie naszych premierach Leon Schiller, ale ten nie interesował się goloneczką - studiował publiczność, był bowiem w okresie montowania swego teatru dla szerokich mas. Stworzył go wkrótce potem w dawnej operetce +Nowości+ i nazwał go teatrem im. Bogusławskiego” - wspominał pisarz.

W Popularnym występował gościnnie sam Jan Kiepura. Teatr toczył zażartą walkę o widza z pobliskimi kinami, szczególnie z Kometą na Chłodnej 49, posiadającą dwie sale mogące w sumie pomieścić 2 tys. osób. Gdy jesienią 1926 r. miał się odbyć w Komecie pokaz „Trędowatej” z Jadwigą Smosarską w roli tytułowej, dyrektor i kierownik literacki w jednej osobie Stefan Wiechecki w trzy noce przerobił powieść Mniszkówny na sztukę i wystawił tydzień przed kinową premierą.

„Publiczność mieliśmy znakomitą - wrażliwą, śmiejącą się całym gardłem lub płaczącą rzewnymi łzami, nie zawsze we właściwych miejscach, ale ożywioną najlepszymi chęciami” - podkreślał. Niestety „mimo miłości ludu kino zwyciężyło i teatr zamknął swoje podwoje, a dyrektor znalazł się na lodzie. Wówczas podał mi rękę Kercelak” - podsumował teatralny okres swojego życiorysu.

Największy bazar przedwojennej Warszawy mieścił się po sąsiedzku, na terenie obecnego skrzyżowania ul. Okopowej i al. "Solidarności", nazwanego oficjalnie „rondem Kercelak” - dość absurdalnie, bo nie ma tam ruchu okrężnego.

„Tam to właśnie nasłuchałem się warszawskiej gwary, tam podpatrzyłem mnóstwo typów, z których potem powstali pan Piecyk, Walery Wątróbka z Gienią, szwagier Piekutoszczak i inni” - wyjaśnił Wiechecki.

Ćwierć wieku temu, autoryzując wywiad dla „Rzeczpospolitej”, ksiądz Jan Twardowski zapytał niespodziewanie: „A zna pan może takiego bardzo dowcipnego pisarza Wiecha?”. „Przypuszczam, że wątpie, to znaczy oczywiście, proszę księdza” - odpowiedziałem, zaskoczony, bo w rozmowie o Wiecheckim nie było ani słowa. „To może, dla śmiechu, dopiszmy to +przypuszczam, że wątpie+ do naszej rozmowy” – zaproponował ks. Jan. Dopisaliśmy.

Wiechecki też często dopisywał coś do swoich tekstów w ostatniej chwili, już śpiesząc do zecerni. W traktowaniu swego pisarstwa niedaleki był chyba od swych bohaterów, dla których redaktor czy literat to taki „osobnik, co wypadki i kradzieże w Ekspresiaku streszcza”.

„Trudno powiedzieć, że życie domagało się powstania tej książki” - pisał przekornie we wstępie do swego pierwszego zbioru felietonów pt. „Znakiem tego”. „Chyba życie rozwiązłe autora, który problematycznym z niej dochodem pragnąłby uregulować swoje lekkomyślne długi” - wyjaśnił.

„Znakiem tego” wydał zresztą własnym sumptem, bo profesjonalni wydawcy nie wierzyli w sukces. Marian Kister z „Roju” miał powiedzieć: „To są cukierki. Jeden cukierek każdy zje chętnie, ale torbę cukierków kto kupi?”. „Książka się ukazała i poleciała jak szatan. W ciągu dwóch tygodni nie było śladu nawet pod ladami” – wspominał Wiechecki.

Niedbający zbytnio o uznanie dla swego pisarstwa, nie był poważnie traktowany przez innych. W eseju „Pół wieku na cenzurowanym, czyli rzecz o Wiechu” Robert Stiller cytuje luminarzy pióra – jurorów nagrody „Wiadomości Literackich” za rok 1938 - komentujących zgłoszenie doń „Syreny w sztywniaku”. Jarosław Iwaszkiewicz określił to „karygodnym obniżeniem poziomu”, natomiast Julian Tuwim, asekurując się, jako „entuzjasta tego świetnego humorysty”, ocenił jednak, iż uznanie tomu Wiecha za najwybitniejszą książkę roku „źle by świadczyło o stanie naszego piśmiennictwa”.

„Usiłuje się tu zawstydzić nas postawieniem kandydatury Wiecha” – odpowiedział Antoni Słonimski. „Wiech jest przyjazny człowiekowi. Potrafił przybliżyć nam i rozpogodzić ulicę i utrwalić gwarę warszawską. Wśród książek zgłoszonych do nagrody niejedna ma poważniejsze zamierzenia. Wolę książkę, która ma niepoważne zamierzenia i poważne osiągnięcia, od dzieł, które mają poważne zamierzenia i niepoważne osiągnięcia. Wiem, że kandydatura Wiecha budzi snobistyczne zastrzeżenia, ale nie przeszkadza mi to uważać go za prawdziwego artystę” - podkreślił.

Michał Choromański powiedział, iż „uważa Wiecha za jednego z najlepszych polskich pisarzy współczesnych, niewyczerpanego w pomysłach i zajmującego wyjątkową postawę moralną”. Ta jego postawa pełna pogody, prostoty, łagodności i dobrotliwości, godzi nas z rzeczywistością w czasach, gdy bardzo jesteśmy zgorzkniali. O Wiechu można nawet powiedzieć, że jest wielkim filozofem” - ocenił.

„Jego felietony stanowią pociechę w smutnych chwilach, poza tym są wynikiem obserwacji bardzo uważnej, pracy w swoim rodzaju całkiem twórczej i na wskroś oryginalnej” - zauważyła Maria Jasnorzewska-Pawlikowska. „Wiech to gentleman, szalenie dowcipny, nigdy jadowity, często wzruszający” – podkreśliła.

Wiechecki nigdy w zasadzie nie zaprzeczył tej opinii; adwersarzy swych, jeśli już w ogóle zauważał, traktował umiarkowanie i niejako przy okazji. Na przykład bohaterką opowiadania „Adwokat w spódnicy” uczynił „Marię Dąbrowską, osobę zresztą niepiśmienną”.

Wcześniej, bo w 1937 r., przyznano jednak Wiecheckiemu Srebrny Wawrzyn Polskiej Akademii Literatury, za „szerzenie zamiłowania dla literatury polskiej” - niestety przez następne 85 lat żadna z jego książek owo zamiłowanie do literatury szerzących nie znalazła się na liście szkolnych lektur, nawet nadobowiązkowych.

Recenzując tomik „Ja panu pokażę!”, Juliusz Kaden-Bandrowski napisał: „Każde zdanie tej zabawnej książki świadczy o niebywałej swobodzie, z jaką porusza się autor w mieszanym, pstrym, niby to nie ujętym, a jednak bardzo syntetycznym folklorze Warszawy współczesnej”. „Wszystko, co jest napisane żywo, po prostu, co rozumieją wszyscy, a co duszę ludzką przekazuje poznaniu, należy chyba do spraw i prac dzieł literatury pięknej” - dodał.

„Forma Wiecha to język, jakim codziennie rozmawiają z sobą, kłócą się i wymyślają sobie ludzie tejże ulicy warszawskiej, tychże szynków, izb i podwórek. Nie dajmy się jednak zmistyfikować. Ci ludzie mówią rzeczywiście znacznie brutalniej, przeklinają ordynarniej, śmieją się mniej beztrosko, a humor miewają po wódce bardziej ponury, niż to ryczałtowo wygląda u Wiecha” – pisał w „Wiadomościach Literackich” krytyk Stanisław Rogóż. „Mimo to felietonista jest w zupełnej zgodzie z prawdą gwary warszawskiej. Sztuka Wiecha - bo to jest sztuka w dobrym znaczeniu słowa - polega na tym, że umie on stępić ostrze brutalności popularnego wysłowienia, nie gubiąc jego stylu i zamierzonej celności. Na miejsce przekleństwa wprowadza nieraz jawny nonsens, neologizm, jakąś dziwaczną kombinację słownikową, ale przez to nie rozbraja swego typka, nie tłumi jego prymitywnej pasji” - wyjaśnił.

Językową wyobraźnię i poczucie humoru Wiecha doceniał Jan Lechoń, podkreślając, że potrafi on „opisać bodaj tysiąc razy pijaństwo i mordobicie, za każdym razem inaczej”. Wiech był bardziej skromny. „Istnieje kilka systemów wchodzenia po pijanemu na schody” - takim zdaniem rozpoczął opowiadanie „Sprawdzić sygnał”.

Podczas niemieckiej okupacji Wiechecki prowadził sklep ze słodyczami na warszawskiej Pradze. „Dostałem telefoniczną wiadomość od dawnej koleżanki z Domu Prasy, że musi się ze mną zobaczyć w bardzo ważnej i przyjemnej dla mnie sprawie. Umówiliśmy się w barze kawowym na Moniuszki. Jechałem trochę z duszą na ramieniu, bo właśnie szalały w Warszawie łapanki” - wspominał. „Koleżanka już czekała. Wydobyła z torebki plik kartek i zaczęła czytać jakieś wiersze. O tym, jak to polski bez +pachniał w maju, w Alejach i Ogrodzie Saskim, w koszach na rogu i w tramwaju, gdy z Bielan wracał lud warszawski!+ I o tym, jak powstało towarzyskie nieporozumienie, czyli ogólny wycisk, po którym wszystkich zabrano do komisariatu - +a z winy - majowego kwiatu+. - Teraz niech pan słucha uważnie - powiedziała koleżanka i czytała dalej: Potem to ślicznie Wiech uwieczniał, z daleka więc do pana Wiecha pełen wdzięczności się uśmiecham… I cóż pan teraz uskutecznia? Był to przysłany jakimś cudem do Warszawy maszynopis napisanego na obczyźnie nowego poematu Tuwima +Kwiaty polskie+. Nie potrzebuję chyba mówić, jak byłem wzruszony. W kilka lat później, już w wolnej Warszawie, Tuwim napisał mi na egzemplarzu +Kwiatów+ wydanym przez +Czytelnik+ taką zabawną dedykację: +Wiechowi, genialnemu humoryście, Homerowi warszawskiej ulicy i warszawskiego Jęzora z zachwytem dla Jego twórczości Julian Tuwim+”.

Również po wojnie twórczość Wiecheckiego budziła kontrowersje wśród luminarzy literatury. Co prawda, Marek Hłasko nazwał go „największym nowelistą i pisarzem obyczajowym”, ale Jan Błoński i Jacek Bocheński gromili go za „zaśmiecanie języka polskiego”. Wiechecki wspomina w „Piąte przez dziesiąte”, że wielokrotnie „najżyczliwsi z kolegów ze Związku Literatów” starali się nawrócić go na poprawną i czystą prozę, „której nikt się nie będzie czepiał”. I - w domyśle - czytał.

„Oczywiście przepadła cała jego szmoncesowa, żydowska część twórczości. Tam były znakomite rzeczy” – wspominał Kisiel.

Dwoma zdaniami Kisiel przypomniał chyba wielu ludziom, że w ogóle coś takiego jak przedwojenna twórczość Wiecheckiego istniało. Na szczęście mylił się, czego wkrótce dowiódł tłumacz, literaturoznawca i edytor Robert Stiller, publikując „Koszernego Kozaka”, niewielki wybór żydowskich opowiadań Wiecha.

Stiller wyszukał po bibliotekach i opracował wszystko, co Wiech napisał, a co całkiem jeszcze nie zginęło - przywrócił czytelnikom jego przedwojenną twórczość, publikując kolejne tomiki w krakowskim (sic) wydawnictwie Vis-a-Vis Etiuda.

Stiller zaliczył Wiecha do „największych polskich pisarzy tego pokolenia”. Jego zdaniem „tak wielki prozaik i odkrywca jak Wiech” wciąż pozostaje poza „urzędową i powszechną świadomością”. „Ignorancja polskiej krytyki, edytorstwa i księgarstwa, więc masowego odbioru, stanowi niestety od pokoleń aż po dzień dzisiejszy charakterystyczny rys kultury polskiej, jakiego w takim natężeniu nie spotyka się w takich literaturach jak np. angielska i amerykańska, niemiecka, francuska lub rosyjska” - pisał w posłowiu do wydanej w 2015 r. „Jesieni na Kercelaku”. „Wiech to jaskrawy przykład tego zjawiska” - podsumował Stiller.

„Bardzo miły i zabawny człowiek był Wiech. Ale i poważny w rozmowie” – podkreślił Stefan Kisielewski.

Stefan Wiechecki zmarł 26 lipca 1979 r. w Warszawie. Jest pochowany na Starych Powązkach. (PAP)

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

🔥 Wszyscy patrzą na fotel prezesa „Przodownika”. My patrzymy tam, gdzie może być znacznie ciekawiej.Kto ma dostęp do informacji o zadłużonych mieszkańcach? Kto wie, że ktoś właśnie znalazł się pod finansową ścianą? Jak chronione są dane ludzi zagrożonych egzekucją? I co się dzieje, gdy świat spółdzielni, komorniczych licytacji, rynku nieruchomości i lokalnej polityki mieszkaniowej zaczyna się niebezpiecznie zbliżać?Nie stawiamy wyroków. Stawiamy pytania. I są to pytania bardzo niewygodne.Bo zadłużony lokator to nie „okazja inwestycyjna”. A informacja o jego problemach może być warta więcej niż niejedno mieszkanie.👉 Kto wie, kto tonie? Czy system naprawdę chroni mieszkańców, czy opiera się wyłącznie na wierze, że nikt posiadanej wiedzy nie wykorzysta?

Wszyscy patrzą dziś na wojnę o władzę w SM „Przodownik”. Na nazwiska, głosy, kandydatów i przyszłego prezesa. Być może patrzymy w niewłaściwą stronę. Bo w spółdzielni mieszkaniowej istnieje coś znacznie cenniejszego niż gabinet, sekretariat i służbowy fotel. To wiedza. Wiedza o tym, kto płaci, kto przestał płacić, kto tonie w długach i kto za kilka miesięcy może znaleźć się o krok od utraty mieszkania. I właśnie dlatego warto zadać pytanie, którego dotychczas w tomaszowskiej dyskusji prawie nie było: jak szczelna jest granica między taką wiedzą, egzekucją komorniczą, prywatnym rynkiem nieruchomości i lokalną polityką mieszkaniową?

8 sierpnia. Rejtan w drzwiach historii, „Błyskawica” w eterze i Beatlesi na pasach Abbey Road

Sobota, 8 sierpnia 2026 roku, to 220. dzień roku. Imieniny obchodzą dziś Dominik, Esmeralda, Jan, Joanna i Sylwiusz. W Tomaszowie Mazowieckim słońce wschodzi około godz. 5.14, a zachodzi około 20.19. Data dodania artykułu: 08.08.2026 08:43
8 sierpnia. Rejtan w drzwiach historii, „Błyskawica” w eterze i Beatlesi na pasach Abbey Road

Trump grozi więzieniem, Senat blokuje kandydaturę do IPN, wojna uderza w cywilów. Najważniejsze informacje czwartku

Groźby z Białego Domu, dwa ważne głosowania w polskim Senacie, kolejna odsłona wojny energetycznej i dramat cywilów w Ukrainie. Czwartek, 6 sierpnia 2026 roku, przyniósł wydarzenia, które pozornie dzielą tysiące kilometrów. W rzeczywistości łączy je jedno słowo: bezpieczeństwo. Militarne, energetyczne, polityczne i ekonomiczne. Data dodania artykułu: 06.08.2026 23:36
Trump grozi więzieniem, Senat blokuje kandydaturę do IPN, wojna uderza w cywilów. Najważniejsze informacje czwartku

Rok wojny pozycyjnej. Nawrocki wetuje, buduje własny obóz i stawia na sojusz z USA

Pierwsze dwanaście miesięcy Karola Nawrockiego w Pałacu Prezydenckim trudno opisać słowem „kohabitacja”. Bardziej pasuje polityczna wojna pozycyjna: 41 wet, spór o miliardy z programu SAFE, zamrożone nominacje ambasadorskie, starcie o sądy i coraz wyraźniejsze ambicje stworzenia wokół prezydenta własnego ośrodka prawicy. Jednocześnie Nawrocki konsekwentnie inwestował w relacje z administracją Donalda Trumpa, nawet za cenę rosnącego dystansu wobec Ukrainy. Data dodania artykułu: 06.08.2026 07:10
Rok wojny pozycyjnej. Nawrocki wetuje, buduje własny obóz i stawia na sojusz z USA

Polska chce produkować rakiety do systemów Patriot. Tomczyk: „Jesteśmy gotowi”

Polska nie chce już wyłącznie kupować amerykańskiego uzbrojenia. Chce wejść do grona państw, które uczestniczą w jego produkcji, serwisowaniu i rozwoju technologii. Wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk ujawnił, że Warszawa przekazała Amerykanom gotowość do uruchomienia w Polsce produkcji rakiet przechwytujących wykorzystywanych w systemach Patriot. Data dodania artykułu: 05.08.2026 07:40
Polska chce produkować rakiety do systemów Patriot. Tomczyk: „Jesteśmy gotowi”

5 sierpnia. Dzień Traugutta, rzezi Woli i pytań o Polskę. Historia wciąż domaga się odpowiedzi

Są daty lekkie jak wakacyjna piosenka płynąca z samochodowego radia. Są również takie, które przypominają ciężki dzwon — jego głos biegnie przez stulecia, odbija się od murów Cytadeli, płonących domów Woli i sal parlamentu. 5 sierpnia należy do tej drugiej kategorii. To dzień zdradzonych nadziei Rzeczypospolitej, ofiary Romualda Traugutta, zbrodni dokonanej na mieszkańcach Warszawy, ale również niezwykłego zwycięstwa żołnierzy batalionu „Zośka”. Data dodania artykułu: 05.08.2026 07:06
5 sierpnia. Dzień Traugutta, rzezi Woli i pytań o Polskę. Historia wciąż domaga się odpowiedzi

Polski tenis na dwóch biegunach, Milan królem sprintu, a świat żegna legendę Milanu. Sportowy wtorek pełen emocji

Iga Świątek nie zostawiła rywalce złudzeń, Hubert Hurkacz wygrał trzysetowy pojedynek, a Magda Linette odwróciła losy trudnego meczu. W kolarskim peletonie Jonathan Milan znów pokazał potęgę sprinterskich nóg, Katarzyna Niewiadoma-Phinney walczyła z czasem we Francji, zaś świat futbolu pożegnał Franco Baresiego. Wtorek, 4 sierpnia, przyniósł sport, w którym radość mieszała się z rozczarowaniem, a triumfy z chwilami zadumy. Data dodania artykułu: 04.08.2026 23:10
Polski tenis na dwóch biegunach, Milan królem sprintu, a świat żegna legendę Milanu. Sportowy wtorek pełen emocji

Wtorek, który przypomniał, jak kruchy jest świat. Morozowski, wojna, upały i cyberatak

Wtorek, 4 sierpnia 2026 roku, przyniósł wiadomości, obok których trudno przejść obojętnie. Zmarł Andrzej Morozowski, jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich dziennikarzy politycznych. W Ukrainie rosyjski atak zabił polskiego wolontariusza. Europa walczy z rekordowym upałem, suszą i pożarami, a niski poziom Dunaju zagraża produkcji energii. Nad Bałtykiem polskie myśliwce ponownie przechwyciły rosyjski samolot rozpoznawczy. Do tego cyberatak na system Żabki i brutalna napaść we Wrocławiu. To był dzień, w którym każda kolejna wiadomość brzmiała jak ostrzeżenie. Data dodania artykułu: 04.08.2026 22:44
Wtorek, który przypomniał, jak kruchy jest świat. Morozowski, wojna, upały i cyberatak

Edukacja zdrowotna przed Trybunałem Konstytucyjnym. O co naprawdę chodzi w sporze PiS z MEN?

Posłowie Prawa i Sprawiedliwości zapowiedzieli skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego wniosków dotyczących nowych zasad nauczania edukacji zdrowotnej. Politycy PiS twierdzą, że obowiązkowy przedmiot naruszy prawa rodziców i konstytucyjną ochronę rodziny. Ministerstwo Edukacji odpowiada konstrukcją przepisów: zagadnienia związane ze zdrowiem seksualnym zostały wydzielone do osobnych, nieobowiązkowych zajęć. Prawny spór nie sprowadza się jednak wyłącznie do pytania, czego dzieci będą uczyły się w szkołach. Dotyczy także tego, czy tak istotną zmianę można było wprowadzić rozporządzeniami ministra. Data dodania artykułu: 04.08.2026 20:01
Edukacja zdrowotna przed Trybunałem Konstytucyjnym. O co naprawdę chodzi w sporze PiS z MEN?

Polecane

Nie chodzi tylko o fotel prezesa. Chodzi o wiedzę wartą mieszkania

Nie chodzi tylko o fotel prezesa. Chodzi o wiedzę wartą mieszkania

Wszyscy patrzą dziś na wojnę o władzę w SM „Przodownik”. Na nazwiska, głosy, kandydatów i przyszłego prezesa. Być może patrzymy w niewłaściwą stronę. Bo w spółdzielni mieszkaniowej istnieje coś znacznie cenniejszego niż gabinet, sekretariat i służbowy fotel. To wiedza. Wiedza o tym, kto płaci, kto przestał płacić, kto tonie w długach i kto za kilka miesięcy może znaleźć się o krok od utraty mieszkania. I właśnie dlatego warto zadać pytanie, którego dotychczas w tomaszowskiej dyskusji prawie nie było: jak szczelna jest granica między taką wiedzą, egzekucją komorniczą, prywatnym rynkiem nieruchomości i lokalną polityką mieszkaniową? Data dodania artykułu: Dzisiaj, 11:42 Liczba komentarzy: 1 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 1
Nie chodzi tylko o fotel prezesa. Chodzi o wiedzę wartą mieszkania Ujazd wybrał wykonawcę altany. Inwestycja na działce rekreacyjno-sportowej ruszy po podpisaniu umowy Wielki dzień małych bohaterek. Pod Tomaszowem pszczoły dały początek niezwykłej rodzinnej marce Słońce wraca nad Tomaszów. Spokojna sobota, a w niedzielę nawet 26 stopni Nocny Teatr zagrał nad Pilicą. Letnia Scena nie zwalnia – za tydzień Voice Ekipa Tomaszowskie Centrum Zdrowia zaprasza na praktyki i staże w nowej lokalizacji Strażacy z gminy zmierzyli się na stadionie. Znamy wyniki zawodów OSP Polowania zbiorowe w gminie Lubochnia. Znamy 12 terminów – pierwsze już 5 września Letnie ślizgawki wracają do Areny. Sprawdź, co oznacza to dla mieszkańców Koniec „zabiegów walizkowych”. NFZ zmienia zasady. Co to oznacza dla pacjentów z Tomaszowa? Strzelcy z Tomaszowa ćwiczyli maskowanie w lesie. Była teoria i praktyka Zmiana dowództwa w PKW KFOR. Polski kontyngent kontynuuje misję w Kosowie
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: lokator Treść komentarza: Dlaczego rozliczenia mediów ( woda, ogrzewanie )nie są w kopertach? Dostarczane są przez pracowników spółdzielni . Tak nie powinno być!! Moja sąsiadka nie musi wiedzieć ile pobieram wody i jak się ogrzewam. Źródło komentarza: Nie chodzi tylko o fotel prezesa. Chodzi o wiedzę wartą mieszkania Autor komentarza: Ujazd Treść komentarza: To ta altana będzie pewnie pozłacana Ludzie nie dajcie się dymac Źródło komentarza: Ujazd wybrał wykonawcę altany. Inwestycja na działce rekreacyjno-sportowej ruszy po podpisaniu umowy Autor komentarza: ...) Treść komentarza: dziękuję za wyjaśnienie teraz już będę wiedział ale nie będę stosował tego nazewnictwa Źródło komentarza: Spisek wskazuje wroga. Psycholożki ostrzegają: tak rodzi się nienawiść między ludźmi Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: W ogóle nie chce mi się w całości czytać tego tekstu powyżej. Ten tekst pokazuje tę totalną siermięgę, a może nawet i to totalne oszustwo, dotyczące tego MBA, które to MBA traktuje się, jak wybawienie dla różnych, lokalnych, mniej lub więcej debilnych, tzw. działaczy i formujących lokalne społeczności. To MBA, to jest dokładnie to samo, co kiedyś działało przy KC PZPR: tam była taka niby naukowa szkoła partyjnych działaczy PZPR. Podsumowanie: komuna, na czele z towarzyszem czarzastym ma się u nas dalej bardzo dobrze... Źródło komentarza: Nie tylko MBA. Także retoryka i dyplomy za publiczne pieniądze. Co zyskali mieszkańcy Tomaszowa? Autor komentarza: Figo-fago Treść komentarza: Dziecko drogie: Janka i Grzesia znam dobrze i równie dobrze znałem innych, poprzednich prezesów ( Jasiu Piątek, śp. Koszuta), a byłem również w radzie nadzorczej. Z tych informacji wynika, że chyba byłem członkiem spółdzielni - co?! Więc nie pier... mi tutaj dziewucho jakichś, tanich farmazonów. Jeśli akurat nie masz dobrych, łóżkowych układów z partnerem, to już nie moja wina. Źródło komentarza: Demokracja odwołana z powodu upału. Co naprawdę dzieje się w SM „Przodownik”? Autor komentarza: Figo-fago Treść komentarza: No i bardzo dobrze myślisz, ale tylko w sprawie tego swojego rowerka. Twój, ekologiczny (totalnie głupi) mózg ogarnia tylko ten Twój obsrany rowerek i te obsrane topole, ale już nie obejmuje tego, że przy znacznie większej hali nie będzie miejsca dla tych Twoich, obsranych topoli. . Źródło komentarza: 122 drzewa wycięto na terenie Lechii. Miasto ma posadzić 425 nowych
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama