Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 8 maja 2026 02:45
Reklama

Radosław Piwowarski dla PAP Life: Całe życie robię filmy o kobietach

Nigdy nie ulegał modom, zawsze kręcił filmy inne niż wszyscy. Niby wesołe, ale podszyte smutkiem i melancholią. Ich bohaterami są ludzie, którzy ścigają swoje marzenia, tak jak Mariolka Wafelek w „Pociągu do Hollywood”. W tej roli wystąpiła Katarzyna Figura, którą Radosław Piwowarski odkrył dla polskiego kina. Nie tylko ją, bo to u niego debiutowały takie gwiazdy jak Anna Przybylska, Joanna Pacuła, Małgorzata Socha, Maria Seweryn czy Robert Gonera. Aktorskich talentów odkryłby zapewne znacznie więcej, gdyby nie to, że 20 lat temu przestał kręcić filmy. Teraz wraca – już w przyszłym roku będzie można zobaczyć jego najnowszy film „Lekcje miłości”. Nam Radosław Piwowarski mówi, dlaczego tak długo nie kręcił filmów, co go skłoniło do powrotu, dlaczego lubi pracować z debiutantami i co sprawiło, że porzucił pomysł zrealizowania filmowej biografii Anny Przybylskiej.

PAP Life: Dwa miesiące temu pojawiła się w mediach informacja, że kręci pan nowy film „Pani od polskiego”. Pana poprzedni film kinowy – „Ciemna strona Wenus” – powstał 26 lat temu, potem w 2003 roku zrealizował pan jeszcze dla telewizji „Królową chmur”. Długa ta przerwa. Co pan robił w tym czasie?

Radosław Piwowarski: Ponad 20 lat temu zadzwonił do mnie Tadeusz Lampka i zaproponował mi reżyserię nowego wówczas serialu „Złotopolscy”. Miałem przyjść na kilka dni, żeby ten serial „ocieplić”, bo zawsze miałem opinię reżysera, który kręci filmy lubiane przez widzów. Z tych kilku dni zrobiło się 12 lat. Po prostu przez własną nierozwagę wszedłem w świat seriali, który jest pociągający, bo to jest stała robota, stałe pieniądze, a poza wszystkim to lubiłem. Nakręciłem ponad 350 odcinków „Złotopolskich”. Później zrobiłem jeszcze wspomnianą „Królową chmur” z Danutą Szaflarską i Anią Przybylską. I to tak naprawdę był mój ostatni film, bo potem znów były seriale. Poza tym wykładam w Warszawskiej Szkole Filmowej. Przez cały ten czas myślałem o nowych scenariuszach, dużo pisałem, ale do realizacji fabuły nie mogłem się przebić.

PAP Life: Dlaczego?

R. P.: Kiedy przychodziłem z kolejnym scenariuszem, słyszałem: „Ach mistrzu, napije się pan kawy czy herbaty?”. Ale gdy zaczynałem mówić, że chcę wyreżyserować nowy film, to spotykałem się ze zdziwieniem, że w moim wieku jeszcze chcę to robić. Prawda jest taka, że moje pokolenie już nie robi filmów. Minęły już czasy, kiedy przychodził pan reżyser i mówił: „Mam fajną historię do opowiedzenia”, a wszyscy byli ciekawi, co on zaproponuje. Dziś reżyser jest człowiekiem do wynajęcia. Młodzi na to idą.

PAP Life: Ale w końcu udało się panu przebić. Nakręcony właśnie film „Lekcje miłości” to opowieść o miłości między Polakami wywiezionymi w czasie II wojny światowej na roboty do Niemiec. Skąd wziął się ten pomysł?

R. P.: Dawno, dawno temu Janusz Gazda podsunął mi niewielką książeczkę „Szara gęś” autorstwa Emili Kunawicz. To były beletryzowane wspomnienia nauczycielki z Kresów, która spędziła pół wojny w III Rzeszy z dzieckiem przy piersi. Spotkałem się wtedy z panią Emilią, przemiłą starszą panią i umówiliśmy się, że zrobię z tego film. Później niestety zajmowałem się innymi rzeczami, pani Emilia umarła, ale ta jej książka nie dawała mi spokoju. Kilka lat temu zacząłem czytać pamiętniki i wspomnienia ludzi, którzy byli na robotach w III Rzeszy i odkryłem niezwykły świat, który właściwie jest kompletnie nieznany. Trudno to zrozumieć, ale przez 70 lat nie powstał na ten temat żaden film – ani fabuła, ani dokument. A przecież na robotach w Niemczech było 2 miliony 800 tysięcy ludzi z Polski. To jest kopalnia szekspirowskich dramatów. Pomyślałem, że to jest wyzwanie. Jako artysta chcę oddać hołd tym kobietom, które straciły najlepsze lata swojego życia, pracując u Niemców. I tak powstał ten film. Z jednej strony inspiracją były autentyczne wspomnienia, z drugiej moja artystyczna potrzeba. Całe życie robiłem filmy o kobietach i główne role zawsze grały u mnie kobiety.

PAP Life: Do tej pory kręcił filmy osadzone w czasach współczesnych. Nakręcenie filmu historycznego było dla pana dużym wyzwaniem?

R. P.: Fantastycznym! To była prawdziwa zabawa, żeby wymyślić wszystko od początku do końca. Fakt, nie robiłem wcześniej filmów historycznych, no może poza „Yesterday”, który dzieje się w 1964 roku na polskiej prowincji. Tutaj akcja toczy się przez trzydzieści lat – od 1938 roku do lat 60., kamera przesuwa się przez Kresy, III Rzeszę, Ziemie Odzyskane. Rozmach tego filmu jest iście epicki, mimo że nie mieliśmy dużych pieniędzy. Ale pracowałem ze wspaniałym scenografem Wojciechem Żogałą, który zachwycił się scenariuszem i włożył bardzo dużo serca w ten film. Z kolei Waldemar Pokromski zaprojektował świetną charakteryzację, bardzo trudną, bo bohaterowie starzeją się na ekranie. Ogromną rolę odegrały też kostiumy, część z nich sprowadziliśmy z niemieckich magazynów ubrań i butów, ale większość trzeba było uszyć. Wszystkie te prace nad kreacją były pracochłonne i czasami wkurzające, ale zarazem cudowne. Teraz rozumiem zamiłowanie niektórych reżyserów do filmów historycznych.

PAP Life: A nie bał się pan wejść na plan filmowy po tak długiej przerwie?

R. P.: Byłem naładowany taką twórczą energią, taką kreatywnością, która we mnie zbierała przez lata, że podobno wprawiłem w zdumienie całą ekipę. Siwy facet, który najszybciej lata, najgłośniej krzyczy i najwięcej robi – to właśnie ja. Nie miałem krzesła z napisem „reżyser”. Przypomniał mi się Andrzej Wajda, który mówił, że jakby usiadł, to by zasnął. Ja na planie czułem, że nareszcie żyje. Ekipa była znakomita, oni mnie zaakceptowali, co też było miłe, bo jestem inny od dzisiejszych reżyserów, którzy głównie siedzą przed monitorem. Ja od świtu byłem z aktorami w garderobie, w charakteryzacji, na planie.

PAP Life: Główną rolę w tym filmie powierzył pan debiutantce, Sylwii Skrzypczak-Piękoś. Nie lepiej było wziąć kogoś znanego, kto przyciągnie widzów?

R. P.: U mnie zawsze debiutowali aktorzy. Tym razem znów Bóg nade mną czuwał, znowu mi się udało – chyba stworzyłem dwie nowe gwiazdy polskiego kina. Sylwia to dziewczyna po Warszawskiej Szkole Filmowej, zna języki, była nauczycielką. Już pierwszego dnia zdjęć stopiła się ze swoim literackim pierwowzorem. Jest prawdziwa, poruszająca, przejmująca. Stworzyła postać, jakiej dawno nie widziałem na ekranie. Do tego „w posagu” wniosła do filmu swoje prawdziwe dziecko, syna Stasia, który „zagrał” jej filmowe dziecko. Od pierwszego dnia miałem z nią doskonałe porozumienie. Z kolei główną rolę męską gra Witalij Havryla, Ukrainiec spod Lwowa, który studiuje na trzecim roku w krakowskiej Akademii Teatralnej. Jest świetny. W dwóch głównych rolach mam dwójkę cudownych debiutantów. Wynikło z tego trochę problemów. Pytano mnie, dlaczego nie ma w obsadzie gwiazd, jak możliwe, że biorę debiutantów.

PAP Life: A gdzie pan ich znalazł?

R. P.: Na castingu. Do tych poszukiwań przykładam bardzo dużą wagę. Najpierw szukam w szkołach teatralnych, uruchamiam prywatne kontakty, rozpytuję. Tym, którzy mnie jakoś zaintrygowali, wysłałem fragmentem scenariusza, prosiłem o nagranie filmików, potem tym obiecującym wysłałem kolejne teksty. Wybrani przyjeżdżali na zdjęcia próbne, zdjęcia w kostiumie, sceny z niemieckimi aktorami itd. Kandydatki do głównej roli musiały znać niemiecki. W finale miałem trzy świetne dziewczyny. Debiutantki.

PAP Life: Można przypuszczać, że Sylwii Skrzypczak-Piękoś i Witalij Havryla będą gwiazdami, bo ma pan bardzo dobrą intuicję do aktorów. To u pana debiutowały Katarzyna Figura i Anna Przybylska

R. P.: I Joanna Pacuła, Małgorzata Socha, Maria Seweryn i wielu innych aktorów, którzy dziś są powszechnie znani. Uważam, że reżyser jest warty tyle, ile stworzy gwiazd. Mam satysfakcję, że w trakcie mojego zawodowego życia udało mi się kilkanaście świetnych młodych aktorów wprowadzić na ekrany.

PAP Life: Jak pan znalazł Anię Przybylską?

R. P.: Na zdjęciach próbnych do „Ciemnej strony Wenus”. Miała wtedy 16 lat i jej mama musiała podpisać zgodę, żeby mogła grać. Nauczyłem ją właściwie wszystkiego, zawsze mówiła o mnie „filmowy tata”, co było wzruszające. Kiedy była już ciężko chora, pisała do mnie ze szpitala: „Tato, nie martw się”. Ania to było cudowne zjawisko. Myślę, że gdyby urodziła się w Stanach, byłaby światową gwiazdą. Takie cudo zdarza się raz na dekadę.

PAP Life: Z Marią Seweryn było podobnie? Też trafił pan na nią na castingu?

R. P.: Z nią było inaczej. Pojechałem spotkać się z jej mamą, Krystyną Jandą. I zobaczyłem Marysię – 16-latkę, która kosiła trawę. A szukałem wtedy dziewczyny do głównej roli w „Kolejności uczuć”. Od pierwszego spojrzenia czułem, że to ktoś inny, intrygujący.

PAP Life: Maria Seweryn miała jednak zdecydowanie bliżej do świata filmu niż Anna Przybylska.

R. P.: I tak, i nie. Kiedy namawiałem ją na próbne zdjęcia, powiedziała: „Przecież ja się do niczego nie nadaję, aktorami są moja mama i ojciec, to wystarczy”. Ona wtedy planowała, że zostanie kontrolerem lotów na Okęciu. Moim odkryciem jest też Piotrek Siwkiewicz, który grał w „Yesterday” i „Marcowych migdałach” oraz Andrzej Zieliński. Ale również Stanisław Brudny, najstarszy żyjący polski aktor, który jeździ po całym świecie jako Odyseusz ze spektaklami Krzysztofa Warlikowskiego. Staszek debiutował w moim filmie „Córka albo syn” w ubiegłym wieku. Tak samo Robert Gonera. Obaj gościnnie, po starej przyjaźni pojawiają się teraz w „Lekcjach miłości”. Krystynę Feldman wyciągnąłem z niebytu jako aktorkę, która obijała się gdzieś między Legnicą, Zieloną Górą i Szczecinem. Po raz pierwszy większą rolę zagrała u mnie, w serialu „Jan Serce”, a potem w „Yesterday”. Ona też jest „moim dzieckiem”.

PAP Life: Wracając do Ani Przybylskiej – podobno planował pan nakręcić o niej film. Dlaczego on nie powstał?

R. P.: Pierwsza myśl, że trzeba o Ani zrobić film, pojawiła się na jej pogrzebie. Napisałem wstępny scenariusz. To miał być film o Ani, jaką znałem – skromnej dziewczynie z wojskowej rodziny znad morza, której została twarzą Europy. Wszystko było na dobrej drodze do momentu, gdy usłyszałem od producenta, że ludzie chcą oglądać, jak Ania umiera. To mnie zabolało i zaczęło zniechęcać do tego projektu. Do tego pojawiły się osoby z kręgu jej rodziny, znajomych, które chciały na tym filmie jak najwięcej zarobić. To wszystko razem zrobiło się niesmaczne, dlatego uznałem, że jako jej „filmowy ojciec” nie mogę w czymś takim uczestniczyć. I bardzo dobrze, że taki film nie powstał. Choć może jeszcze kiedyś wrócę do tego projektu.

PAP Life: Umieranie, przemoc, alkoholizm to tematy, które często pojawiają się w polskich filmach. Ale pan nigdy takich wątków nie podejmował. Dlaczego?

R. P.: Wolę jasną stronę życia. Sztuka jest po to, żeby dać ludziom nadzieję, a nie, żeby ich dołować. Najłatwiej zrobić film, że kogoś zabili, ktoś kogoś gania, ma wyrzuty sumienia. Takie rzeczy łatwo się kręci i panuje przekonanie, że ludzie chcą to oglądać. Mi bliżej do Bohumila Hrabala i Billy’ego Wildera. W „Lekcjach miłości” miałem dramatyczną scenę egzekucji, ale ostatecznie nie wziąłem jej do filmu. Jeśli przez całe życie nikogo w filmie nie powiesiłem, nie zamordowałem, to dlaczego teraz mam to robić?

PAP Life: Wszystkie pana filmy mają bardzo charakterystyczny klimat. Trochę są wesołe, trochę smutne, trochę melancholijne. I wszystkie mają wspólny mianownik – niosą przesłanie, że każdy z nas ma prawo do wielkich marzeń, jak Mariola z „Pociągu do Hollywood”.

R. P.: Tak, bo marzenia czynią nas lepszymi. Wszystkie moje filmy biorą się z życia. Tak było też z „Pociągiem do Hollywood”. Przez wiele lat jeździłem pociągami do Łodzi. Zauważyłem dziewczynę w białym fartuchu, która sprzedawała piwo w przedziałach. Ten biały fartuch miała ubrudzony łapskami facetów, którzy od niej kupowali piwo i uważali, że mogą ją obmacywać. To był punkt wyjścia. Prosta dziewczyna, która musi zarabiać na życie, więc sprzedaje piwo. Dołożyłem do tego marzenie o karierze w Hollywood, wspólne dla wielu dziewcząt na świecie.

PAP Life: Pana filmy wyróżnia też to, że bohaterkami zwykle są kobiety. To rzadkość, bo nasza kinematografia zdecydowanie faworyzuje mężczyzn.

R. P.: To jest nasza tradycja, nasi bohaterowie literaccy to też przede wszystkim mężczyźni, w teatrze na pięć ról męskich jest jedna żeńska. A przecież kobiety są ciekawsze. Są solą, pieprzem, światłem naszego życia. Szczególnie w tej części Europy. W Polsce od czasów rozbiorów wszystko spadło na ich barki. Widzę to w mojej rodzinie, w życiorysach mojej prababki, babki, ciotki. Bez nich Polski by nie było. Ten film dedykowany jest im, pani Emilii Kunawicz, mojej ciotce Teresie Ostrowskiej, która była na robotach w Niemczech, milionom kobiet, które sklejały to, co się rozpieprzyło. Kobiety zawsze mnie fascynowały.

PAP Life: A jak to się stało, że w ogóle został pan reżyserem?

R. P.: Los, przypadek. Jako 9-letni chłopiec zagrałem w filmie „Żołnierz królowej Madagaskaru”, który reżyserował Jerzy Zarzycki. Był to pierwszy polski film barwny. A ja byłem rudy i miałem piegi. Zobaczył mnie Tadeusz Fijewski, sławny aktor, który grał w tym filmie, zabrał na próbne zdjęcia do Łodzi. Już sama Łódź zrobiła na mnie wrażenie, a co dopiero „Fabryka Snów” przy Łąkowej. To był film kostiumowy, wszystko działo się na hali, grały orkiestry, jeździły dorożki, płonęły domy, przyjeżdżała straż z motopompą, a tym wszystkim dyrygował jakiś tajemniczy człowiek – jak mi powiedziano – reżyser. Taki lokalny Pan Bóg albo nawet lepiej. Po latach pojechałem do Łodzi zdawać do Szkoły Filmowej, oczywiście mnie nie przyjęli, bo nic nie potrafiłem, nic o życiu nie wiedziałem. Poszedłem do pracy do telewizji, nosiłem za operatorem statyw, jeździłem roburem po Polsce, nauczyłem się jeść śledzia, poznałem smak jarzębiaku i za rok zdałem. Potem na mojej drodze pojawił się Andrzej Wajda, który szukał młodych, zdolnych ludzi i wybrał mnie do zespołu X. Tak to się zaczęło.

PAP Life: Zajmuje się pan nie tylko reżyserią, ale też pisaniem. Większość scenariuszy do swoich filmów stworzył pan sam. Dlaczego?

R. P.: Dlatego, że lubię wymyślać i pisać. Pisarz to jest ktoś. Jest wolny. W pandemii napisałem prawdziwą powieść „Lekcje seksu doktora Alzheimera”. Może ktoś zrobi z niej film?

PAP Life: Tematyka nie zaskakuje – seks był zawsze obecny w pana filmach.

R. P.: Sztuka od tysięcy lat się obraca się wokół seksu, erotyzmu. To jest najbardziej intymna, najbardziej wrażliwa i najważniejsza część naszej egzystencji. Teraz film odchodzi od seksu. Przejął go internet i zwulgaryzował.

PAP Life: Teraz też trudniej sceny seksu kręcić, podczas ich realizacji na planie musi być obecny koordynator intymności.

R. P.: To przyszło z Hollywood, tam rzeczywiście działy się różne nieprzyjemne rzeczy. Ja nigdy nie miałem problemu z kręceniem scen intymnych. W moich filmach grały wszystkie najpiękniejsze polskie aktorki, do dziś ze wszystkimi żyję w wielkiej przyjaźni, w życiu nie spotkałem się z jednym gestem niechęci

PAP Life: W „Lekcjach miłości” będzie seks?

R. P.: To jest film o miłości. Bardzo wzruszający. Radzę zabrać do kina chusteczki.

PAP Life: A dlaczego właściwie wrócił pan do robienia filmów?

R. P.: Bo tak naprawdę to jest jedyna rzecz, którą potrafię. (PAP Life)

 

Rozmawiała Izabela Komendołowicz-Lemańska

 

Radosław Piwowarski – reżyser, scenarzysta, absolwent PWSFTviT w Łodzi. Na dużym ekranie debiutował w 1984 filmem „Yesterday”. Ma w dorobku tak kultowe dziś filmy „Kochankowie mojej mamy”, „Pociąg do Hollywood”, „Marcowe migdały”, „Autoportret z kochanką” czy „Kolejność uczuć”, który w 1993 roku zdobył Złote Lwy na festiwalu w Gdyni). Reżyserował wiele seriali telewizyjnych, m.in. „Jan Serce”, „Złotopolscy”, „Na dobre i na złe”. W przyszłym roku w kinie będzie można obejrzeć jego najnowszy film „Lekcje miłości” (pierwotny tytuł „Pani od polskiego”).


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Reklama

Dziś w kraju i na świecie – czwartek, 7 maja

Czwartek, 7 maja, to 127. dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.56, zajdzie o 20.09. Imieniny obchodzą dziś: Gizela, Róża, August, Ludmiła i Wincenty. To dzień, w którym historia splata się z teraźniejszością – od reform Rzeczypospolitej sprzed ponad dwóch i pół wieku, przez dramaty wojny i komunizmu, po współczesne debaty o bezpieczeństwie, dezinformacji i pamięci.Data dodania artykułu: 07.05.2026 09:17
Dziś w kraju i na świecie – czwartek, 7 maja

Ekspert o bonie senioralnym: dobre rozwiązanie, ale martwi mała liczba beneficjentów

Bon senioralny to dobre rozwiązanie, które może być elementem stymulacji usług opiekuńczych na poziomie lokalnym – powiedział PAP Dominik Owczarek z Instytutu Spraw Publicznych. Dodał, że niepokojące jest jednak to, że tak mało seniorów będzie mogło skorzystać z tego wsparcia.Data dodania artykułu: 06.05.2026 09:24
Ekspert o bonie senioralnym: dobre rozwiązanie, ale martwi mała liczba beneficjentów

Dziś w kraju i na świecie. Środa, 6 maja

Dziś środa, 126. dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.58, a zajdzie o 20.07. Imieniny obchodzą: Bartłomiej, Benedykta, Filip, Franciszek, Jakub, Jan, Judyta i Jurand.Data dodania artykułu: 06.05.2026 08:56
Dziś w kraju i na świecie. Środa, 6 maja

4 maja: Najważniejsze wydarzenia w Polsce i na świecie

4 maja łączy w Polsce historię, pamięć i bieżące wydarzenia: w Warszawie trwają centralne obchody Dnia Strażaka, a 344,8 tys. maturzystów pisze dziś język polski. W Erywaniu liderzy 48 państw rozmawiają o bezpieczeństwie Europy i wojnie w Ukrainie.Data dodania artykułu: 04.05.2026 08:22
4 maja: Najważniejsze wydarzenia w Polsce i na świecie

Dziś w kraju i na świecie (niedziela, 3 maja)

Niedziela, sto dwudziesty trzeci dzień roku. Poranek przyszedł dziś wcześnie – słońce wstało o 5.04, jakby samo chciało przypomnieć, że to dzień nie tylko kalendarzowy, ale i symboliczny. Zachód o 20.02 zamknie go spokojnie, ale między tymi godzinami rozegra się historia – ta współczesna i ta sprzed lat. Imieniny obchodzą dziś m.in. Aleksander, Antonina, Maria, Piotr i Tymoteusz – imiona brzmiące jak echo dawnych kronik i rodzinnych opowieści.Data dodania artykułu: 03.05.2026 07:50
Dziś w kraju i na świecie (niedziela, 3 maja)

Piątek, 1 maja – dzień, w którym historia spotyka się z teraźniejszością

Słońce wstało dziś o 5:08, zajdzie o 19:59. To 121. dzień roku, a kalendarz przypomina o imieninach m.in. Anieli, Jakuba, Jeremiego, Józefa i Mai. Ale 1 maja to nie tylko kartka z kalendarza — to dzień, który niesie ze sobą ciężar historii i puls współczesnych wydarzeń.Data dodania artykułu: 01.05.2026 09:37
Piątek, 1 maja – dzień, w którym historia spotyka się z teraźniejszością

Środa, 29 kwietnia. Dzień, w którym historia patrzy w lustro współczesności

Są dni, które układają się jak szybki serwis informacyjny – migawki, fakty, nazwiska. I są takie, które wymagają zatrzymania. Bo za każdym nagłówkiem kryje się proces, który trwa latami.Data dodania artykułu: 29.04.2026 08:52
Środa, 29 kwietnia. Dzień, w którym historia patrzy w lustro współczesności

MS: Wolność słowa pod ochroną. Rząd przyjął przepisy uderzające w pozwy SLAPP (komunikat)

Rząd przyjął projekt ustawy, który ma chronić dziennikarzy, aktywistów i organizacje społeczne przed pozwami SLAPP. Szybsze oddalanie bezzasadnych spraw, kaucje i wysokie kary mają ograniczyć używanie sądów do uciszania debaty publicznej.Data dodania artykułu: 28.04.2026 21:19
MS: Wolność słowa pod ochroną. Rząd przyjął przepisy uderzające w pozwy SLAPP (komunikat)
Reklama
Smaki świata na Placu Kościuszki

Smaki świata na Placu Kościuszki

Food trucki wracają do TomaszowaJuż w dniach 8–10 maja Plac Kościuszki w Tomaszów Mazowiecki zamieni się w tętniącą życiem strefę street foodu. Przed mieszkańcami i gośćmi trzy dni pełne kulinarnych doznań, spotkań na świeżym powietrzu i dobrej energii. To propozycja dla wszystkich, którzy chcą na chwilę zwolnić, wyrwać się z codzienności i spędzić czas w luźnej, weekendowej atmosferze. Wydarzenie rozpocznie się w piątek o godzinie 15:00 i potrwa do niedzieli. Na miejscu pojawią się różnorodne food trucki serwujące dania z różnych stron świata – od klasyków street foodu po bardziej oryginalne smaki. Organizatorzy zapowiadają, że każdy znajdzie coś dla siebie – niezależnie od tego, czy przyjdzie na szybki posiłek, czy spędzić kilka godzin ze znajomymi lub rodziną.Weekend pełen atrakcjiPiątek (8 maja, 15:00–21:00)Start wydarzenia to idealna okazja, by po pracy rozpocząć weekend w dobrym stylu. Luźna atmosfera, pierwsze kulinarne odkrycia i spokojne tempo – tak zapowiada się otwarcie zlotu.Sobota (9 maja, 12:00–21:00)Najbardziej intensywny dzień wydarzenia. Jeszcze więcej smaków, ludzi i dobrej energii. Od godziny 13:00 do 21:00 przestrzeń wypełni muzyka na żywo – DJ zadba o klimat, który sprzyja zarówno relaksowi, jak i wspólnej zabawie.Niedziela (10 maja, 12:00–19:00)Ostatni dzień wydarzenia upłynie pod znakiem rodzinnej atmosfery. W godzinach 13:00–15:00 zaplanowano warsztaty cyrkowe oraz pokaz „Jak on to robi?”, który dostarczy widzom sporej dawki śmiechu, magii i interakcji na żywo – szczególnie najmłodszym uczestnikom.Przepis na udany weekendZlot food trucków w Tomaszowie Mazowieckim to nie tylko jedzenie – to przede wszystkim doświadczenie. Spotkania z ludźmi, wspólne chwile przy stole, muzyka i przestrzeń, w której można po prostu być tu i teraz. Bez pośpiechu, bez presji – za to z dużą dawką smaku i dobrej energii.Organizatorzy zachęcają: zbierzcie znajomych, rodzinę i przyjdźcie na Plac Kościuszki. Ten weekend ma smakować dokładnie tak, jak lubicie. Na miejscu będzie można spróbować:frytki belgijskie – chrupiące i konkretnekurczaki w panierce – złociste i soczystezapiekanki, langosze, grill (karkówka, kiełbasa)churrosy, lody włoskie, granita – coś na słodko i na ochłodęData rozpoczęcia wydarzenia: 08.05.2026
Tydzień Bibliotek w Tomaszowie: poetyckie działania, flashmob i biblioteka pełna odkryć

Tydzień Bibliotek w Tomaszowie: poetyckie działania, flashmob i biblioteka pełna odkryć

W dniach 8–15 maja w całej Polsce obchodzony jest Tydzień Bibliotek, ogólnopolski program promocji czytelnictwa organizowany od 2004 roku przez Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich. Jego głównym celem jest podkreślenie roli bibliotek w życiu społecznym i kulturalnym oraz zachęcenie do korzystania z ich zasobów i oferty edukacyjno-kulturalnej.To również okazja, aby docenić pracę bibliotekarzy – osób, które z pasją i zaangażowaniem budują przestrzeń spotkań z literaturą, wiedzą i drugim człowiekiem. Wydarzenie to inauguruje Dzień Bibliotekarza, przypadający na 8 maja.Tegoroczna XXIII edycja Ogólnopolskiego Tygodnia Bibliotek odbywa się pod hasłem „Biblioteka. Otwierasz. Odkrywasz”. Pokazuje ono bibliotekę jako miejsce, w którym każdy może zacząć swoją przygodę z wiedzą i kulturą. „Otwierasz” oznacza wejście do biblioteki i sięganie po jej zasoby, a „odkrywasz” – poznawanie nowych inspiracji i możliwości.Tomaszowska książnica przygotowała bogaty program wydarzeń adresowany do różnych grup odbiorców:Miejska Biblioteka Publiczna ul. Browarna 7- akcja „Przyłapani na czytaniu” ma na celu promocję czytelnictwa poprzez uchwycenie codziennych chwil spędzanych z książką. W bibliotece oraz jej najbliższym otoczeniu fotografowane będą osoby pochłonięte lekturą- „Filmowa giełda – przynieś, zostaw, wymień” -  wymiana filmów na płytach DVD- konkurs fotograficzny „Biblioteka w nowym miejscu – gdzie ta biblioteka…?” jest zaproszeniem do poznania biblioteki w jej nowej lokalizacji przy ul. Browarnej 7. Zadaniem uczestników będzie wykonanie najciekawszego, nieoczywistego i nieszablonowego zdjęcia biblioteki- akcja „Odkrywam Bibliotekę”. Każda osoba, która w czasie trwania Tygodnia Bibliotek założy kartę czytelnika w nowej siedzibie biblioteki, otrzyma los uprawniający do udziału w loterii13.05.2026 r. godz. 12 „Poetyckie parkowanie” to poetyckie działania w terenie, które łączą miłość do literatury z aktywnym wypoczynkiem na świeżym powietrzuOddział dla Dzieci i Młodzieży Plac T. Kościuszki 18- „Literackie Bingo”, „Książka w ciemno” – niespodzianki dla Wypożyczających- wystawa „Odkryj swoją bibliotekę”-  Fotobudka - akcja „Nadaj drugie życie przedmiotom! Podziel się, nie wyrzucaj!” - zabawka za wypożyczenie książek11.05.2026 r. godz. 10 - lekcja biblioteczna „Odkryj emocje, pozwól im być”12.05.2026 r. godz. 10 - lekcja biblioteczna „Otwórz serce na bibliotekę”13.05.2026 r. godz. 10 - Flashmob - akcja promująca czytelnictwo i bibliotekę. Przemarsz z książkami w centrum miasta14.05.2026 r. godz. 15 - Warsztaty dla najmłodszych ,,Dziecięca biblioteka bez tajemnic”Filia nr 1 ul. Akacjowa 1, Filia nr 2 ul. Opoczyńska 22, Filia nr 3 ul. Koplina 1- wystawy tematyczne - lekcje biblioteczne- akcja "Biblioteczna polecajka"- Filia nr 3 ul. Koplina 1 12.05.2026 – Filia nr 3 ul. Koplina 1 - „Kwadrans na czytanie" czyli wiosenna biblioteka pod chmurkąWięcej informacji na stronie internetowej www.mbptomaszow.pl oraz mediach społecznościowych.Zapraszamy serdecznie do udziału w wydarzeniach!Data rozpoczęcia wydarzenia: 11.05.2026

Polecane

Prokuratura zaskarżyła wyrok w sprawie radnego powiatowego Leona K.Udany początek sezonu kajakarzy MUKS „Wiking” z Tomaszowa MazowieckiegoKonkurs na dyrektora „Dąbrowszczaka”. Powiat szuka nowego szefa I LOWarsztaty Stress Off w Parku Solidarność. Bezpłatne spotkanie o stresie i wypaleniuSP nr 6 zaprasza w podróż bez wyjazdu. „Dookoła świata” w szkolnym wydaniuBogusławice zapraszają na międzynarodowe zawody w powożeniu i rodzinny weekend atrakcjiTrzęsienie w PiS. Radni wyrzuceni z partii, ale w Tomaszowie podobne głosowania nikomu nie przeszkadzają?Weekend w Tomaszowie: muzyka, historia i fantastyka w jednym programieZalew Sulejowski w Smardzewicach zaprasza na wiosenny relaksNoc Muzeów 2026 w Inowłodzu. Zamek Kazimierza Wielkiego otworzy się po zmrokuDrzewko za makulaturę wraca do PCAS. Ekologiczna akcja już 18 majaStypendia dla kandydatów na żołnierzy zawodowych. Rusza edycja 2026/2027
Reklama
Reklama
Reklama
Pijany za kierownicą. Czy radnemu wolno więcej?

Pijany za kierownicą. Czy radnemu wolno więcej?

Leon K., radny Rady Powiatu Tomaszowskiego, prowadził samochód w stanie nietrzeźwości. Miał ponad promil alkoholu (nieoficjalnie 1,6 promila). Sąd warunkowo umorzył postępowanie. To decyzja, która musi budzić sprzeciw.
Czy nasz szpital zniknie z mapy? Jedna decyzja, która może zmienić wszystko w Tomaszowie

Czy nasz szpital zniknie z mapy? Jedna decyzja, która może zmienić wszystko w Tomaszowie

Działacze tomaszowskiej Koalicji Obywatelskiej i PiS z żenująca infantylnością publikują kolejne internetowe wpisy na temat tzw. konsolidacji tomaszowskiego szpitala. Dla nich to "szansa" dla pacjentów... ograniczenie dostępności usług medycznych. Lokalny poseł podrzuca kilka pism, jako kukułcze jajo, mając świadomość, że propozycja jaką serwuje, jest nie do zaakceptowania. Mówiąc wprost: niezły cwaniaczek, bo z jednej strony przypodoba się partyjnym liderom, co może skutkować dobrym miejscem w przyszłorocznych wyborach, z drugiej dolał paliwa do zardzewiałego politycznego baku. W sumie to dla niego nawet lepiej, by powiat pomysł odrzucił, bo będzie publikował kolejne rolki i wpisy w sieci, na temat, że ruszył na ratunek a źli radni i Starosta z jego pomocy skorzystać nie chcieli. Tyle, że... żadnej pomocy tu nie było, a jedynie typowa polityczna ściema. Nabór wniosków konsolidacyjnych ma trwać do 30 października. Za to przez ostatni rok koalicji KO-PiS w powiecie, gdzie w Radzie Powiatu za Zdrowie odpowiada Alicja Zwolak Plichta, udało się z rentownej placówki uczynić niemalże bankruta. na stronach internetowych nie znajdzie się żadnego wniosku w tym temacie. Zresztą niemal w żadnym innym również
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: TomaszowianinTreść komentarza: Temu posłowi to już nawet zamknięty oddział nie pomoże....Źródło komentarza: Choroba nie jest równa dla wszystkichAutor komentarza: Paweusz82Treść komentarza: Szanowna redakcjo! Jeszcze jedna myśl, która mi się nasunęła - ad vocem do zdjęcia w miniaturce jak zobaczyłem to zdjęcie posła z rurką w nosie to w pierwszej chwili pomyślałem że się posmarkał. Cieszę się że w redakcji u Was są zgrywusy, pozdrawiam Was :)Źródło komentarza: Choroba nie jest równa dla wszystkichAutor komentarza: AjdejanoTreść komentarza: Ten materiał powyżej jest dosyć ostry. I dobrze, ze ten materiał (być może) cokolwiek uświadomi niezbyt mądremu, młodemu i niezbyt lubianemu, homo niepewnemu posłowi to, że ten społeczny i parlamentarny pajac nie jest jakimś chorym umysłowo (nie tylko w swoim służalczym myśleniu przeciwko Polsce), ale również jest fizycznie chorym. I być może, to właśnie ta jego faktyczna choroba powoduje, że jest z nim tak źle, jak jest.Źródło komentarza: Choroba nie jest równa dla wszystkichAutor komentarza: AjdejanoTreść komentarza: Koleżanka pana Kazia ?! Ja odpowiem tak: jaki pan Kazio, taka jego koleżanka. My, tutaj w terenie, dobrze znamy "yntelekt" pana Kazia. I dlatego myślimy, że przygłup goni przygłupa.Źródło komentarza: Wojewoda weryfikuje uchwałę ws. Pauliny SochyAutor komentarza: AjdejanoTreść komentarza: Cytat z materiału powyżej. "Tym razem jednak kluczowe jest to, w jaki sposób ma zostać wyłoniony następca. Ogłoszenie konkursu oznacza, że stanowisko nie ma zostać obsadzone wyłącznie decyzją gabinetową, lecz w procedurze, do której mogą zgłosić się kandydaci spełniający wymagania określone przez spółkę. W realiach lokalnej polityki to istotny sygnał: proces powinien być czytelny, jawny i oparty na kompetencjach, a nie na szeptach korytarzy." Cytat jest dosyć długi, ale mój komentarz jest dosyć krótki: a kto, do ku#wy nędzy, będzie chciał prowadzić tę samorządową spółkę pod rządami samorządowców-debli. Niech prowadzą ten totalny burdel sami radni i starostowie, bo to ten powiatowy, samorządowy syf do tego doprowadził.Źródło komentarza: Szpital szuka nowego prezesa. Konkurs w TCZ ma być otwarty i transparentnyAutor komentarza: AjdejanoTreść komentarza: Sprawa jest prosta, jak świńska kita. Wszystko zaczęło się od stwierdzenia ryżego szwaba donka, że on i jego rząd będą w Polsce traktowali polskie prawo, tak, jak ONI to prawo rozumieją. I taki, debilny przekaz poszedł w dół, między innymi również do samorządów, wrogich Polsce, a pazernych na "wadze" i na układziki. Już widzę, jak Wojewoda Łódzka za chwilę dostanie upomniana za to, że nie stosuje początkowego stwierdzenia ryżego szwaba donka oraz doktryny Nojmana. Czyli: spoko, spoko durnowate Polaczki. Za moment wszystko wróci do aktualnej, jedynie słusznej polityki donka i Nojmana.Źródło komentarza: Wojewoda weryfikuje uchwałę ws. Pauliny Sochy
Reklama
Łóżko rehabilitacyjne  Elbur PB 533

Łóżko rehabilitacyjne Elbur PB 533

Cena: Do negocjacjiZapraszamy Państwa do odwiedzenia naszego punktu zaopatrzenia medycznego Tomaszów Maz. ul. Słowackiego 4Na zdjęciu: Obudowa PB 533 w kolorze nabucco z wkładem PB 521 z okrągłymi podstawami łóżka oraz frontami z nakładką tapicerowaną. Akcesoria: Lampa przyłóżkowa.Wysokiej jakości obudowa drewniana PB 533 dostępna w kilku kolorach w połączeniu z wkładem regulowanym PB 521 tworzy spójną całość i oddaje domowy charakter łóżka przy zachowania jego podstawowych funkcji. Możliwość konfiguracji wyposażenia dodatkowego w postaci np. składanych barierek bocznych sprawia, iż model ten cieszy się dużym zainteresowaniem klientów indywidualnych oraz placówek opiekuńczych.  Kolory niestandardowe*: DETALE PRODUKTU:1. Aplikacje z drewna bukowego4. Pilot z blokadą poszczególnych funkcji2. Możliwość konfiguracji z barierką składaną5. Tapicerowana nakładka (opcja)3. Różne wymiary leża 6. Okrągłe podstawy łóżka (opcja)OPCJE:zmiana długości i szerokości leża • zmiana kolorystyki • możliwość zastosowania okrągłych podstaw kół • tapicerowana nakładka frontuPODSTAWOWE DANE TECHNICZNEBezpieczne obciążenie robocze175 kgMaksymalna waga użytkownika140 kgRegulacja wysokości leża:od 39 do 80 cmRegulacja segmentu oparcia pleców:0 ÷ 70°Regulacja segmentu oparcia podudzi:0 ÷ 20°Wymiary zewnętrzne długość × szerokość:206 × 96 cmPrześwit pod łóżkiem:ok. 16 cmCiężar całkowity:106,8 kgStopki regulowanemax 100 mm FUNKCJEDO POBRANIA: Karta produktu PB-533 [PDF]
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama
Reklama
Reklama