Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 8 sierpnia 2026 18:11
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama

Krzysztof Ścierański: jestem samoukiem, który uczy się cały czas

Jestem samoukiem, który uczy się cały czas. Ćwiczę cały czas. Miałem to szczęście, że grałem to, co czuję, z muzykami, których podziwiam i mogę się od nich uczyć - powiedział PAP czołowy polski gitarzysta basowy i kompozytor Krzysztof Ścierański.
  • Źródło: Maciej Replewicz

Polska Agencja Prasowa: Jakie były początki pana fascynacji z muzyką?

Krzysztof Ścierański: W połowie lat 60. chodziłem do szkoły podstawowej w Krakowie, gdzie się urodziłem i dorastałem. Mój starszy o cztery lata brat Paweł zainteresował mnie Radiem Luksemburg. Po raz pierwszy usłyszałem tam muzykę The Beatles, Rolling Stonesów, The Animals i inne, głównie angielskie grupy rockowe lub rockowo-popowe. Po jakimś czasie brat przyniósł do domu pożyczoną od sąsiada polską gitarę akustyczną i pokazał mi kilka chwytów, podstawowe akordy, a przede wszystkim - pokazał mi drogę do muzyki. Marzyłem, że gdy dorosnę, pewnego dnia kupię własną gitarę i dołączę do zespołu rock'n'rollowego.

W maju 1965 r. w Hali Wisły z bratem byliśmy na koncercie zapomnianej dziś angielskiej grupy The London Beats. Grali wyłącznie covery, kompozycje innych muzyków, ale podziwialiśmy ich za niesamowite brzmienie i instrumenty - gitary Gretsch, perkusję Ludwiga. Dla nas to było marzenie! Kilka miesięcy później, w listopadzie, zagrała grupa The Animals. Wydawało mi się, że na widowni jest całe miasto młodych ludzi. Po koncercie byliśmy ogłuszeni dźwiękiem. Z szarości, bylejakości, która nas zewsząd otaczała, nagle znaleźliśmy się w innym, lepszym świecie, wprost z bajki.

Kilka lat później zainteresowały mnie koncerty jazzowe, ale piorunujące wrażenie wywołali Animalsi. Zacząłem grać w małych zespołach. Fascynowali mnie Led Zeppelin, Cream, Jimi Hendrix i w pierwszych zespołach graliśmy ich covery bez wokalu. Później dołączył kolega, który znał kilka angielskich tekstów. Dziś niektórzy podważają talent i negują osiągnięcia Hendrixa, ale on spowodował prawdziwą rewolucję i był naprawdę najlepszym gitarzystą końca lat 60. Z muzycznych fascynacji mogę wymienić jeszcze wczesne nagrania The Jackson Five - piękna, naprawdę świetnie zagrana i zaaranżowana muzyka funky, czego nie można powiedzieć o niektórych późniejszych płytach solowych Michaela Jacksona. On tworzył już po prostu profesjonalny pop dla dzieci i nastolatków.

Na początku lat 70. mój brat grał w krakowskiej grupie hardrockowej System z Lesławem Palcą na wokalu. Starałem się naśladować starszych kolegów, którzy grali już na wyższym poziomie. Oni grali na tzw. potańcówkach, bo wtedy jeszcze nie było dyskotek. Byłem i jestem samoukiem, chociaż jednak dwa lata chodziłem do średniej szkoły muzycznej. Uczyłem się przez całe życie i nadal, po ponad 45 latach na scenie, cały czas zdobywam doświadczenie.

Po rockowej fascynacji zainteresowałem się jazzem, m.in. grupą The Weather Report, Wayne Shorter, Joe Williams, Sonny Rollins, Pat Metheny, Jaco Pastorius, choć akurat jego nie widziałem na żywo. W wieku 22 lat trafiłem do zespołu Laboratorium, z którym nagrałem pierwszą płytę "Modern Pentathlon" i jeszcze cztery inne albumy. Później mieliśmy 27 lat przerwy, ale grywamy czasem, bo zespół reaktywował się kilkanaście lat temu. W 1978 r. koncertowaliśmy w Indiach - na pierwszym tamtejszym festiwalu jazzowym. Po Laboratorium grałem ze Zbyszkiem Namysłowskim, który właśnie po powrocie ze Stanów założył grupę Air Condition. Był pełen niesamowitych, świeżych pomysłów. Następnym etapem był String Connection z Krzesimirem Dębskim, Januszem Skowronem, Krzysztofem Przybyłowiczem i Andrzejem Olejniczakiem. Do grupy dołączyłem na początku 1981 r.

PAP: Jest pan samoukiem. Uczy się pan cały czas, mimo wejścia na jazzowy szczyt?

K.Ś.: Tak, ćwiczę cały czas. Do perfekcji dojść może wyłącznie geniusz, inni - nawet utalentowani - mogą się do niej jedynie zbliżyć. Zarówno w studiu, jak i na koncertach z różnymi zespołami staram się utrzymać wysoki poziom, by nie zahaczać brodą o podłogę. Staram się robić rzeczy wartościowe. String Connection był dla mnie jak wyższa uczelnia, najlepszy uniwersytet - wiele się wtedy nauczyłem. Czasem to, z kim zagram, było kwestią impulsu, przypadku. Zadzwonili do mnie, że basista się rozchorował i spytali, czybym nie przyjechał do studia i nie pomógł. Przyjechałem i w trzy godziny nagrałem linię basu na płytę, nie znając w ogóle utworów.

PAP: Nagrywał pan i koncertował z wykonawcami z różnych nurtów muzycznych - od Marka Grechuty, przez jazzmanów, grupę Wilki, Edytę Bartosiewicz, aż po Grzegorza Ciechowskiego. Jak wspomina pan pracę z nimi?

K.Ś.: Z Markiem Grechutą przy "Szalonej lokomotywie" pracowało się fantastycznie. Opiekunem muzycznym był mój wujek Jan Kanty Pawluśkiewicz i on wziął mojego brata i mnie pod swoje skrzydła. Lubię improwizację, a ta muzyka wydawała mi wtedy się zbyt poukładana. Po nagraniu ruszyliśmy w trasę koncertową. Marek szanował nas i doceniał naszą pracę. Po każdej trasie organizował, co rzadko się zdarza, elegancki bankiet. Zwykle mieszkaliśmy w orbisowskich hotelach, a tam catering był wówczas na najwyższym poziomie. Z kolei Zbyszek Namysłowski był trochę jak ojciec, trochę opiekun, a trochę starszy kolega. Był niezwykle twórczym człowiekiem, który pozostawił nam niesamowity dorobek muzyczny. Przez pierwsze dwa tygodnie trwały próby - zgrywaliśmy się. W tym czasie nauczyłem się grać ponad 40 trudnych, nowych dla mnie utworów. Zbyszek był cierpliwy, więc podszedł do tego ze zrozumieniem. W młodości umysł jest otwarty, więc przyswoiłem cały repertuar. Ponieważ gitara basowa, na której gram, tworzy wraz z perkusją sekcję rytmiczną, wiele zależało od perkusisty. Grałem wtedy z najlepszymi polskimi muzykami jazzowymi - Namysłowskim, Stańką, Muniakiem, Karolakiem - oni - już uznani w Polsce i za granicą, ja - skromny debiutant w podartym sweterku. To było dla mnie nobilitujące, mogłem się na nich wzorować. Oni wprowadzili zupełnie inną jakość do mojego życia. Wielu z nich już nie ma. Do dziś nie wiem, jak to się stało, że do nich dołączyłem. Chyba los był dla mnie bardzo łaskawy.

Z kolei Grzegorz Ciechowski był muzykiem, z którym grałem na czterech jego płytach. To była muzyka oparta na standardach rock'n'rolla, stojąca dość daleko od klasycznego jazzu. Można nawet powiedzieć, że w tym rock'n'rollu było wiele elementów punk rocka, za którym niespecjalnie przepadam. Byłem zwolennikiem muzyki, która tworzy coś nowego, a punk był muzyką negacji, która nie wymaga zdolności warsztatowych ani kompozytorskich. Ale to sprawa drugorzędna, bo z Grzegorzem pracowało się świetnie. Miałem trudne zadanie. Nagrywałem bas do metronomu i szczątkowego piana, nie wiedząc, jakie instrumenty będą w finalnej aranżacji. To był lot na ślepo! Dlatego grałem "oszczędnie", nie ingerując w harmonię - grałem podstawową linię, czasem pojedyncze nuty, a Grzesiek pracował nad całością, kierował wszystkimi muzykami w studio. Wiedział, jak ma zabrzmieć całość, wszystkie instrumenty.

Wspaniale wspominam Ścierański-Surzyn Trio z lat 80. W tercecie trudno jest zagrać tak, by odczuwalna była pełnia brzmienia, trio to duże wyzwanie dla każdego muzyka, zwłaszcza gdy gra się na żywo. Trzeba było wtedy grać różne partie - bas i akordy. Stosowałem różne rozwiązania, żeby tego dźwięku było jak najwięcej i żeby brzmiał jak najlepiej. Wtedy naprawdę wiele koncertowaliśmy w Polsce i za granicą. Byliśmy we Francji, RFN. Ze wszystkimi zespołami, w których grałem, odwiedziliśmy łącznie 27 krajów świata - USA, Kanadę, Indonezję, Indie, kraje Europy.

PAP: Do muzyki coraz śmielej wchodzi AI - sztuczna inteligencja. Czy według pana pomaga ona muzykom, czy też zabija muzykę tworzoną przez ludzi?

K.Ś.: Sztuczna inteligencja może stanowić zagrożenie dla muzyki i - znając ludzką naturę - na pewno tak się stanie, nie tylko zresztą w muzyce. Bo ci, którzy zarządzają innymi, często mają w sobie pierwiastek skretynienia. Już są tworzone albumy muzyczne z użyciem algorytmów, ale pozbawione muzycznej duszy. Brzmią nawet nieźle, ale są sztuczne, brakuje w nich śladu człowieka. Myślę, że jazz i w ogóle muzyka jednak się obronią. Jazz to sztuka improwizacji, a tego robot nie potrafi i to jest przewaga człowieka.

PAP: Co może pan powiedzieć tym, którzy rozpoczynają właśnie swoją muzyczną drogę, zwłaszcza grającym jazz?

K.Ś.: Mamy w Polsce wielu niezwykle utalentowanych młodych muzyków. Najważniejszym motorem działania niech będzie to, co im się podoba, to, co naprawdę czują, by dążyli do samorealizacji. Oni zwykle wiedzą, co chcą grać i z kim chcą grać. Jednak utrzymanie się na rynku nie jest łatwe. Po drodze wielu błądzi, traci swoją właściwą drogę, gubi się gdzieś lub próbuje iść na skróty. Próbują grać w zespołach, które wprawdzie nie oferują muzyki, ale "robią pieniądze". I nagle budzą się i mówią sobie: "Przecież chciałem grać to, co lubię".

W latach 70. i 80. mówiono o grze "do kotleta" np. w eleganckich lokalach, na statkach czy promach pasażerskich pływających do Szwecji. W latach 90. muzycy trafiali do bogatych krajów arabskich. To przynosiło duże dochody, ale czy dawało satysfakcję? Tego nie wiem, bo zawsze miałem to szczęście, że grałem, to co czuję, z muzykami, których podziwiam i mogę się od nich uczyć. Nie muszę myśleć wyłącznie o kasie, choć ona oczywiście jest ważna.

Na muzyków czyha wiele innych zagrożeń. Myślę tu o używkach. Znałem wielu muzyków, którzy wpadli w alkoholizm. Narkotyki szczęśliwie mnie ominęły. Był okres, w którym trzy razy w tygodniu miałem "sylwestra", jednak nad słabościami i nałogiem zawsze zwyciężał zdrowy rozsądek. Herbie Hancock napisał kiedyś, że bez narkotyków wielu muzyków, nie tylko jazzowych, nie osiągnęłoby wysokiego poziomu. Ale jeśli przyjmiemy taką optykę, to okaże się, że narkotyki im pomogły, wykreowały na gwiazdy, a potem - zabiły.

PAP: Jakie ma pan plany na najbliższe miesiące?

K.Ś.: Obchodzę właśnie 70. urodziny, a niedługo minie 50 lat od pierwszych nagrań z zespołem Laboratorium. 11 sierpnia zagrałem urodzinowy koncert na dachu Promu Kultury na Saskiej Kępie. To były moje symboliczne urodziny, na które przyszło ponad 400 osób. Zagrałem ze swoim kwartetem oraz z zaproszonymi, wybitnymi muzykami. Na perkusji grał mój syn Marcin. Ponadto gitarzyści - Marek Raduli, Dima Gorzelik, instrumenty klawiszowe - Grzegorz Górkiewicz i Waldek Gołębski na elektronicznym instrumencie dętym (EWI). Na perkusji zagrali także Przemek Kuczyński, bracia Shachar Elnatan oraz Inbar Elnatan – instrumenty perkusyjne i wokal. Mam też w planie kilka recitali solowych, z czego najbliższy w Blues Klubie w Gdyni 8 września. 22 września zagram drugi z serii urodzinowych koncertów - tym razem w Klubie Studio w Krakowie - następne potrwają do grudnia w kilku miastach. W planach mam także wydanie płyty. Jest wiele materiału, który najlepiej brzmi właśnie grany przez kwartet - częściowo to są całkiem nowe utwory, niektóre starsze, ale w zupełnie nowej aranżacji.

 

Krzysztof Ścierański urodził się 24 sierpnia 1954 r. w Krakowie. Według magazynu "Jazz Forum" jest uznawany za czołowego polskiego gitarzystę basowego. Komponuje i tworzy muzykę instrumentalną improwizowaną, a także muzykę ilustracyjną do spektakli teatralnych oraz piosenki. Wziął udział w nagraniu 150 płyt, w tym 12 autorskich. Koncertował w 27 krajach świata.

Od połowy lat 70. współpracował m.in. z Laboratorium, String Connection (Krzesimir Dębski), Air Condition (Zbigniew Namysłowski), Tomaszem Stańką, Jarosławem Śmietaną, Januszem Muniakiem, Wojciechem Karolakiem i Krzesimirem Dębskim. Uczestniczył w największych festiwalach jazzowych świata. Nagrywał m.in. z Markiem Grechutą, Johnem Porterem, Grzegorzem Ciechowskim, Markiem Blizińskim, Andrzejem Zieliński, zespołami Wilki, Trebunie Tutki, Sztywny Pal Azji. (PAP)


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

🔥 Wszyscy patrzą na fotel prezesa „Przodownika”. My patrzymy tam, gdzie może być znacznie ciekawiej.Kto ma dostęp do informacji o zadłużonych mieszkańcach? Kto wie, że ktoś właśnie znalazł się pod finansową ścianą? Jak chronione są dane ludzi zagrożonych egzekucją? I co się dzieje, gdy świat spółdzielni, komorniczych licytacji, rynku nieruchomości i lokalnej polityki mieszkaniowej zaczyna się niebezpiecznie zbliżać?Nie stawiamy wyroków. Stawiamy pytania. I są to pytania bardzo niewygodne.Bo zadłużony lokator to nie „okazja inwestycyjna”. A informacja o jego problemach może być warta więcej niż niejedno mieszkanie.👉 Kto wie, kto tonie? Czy system naprawdę chroni mieszkańców, czy opiera się wyłącznie na wierze, że nikt posiadanej wiedzy nie wykorzysta?

Wszyscy patrzą dziś na wojnę o władzę w SM „Przodownik”. Na nazwiska, głosy, kandydatów i przyszłego prezesa. Być może patrzymy w niewłaściwą stronę. Bo w spółdzielni mieszkaniowej istnieje coś znacznie cenniejszego niż gabinet, sekretariat i służbowy fotel. To wiedza. Wiedza o tym, kto płaci, kto przestał płacić, kto tonie w długach i kto za kilka miesięcy może znaleźć się o krok od utraty mieszkania. I właśnie dlatego warto zadać pytanie, którego dotychczas w tomaszowskiej dyskusji prawie nie było: jak szczelna jest granica między taką wiedzą, egzekucją komorniczą, prywatnym rynkiem nieruchomości i lokalną polityką mieszkaniową?

8 sierpnia. Rejtan w drzwiach historii, „Błyskawica” w eterze i Beatlesi na pasach Abbey Road

Sobota, 8 sierpnia 2026 roku, to 220. dzień roku. Imieniny obchodzą dziś Dominik, Esmeralda, Jan, Joanna i Sylwiusz. W Tomaszowie Mazowieckim słońce wschodzi około godz. 5.14, a zachodzi około 20.19. Data dodania artykułu: 08.08.2026 08:43
8 sierpnia. Rejtan w drzwiach historii, „Błyskawica” w eterze i Beatlesi na pasach Abbey Road

Trump grozi więzieniem, Senat blokuje kandydaturę do IPN, wojna uderza w cywilów. Najważniejsze informacje czwartku

Groźby z Białego Domu, dwa ważne głosowania w polskim Senacie, kolejna odsłona wojny energetycznej i dramat cywilów w Ukrainie. Czwartek, 6 sierpnia 2026 roku, przyniósł wydarzenia, które pozornie dzielą tysiące kilometrów. W rzeczywistości łączy je jedno słowo: bezpieczeństwo. Militarne, energetyczne, polityczne i ekonomiczne. Data dodania artykułu: 06.08.2026 23:36
Trump grozi więzieniem, Senat blokuje kandydaturę do IPN, wojna uderza w cywilów. Najważniejsze informacje czwartku

Rok wojny pozycyjnej. Nawrocki wetuje, buduje własny obóz i stawia na sojusz z USA

Pierwsze dwanaście miesięcy Karola Nawrockiego w Pałacu Prezydenckim trudno opisać słowem „kohabitacja”. Bardziej pasuje polityczna wojna pozycyjna: 41 wet, spór o miliardy z programu SAFE, zamrożone nominacje ambasadorskie, starcie o sądy i coraz wyraźniejsze ambicje stworzenia wokół prezydenta własnego ośrodka prawicy. Jednocześnie Nawrocki konsekwentnie inwestował w relacje z administracją Donalda Trumpa, nawet za cenę rosnącego dystansu wobec Ukrainy. Data dodania artykułu: 06.08.2026 07:10
Rok wojny pozycyjnej. Nawrocki wetuje, buduje własny obóz i stawia na sojusz z USA

Polska chce produkować rakiety do systemów Patriot. Tomczyk: „Jesteśmy gotowi”

Polska nie chce już wyłącznie kupować amerykańskiego uzbrojenia. Chce wejść do grona państw, które uczestniczą w jego produkcji, serwisowaniu i rozwoju technologii. Wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk ujawnił, że Warszawa przekazała Amerykanom gotowość do uruchomienia w Polsce produkcji rakiet przechwytujących wykorzystywanych w systemach Patriot. Data dodania artykułu: 05.08.2026 07:40
Polska chce produkować rakiety do systemów Patriot. Tomczyk: „Jesteśmy gotowi”

5 sierpnia. Dzień Traugutta, rzezi Woli i pytań o Polskę. Historia wciąż domaga się odpowiedzi

Są daty lekkie jak wakacyjna piosenka płynąca z samochodowego radia. Są również takie, które przypominają ciężki dzwon — jego głos biegnie przez stulecia, odbija się od murów Cytadeli, płonących domów Woli i sal parlamentu. 5 sierpnia należy do tej drugiej kategorii. To dzień zdradzonych nadziei Rzeczypospolitej, ofiary Romualda Traugutta, zbrodni dokonanej na mieszkańcach Warszawy, ale również niezwykłego zwycięstwa żołnierzy batalionu „Zośka”. Data dodania artykułu: 05.08.2026 07:06
5 sierpnia. Dzień Traugutta, rzezi Woli i pytań o Polskę. Historia wciąż domaga się odpowiedzi

Polski tenis na dwóch biegunach, Milan królem sprintu, a świat żegna legendę Milanu. Sportowy wtorek pełen emocji

Iga Świątek nie zostawiła rywalce złudzeń, Hubert Hurkacz wygrał trzysetowy pojedynek, a Magda Linette odwróciła losy trudnego meczu. W kolarskim peletonie Jonathan Milan znów pokazał potęgę sprinterskich nóg, Katarzyna Niewiadoma-Phinney walczyła z czasem we Francji, zaś świat futbolu pożegnał Franco Baresiego. Wtorek, 4 sierpnia, przyniósł sport, w którym radość mieszała się z rozczarowaniem, a triumfy z chwilami zadumy. Data dodania artykułu: 04.08.2026 23:10
Polski tenis na dwóch biegunach, Milan królem sprintu, a świat żegna legendę Milanu. Sportowy wtorek pełen emocji

Wtorek, który przypomniał, jak kruchy jest świat. Morozowski, wojna, upały i cyberatak

Wtorek, 4 sierpnia 2026 roku, przyniósł wiadomości, obok których trudno przejść obojętnie. Zmarł Andrzej Morozowski, jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich dziennikarzy politycznych. W Ukrainie rosyjski atak zabił polskiego wolontariusza. Europa walczy z rekordowym upałem, suszą i pożarami, a niski poziom Dunaju zagraża produkcji energii. Nad Bałtykiem polskie myśliwce ponownie przechwyciły rosyjski samolot rozpoznawczy. Do tego cyberatak na system Żabki i brutalna napaść we Wrocławiu. To był dzień, w którym każda kolejna wiadomość brzmiała jak ostrzeżenie. Data dodania artykułu: 04.08.2026 22:44
Wtorek, który przypomniał, jak kruchy jest świat. Morozowski, wojna, upały i cyberatak

Edukacja zdrowotna przed Trybunałem Konstytucyjnym. O co naprawdę chodzi w sporze PiS z MEN?

Posłowie Prawa i Sprawiedliwości zapowiedzieli skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego wniosków dotyczących nowych zasad nauczania edukacji zdrowotnej. Politycy PiS twierdzą, że obowiązkowy przedmiot naruszy prawa rodziców i konstytucyjną ochronę rodziny. Ministerstwo Edukacji odpowiada konstrukcją przepisów: zagadnienia związane ze zdrowiem seksualnym zostały wydzielone do osobnych, nieobowiązkowych zajęć. Prawny spór nie sprowadza się jednak wyłącznie do pytania, czego dzieci będą uczyły się w szkołach. Dotyczy także tego, czy tak istotną zmianę można było wprowadzić rozporządzeniami ministra. Data dodania artykułu: 04.08.2026 20:01
Edukacja zdrowotna przed Trybunałem Konstytucyjnym. O co naprawdę chodzi w sporze PiS z MEN?

Polecane

Nie chodzi tylko o fotel prezesa. Chodzi o wiedzę wartą mieszkania

Nie chodzi tylko o fotel prezesa. Chodzi o wiedzę wartą mieszkania

Wszyscy patrzą dziś na wojnę o władzę w SM „Przodownik”. Na nazwiska, głosy, kandydatów i przyszłego prezesa. Być może patrzymy w niewłaściwą stronę. Bo w spółdzielni mieszkaniowej istnieje coś znacznie cenniejszego niż gabinet, sekretariat i służbowy fotel. To wiedza. Wiedza o tym, kto płaci, kto przestał płacić, kto tonie w długach i kto za kilka miesięcy może znaleźć się o krok od utraty mieszkania. I właśnie dlatego warto zadać pytanie, którego dotychczas w tomaszowskiej dyskusji prawie nie było: jak szczelna jest granica między taką wiedzą, egzekucją komorniczą, prywatnym rynkiem nieruchomości i lokalną polityką mieszkaniową? Data dodania artykułu: Dzisiaj, 11:42 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 1
Nie chodzi tylko o fotel prezesa. Chodzi o wiedzę wartą mieszkania Ujazd wybrał wykonawcę altany. Inwestycja na działce rekreacyjno-sportowej ruszy po podpisaniu umowy Wielki dzień małych bohaterek. Pod Tomaszowem pszczoły dały początek niezwykłej rodzinnej marce Słońce wraca nad Tomaszów. Spokojna sobota, a w niedzielę nawet 26 stopni Nocny Teatr zagrał nad Pilicą. Letnia Scena nie zwalnia – za tydzień Voice Ekipa Tomaszowskie Centrum Zdrowia zaprasza na praktyki i staże w nowej lokalizacji Strażacy z gminy zmierzyli się na stadionie. Znamy wyniki zawodów OSP Polowania zbiorowe w gminie Lubochnia. Znamy 12 terminów – pierwsze już 5 września Letnie ślizgawki wracają do Areny. Sprawdź, co oznacza to dla mieszkańców Koniec „zabiegów walizkowych”. NFZ zmienia zasady. Co to oznacza dla pacjentów z Tomaszowa? Strzelcy z Tomaszowa ćwiczyli maskowanie w lesie. Była teoria i praktyka Zmiana dowództwa w PKW KFOR. Polski kontyngent kontynuuje misję w Kosowie
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama
Reklama Twój Sklep MEydczny
Reklama
Reklama

Wasze komentarze

Autor komentarza: ...) Treść komentarza: dziękuję za wyjaśnienie teraz już będę wiedział ale nie będę stosował tego nazewnictwa Źródło komentarza: Spisek wskazuje wroga. Psycholożki ostrzegają: tak rodzi się nienawiść między ludźmi Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: W ogóle nie chce mi się w całości czytać tego tekstu powyżej. Ten tekst pokazuje tę totalną siermięgę, a może nawet i to totalne oszustwo, dotyczące tego MBA, które to MBA traktuje się, jak wybawienie dla różnych, lokalnych, mniej lub więcej debilnych, tzw. działaczy i formujących lokalne społeczności. To MBA, to jest dokładnie to samo, co kiedyś działało przy KC PZPR: tam była taka niby naukowa szkoła partyjnych działaczy PZPR. Podsumowanie: komuna, na czele z towarzyszem czarzastym ma się u nas dalej bardzo dobrze... Źródło komentarza: Nie tylko MBA. Także retoryka i dyplomy za publiczne pieniądze. Co zyskali mieszkańcy Tomaszowa? Autor komentarza: Figo-fago Treść komentarza: Dziecko drogie: Janka i Grzesia znam dobrze i równie dobrze znałem innych, poprzednich prezesów ( Jasiu Piątek, śp. Koszuta), a byłem również w radzie nadzorczej. Z tych informacji wynika, że chyba byłem członkiem spółdzielni - co?! Więc nie pier... mi tutaj dziewucho jakichś, tanich farmazonów. Jeśli akurat nie masz dobrych, łóżkowych układów z partnerem, to już nie moja wina. Źródło komentarza: Demokracja odwołana z powodu upału. Co naprawdę dzieje się w SM „Przodownik”? Autor komentarza: Figo-fago Treść komentarza: No i bardzo dobrze myślisz, ale tylko w sprawie tego swojego rowerka. Twój, ekologiczny (totalnie głupi) mózg ogarnia tylko ten Twój obsrany rowerek i te obsrane topole, ale już nie obejmuje tego, że przy znacznie większej hali nie będzie miejsca dla tych Twoich, obsranych topoli. . Źródło komentarza: 122 drzewa wycięto na terenie Lechii. Miasto ma posadzić 425 nowych Autor komentarza: Ewa Treść komentarza: Totalne chamstwo i prostactwo prezentujesz. Taki ktoś nie może być zwolennikiem PiSu. W PiSie są w większości ludzie wykształceni na poziomie. Powściągliwi w obelgach i ubliżaniu. Człowieku kim Ty jesteś, kogo reprezentujesz?. Źródło komentarza: Demokracja odwołana z powodu upału. Co naprawdę dzieje się w SM „Przodownik”? Autor komentarza: Ewa. Treść komentarza: Ostro , głupio i bez sensu masa epitetów które świadczą o Twoim bardzo niskim poziomie .Tykanie przez użycie samych imion osób ze spółdzielni to objaw Twojego prostactwa i flustracji. Człowieku układy komunistyczne odeszły wraz z komunizmem. Zapewniam Cię że Pan Prezes Jan Nowakowski wyrósł dawno z takich pojęć jak,, komunistyczny układ". Masz alerię na starą ideologię, weż coś na opanowanie i nie obrażaj ludzi .Członkowie spółdzielni nie są "ciemną masą" no chyba że są Twojego pokroju. To że nie doszło do walnego zgromadzenia to bardzo dobrze się stało. Do Twojej wiadomości nie pracuję w spółdzielni, nie mam też w niej układów nie bywam na walnych zebraniach. Źródło komentarza: Demokracja odwołana z powodu upału. Co naprawdę dzieje się w SM „Przodownik”?
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama