Benchmarkowe kontrakty gazowe TTF w Amsterdamie zniżkowały o 2,8 proc., do 39,15 euro za MWh, a wcześniej spadek sięgał nawet 3,9 proc.. To reakcja rynku na rosnący optymizm wokół możliwego przełomu dyplomatycznego.
Według nieoficjalnych informacji Teheran wysyła do Pakistanu zespół negocjatorów, który ma prowadzić rozmowy z USA. Jak podają źródła zbliżone do sprawy, decyzja nie zapadła od razu. W tle miał trwać spór wewnątrz irańskiego establishmentu, ponieważ Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej domagał się twardszego stanowiska i sprzeciwiał się negocjacjom przed zakończeniem amerykańskiej blokady irańskich portów.
Ostatecznie jednak – według tych samych źródeł – najwyższy przywódca Iranu miał w nocy z poniedziałku na wtorek dać negocjatorom „zielone światło”.
Równolegle portal Axios podał, że do Pakistanu wybiera się wiceprezydent USA J.D. Vance, a także wysłannicy prezydenta Donalda Trumpa: Steve Witkoff i Jared Kushner. Tematem rozmów ma być porozumienie dotyczące zakończenia wojny.
Dla rynku to moment szczególny, bo inwestorzy z uwagą śledzą każdy sygnał, który mógłby zmniejszyć ryzyko dalszej destabilizacji w regionie. Pierwsza runda rozmów USA i Iranu nie przyniosła porozumienia, dlatego obecne spotkanie postrzegane jest jako test realnych intencji obu stron.
Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że po rozpoczętych pod koniec lutego atakach USA i Izraela na Iran z Bliskiego Wschodu nie wyeksportowano ani jednego ładunku LNG, co zachwiało rynkiem i zakłóciło około jedną piątą światowych dostaw skroplonego gazu. W efekcie wielu uczestników rynku ograniczyło swoje zaangażowanie, obawiając się dalszej eskalacji konfliktu.
Na tym jednak lista czynników ryzyka się nie kończy. Inwestorzy obserwują także prace konserwacyjne w Norwegii, która pozostaje największym dostawcą gazu do Europy. Szczególne znaczenie ma tu gigantyczne złoże Troll, kluczowe dla stabilności dostaw na kontynent.
Planowane prace serwisowe, uzależnione między innymi od warunków pogodowych, mogą czasowo ograniczać możliwości przesyłowe. Szacuje się, że zakłócenia w przepływie gazu w północno-zachodniej Europie w najbliższych dniach mogą wynieść około 5 mln metrów sześciennych dziennie, a być może nawet więcej.
Rynek więc z jednej strony oddycha z ulgą, z drugiej – wciąż nasłuchuje. Bo dziś cena gazu zależy już nie tylko od podaży i popytu, ale także od tego, czy dyplomacja okaże się silniejsza od wojny.






























































Napisz komentarz
Komentarze