Za tym sukcesem stoi sezon, który w Tomaszowie można śmiało nazwać historycznym. Semirunnij zdobył srebrny medal olimpijski na 10 000 metrów podczas igrzysk Mediolan–Cortina 2026, a wcześniej w Arenie Lodowej w Tomaszowie sięgnął po złoto mistrzostw Europy na 5000 metrów i srebro na 1500 metrów. Do tego dołożył jeszcze brąz mistrzostw świata w wieloboju, potwierdzając, że nie był jedynie bohaterem jednego startu, lecz jednym z najjaśniejszych punktów całego sezonu.
Ale ten wieczór, i szerzej cały sezon, nie należał wyłącznie do jednego zawodnika. Tomaszowski akcent był znacznie szerszy. KS Pilica Tomaszów Mazowiecki został uznany za najlepszy klub na długim torze, a Roland Cieślak odebrał wyróżnienie dla najlepszego trenera. To już nie jest opowieść o jednostkowym wystrzale formy. To jest historia o systemie, pracy i sportowym zapleczu, które w Tomaszowie działa coraz sprawniej. W mieście, gdzie Arena Lodowa od lat jest sportowym sercem zimy, takie rozstrzygnięcia brzmią jak potwierdzenie, że miejscowy projekt dojrzewa i przynosi realne efekty.
Nagrody dla rekordzistów tylko dopełniły obrazu. Wśród wyróżnionych znaleźli się także zawodnicy Pilicy: Damian Żurek za rekordy na 500 i 1000 metrów oraz Vladimir Semirunnij za wyniki na 3000, 5000 i 10 000 metrów. To pokazuje skalę sportowej siły Tomaszowa – tu nie chodzi już wyłącznie o medale, ale także o wyznaczanie nowych granic.
Warto spojrzeć na ten sukces szerzej. Według danych Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego, polskie łyżwiarstwo szybkie wywalczyło w sezonie 2025/26 łącznie 51 medali podczas międzynarodowych imprez mistrzowskich, z czego osiem przypadło short trackowi, a pozostałe długiemu torowi. Najcenniejszy z nich – olimpijskie srebro – przywiózł właśnie zawodnik z Tomaszowa Mazowieckiego.
W sporcie bywają sezony dobre, bardzo dobre i takie, które zapisują się w pamięci miasta na lata. Ten ostatni przypadek właśnie oglądamy. Tomaszów nie tylko wychował medalistę i doczekał się triumfu swojego klubu. Tomaszów stał się jednym z najważniejszych punktów na mapie polskiego łyżwiarstwa szybkiego.
A Semirunnij? Cóż, w tym sezonie nie jechał po lód. On jechał po historię.






























































Napisz komentarz
Komentarze