Trudno nie dostrzec w tej historii ironii. Jeszcze niedawno to Mariusz Węgrzynowski tracił stanowisko starosty w wyniku głosowania rady, a powiat ugrzązł w politycznym klinczu. Przez pewien czas nie udało się nawet skutecznie domknąć procesu wyboru nowego zarządu. Ostatecznie, po trzecim podejściu, starostą został Dariusz Kowalczyk. Dziś ci sami ludzie, którzy jeszcze przed chwilą bronili starego układu, próbują przekonać opinię publiczną, że największym problemem powiatu jest właśnie on.
Wniosek złożony przez radnych PiS, a odczytany przez byłego starostę, ma więc znaczenie znacznie większe niż proceduralny epizod. To pokaz siły, próba odzyskania narracji i czytelny sygnał: „nie pogodziliśmy się z utratą władzy”. W lokalnej polityce takie gesty nie biorą się z troski o standardy. Zazwyczaj są reakcją na utratę wpływów. Tego oczywiście nikt wprost nie powie, ale przebieg sesji i ton debaty każą właśnie tak odczytywać tę sytuację.
Bo co właściwie zarzuca się staroście po dwóch miesiącach urzędowania? Czy rzeczywiście chodzi o fatalne decyzje, chaos organizacyjny i paraliż starostwa? Czy może raczej o to, że nowa ekipa zaczęła porządki tam, gdzie przez lata nikt nie chciał ruszać swoich? To zasadnicza różnica. W samorządzie bardzo często największe oburzenie wywołują nie błędy, lecz próby przecięcia sieci politycznych zależności.
Nieprzypadkowo więc wokół tej sprawy coraz częściej pojawia się temat kadr i stanowisk. W powiecie, jak w wielu samorządach, władza to nie tylko sesyjna mównica i gabinet starosty. To również realny wpływ na jednostki, instytucje, spółki, stanowiska kierownicze i cały aparat lokalnych zależności. Kiedy zmienia się układ rządzący, zaczyna się nerwowe pilnowanie interesów. I właśnie w tym kontekście wielu obserwatorów odczytuje dzisiejszy atak na Kowalczyka — nie jako spór o jakość rządzenia, lecz jako reakcję na utratę politycznego zaplecza.
Oczywiście opozycja ma pełne prawo kontrolować władzę. Ma też prawo składać wnioski, pytać, punktować błędy i patrzeć staroście na ręce. Na tym polega demokracja. Ale demokracja polega również na czymś jeszcze: na uznaniu wyniku politycznej rozgrywki. A z tym, jak widać, bywa trudniej. Odnoszę wrażenie, że w Tomaszowie nie oglądamy dziś debaty o kierunku rozwoju powiatu, lecz festiwal politycznej frustracji po utracie stanowisk i wpływów.
W tej historii najbardziej uderza tempo. Dwa miesiące — tyle dostał nowy starosta, zanim uruchomiono wobec niego próbę politycznego odstrzału. To nie wygląda na spokojną ocenę pracy. To wygląda na odwet. Na komunikat wysłany do własnego elektoratu i środowiska: „jeszcze tu jesteśmy, jeszcze będziemy walczyć, jeszcze nie oddaliśmy wszystkiego”.
A mieszkańcy? Mieszkańcy po raz kolejny dostają lokalną politykę w najgorszym wydaniu: pełną personalnych urazów, rozliczeń i demonstracyjnych gestów. Zamiast rozmowy o drogach, szpitalu, szkołach, inwestycjach i jakości usług publicznych — dostają teatr władzy po przejściach.
Z całej tej historii płynie jedna refleksja. Wygrywać to sztuka, ale przegrywać też trzeba umieć. Trzeba mieć na to klasę, cierpliwość i choć odrobinę politycznego honoru. W Tomaszowie najwyraźniej z tym ostatnim wciąż jest największy problem.
Jeżeli chcesz, przerobię to jeszcze na mocniejszy tekst w stylu felietonu albo krótszy, bardziej „facebookowy” artykuł z mocnym leadem i zakończeniem.







![23 marca 2026 – najważniejsze wydarzenia w Polsce i na świecie. Polityka, historia, sport i gospodarka [PRZEGLĄD DNIA] 23 marca 2026 – najważniejsze wydarzenia w Polsce i na świecie. Polityka, historia, sport i gospodarka [PRZEGLĄD DNIA]](https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/sm-4x3-23-marca-2026-najwazniejsze-wydarzenia-w-polsce-i-na-swiecie-polityka-historia-sport-i-gospodar-1774249256.png)




















































Napisz komentarz
Komentarze